Trwa ładowanie...

"Wampir z Warszawy" mordował i gwałcił. Na kobiety padł blady strach

"Wampir z Warszawy" budził przerażenie. Okrutny, bezlitosny gwałciciel, który zabijał swoje ofiary. Potrafił pojawiać się na "swoim" miejscu zbrodni i z kamienną twarzą przyglądać się pracy milicjantów. Stał niewzruszony obok pogrążonych w rozpaczy najbliższych zamordowanych kobiet i przerażonych gapiów.

Tadeusz Ołdak zyskał przydomek "Wampir z Warszawy"Tadeusz Ołdak zyskał przydomek "Wampir z Warszawy"Źródło: Materiały prasowe
dwf7wsq
dwf7wsq

Pierwsza ofiara - Waleria Ł.

Jak w każdym mieście, tak i w Warszawie, istnieją dzielnice, do których lepiej nie zapuszczać się po zmroku. W stolicy jest jest to np. owiana złą sławą Praga. Choć zdania są podzielone, czy bardziej "groźna" jest Północ czy Południe, wszyscy są zgodni, że w obu tych częściach miasta bywa niebezpiecznie. 7 kwietnia 1950 r. na własnej skórze przekonała się o tym Waleria Ł. 40-latka była wdową, która by utrzymać dwoje dzieci, wieczorami dorabiała jako praczka w prywatnych mieszkaniach.

By po pracy dotrzeć jak najszybciej do domu, musiała przemknąć ulicą Podskarbińską (ulica w warszawskiej dzielnicy Praga-Południe). Przemknąć, bowiem wszyscy w okolicy doskonale wiedzieli, że im szybciej pokona się ten kawałek drogi, tym lepiej. Niestety, kobieta nigdy nie dotarła do swoich dzieci.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Zabójstwo Anastazji w Grecji. Będzie wniosek o ekstradycję?

Waleria została napadnięta, pobita, zamordowana, a po śmierci zgwałcona przez nieznanego sprawcę. Jej zmasakrowane ciało zostało odnalezione niedaleko pobliskich torów kolejowych. Morderca nie miał litości. Do tego stopnia, że identyfikacja denatki trwała kilka godzin. Mimo że wezwana na miejsce milicja odnalazła dowód zbrodni (zakrwawiony kamień) i część ubioru sprawcy (niemiecki pas z napisem "Gott mit uns" - "Bóg z nami"), nie zdołano odnaleźć mordercy. Nikt wówczas nie miał jeszcze pojęcia, że sprawca brutalnej napaści jest tuż obok. Dosłownie. Mężczyzna, który pozbawił życia Walerii Ł., stał wśród tłumu postronnych gapiów.

dwf7wsq

Morderca nie miał dość

Zaledwie miesiąc później, dokładnie 6 maja 1950 r. późnym wieczorem 24-letnia Irena L. wracała z kina z koleżanką Krystyną. Dziewczyny rozdzieliły się pod domem Krysi i każda poszła w swoją stronę. Jako że Irena mieszkała niedaleko, pewnie ruszyła ulicą Żymirskiego (ulica na Gocławiu w dzielnicy Praga Południe w Warszawie). Nie bała się. Droga była oświetlona, wiedziała, że ma tylko kilka kroków do domu. Niestety, nie dotarła do celu.

W pewnym momencie zaatakował ją nieznany mężczyzna. Pobił ją i zgwałcił. Dziewczyna błagała go, by zostawił ją w spokoju i puścił wolno. Spanikowana obiecywała, że nikomu nie powie o tym, co się stało. Wyznanie Ireny uspokoiło sprawcę. Przynajmniej takie można było odnieść wrażenie. W jednej chwili, jak gdyby nigdy nic, zaczął opowiadać o sobie. Choć podał fikcyjne imię (Zygmunt), wyjawił, gdzie pracuje (padło określenie "przy reflektorach") i kim jest jego ojciec (jeździł na wózku inwalidzkim).

Przerażona Irena, przysłuchując się historiom, miała sporo czasu, by przyjrzeć się swojemu oprawcy. Czy mężczyzna był tego świadomy? Oczywiście. Dlaczego zatem pozwolił na to kobiecie? Otóż powtarzał jej, że skoro i tak ją wkrótce zabije, może śmiało wyjawić swoje wszystkie sekrety. Przecież Irena i tak zabierze je ze sobą do grobu.

dwf7wsq

Udało jej się uciec

Gdy skończył mówić, nakazał dziewczynie pójść w stronę Jeziorka Gocławskiego. To właśnie tam usiłował ponownie ją zgwałcić i udusić. Nie przewidział jednak ogromnej woli walki, jaka pojawiła się w kobiecie. Gdy tylko 24-latce udało się wysunąć na moment z rąk oprawcy, niewiele myśląc, wskoczyła do jeziorka. Zanurkowała, przepłynęła kawałek i ukryła się w gęstych zaroślach. Obserwowała ze swojej kryjówki, jak wściekły "Wampir z Warszawy" przeczesuje brzeg w poszukiwaniu tej, którą chciał zabić. Po kilku godzinach mężczyzna odpuścił.

Irena tak bardzo się bała poruszyć, że wyczołgała się z szuwarów dopiero nad ranem, gdy ujrzała w pobliżu wędkarzy i poczuła się bezpiecznie. Swoje kroki od razu skierowała na pobliski komisariat, gdzie zgłosiła napaść i gwałt. Dokładnie opowiedziała, jak wyglądał jej oprawca, podała jego znaki szczególne (brak dwóch palców u lewej ręki) i powtórzyła historię jego życia. Czy to wystarczyło, by złapać mordercę? Jak się okazało, niezupełnie. W Warszawie zaczęło dochodzić do kolejnych morderstw, a na kobiety padł blady strach.

Jeśli jesteście ciekawi, co jeszcze się wydarzyło, kim były kolejne ofiary, jak wyglądały poszukiwania mężczyzny budzącego przerażenie w stolicy oraz w jaki sposób doszło do zatrzymania mordercy i co go zdradziło, koniecznie sięgnijcie po audiobooka "Wampir z Warszawy" w Audioteka.pl.

"Wampir z Warszawy" Materiały prasowe
"Wampir z Warszawy"Źródło: Materiały prasowe

Wyrok w dwa dni

25-letni Tadeusz Ołdak został uznany za pierwszego seryjnego mordercę w powojennej historii stolicy Polski. Działał na terenie kilku dzielnic w Warszawie: na Targówku, Grochowie, Gocławiu i w Aninie. Przed wymiarem sprawiedliwości ukrywał się przez 28 dni.

dwf7wsq

"Tadeusz Ołdak przyznał się do zarzuconych mu zbrodni, ale zmienił swoje dotychczasowe zeznania. Jego wyjaśnienia co do pobudek, które skłoniły go do popełnienia przestępstw, nie zawierały już nawet tych skromnych informacji, których udzielał w śledztwie. Zaczął zasłaniać się niepamięcią oraz działaniem bez rozeznania, a w chwili mordowania stanem 'upojenia alkoholem'. [...] W związku z tego rodzaju wyjaśnieniami sąd odczytał oskarżonemu zeznania złożone przezeń w śledztwie. Oświadczył on wówczas: 'Nie pamiętam także szczegółów zeznań złożonych w śledztwie, które są zawarte w odczytanym protokole. Szczegóły te podawano mi w śledztwie, a ja je potwierdziłem. Przyznaję się do zarzuconych mi czynów, ale szczegółów nie pamiętam, prócz podanych dzisiaj. Nie wiem, dlaczego popełniałem zabójstwa i gwałty. Byłem pijany, chodziłem jak otumaniony, gdybym rozumiał, co robię, nie byłbym tego robił…'" - podaje Jarosław Molenda w książce "Wampir z Warszawy", którą w całości możecie posłuchać w Audioteka.pl.

Wystarczyły dwa dni, aby zapadł wyrok, który został ogłoszony 31 stycznia 1951 r. Decyzją sądu brzmiał on następująco: kara śmierci i utrata praw publicznych oraz obywatelskich praw honorowych na zawsze, tudzież przepadek całego mienia na rzecz skarbu państwa. Sąd uznał też, że "stan umysłowy skazanego został zbadany dwukrotnie przez biegłych lekarzy i wynika, że skazany jest osobnikiem poczytalnym, a w trakcie popełniania przestępstw miał zdolność rozpoznawania swoich czynów i możność pokierowania swym postępowaniem".

Prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z przysługującemu mu przywileju prawa łaski, w wyniku czego 10 kwietnia 1951 r. o godz. 20:20 wykonano wyrok. Tadeusz Ołdak został poddany karze śmierci.

dwf7wsq

W najnowszym odcinku podcastu "Clickbait" wybieramy się na wakacyjną podróż śladami hitowych filmów i seriali, zachwycamy się słoneczną Taorminą, przypominamy najbardziej wstrząsające odcinki "Black Mirror" i komentujemy nowy sezon show Netfliksa. A na koniec sprawdzamy, jak wypadł Marcin Dorociński w "Mission:Impossible". Możesz nas słuchać na Spotify, w Google Podcasts, Open FM oraz aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
dwf7wsq
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dwf7wsq