Trwa ładowanie...
d4b7wkw

"Dziewczyny Sprawiedliwe": Donos mógł nadejść z każdej strony. Również od Polaków

Anna Herbich nie lubi łatwych tematów. Tym razem opisała losy siedmiu kobiet, które mimo bardzo młodego wieku zdecydowały się ukrywać Żydów podczas II wojny światowej. Bohaterki narażały nie tylko własne życie, ale także życie swoich najbliższych - rodziców, rodzeństwa czy małych dzieci.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
W pomoc angażowały się kobiety w każdym wieku
W pomoc angażowały się kobiety w każdym wieku (East News)
d4b7wkw

"Dziewczyny sprawiedliwe" to piąta książka dziennikarki tygodnika "Do Rzeczy", Anny Herbich. Tym razem autorka zagłębiła się w heroiczne historie młodych dziewczyn, które na przekór rozsądkowi zdecydowały się zaryzykować i pomóc Żydom przetrwać wojnę, za co groziła kara śmierci. Po wielu latach każda z nich otrzymała tytuł "Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata". Prezentujemy wywiad z dziennikarką.

Kamila Gulbicka, Wirtualna Polska: Do tej pory wydała pani pięć książek, a każda z nich w tytule zawiera słowo "dziewczyny”. Dlaczego nie "kobiety”?

Anna Herbich: Bohaterki moich książek, kobiety z którymi przeprowadzałam wywiady, to obecnie starsze panie. Osiemdziesięciolatki, dziewięćdziesięciolatki. A jedna moja rozmówczyni miała nawet sto lat. Nasze rozmowy dotyczą jednak wydarzeń w ich życiu, które miały miejsce wiele, wiele lat temu. Na ogół w trakcie drugiej wojny światowej. Wtedy one były młodymi dziewczynami.

d4b7wkw

Dobrym przykładem może być moja nowa książka "Dziewczyny Sprawiedliwe”. Jej bohaterki podczas wojny miały kilkanaście lat. Ale były na tyle dojrzałe, by świadomie ratować Żydów. Tytuł "Sprawiedliwego Wśród Narodów Świata” otrzymuje się wyłącznie, gdy okazana pomoc jest świadomą, a nie przypadkową decyzją. Wszystkie bohaterki mojej książki otrzymały ten zaszczytny tytuł.

Opisuje pani siedem historii dziewczyn sprawiedliwych. Co zadecydowało o wyborze właśnie tych opowieści?

Kierowałam się przede wszystkim tym, żeby historie były jak najbardziej zróżnicowane. Jedna z kobiet pomaga swojej młodszej koleżance, jeszcze inna pomaga Żydówce i jej małej córce. Inna bohaterka wyniosła w beciku z getta obrzezane niemowlę i trafiła na niemiecki patrol. Opisane przeze mnie historie rozgrywają się w różnych miejscach Polski, również w takich, które dziś znajdują się poza granicami naszego państwa. Na przykład w Borysławiu. Opowieści, które przytaczam ukazują różne były sposoby pomagania Żydom.

PAP

A pisze pani o kobietach, bo historia na ich temat milczy?

Literatura historyczna na ogół była pisana przez mężczyzn o mężczyznach i dla mężczyzn. Kobiece doświadczenia pomijano albo spychano je na drugi plan. A przecież zasługi Polek są porównywalne do zasług żołnierzy walczących z bronią w ręku na polach bitew. Wydaje mi się, że kobiety ukrywające Żydów ryzykowały czymś znacznie ważniejszym niż żołnierze - nie tylko swoim życiem, ale także życiem własnych rodzin. Bohaterstwo sprawiedliwych kobiet było więc bohaterstwem najwyższej próby.

d4b7wkw

Poza tym mężczyzna na polu walki walczy z jawnym wrogiem, a donos na rodzinę ukrywającą Żydów mógł nadejść z każdej strony.

To prawda. Niestety często donosili sąsiedzi, którzy bacznie obserwowali, ile jedzenia dana rodzina kupuje, ile prania się suszy na podwórku. Jeżeli zaś chodzi o heroizm Sprawiedliwych, to o ile żołnierz po bitwie mógł udać się na tyły i odpocząć, to Polacy ratujący Żydów narażali życie cały czas. Żyli w permanentnym stresie przez długie miesiące, a nawet lata. Każde pukanie do drzwi mogło przecież oznaczać, że idzie gestapo. Jeżeli w ich domu Niemcy znaleźliby Żydów, wszyscy zostaliby zamordowani.

Jak to jest możliwe, że Polak składał donos na drugiego Polaka?

Nie ma w tym nic dziwnego. Wśród Polaków, jak w każdym innym narodzie, zdarzali się ludzie źli i dobrzy. Bohaterowie, którzy ryzykowali życiem dla drugiego człowieka, ale również szmalcownicy, który za kilogram cukru potrafili wydać Żydów na pastwę gestapo. Musimy być dumni z bohaterów, ale nie ma co ukrywać, że były również czarne owce. To są trudne tematy, ale to nie znaczy, że mamy je zamiatać pod dywan. O postępowaniu ludzi decyduje ich serce, sumienie, charakter, a nie przynależność etniczna.

d4b7wkw

Piotr Zychowicz: Gdy słuchałem opowieści świadków, łapałem się za głowę

Mimo to nasza historia przyjmuje dwie skrajne opinie. Przedstawia Polaków albo jako świętych, albo jako zbrodniarzy. Czy jest możliwe porozumienie?

Tak, oczywiście. Należy po prostu pokazywać obie strony medalu. Czyli pisać prawdę. Historię trzeba napisać na nowo, korzystając z pamiętników i relacji świadków, bo one przedstawiają nie tylko fakty, ale również ludzkie uczucia. A co najważniejsze, nie są czarno-białe, ukazują prawdziwe zniuansowany obraz rzeczywistości. Czyli są po prostu bardzo ciekawe.

Jak po wysłuchaniu tak trudnych relacji przechodzi pani do "zwykłego” życia?

To trudne, tym bardziej, że nie tylko wysłuchuję, ale również spisuję, opracowuję, ponownie czytam te historie. Żyję nimi przez długie miesiące. Ale wbrew pozorom te opowieści dodają mi sił. Okazuje się bowiem, że moje problemy w porównaniu z problemami bohaterek są znikome, a nawet śmieszne. Te opowieści pomagają mi sprostać wyzwaniom codzienności. Są bardzo budujące i krzepiące. Bo proszę pamiętać, że zdecydowana większość bohaterek "Dziewczyn Sprawiedliwych” zwyciężyła. Udało im się ocalić życie ukrywanym Żydom, udało im się wygrać ich prywatną wojnę z Hitlerem. "Dziewczyny Sprawiedliwe” to historia kobiet sukcesu.

Materiały prasowe

A która z opowieści wpłynęła na panią najmocniej?

Wszystkie były wstrząsające. Trudno wskazać jakąś konkretną. Podam pani jednak jeden przykład. To historia pani Władysławy Słotwińskiej, która uratowała od śmierci 3-letnią Różę. Obie bardzo się ze sobą zżyły i spędzały razem każdą chwilę. Ich drogi po wojnie się rozeszły - Różę odnalazł jej stryj i wywiózł do Izraela. Po sześćdziesięciu latach ponownie się spotkały. Na lotnisku w Nowym Yorku na panią Władysławę czekała Róża, starsza już kobieta. A za nią - cała gromada ludzi. Jej dzieci i wnuki.

d4b7wkw

Okazało się, że ratując jedno życie, pani Władysława spowodowała, że na świat przyszły kolejne pokolenia. A to dopiero początek. Po nich przyjdą przecież kolejne pokolenia. Jak się o tym pomyśli, to wydaje się to niesamowite. Jest taka stara żydowska zasada, mówiąca o tym, że kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat. Tak naprawdę każdy Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata ocalił dziesiątki światów. Bo przecież gdyby nie on, ci wszyscy ludzie nigdy by się nie narodzili.

Pomogłaby pani Żydom, gdyby żyła pani w czasach wojny?

Chciałabym wierzyć, że zdałabym ten egzamin z człowieczeństwa. Tym bardziej, że mam w rodzinie przykład godny naśladowania. Moja prababcia, Anna Chrzanowska, na strychu swojego domu w podwarszawskim Wawrze przez kilkanaście miesięcy ukrywała pięcioosobową żydowską rodzinę. Rodziców i troje dzieci. Ryzykowała wszystkim, bo miała swoje własne dzieci, do tego wychowała je samotnie. Ciężar odpowiedzialności dźwigała więc tylko na własnych barkach. Była niezwykle silną, twardą kobietą. Niestety kilka lat po wojnie umarła, więc nie została nagrodzona tytułem Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. Instytut Yad Vashem zaczął go przyznawać dopiero po 1963 roku. To właśnie na cześć prababci Anny nadano mi moje imię.

Zobacz też: Piotr Zychowicz: Politycy wykorzystują historię do własnych celów

d4b7wkw

Podziel się opinią

Share

d4b7wkw

d4b7wkw