Trwa ładowanie...
d1jv76y
03-08-2021 11:00

Ofiara dla Kusiciela

książka
Oceń jako pierwszy:
d1jv76y
Ofiara dla Kusiciela
Forma wydania

Książka

Rok wydania
Autorzy
Kategoria
Wydawnictwo
Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Dokąd zawiodą tropy z obrazu wyklętego artysty?
Rozwiązywanie zagadek ukrytych w dawnych symbolach może okazać się śmiertelnie niebezpieczne. Jaką okrutną prawdę skrywa stare malowidło?
Aby ją odkryć, Gabor Horthy – specjalista od starożytnych wierzeń – musi uporać się z demonami z własnej przeszłości. Gorzej, że one również postanowiły wziąć go na cel…
Chcąc ocalić przyjaciół, Horthy podejmuje wyzwanie rzucone przez nieznanych, groźnych przeciwników. Mierząc się z nim, wyrusza w podróż tropami malarza i Kompanii Wschodnioindyjskiej wiodącymi przez Gdańsk, Tajlandię i Szkocję, aż na odległą wyspę wielorybniczą, skrzętnie skrywającą mroczne sekrety.
Ponure tajemnice sztuki, sekt, niebywałego bogactwa oraz idącego w ślad za tym upodlenia sprawiają, że pozornie odrębne ścieżki ludzkich losów splatają się w sposób zupełnie nieoczekiwany. Droga ku prawdzie okazuje się kręta i niebezpieczna, a wędrówce po niej towarzyszy budzące lęk brzmienie cedrowego fletu…
ALEKSANDER R. MICHALAK – doktor historii Uniwersytetu Gdańskiego oraz religii i teologii Trinity College w Dublinie. W prestiżowym wydawnictwie Mohr Siebeck opublikował książkę poświęconą koncepcji aniołów-wojowników. Publikował też artykuły z dziedziny demonologii i angelologii biblijnej.
Posługuje się kilkoma językami i studiuje kolejne. Przejawia słabość do kawy, dżinu oraz ozdobnych fajek do opium. Wysoko ceni aktywność fizyczną. Inspirują go egzotyczne podróże, a także dziewiętnastowieczny typ naukowca-awanturnika à la Alois Musil. Obecnie mieszka w Gdańsku.

Ofiara dla Kusiciela
Numer ISBN

978-83-66790-98-8

Wymiary

145x205

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

528

Język

polski

Fragment

Cornelis zauważył poniewczasie, że to, co zazwyczaj dawało przewagę van der Heimom i pozwalało traktować ludzi jak tańczą­ce na sznurkach trzymanych przez VDH marionetki, niespecjalnie sprawdzało się w wypadku Horthyego. Przede wszystkim nie dał się przekupić, co od razu wytrąciło rodzinie z rąk jedno z najbardziej skutecznych narzędzi negocjacji. Niełatwo było go też dosięgnąć po­przez inne osoby. Nie miał bliskiej rodziny, żony ani dzieci.

Siostra, z którą kiedyś był bardzo związany, nie żyła od kilku lat. Co do relacji z kobietami, Horthy miał ich całkiem sporo, ale nie w ostatnim czasie. Szantaż, który udał się kiedyś, obecnie mógł już nie zadziałać. Wtedy schwytali jego dziewczynę, Alice i zmusi­li go, żeby zrobił to, co mu kazali. Horthy wyszedł jednak z tego cało, a potem rozstał się z Alice i nic nie wskazywało, żeby obecnie utrzymywali jakieś kontakty. Wyglądało na to, że Horthyemu rów­nież niespecjalnie zależało na pozycji akademickiej czy stanowisku w administracji. Van der Heimowie początkowo uważali go za in­trowertyka i marzyciela, ale okazało się, że jeśli to konieczne, Horthy potrafi działać wyjątkowo energicznie i zaskakująco łatwo pozyski­wać sojuszników. Wcześniej mieszkał w różnych krajach i wszędzie zachowywał się tak, jakby w każdej chwili był w stanie się spako­wać i pojechać dokądkolwiek. Cornelis miał niejasne przeczucie, że Horthy nie czuje się wcale źle w tej sytuacji, że przypadkiem wszedł w rolę, którą zawsze miał ochotę odegrać.

Ktoś z rodziny sugerował, że można spróbować go złamać, chwy­tając kogoś z jego przyjaciół, na przykład tego bezczelnego profesora z Włoch, Andreę Rossiego. Tylko że z Rossim już raz się nie powio­dło, a był on na tyle bystry, że drugi raz z pewnością nie dałby się zaskoczyć.

Poza tym Andrea Rossi był bardzo znany w świecie naukowym i nawet za pierwszym razem w rodzinie rozgorzał spór, czy jego śmierć nie narobi zbyt wiele niepotrzebnego hałasu.

Był jeszcze też profesor Legrande, sam wywodzący się z van der Heimów, z którymi zresztą nie utrzymywał kontaktów, ale był on już stary i również znany w świecie naukowym. Poza tym Cornelis, przynajmniej od pewnego czasu, czuł przed nim bliżej nieokreślony respekt i wolał zostawić go w spokoju.

Zamiast więc poszukiwać jakiś znajomych Gabora Horthyego, dużo praktyczniej byłoby go unieszkodliwić (Cornelis wybierał zawsze myślenie w eufemizmach, kiedy chodziło o takie rzeczy). Należało jednak zastosować niekonwencjonalne środki… Nieste­ty, Horthy okazał się w pewien sposób odporny na działanie Istoty opiekującej się rodziną, a ta wedle wszelkiego prawdopodobieństwa powinna go zmiażdżyć.

To, że już się z Nią zetknął z pewnością dało mu lekcję, której nie zapomni.

W rodzinie mówiło się nawet, że to Horthy mógł zabić Alberta van der Heima, jednego z najważniejszych członków rodziny. Cor­nelis nie chciał wierzyć, że naukowiec był do tego zdolny, ale mimo to czułby się o wiele lepiej, gdyby Horthy zniknął raz na zawsze.

Jednak od chwili, gdy Horthym obiecało się zająć Potomstwo Flecisty, przestał on Cornelisowi spędzać sen z powiek – jego śmierć była już tylko kwestią czasu.

Zamiast tego Cornelis zaczął sobie uświadamiać, jak lekkomyśl­nie w istocie postąpił, zwracając się o tę pomoc. Między nim a jego strasznymi sprzymierzeńcami niespodziewanie zrodził się konflikt.

Zażądali od niego rzeczy, których Cornelis w żadnym wypadku nie chciał poświęcić.

Przez chwilę wyglądało na to, że przełknęli zniewagę – zaczął się już nawet trochę uspokajać i prawie zapomniał o sprawie. Okazało się jednak, że za wcześnie. Zaginęła jego asystentka i Cornelis był przekonany, że nie stało się to bez udziału Potomstwa Flecisty.

Ciała kobiety nigdy nie znaleziono, ale Cornelis wiedział dobrze, co mogło ją spotkać. Był dość przywiązany do swojej wieloletniej pracownicy. Myśl o tym, co biedna Amy musiała przejść przed śmiercią, zatruła mu dobre kilka tygodni. Nie wiedział, czy stało się to w okolicach Hamburga czy Lejdy, ale potrafił sobie wyobrazić, jak wyglądały jej ostatnie chwile.

Potraktował to bardzo poważnie. Dobrze wiedział, z kim ma do czynienia i miał się na baczności. Najbardziej bał się ich niekon­wencjonalnych metod. Wierzył, że istnieją sposoby wskazania kogoś poprzez rytuał, tak żeby ten ktoś niedługo potem pożegnał się z ży­ciem. O skuteczności tej metody świadczył los jednego z dziennika­rzy. Ten redaktor wykazywał zbyt wielkie zainteresowanie rodziną van der Heimów. Nazywał się Jort Bakker i śmiał podejrzewać VDH o oszustwa i inne, znacznie gorsze rzeczy, za które istotnie byli od­powiedzialni. Cornelis zwrócił się w jego sprawie do Potomstwa Flecisty. Bakker zginął wkrótce potem, w łodzi u wybrzeży Islandii podczas sztormu i nic nie wskazywało na ingerencję osób trzecich.

Fragment powieści Ofiara dla Kusiciela

d1jv76y

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1jv76y
d1jv76y
d1jv76y
d1jv76y