Trwa ładowanie...
d254sh1
03-02-2020 18:08

Miłość Kocha... lubi... szanuje...?

książka
Oceń jako pierwszy:
d254sh1
Miłość Kocha... lubi... szanuje...?
Forma wydania

Książka

Rok wydania
Autorzy
Kategoria
Wydawnictwo
Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Z recenzji dr hab. Andrzej Łukasik, prof. UR - Zakład Psychologii Uniwersytet Rzeszowski O czym jest książka Katarzyny Loreckiej? O miłości. Tytuł nie zwodzi Czytelnika. Ale książka jest pełna niespodzianek. Gdy myślisz, że znajdziesz w niej kolejne porady dla zakochanych, okazuje się, że jest tam solidna naukowa wiedza psychologiczna. Gdy sądzisz, że ta wiedza Cię przerośnie, przekonujesz się, że jest podana w niezwykle przejrzysty i przystępny sposób. Gdy myślisz, że jest to tylko wiedza teoretyczna, to okazuje się, że masz do dyspozycji ćwiczenia, które pomogą Ci w rozumieniu siebie i partnera lub partnerki. A wszystko napisane z pasją, tak jak o miłości pisać należy. _____ Mawia się, że wiara czyni cuda, a pasja bywa zaraźliwa. Polecana książka powstała z wiary w prawdziwą, wzmacniającą partnerów miłość i w zdolność ludzi do samodoskonalenia się, przeciwstawiania obciążeniom płynącym z doświadczeń cyklu życia, które mogą utrudniać pełne cieszenie się bliskością z drugim człowiekiem. Tworzeniu tego syntetycznego kompendium wiedzy o zagadnieniach związanych z miłością, których wpływ odczuwamy, wchodząc w intymne relacje, towarzyszyła też wiara w to, że Czytelnik znajdzie w nim inspirację do innego spojrzenia na własny potencjał w tym zakresie. Pasja, z jaką Autorka tworzyła publikację, otworzyła drogę do wielu serc.

Miłość Kocha... lubi... szanuje...?
Numer ISBN

978-83-7850-999-8

Wymiary

160x235

Oprawa

miękka

Liczba stron

234

Język

polski

Fragment

Bajka dla dorosłych W przytaczanych opowieściach nieprzypadkowo bohaterami są dorośli przedstawiani pod postacią dzieci. Każdy z nas ma w sobie „wewnętrzne dziecko”, będące pozostałością wpływu dzieciństwa na nasze dorosłe życie. Często to, jakie ono jest, wynika z deficytów emocjonalnych, jakich doświadczyliśmy we wczesnym okresie dorastania. Nasze wewnętrzne dziecko potrzebuje naszej opieki, wysłuchania, zrozumienia, ukojenia jego lęku. Ma też w sobie potencjał radości, twórczej energii i dziecięcej beztroski, na jaką zbyt rzadko sobie w dorosłym życiu pozwalamy. Warto wsłuchiwać się w to, co ma nam do przekazania nasze wewnętrzne dziecko, i je pokochać, gdyż jest częścią naszego Ja. Labirynt Pewnego dnia Dziewczynka wybrała się na grzyby. Las pełen był spacerowiczów i ludzi z koszykami, bo pogoda dopisała, a prawdziwki pięknie w tym roku obrodziły. Przemykali się po leśnym runie w skupieniu, każdy osobno, jakby najcichsza nawet rozmowa mogła wypłoszyć grzyby. Dziewczynka szła zamyślona, a obłoki układające się w rozmaite kształty na niebie częściej przyciągały jej uwagę niż grzybowe kapelusze. Wtem zza drzew wyłoniła się dziwna budowla. Budynek był parterowy, z betonu, bez okien, wyglądał trochę jak schron, a ciągnął się – kiedy spróbowała objąć go wzrokiem – przez całe połacie lasu. Przed bramą wejściową lśniło jasne, ciepłe światło, a wysoko ku chmurom strzelały fajerwerki. „To dziwne – pomyślała Dziewczynka. – Nie spodziewałam się w środku lasu spotkać czegoś takiego”. „Co to jest?” – zapytała przechodzącego obok Chłopca z koszyczkiem. „To jest Miłość – odpowiedział. – Wielu tam wchodzi zwabionych kolorami, ale podobno w środku rozciąga się przepastny labirynt i tylko od twoich decyzji zależy, którą pójdziesz drogą. Słyszałem też, że bywa tam i pięknie, i strasznie, a czasem nawet można się w nim zgubić na zawsze. Niektórzy nie wychodzą z niego cało, a ci, którym się to udaje, nie są już tacy sami…” – Chłopiec zamyślił się na chwilę. „Ale są też tacy – dodał – którzy z niego wychodzą, trzymając kogoś za rękę. I idą już potem przez las razem. Podobno prowadzą ich ścieżki, które nigdy się nie kończą, w najładniejsze obszary lasu… Ale my, zwykli grzybiarze, rzadko takich widujemy i nie znamy tamtych leśnych stron” – dorzucił i poszedł swoją drogą. Dziewczynka odstawiła koszyk i podeszła do świetlistej bramy, uchylając ją lekko. W środku było ciemno i nie wiedziała, dokąd pójść, więc – macając dłonią szorstką betonową ścianę – weszła w labirynt, wystraszona. Nikt nie wie, czy kiedykolwiek z niego wyszła i czy w ciemności ktoś podał jej rękę. Ale żeby coś przeżyć, trzeba się odważyć.

Podziel się opinią

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d254sh1
d254sh1
d254sh1
d254sh1