Trwa ładowanie...

"Nie rób tego drugi raz". Aktorka nie posłuchała. Małżeństwo z premierem zakończyło się w atmosferze skandalu

Ona była jedną z najpopularniejszych aktorek w kraju, on uchodził za playboya o wielkim seksualnym apetycie. Małżeństwo Niny Andrycz i Józefa Cyrankiewicza przetrwało 21 lat i zakończyło się w atmosferze skandalu. Zaważyła decyzja, z którą komunistyczny aparatczyk nie mógł się pogodzić.

Małżeństwo Niny Andrycz i Józefa Cyrankiewicza przetrwało 21 latMałżeństwo Niny Andrycz i Józefa Cyrankiewicza przetrwało 21 latŹródło: East News
d2v3s3m
d2v3s3m

Pławienie się w luksusie, rozwiązłość i erotyczne rozpasanie. Choć komunistów oficjalnie cechowała obyczajowa dewocja, to za murami rządowych willi dochodziło do sytuacji jawnie temu przeczących. Oficjalnie nikt o tym nie mówił, ale obywatele wiedzieli swoje. Plotkami na temat słabości aparatczyków żyła cała Polska.

W książce "PRL. Żony i kochanki władzy", którą w formie audiobooka możecie posłuchać w serwisie Audioteka.com, Sławomir Koper zabiera nas za kulisy życia prywatnego najsłynniejszych figur komunistycznego aparatu władzy i ich czasów. Jej bohaterami są słynni pierwsi sekretarze, premierzy, działaczki czy ludzie świata kultury powiązani z partią.

Jednym z najciekawszych wątków jest bez wątpienia głośny związek Niny Andrycz i Józefa Cyrankiewicza. Dziś powiedzielibyśmy, że byli najprawdziwszą power couple, która rozgrzewała do czerwoności masową wyobraźnię obywateli miast i wsi. Ją nazywano królową polskiej sceny, on z kolei był najmłodszym premierem powojennej Europy.

Ich małżeństwo przetrwało 21 lat i zakończyło się w atmosferze skandalu. Co ciekawe z inicjatywy Cyrankiewicza, który nie mógł pogodzić się z decyzją żony.

d2v3s3m

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Audiobooki, od których się nie oderwiecie. Masa superprodukcji

Yul Bryner dla ubogich

Józef Cyrankiewicz, który urząd premiera objął po raz pierwszy w 1947 r., nie pasował do komunistycznej wierchuszki. Wyróżniał się zarówno wyglądem, piękną polszczyzną, jak i umiejętnością "poruszania się w eleganckim świecie".

Był świetnie ubrany, dbał o sylwetkę, nic więc dziwnego, że stanowił obiekt westchnień płci przeciwnej. Miał też swój znak rozpoznawczy.

d2v3s3m

"Golił mianowicie głowę, niewątpliwie wiedząc, że ma ładny kształt czaszki. To samo robił w Hollywoodzie Yul Brynner. Taki zabieg rozjaśniał regularne rysy twarzy, wydobywając z niejako marmurowego tła żywe, ciemne oczy i zmysłowe usta" - wspominała po latach Nina Andrycz.

Sam Cyrankiewicz zdawał sobie sprawę z podobieństwa do gwiazdy "Siedmiu wspaniałych", żartobliwie nazywając siebie "Yulem Brynerem dla ubogich".

Premier, gdy ujrzał Andrycz po raz pierwszy, stracił dla niej głowę i miał w stosunku do niej poważne plany. Jednak nim zrobił pierwszy krok, porządnie się przygotował. Poprosił redaktora "Robotnika" Zbigniewa Mitznera (późniejszego współzałożyciela "Szpilek"), aby prześwietlił aktorkę i sporządził dla niego raport.

d2v3s3m

"Wiem - mówił Mitznerowi - że ostatnio dziewczyna żyła z pewnym oficerem. Zula mi go pokazała na ulicy. Fizycznie chłopczyna bez zarzutu. Mógł się podobać. Nawet bardzo. Właśnie z szynku wychodził, bo ona go podobno porzuciła. Widujesz się z nią przecież? Sprawdź, czy to się zgadza" - miał wydać dyrektywy Cyrankiewicz.

Mitzner był posłańcem, który w imieniu swojego mocodawcy, zaproponował spotkanie. Doszło do niego jednak dopiero po trzech miesiącach. Tak wspominała je Andrycz:

"Wódz nie bez wahania wypuszcza moją rękę i wchodzimy do obszernego pokoju, będącego jednocześnie salonikiem i jadalnią. Parkiet lśni. Na białym obrusie lśnią kieliszki i nakrycia. Cała kolacja przygotowana na zimno, bo służby ani widu, ani słychu. Dostrzegam bez trudu pewien charakterystyczny szczegół, który mnie niejako spokrewnia z panem domu… A mianowicie w najmniej oczekiwanych miejscach leżą książki. Jedna spora kupka na oknie. Druga, jeszcze większa, za lustrem, a trzecia i czwarta w rogach pokoju".

d2v3s3m

Cyrankiewicz musiał zrobić na gwieździe Teatru Polskiego wrażenie, bo na jednym spotkaniu się nie skończyło.

"Miałam zawsze wstręt do ciąży"

Doniesienia na temat romansu premiera i aktorki szybko obiegły nie tylko Warszawę, ale i resztę kraju. Ludzie żyli "bajkowym" romansem, choć oficjalnie nikt o tym nie mówił. Szybko pojawiła się też plotka, że szykuje się ślub, który będzie wydarzeniem.

Podobno Andrycz sugerowała, że zadowoli się rolą kochanki, jednak Cyrankiewicz nalegał na legalizację związku.

d2v3s3m

"[…] zauważył, że miał w życiu wystarczającą liczbę nieformalnych związków, a teraz oczekuje stabilizacji" - tłumaczy Koper.

Kiedy w końcu dała się przekonać, Andrycz postawiła mu dwa warunki.

"[…] w żadnych okolicznościach, w żadnej koniunkturze politycznej nie przerwę pracy w Teatrze Polskim - tłumaczyła Cyrankiewiczowi. - Ukochany, o którym ci wspominałam, przed laty zdradził mnie, i to z byle kim. Praca natomiast dochowywała mi wierności, nawet po sześcioletniej przerwie. Dzięki niej stoję dziś na własnych nogach i jestem ludziom potrzebna" - podkreśliła Andrycz.

d2v3s3m

Po drugie aktorka dała dobitnie do zrozumienia, że nie chce mieć dzieci.

"Miałam zawsze wstręt do ciąży, za to jako aktorka bez przerwy rozmnażałam się psychicznie" - pisała Andrycz. Czas pokazał, że artystka nie rzuca słów na wiatr.

"Ta kobieta musi lubić swoją pracę"

Ślub odbył się 5 listopada 1947 r. Z relacji Niny Andrycz wiemy, że wchodząc w związek z Cyrankiewiczem miała już duży bagaż doświadczeń damsko-męskich. Z kolei o chuci premiera od dawna krążyły plotki.

"Początkowo ich życie seksualne musiało układać się dobrze, albowiem narzeczony 'udowodnił żarliwie i ponad wszelką wątpliwość, że jest o wiele lepszy od porucznika'. Tłumaczył zresztą, że po 'upiornej oświęcimskiej wstrzemięźliwości’ nie wystarczy mu konwencjonalny miesiąc miodowy" - tłumaczy Koper.

Andrycz kurczowo trzymała się swoich przedślubnych warunków. Ciągle grała w teatrze i ze względów zawodowych rzadko towarzyszyła mężowi w podróżach służbowych.

Doszło nawet do sytuacji, w której żona Cyrankiewicza odwoływała wizytę na Kremlu. Jej decyzja wywołała panikę wśród dygnitarzy – Jakub Berman miał ponoć nawet zemdleć. Jednak Stalin - dostała od niego wspaniałe futro z norek - ze spokojem tylko stwierdził, że "ta kobieta musi lubić swoją pracę".

Jednak, kiedy grafik na to pozwalał, pojawiała się u boku męża. Małżeństwo odwiedziło Tajlandię, Indie, Kambodżę (Andrycz znająca biegle francuski była wtedy tłumaczką) oraz Chiny, gdzie urzeczony nią Mao Tse-tung obdarował ją porcelaną, która, jak wspomina Koper, miała zostać potem zbita podczas jednej ze sprzeczek w ich warszawskim mieszkaniu.

Aktorka też kategorycznie odmawiała tytułowania jej "Madame Nina Cyrankiewicz", a w życiu zawodowym używała panieńskiego nazwiska twierdząc, skądinąd słusznie, że za długo pracowała na swoją renomę.

Małżeństwo z Cyrankiewiczem wywołało też zazdrość w środowisku. Złośliwi twierdzili, że role koronowanych głów, w jakich się wyspecjalizowała, otrzymuje ze względu na męża.

"Wszystkie moje królewskie role przynosiły teatrowi dochód, więc dostawałam następne do grania. Prywatnie nie grałam wielkiej damy, bo zawsze oddzielałam scenę od rzeczywistości, która w tamtych latach była bardzo uboga, wręcz tragiczna" - wspominała po latach.

"Nie rób tego drugi raz"

Lata mijały, a Cyrankiewicz tęsknił za stabilizacją. Chciał mieć rodzinę, ale zaczęło dochodzić do niego, że było to niemożliwe, bo "wciąż przegrywał ze sceną".

"Tęsknił do ogniska domowego, chciał mieć dzieci. Nie było to jednak możliwe przy trybie życia żony, która rano miała próbę, a wieczorem spektakl, po którym była zmęczona" - tłumaczy autor "PRL. Żony i kochanki władzy".

Andrycz dwukrotnie zachodziła w ciążę i dwukrotnie poddawała się aborcji.

"Jak za drugim razem szłam na zabieg – wspominała Nina – moja mama się popłakała. Tłumaczyła mi: 'Nie rób tego drugi raz. Z pierwszym zabiegiem się pogodził, ale drugiego ci nie daruje, bo pokazujesz, że ci na nim nie zależy’".

Matka aktorki miała rację. Druga aborcja była gwoździem do trumny małżeństwa Andrycz i Cyrankiewicza. Premier coraz częściej zaglądał do kieliszka, co odbiło się na jego wyglądzie. Po Yurze Brynerze z czasem nie było śladu.

Cyrankiewicz zaczął uciekać w kolejne romanse. Łączono go z Ireną Dziedzic, Danutą Szaflarską, a także młodziutką kwiaciarką ze sklepu na rogu Alei Jerozolimskich i Marszałkowskiej, do której czynił awanse. W końcu związał się z Krystyną Tempską, wybitnym lekarzem reumatologiem, która wychowywała trójkę dzieci z poprzedniego małżeństwa.

Jednak zanim doszło do ślubu, konieczny był rozwód. Tu jednak nie było tak łatwo, bowiem towarzysz Gomułka był przeciw.

"Uważał on, że od prezesa Rady Ministrów należy oczekiwać przykładu dla społeczeństwa, a nie trzech ślubów w życiorysie. Ale szef rządu potrafił czekać i w odpowiedniej chwili zaszachował I sekretarza. Po wypadkach marcowych 1968 r. towarzysz Wiesław miał poważniejsze zmartwienia na głowie i ustąpił przed szantażem. Prezes Rady Ministrów groził dymisją, co w gorącym politycznie okresie mogło mieć niewyobrażalne konsekwencje" - tłumaczy Koper.

Małżeństwo pierwszej diwy polskiej sceny i Józefa Cyrankiewicza przetrwało 21 lat. Nina Andrycz jeszcze mocniej poświęciła się aktorstwu, później też próbując swych sił jako poetka i powieściopisarka.

Cyrankiewicz ustąpił ze stanowiska po wydarzeniach z grudnia 1970 r. Jak wspomina Władysław Barcikowski "kochał bardzo swą trzecią żonę i jej rodzinę. Była to dla niego wymarzona rodzina, której zawsze bardzo pragnął. Czuł się szczęśliwy".

W najnowszym odcinku podcastu "Clickbait" ogłaszamy zwycięzcę starcia kinowych hegemonów, czyli "Barbie""Oppenheimera", a także zaglądamy do "Silosu", gdzie schronili się ludzie płacący za Apple TV+. Możesz nas słuchać na Spotify, w Google Podcasts, Open FM oraz aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2v3s3m
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2v3s3m