Trwa ładowanie...

Kryptonim "Skóra": bestialsko oskórowano 23-letnią studentkę. Wszystko zmienił jeden telefon

Jedna z najgłośniejszych zbrodni w Polsce, w którą zaangażowano nie tylko policję, ale również ekspertów z Europy i FBI. Co tak naprawdę stało się w 1998 r. z bestialsko zamordowaną, oskórowaną i poćwiartowaną na kawałki Katarzyną Z.?

Katarzyna Z. / Robert J. w krakowskim sądzie w 2020 r.Katarzyna Z. / Robert J. w krakowskim sądzie w 2020 r.Źródło: Archiwum prywatne, East News, fot: Beata Zawrzel, REPORTER
d448243
d448243

Tą sprawą żyła cała Polska. I choć wszystko wydarzyło się 25 lat temu, to, co się wówczas stało, do dziś budzi przerażenie... Październik 1998 roku. Katarzyna Z. rozpoczyna studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie na kierunku religioznawstwo. Wcześniej próbowała swoich sił na psychologii i historii, jednak po pewnym czasie oba te kierunki porzuciła. 23-latka była skrytą, nieśmiałą i zamkniętą w sobie dziewczyną. Typ samotniczki. Znajomi, którzy uczęszczali z nią na zajęcia, nie potrafili powiedzieć o niej nic więcej poza tym, że była miła i bezkonfliktowa. Część osób była przekonana, że zachowanie i zdystansowanie studentki spowodowane było depresją, na którą Katarzyna cierpiała po śmierci ojca w 1996 roku. Nikt nie drążył.

- Miała kilka koleżanek z którymi utrzymywała kontakt, ale nie mówiła im zbyt wiele o sobie. Chyba była typem samotniczki, która lubiła snuć się po księgarniach, dyskusyjnych klubach filmowych, sklepach muzycznych. Rozmawiałam z jedną z jej przyjaciółek z psychologii, z którą przez pół roku studiowała. Opowiadała mi, że chodziły z Kasią na wystawy, do muzeów, zwiedzały Kraków. Katarzyna sprawiała wrażenie, że w ogóle nie zna miasta, mimo że mieszkała w nim od wielu lat. Nie była typem osoby, która łatwo wchodziła w relacje i ufała ludziom - tymi słowami w rozmowie z Sebastianem Łupakiem z Wirtualnej Polski opisywała studentkę Monika Góra, autorka reportażu "Kryptonim Skóra".

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

"Opowiem ci o zbrodni": koszmarne morderstwo nastolatków

Nigdy nie przyszła na umówione spotkanie

Gdy wszyscy byli pewni, że religioznawstwo jest tym kierunkiem, który pochłonął Katarzynę bez reszty, ona niespodziewanie przestała uczęszczać na zajęcia. Jej matka Bogusława nie miała pojęcia, że dziewczyna już od trzech tygodni nie pojawia się na uczelni. Choć obie panie mieszkały razem, Kasia trzymała swoje "wagarowanie" w tajemnicy przed mamą. Dlaczego? Tego do dziś nie wiadomo.

d448243

12 listopada 1998 roku niczego nieświadoma pani Bogusława umawia się wieczorem z córką na osiedlu Uroczym w Krakowie. Mają wspólnie pójść do lekarza. Wybija godzina spotkania. Kasia się nie pojawia. Mijają kolejne minuty. Zniecierpliwiona i podenerwowana kobieta zaczyna mieć złe przeczucia. Przecież jej ukochana Kasia była bardzo punktualna. Coś jest nie tak. Gdy dociera do niej, że nieobecność córki musi być spowodowana dramatycznym wypadkiem, zgłasza zaginięcie dziewczyny na policję.

Makabryczne znalezisko

6 stycznia 1999 roku. Załoga pchacza "Łoś" (statek będący rodzajem holownika) jest zmuszona do przerwania prac na Wiśle. Melduje, że coś zaplątało się w śrubę i unieruchomiło maszynę. Gdy członkowie załogi przyglądają się znalezisku, uginają się pod nimi nogi. Na ich twarzach maluje się przerażenie.

Zawiadomiona policja potwierdza, że statek natknął się na rozczłonkowane fragmenty ludzkiego ciała, pukle włosów i szczątki ubrań. Po przeprowadzeniu badań specjaliści jednogłośnie stwierdzają, że ktoś bardzo precyzyjnie oddzielił skórę od tułowia, po czym wrzucił ciało do wody. Wkrótce okazało się, że znalezione części zwłok należą do zaginionej Katarzyny Z.

d448243

Kolejne przerażające odkrycie

14 stycznia 1999 roku, czyli zaledwie tydzień po makabrycznym znalezisku w Wiśle, pracownicy stopnia wodnego Dąbie (znajdującego się w Krakowie) dokonują kolejnego makabrycznego odkrycia. Na specjalnej studzience (kracie, na której docelowo zatrzymują się zanieczyszczenia) odnajdują ludzkie szczątki i skrawek materiału. Wezwana na miejsce policja ustala, że pracownicy natknęli się na kawałek pośladka, odciętą nogę i część spodni. Przeprowadzona analiza potwierdza najczarniejszy scenariusz. Zarówno fragmenty ciała, jak i ubrania należą do Katarzyny Z.

Wielka tajemnica

Jeśli myślicie, że policja nagłośniła sprawę i w poszukiwanie mordercy (od razu wykluczono, jakoby śmierć Katarzyny była wynikiem nieszczęśliwego wypadku lub samobójstwa) zaangażowała się cała Polska, jesteście w błędzie. Śledczy zajmujący się tą sprawą trzymają wszystko w tajemnicy. Oficjalny powód: nie chcieli straszyć mieszkańców Krakowa i siać wśród nich paniki.

d448243

Specjaliści wciąż jednak usiłowali ustalić, co tak naprawdę wydarzyło się w listopadzie 1998 roku. Wiadomo było, że zabójstwo dziewczyny nie było wynikiem impulsywnego działania kogoś, kto po prostu "przechodził obok". Ktoś, kto oskórował Katarzynę Z., dokładnie wiedział, co robił. Wskazywały na to precyzyjne cięcia i fakt, że zabójca ściągnął skórę z całego tułowia ofiary, bez rozcinania jej po bokach.

Zaczęto podejrzewać, że za morderstwem ze szczególnym okrucieństwem musi stać lekarz lub rzeźnik. Nie ma mowy, by zrobiła to przypadkowa osoba. Ustalono także, że kobieta przed śmiercią była torturowana. Zabójstwu zostaje nadany kryptonim "Skóra".

Wystarczył jeden telefon

Mijają cztery miesiące. 13 maja 1999 roku na komisariat dzwoni Leszek L. Mężczyzna twierdzi, że wie, kto zabił Katarzynę Z. Wskazuje na Roberta J. Dlaczego to właśnie on miałby okazać się krakowskim Hannibalem Lecterem?

d448243

Leszek L. opowiada policji o tym, że Robert J. nienawidzi kobiet, a w przeszłości znęcał się nad zwierzętami. Sąsiedzi nazywają go "dziwakiem". Był wysportowany, często chodził na siłownię, znał sztuki walki. Na jego niekorzyść miało działać również to, że pracował w prosektorium, w którym wprost uwielbiał przypatrywać się sekcjom zwłok kobiet. Dopytywał o szczegóły, widział, jak skalpel obchodzi się z ciałem. Na swoim koncie miał też pracę w Instytucie Zoologii, w którym mówiło się, że do jego obowiązków należało m.in. skórowanie zwierząt. Nie było również tajemnicą, że Robert J. cierpiał na schizofrenię paranoidalną.

Co tak naprawdę się wydarzyło?

Choć Leszek L. nie posiadał tak naprawdę żadnych konkretnych informacji, które łączyłyby Roberta J. ze sprawą Katarzyny Z., policja potraktowała jego zgłoszenie priorytetowo. Co ustalono?

d448243

Jeśli chcecie dowiedzieć się, co dokładnie wydarzyło się 25 lat temu, jak przebiegało śledztwo, kim był Leszek L., co ustalono w sprawie Roberta J. i dlaczego tak dużo mówiło się o pochodzącym z Rosji studencie Władimirze W., koniecznie sięgnijcie do katalogu Audioteki. To właśnie tam znajdziecie audioserial "Skóra", który jest wynikiem wnikliwego śledztwa Moniki Góry. Dziennikarka poszukuje odpowiedzi na pytanie, czy o to brutalne zabójstwo został oskarżony niewinny człowiek.

Czyżby i tu sprawdzała się zasada, że "morderca znajduje się w pierwszym tomie akt"? Przekonajcie się sami!

Kryptonim "Skóra", Monika Góra Materiały prasowe
Kryptonim "Skóra", Monika GóraŹródło: Materiały prasowe
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d448243
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d448243