Trwa ładowanie...

Kazała polskim chłopcom kopulować dla Hitlera. "Ochotniczek nie brakowało"

– Weźmy sprawy w swoje ręce. Zadecydujmy o tym, kto, kiedy i gdzie będzie płodził dziecko dla III Rzeszy. Tylko wtedy możemy mieć pewność, jakie to będzie dziecko, jaki to będzie człowiek - mówił wysokiej rangi SS-man. W myśl tej idei Niemcy zakładali "domy kopulacyjne", do których trafiały nastoletnie ochotniczki z Niemiec, ale także wyselekcjonowani polscy chłopcy.

Inge Viermetz nie przyznaje się do winy podczas procesu RuSHA, 1947 rokInge Viermetz nie przyznaje się do winy podczas procesu RuSHA, 1947 rokŹródło: Materiały wydawcy
d1gu9b4
d1gu9b4

Reportażysta Marek Łuszczyna w swojej najnowszej książce "Złe. Kobiety w służbie III Rzeszy" dociera do szokujących historii kobiet służących ideom Hitlera i ujawnia ich krwawe zbrodnie. Dzięki uprzejmości wyd. Znak publikujemy przedpremierowy fragment książki, która ukaże się 22 marca.

Madame Lebensborn - opiekunka społeczna

Tydzień z życia matki miliona dzieci

[…]

Kilka minut przed siedemnastą Inge Viermetz i Max Sollmann wejdą do średniej wielkości sali, w której oprócz regałów z książkami rzucą im się w oczy stoły zastawione ogromną ilością jedzenia. Oraz nazistowskie grube ryby, od których zależą kariery tej dwójki. Najbliżej wejścia usiadł SS-Gruppenführer Oswald Pohl, odpowiedzialny nie tylko za sprawy związane z opieką społeczną, ale także za wszystkie obozy koncentracyjne w kraju. Trochę dalej rozmawiają Gruppenführer Günther Pancke, Obergruppenführer Friedrich Karl Dermietzel i naczelny lekarz stowarzyszenia oraz szef wydziału zdrowia, Obergruppenführer Gregor Ebner. Natomiast Obersturmbannführer Hans Pflaum i pozostający w tej samej randze Franz Schroeder stoją obok sięgającego sufitu trzymetrowego regału z książkami i palą cygara.

d1gu9b4

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Złodzieje czasu czy źródło wiedzy? Jak social media wpływają na czytelnictwo?

Zacznie Pflaum, przebył bardzo długą drogę z Ravenbrück, zależy mu, aby spotkanie przebiegło szybko i sprawnie. Upił łyk wody, poprawił okulary.

– Rzesza jest tysiącletnia, Rzesza potrzebuje następnych pokoleń. Zdrowych, pełnowartościowych – zaczął bez animuszu, jak gdyby zmęczenie podróżą i dwa kieliszki wina odebrały mu nieco legendarnej pewności siebie. – Wszyscy doskonale wiemy, jakie są prawo i realia kraju. Za dwa miesiące wejdzie w życie przepis zezwalający na stosowanie środków antykoncepcyjnych wyłącznie przez żołnierzy Wehrmachtu. Wiele lat obowiązywał zakaz reklamowania w prasie antykoncepcji. Dokładnie od tysiąc dziewięćset trzydziestego czwartego roku. Na niewiele się to zdało. Automaty z prezerwatywami, które można było spotkać na ulicach Berlina jeszcze w ubiegłym roku, wciąż przynosiły zyski producentom. Problem drugi, znacznie większy, to nielegalna aborcja.

d1gu9b4

Wśród kobiet pożądanych rasowo i genetycznie jest ona całkowicie zabroniona. Grozi za nią niezwykle surowa kara. To wiemy: śmierć! – W tym miejscu zerknął na Inge Viermetz, jak gdyby chciał się upewnić, że i ona świadoma jest ewentualnych konsekwencji. – Mimo że zarobkowe wykonywanie aborcji zagrożone jest karą piętnastu lat ciężkiego więzienia lub zesłaniem do obozu koncentracyjnego, w ubiegłym roku, wedle danych, które posiadam, stwierdzono sześćset tysięcy przypadków spędzeń płodu wśród pełnowartościowych obywatelek Rzeszy. To jest dla nas zadanie na dziś. Odpowiedzieć sobie na pytanie, jak temu przeciwdziałać, jak zabezpieczyć stan posiadania i dalszej rozbudowy wielkich Niemiec.

Ale to nie było jedyne pytanie postawione tamtego wieczora.

Głos zabrał również Oberführer Karl Dermietzel, uważnie wpatrzony w wielką mapę przedstawiającą brawurowo realizowany plan Barbarossa.

Inge Viermetz zeznaje we własnej obronie podczas procesu RuSHA, 1948 rok Materiały wydawcy
Inge Viermetz zeznaje we własnej obronie podczas procesu RuSHA, 1948 rokŹródło: Materiały wydawcy

– Zerknijmy – wziął do ręki wskaźnik – od trzech miesięcy nasza armia miażdży sowieckie zagony, poszerzając należną nam przestrzeń życiową na wschodzie. Kijów upadnie lada dzień. W świetle tych wydarzeń, a jeszcze mając wzgląd na szokujące dane przedstawione przez Obersturmbannführera Pflauma, lada miesiąc staniemy oko w oko z problemem Raum ohne Volk. Czy chcemy, aby wydarte bolszewikom i opłacone krwią naszych żołnierzy ziemie stały się bezludną pustynią?

d1gu9b4

SS-Gruppenführer Oswald Pohl absolutnie zgodzi się z przedmówcą, przed narodem stoi realne zagrożenie:

– Doskonale zdajemy sobie sprawę, że możemy wpłynąć na dzietność naszych kobiet i mężczyzn poprzez umożliwienie im stosownych spotkań. Organizacja tego rodzaju praktyk powinna leżeć w gestii Lebensbornu.

Pod koniec swojej mowy na temat konieczności założenia Begattungsheime, czyli domów kopulacyjnych, Pohl mówi wprost:

d1gu9b4

– Weźmy sprawy w swoje ręce. Zadecydujmy o tym, kto kiedy i gdzie będzie płodził dziecko dla III Rzeszy. Tylko wtedy możemy mieć pewność, jakie to będzie dziecko, jaki to będzie człowiek.

[…]

Kiedy samochód wiezie Viermetz do Winterbergu, dobór wartościowych rasowo, młodych dziewcząt już się odbywa.

Kilkuetapowo.

Najpierw na poufnym zebraniu BDM miejscowa liderka pyta, która spośród zgromadzonych chciałaby niezwłocznie wypełnić swój wielki obowiązek wobec Führera, misję, do jakiej jest przygotowywana od lat. Dziewczęta wiedzą, co oznacza zajście w ciążę. Część z nich zostanie wkrótce wybrankami, wokół których gromadziły się będą koleżanki ze związku. Członkinie wszystkich sekcji ustawią się w długiej kolejce, aby ciężarnej towarzyszce uścisnąć dłoń, pogratulować, zaoferować wszelką pomoc.

d1gu9b4

Kobiety noszące pod sercem dziecko dla Führera zamienią się w dumne księżne – centralny punkt każdego związkowego spotkania. W lwice, półboginie, współtwórczynie przyszłych pokoleń nadludzi.

Ochotniczek nie brakuje. Wszystkie spośród nich to panny. Poddaje się je wstępnemu badaniu genetyczno-rasowemu, jednak ostateczny werdykt zapadnie w jednym z pięciu westfalskich Begattungsheime.

Inge Viermetz z początku nie była zaangażowana w narodowosocjalistyczną politykę. Wszystko miało się jednak zmienić po wizycie w centrali stowarzyszenia Lebensborn e.V. Na zdjęciu Viermetz po schwytaniu przez aliantów materiał wydawcy
Inge Viermetz z początku nie była zaangażowana w narodowosocjalistyczną politykę. Wszystko miało się jednak zmienić po wizycie w centrali stowarzyszenia Lebensborn e.V. Na zdjęciu Viermetz po schwytaniu przez aliantów Źródło: materiał wydawcy

Zakwalifikowana pozytywnie kandydatka przebierze się w prześwitującą białą sukienkę i pójdzie do jednej ze specjalnie urządzonych sypialni na wyższych piętrach. Przytulnej, pachnącej, pozbawionej zegarów. Z wielkim łożem zajmującym niemal połowę pomieszczenia.

d1gu9b4

Dla żonatych lub wolnych (bez znaczenia) członków SS może to być wspaniały relaks połączony ze spełnieniem obowiązku wobec narodu, jednak podczas rozmowy wstępnej kandydat nie powinien ujawniać tak błahych powodów przystąpienia do programu prokreacyjnego Lebensborn. Po przejściu stosownych badań w Begattungsheime mundurowy zostanie skierowany na odpowiednie piętro, pod właściwy numer pokoju. Zadecydują względy rasowe, nie uroda. Esesman będzie mógł wprawdzie skorzystać z barku, w którym – na polecenie przewidującej Viermetz – umieszczono wino, likier, lekkie piwo oraz dwa cygara. Za wskazaną uważa się także rozmowę poprzedzającą stosunek. Jej ewentualne tematy umieszczono na kartonowych tablicach, wewnątrz szafki przy łóżku. Czasu kopulacji nikt nie ma zamiaru ograniczać, jednak para nie będzie miała możliwości opuszczenia pokoju przed ejakulacją, co post factum zostanie potwierdzone na pierwszym piętrze, podczas stosownego badania lekarskiego.

Czwartek, 11 czerwca 1942 roku

– Proszę tędy, na pierwszym piętrze, w dużej sali!

– W kaplicy?

– Za kaplicą. W jadalni.

Inge nie słucha Marii Knipp-Merkel dłużej, niż to konieczne. Wbiega po schodach plebanii, pokonując dwa stopnie na raz. Od roku i dwóch miesięcy wszystkie budynki kościelne w Puszczykowie koło Poznania zostały przejęte przez Lebensborn. Oficjalnie mieści się tutaj sierociniec. W praktyce to jednak centralny punkt akcji mającej na celu wyłuskanie, germanizację i wysłanie do nowych rodzin na terenie Rzeszy wszystkich czystych rasowo polskich dzieci z Kraju Warty. Inge Viermetz dowodzi tą akcją od początku. To ona wskazała "kompleks kościelny" w Puszczykowie i osobiście decydowała o zatrudnieniu niemal każdej członkini personelu. Teraz stoi w drzwiach sali jadalnej i przygląda się gromadce maluchów rozkrzyczanych w nieznanym jej języku.

Szefowa ośrodka, Maria Knipp-Merkel staje po kilku chwilach obok swojej przełożonej.

– Trzydzieścioro dwoje. Przyjechały rano.

– Proszę jeszcze raz wszystko mi wytłumaczyć. – Inge zamyka na chwilę drzwi od sali jadalnej. Tumult cichnie. Teraz może porozmawiać ze swoją podwładną w cztery oczy.

– Po śmierci Obergruppenführera Heydricha okazało się, że bandyci byli związani z czeskim ruchem oporu, którego centralnym punktem było miasteczko Lidice. Dwa dni temu odziały SS dokonały likwidacyjnej akcji specjalnej.

– Na ilu mieszkańcach?

– Na wszystkich.

– I dotarło do nas trzydzieścioro dwoje dzieci? Ile mieszkańców liczyły te Lidice?

– Zdaje się, że niecały tysiąc.

– To wieś, nie miasto.

– Wieś. Wczoraj w Łodzi przed przysłaniem ich do nas dokonano wstępnej selekcji rasowej. W przeciwnym razie mielibyśmy ich tutaj ponad osiemdziesiąt i naprawdę byłoby trudno zająć się wszystkimi.

– I tak będzie trudno. Przecież one są w bardzo różnym wieku. Jaką tu mamy górną granicę?

– Jedenaście.

Inge milczy krótką chwilę, ale na tyle długo, by rozmowa spowolniła, nabierając poufnego tonu.

– Pani Mario, dobrze pani wie, jakie procedury stosujemy wobec polskich dzieci odzyskiwanych z sierocińców czy też przejmowanych po rodzicach, którzy zginęli w akcjach likwidacyjnych. Nie widzę powodu, aby cokolwiek zmieniać w tym przypadku. Granicą wieku, do której możemy przyjąć dziecko, jest jego zdolność do przyswojenia nowego nazwiska zbudowanego na fonetyce nazwiska pierwotnego. Chodzi o to, aby człowieka zintegrować z językiem, kulturą, a później z nową rodziną bez najmniejszego ryzyka, że mamy do czynienia z kimś na tyle ukształtowanym, iż naprawienie jego tożsamości okaże się niemożliwe. Granicę stanowi wiek ośmiu lat. Nikt ze mną tych Lidic nie konsultował. Proszę jeszcze dziś poddać dzieci gruntownej selekcji biologiczno-rasowej i wiekowej. Mówiąc między nami, proszę sprawić, by jak najwięcej tych Czechów z powrotem trafiło pod kuratelę SS.

To niezwykle pracowity dzień. Po rozmowie z Knipp nie ma nawet czasu, żeby usiąść i zjeść porządny obiad, nie mówiąc już o drzemce, na którą Inge bez wątpienia zasłużyła. Może uda się przymknąć oko w limuzynie SS, która rusza z kopyta w kierunku Generalnej Guberni. A konkretnie do Helenowa pod Łodzią, gdzie od kilku miesięcy funkcjonuje eksperymentalny obóz poprawy rasy nordyckiej. Wszystko powinno było zadziałać. Miało nie być żadnych kłopotów. Osobiście obiecał jej to szef placówki. Schwytani na ulicach polskich miast kilkunastoletni chłopcy mieli trafiać na badania rasowe, a później – najwartościowsi spośród nich – do Helenowa. Już dowodzący łapankami Scharführerzy mieli uczulać swoich ludzi na to, by zaganiali do ciężarówek wysokich młodych mężczyzn, niekoniecznie blondynów, bowiem to zarówno wzrost, jak i barwa tęczówek stanowią zazwyczaj poszlakę rasowej przydatności. Kolor włosów ma zdecydowanie znaczenie drugoplanowe.

Znak, 2023 Materiały prasowe
Znak, 2023Źródło: Materiały prasowe

W Helenowie wzniesiono imponujący obóz składający się z dwuosobowych, niemal luksusowych baraczków otroczonych małymi ogródkami. Dziewczęta z BDM w wieku od piętnastu do osiemnastu lat mogły korzystać z boisk sportowych, świetlicy, pływalni, kortu tenisowego, a przede wszystkim: z klubów integracyjnych i dancingów organizowanych niemal każdego wieczoru. Wszystkie te zabiegi miały je psychicznie zbliżyć do młodych polskich chłopców, z którymi dzieliły domki campingowe. Zdaniem Inge był to dobry i wartościowy proces, bowiem integrował utworzoną przez specjalistów rasowych parę i czynił wieczorną, obowiązkową kopulację bardziej przyjemną.

Należało umożliwić na tyle mocne nawiązanie więzi, by wyzwolić pociąg seksualny, jednak na tyle słabe, by po pięciu–dziesięciu stosunkach para mogła być rozłączona, a chłopcy skierowani do innych, wciąż napływających ochotniczek.

Fala samobójstw z ostatnich tygodni zaskoczyła kierownic­two placówki. Do czego to doszło? Jakiś chłopak połknął opakowanie haczyków wędkarskich? Dwie piętnastolatki odnaleziono w kałuży własnej krwi, a jedną w wielkiej, komfortowej wannie z otwartymi oczyma, wystającą z czerwonej wody jak krokodyl podczas łowów? Inge nie mogła uwierzyć, czytając raporty. Przecież tego rodzaju incydenty uderzają w pozostałych mieszkańców obozu w Helenowie i obniżają całościową produktywność placówki. Viermetz podejmie dziś wieczorem zdecydowane kroki. Już sobie z kierownictwem Helenowa porozmawia. Zrobi to zaraz po wizytacji, która rozpocznie się od uroczystego apelu.

Całą młodzież zgromadzono na placu. Inge widzi te posążki przez okno samochodu. To, że wysiądzie, skinie dłonią i wejdzie do budynku, nie sprawi, że na którejkolwiek z dziesiątek zastygłych, woskowych twarzy drgnie choćby jeden muskuł.

(...)

Powyższy fragment pochodzi z książki "Złe. Kobiety w służbie III Rzeszy" Marka Łuszczyny, która ukaże się 22 marca nakładem wyd. Znak.

W najnowszym odcinku podcastu "Clickbait" omawiamy 95. galę wręczenia Oscarów. Czy werdykt jest słuszny? Kto był największym przegranym? Jakie kreacje gwiazd nas zachwyciły? Możesz nas słuchać na Spotify, w Google Podcasts, Open FM oraz aplikacji Podcasty na iPhonach i iPadach.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d1gu9b4
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1gu9b4