Trwa ładowanie...

Kowboj z Szaolin: Szwedzki Bufet - recenzja komiksu wyd. KBOOM

Geof Darrow to troll jakich mało. Bo jak inaczej nazwać gościa, który jedną sekwencję rozrysowuje na 100 stron? "Kowboj z Szaolin: Szwedzki Bufet" to popis niebywałego talentu, ale jednocześnie rzecz zdecydowanie nie dla wszystkich.

Share
"Kowboj z Szaolin: Szwedzki Bufet", KBOOM, 2022 "Kowboj z Szaolin: Szwedzki Bufet", KBOOM, 2022 Źródło: mat. prasowe
d4egqwp

Pulchniutki mistrz sztuk walki powraca. Tym razem bez gadającego muła, pustynnych demonów i kaijū, za to z ekipą małomiasteczkowych cymbałów i hordą zombie. Jest tylko jeden szkopuł. Pamiętacie "Kowboj z Szaolin: Pierwsza Podróż"? Już wtedy było jasne, że dla Geofa Darrowa fabuła to rzecz drugo, trzecio, a nawet czwartorzędna. Cóż, w przypadku "Szwedzkiego bufetu", facet poszedł jeszcze dalej.

Naskórkowa "historia" sprowadza się tu w zasadzie do kilku sekwencji, w tym jednej rozciągniętej na 100 stron, gdzie tytułowy bohater widowiskowo masakruje truchła umarlaków za pomocą pił mechanicznych przyczepionych do końców długaśnego kija. Do tego szczątkowe dialogi, wiaderko onomatopei oraz wstęp, w którym autor zdradza przeszłość kowboja. I tyle, do widzenia.

Spytacie, czemu Darrow w to poszedł. Odpowiadam: bo mógł. "Kowboj z Szaolin" to nic innego jak wielka komiksowa zgrywa, pretekst do przelania na papier kilku porąbanych pomysłów i to w stylu, którego nie da się pomylić z żadnym innym.

ZOBACZ TEŻ: Komiks - renesans gatunku

Bo Darrow daje tu po raz kolejny popis niezrównanego kunsztu, dzięki któremu dorobił się licznego grona wyznawców, łącznie z piszącym te słowa. Rysunki w "Szwedzkim bufecie" są po prostu obłąkane - do bólu szczegółowe, dynamiczne i pokolorowane, że mucha nie siada (to akurat zasługa Dave'a Stewarta).

d4egqwp

Stopień uproszczenia scenariusza i przeładowania warstwy graficznej sprawia, że "Szwedzki bufet" czyta się 10 minut lub kilka godzin. Kartkuje lub strzela fotki smartfonem kolejnym kadrom, co rusz rzucając pod nosem niecenzuralne słowa uznania.

Źródło: mat. prasowe
Kowboj z Szaolin: Szwedzki Bufet

To wszystko sprawia, że przynajmniej dla mnie "Szwedzki bufet" bardziej niż komiksem jest pokręconym artbookiem, formalnym eksperymentem i w końcu namacalnym dowodem na to, że możliwości medium są w zasadzie niewyczerpane, jeśli za sterami siedzi taki herbatnik jak Darrow.

Czy go polecam? I tak, i nie. Jeśli szukacie historii w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, to ten album omijajcie szerokim łukiem. Jednak jeśli kochacie kreskę Darrowa i poczucie humoru spod znaku wczesnego Jacksona czy Raimiego, zróbcie dla drugiego "Kowboja z Szaolin" miejsce na półce. Zwłaszcza że KBOOM tradycyjnie dopieścił każdy aspekt wydania. Kolejny tom w drodze.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d4egqwp
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4egqwp
d4egqwp