Recenzje
18-04-2013 (18:11)

Niesłusznie wyszydzany katar Napoleona, czyli III RP według Jana Rokity

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Niesłusznie wyszydzany katar Napoleona, czyli III RP według Jana Rokity
("__wlasne)
WP

Robert Krasowski przeprowadził i w ostatnich tygodniach opublikował w trzech osobnych tomach fascynujące wywiady-rzeki z liderami głównych nurtów polskiej polityki, którzy przedstawiają własną wersję polskiej polityki po 1989 roku. Rozmówcy Krasowskiego wiedzieli, że ich książki zostaną wydane w tym samym czasie i czytane będą jako „trzy różne wersje tej samej historii”. Lewicę reprezentuje Leszek Miller , prawicę Ludwik Dorn , a centrum Jan Maria Rokita, przy którego wersji wydarzeń chciałbym się tym razem zatrzymać na dłużej.

Jak wygląda III RP według Rokity? Których polityków uznaje za głównych rozgrywających, a o których nie warto nawet wspominać? Czy polska polityka tworzona była (i wciąż jest) przez wielkie osobowości? Czym różniła się „Solidarność” u władzy od rządów postkomunistów?W jaki sposób Leszek Miller zbudował swoje „czerwone imperium” i czy był osobiście odpowiedzialny za jego upadek? Jak powstała Platforma Obywatelska, a jak Prawo i Sprawiedliwość? Dlaczego nie doszło do rządów PO-PiS-u? Czym charakteryzowały się rządy braci Kaczyńskich, a czym „rządy osobiste” Donalda Tuska ? Na te i na wiele innych intrygujących pytań dotyczących polskiej polityki ostatnich lat odpowiada Rokita w najobszerniejszym, prawie 400-stronicowym, tomie wchodzącym w skład „tryptyku Krasowskiego”.

Już tytuł tomu wskazuje nam wyraźnie, że zdaniem niedoszłego „premiera z Krakowa” wielką rolę w polityce odgrywa przypadek. Nie dziwi więc, że w opisie Rokity większość naszych polityków to osobnicy raczej niewielkiego formatu i niekoniecznie podmiotowi. Jak trafnie zauważa w ostatnich zdaniach rozmowy Krasowski, Rokita tak często mówi w poprzednich rozdziałach o przypadku, że być może to właśnie przypadek jest w polityce najważniejszym graczem: „To przypadek [według Rokity] sprawił, że Geremek stanął przeciw Wałęsie , że postkomuniści wrócili do władzy, że upadł Wałęsa . To przypadek uratował umierające PC, to przypadek sprawił, że nie powstał PO-PiS”.

WP

Rokita twierdzi, że to zupełnie naturalne, iż „przypadek jest w polityce tak silnym żywiołem”: „To przecież truizm, że sprawy świata są kierowane przez Opatrzność i los, a polityce pozostaje wpływanie tylko na jakąś ich niewielką część. Nawet ktoś tak ufny w moc intrygi politycznej, jak Machiavelli , zakłada, że jest to jednak część mniejsza niż połowa”. Nieprzypadkowo w ostatnim zdaniu książki w formie pointy Rokita przywołuje zdanie Fryderyka Wielkiego, który cudem ocalony przez nagłą i niespodziewaną śmierć carycy, mawiał, że prawdziwym królem Prus jest Jego Święta Wysokość Przypadek. W jednym z wcześniejszych rozdziałów mówił z kolei: „W zdarzeniach 1993 roku doskonale widać tę charakterystyczną kruchość wszelkiej polityki, a zarazem siłę sprawczą wolności jej aktorów. Przecież to z błahych powodów destruują się wielkie rzeczy. Polityczna katastrofa obozu solidarnościowego w 1993 roku to katar Napoleona pod Borodino, zupełnie
niesłusznie wyszydzany przez Tołstoja
”.

Opowieść Rokity, podobnie jak Millera i Dorna , rozpoczyna się chwilę przed 1989 rokiem. Polityk mówi obszernie o solidarnościowej ekipie przed Okrągłym Stołem, o swoim ówczesnym radykalizmie, o niepozbawionym wątpliwości uznaniu wielkości Wałęsy , odwadze Michnika i Kuronia czy „Geremkowsko-Mazowieckim miksie odwagi i ostrożności”. Według Rokity komuniści składali pod koniec lat osiemdziesiątych broń „z łatwością, której nigdy bym się po nich nie spodziewał. Bez męstwa, bez klasy, tylko z nadzieją na rozkradnięcie wszystkiego, co się da”. „Wyjątkowo byle jaki upadek dyktatury!” – podsumowuje.

Wojna na górze to dla Rokity przede wszystkim wielka konfrontacja dwóch ideologów, dwóch „narodowych mentorów walczących o dusze Polaków”, a więc Adama Michnika i Jarosława Kaczyńskiego . Polityk zarzeka się też, że już wtedy nie bardzo wierzył w zwycięstwo Mazowieckiego, może poza samym początkiem, kiedy obserwował z bliska miłośników pierwszego premiera III RP. Jak to sugestywnie przedstawia: „Widziałem te mdlejące emerytki, kiedy Mazowiecki przyjeżdżał; mdlejące z rozkoszy, że mogą na żywo zobaczyć pierwszego premiera wolnej Polski. To były emocje nadzwyczajne”.

Rokita opowiada żywo, barwnie i zajmująco, zręcznie popisuje się przed czytelnikiem rozmaitymi bon motami, politycznymi refleksjami i (nad)interpretacjami, błyskotliwymi przemyśleniami, wielopiętrowymi, mniej lub bardziej subtelnymi i zabawnymi złośliwościami oraz cytatami i nawiązaniami do klasyków (głównie starożytności, ale nie tylko). Na pytanie o to, na czym polega polityczne znaczenie premiera Olszewskiego w dziejach III RP, odpowiada: „Na jego malowniczej śmierci politycznej”. O Unii Wolności: „W Unii aż skręcało ludzi od pragnienia kariery, ale nikt nigdy by się do tego nie przyznał. […] To był pasjonujący reality show, a nie dzisiejszy teatrzyk pociąganych za sznurki kukiełek, które umieją już tylko deklamować piarowskie frazesy, najczęściej pełne egzaltacji i agresji”.

WP

O rządach SLD: „Postkomuniści nie wytwarzali w tamtym czasie żadnych idei państwowych. To była nicość”. O Leszku Millerze : „Kanclerz, ale tylko do chwili objęcia kanclerstwa”. O naturze Donalda Tuska : „Poglądy Tuska są relatywne względem jedynego problemu, zarazem politycznego i egzystencjalnego. Jest nim kwestia władzy, panowania, dominacji”. O słynnym PiS-owskim klipie wyborczym z lodówką w roli głównej: „Dziś myślę, że faktycznie lodówka była punktem zwrotnym polskiej polityki”. O Jarosławie Kaczyńskim , który jako jedyny miał szansę na przeprowadzenie całościowego przeglądu i remontu państwa: „ Kaczyński przepuścił wielką i jedyną okazję. I to
nigdy nie będzie mu darowane
”.

Olszewski i Macierewicz to według Rokity współczesne wcielenia Hrabiego i Gerwazego, „dusze zawadiaków i hałaburdów”. W innych fragmentach rozmowy Rokita opowiada m.in. o „solidarnościowym stadzie lemingów”, którym na początku lat 90. bywał jego obóz polityczny, o „michnikizacji partii”, o „dojutrkującym” Mazowieckim , o Millerze , który chciał siebie obsadzić w „historycznej roli” „prawdziwego skurwysyna” oraz o „chorobie cezaryzmu”, na którą zapadł, o „kompleksie kąpania kota”, na który cierpiał Aleksander Kwaśniewski czy o „kopernikańskim” odkryciu Tuska (chodzi o „rozjeżdżanie” Kaczyńskiego i PiS niezależnie od tego, czy się jest akurat
w rządzie, czy w opozycji), którego Rokita uważa za polityka totalnego, ale jednocześnie intryganta, który nade wszystko pragnie sławy i uznania, nie ceni za to sztuki rządzenia i jest zagorzałym przeciwnikiem reform.

Jak nietrudno odgadnąć, jednym z głównych aktorów sceny politycznej III RP jest według Jana Rokity sam Jan Rokita.Osobiście taka (przynajmniej momentami) narcystyczna i egotyczna opowieść polityka mi nie przeszkadza, choć domyślam się, że niejednego czytelnika eksponowanie i odmienianie przez wszystkiego przypadki zaimka „ja” może irytować. Szczególnie urokliwa i wzruszająca jest skłonność Rokity do mówienia o sobie w trzeciej osobie. Parę przykładów: „ Kuroń , Bielecki, Osiatyński , Syryjczyk, Rokita – to faktyczny ośrodek koordynacji [w gabinecie Suchockiej]”; „Myślę, że po namyśle [ Tusk ] odłożył po prostu ostateczne rozwiązanie kwestii Rokity na późniejszy czas. Jego wewnętrzny stosunek do idei premiera Rokity i wspólnego rządu z Kaczyńskim ujawnił się dopiero wyraźnie podczas kampanii wyborczej 2005 roku”; „ Tusk i Kaczyński u władzy byliby gwarantami realności bytu wielkiej koalicji, a Rokita nadał by jej impet programowy”. I jeszcze wspomnienie Rokity o momencie, w którym dołączył do Platformy i Tuska , który połknął jego własną partię (SKL): „Miałem wtedy wyłącznie poczucie, że właśnie skończył się czas, w którym miałem szansę wpływania na bieg historii”.

W recenzji wywiadu-rzeki z Millerem chwaliłem już wykonaną przez Roberta Krasowskiego pracę oraz sposób stawiania przez niego pytań, a jednocześnie trochę z tego samego powodu marudziłem, że jednak wolałbym by było ostrzej, bardziej konfrontacyjnie i polemicznie. W niniejszym tomie publicysta wprost mówi o swoim pomyśle na ukazanie trzech odmiennych, skrajnie subiektywnych perspektyw polskiej polityki ostatnich lat. Gdy Rokita ostro krytykuje Lecha Wałęsę (według niego Wałęsa wcale nie miał zamiaru zmieniać ustroju na prezydencki), Krasowski mówi: „Inaczej pamiętam działania Wałęsy , ale nie będę się spierać, bo to pańska książka i pańska wizja przeszłości”.

WP

Na szczęście nie w każdym momencie książki Krasowski jest wierny tej deklaracji – raz za razem spiera się, uzupełnia, prostuje, przedstawia odmienne stanowisko w poszczególnych kwestiach i sprowadza Rokitę z powrotem na planetę Ziemia (Rokita chwali się tym, że idea silnego premiera z władzą dekretów była jego pomysłem, na co Krasowski: „Jednak polityków nie rozliczna się z marzeń, lecz z osiągnięć”). Co ważne, nudno nie jest nawet w tych fragmentach, w których Krasowski daje się porządnie wygadać Rokicie i w których były redaktor naczelny „Dziennika” odgrywa rolę rzetelnego, uważnego moderatora dyskusji, a nie polemicznego publicysty.

Jakieś dwie minuty po skończeniu Anatomii przypadku sięgnąłem po trzeci tom tryptyku Krasowskiego, w którym rozmówcą dziennikarza jest z kolei Ludwik Dorn . W recenzji z Anatomii słabości spróbuję podsumować zbiorczą, niezwykle wciągającą, lekturę wszystkich części tej subiektywnej, „źródłowej” opowieści o III RP. Każdy z tomów czytany osobno robi wrażenie, ale dopiero pochłonięcie całości przynosi prawdziwą lekturową frajdę.

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP