Trwa ładowanie...

Zbigniew Zamachowski wie najlepiej. "Nic nie jest wieczne. Ani miejsce, ani dom, ani związki"

- Czasem staram się dostrzec w sobie tego tak zwanego poważnego mężczyznę. Ale co to oznacza? Naprawdę nie wiem. Do niczego nie jest mi to potrzebne. Nie chcę przestać oglądać świat oczami dziecka - mówi w wywiadzie-rzece Zbigniew Zamachowski. Zdradza także, czy planował wielodzietną rodzinę? Kiedy postanowił zbudować dom i dlaczego chciał, by niewierzący Kazimierz Kutz został chrzestnym jego syna?

Share
Książka "Zamachowski przez przypadki" (wyd. Znak) już w sprzedaży
Książka "Zamachowski przez przypadki" (wyd. Znak) już w sprzedaży Źródło: AKPA, fot: Jakub Wlodek
d15t2be

Dzięki uprzejmości wyd. Znak publikujemy fragment książki "Zbyszek przez przypadki. Zbigniew Zamachowski w rozmowie z Beatą Nowicką".

Marysia, Antek, Tadzio, Bronia i Ola, czyli czym jest wielodzietna rodzina

Beata Nowicka: Kiedy urodziła się Marysia, miałeś trzydzieści trzy lata. Dla faceta to symboliczny wiek. Pragnąłeś tego dziecka?

Zbigniew Zamachowski: Z tym moim życiem jest tak, już ci o tym wspominałem, że ono sobie cudownie płynie. Nawet jeśli ja mu uparcie przeszkadzam albo pomagam, to ono żłobi swoje koryto w sposób sobie tylko wiadomy. W związku z tym pojawienie się na świecie mojego pierwszego dziecka, czyli Marysi, było dla mnie cudnie naturalne.

d15t2be

Miałem trzydzieści trzy lata i ten wiek wydawał mi się właściwym wiekiem na to, żeby w końcu mieć dziecko. "Zbychu, pora zamienić krótkie spodenki na długie spodnie" – mówił do mnie nieżyjący już dziś pan doktor i przyjaciel. Zostało to we mnie, ale nigdy nie brałem sobie tych słów do serca, bo zawsze miałem więcej argumentów przeciw niż za. I tak jest zresztą do tej pory.

ZOBACZ TEŻ: Wszystkie związki Moniki i Zbigniewa Zamachowskich

Zastanawiałeś się, jak od tej chwili będzie wyglądało twoje życie, jakim chcesz być ojcem? Składałeś sobie jakieś obietnice, przyrzeczenia?

Oczywiście, że nie. Ale gdybym miał dziecko dziesięć lat wcześniej, jak większość moich kolegów i koleżanek, pewnie byłbym dużo mniej przygotowany na ojcostwo. Dużo mniej świadomy, z czym ono się wiąże, dużo mniej odpowiedzialny względem tego dziecka i faktu posiadania rodziny. A ja byłem gotowy, również materialnie, co ma znaczenie.

d15t2be

Kiedy pojawia się dziecko, mężczyzna musi starać się w dwójnasób. Musi znaleźć swój kąt do życia, źródło stałych dochodów, uzyskać jakąś autonomię, samodzielność, jeśli nie chce z żoną i dzieckiem zamieszkać u mamy w malutkim mieszkanku w bloku, jak wielu moich rówieśników z Brzezin. Ojcostwo jest czymś bardzo trudnym również pod tym względem.

Rozumiem, że ty byłeś na to świetnie przygotowany?

Tak. Od razu kupiłem moje pierwsze własne mieszkanie w Warszawie, w bloku na rogu Niemcewicza i Grójeckiej, ponad czterdzieści metrów. Lubiłem je bardzo. Dwupokojowe, idealne dla młodych ludzi z malutkim dzieckiem. Zresztą sam je urządzałem jako majsterkowicz, przebiłem ścianę w kuchni i zrobiłem przytulny salon z aneksem.

Byłem siłą sprawczą. Kiedy na świecie miał pojawić się Antek, moje dziecko numer dwa, już wiedziałem, że to mieszkanie nam nie wystarczy, i mogłem o tym myśleć brawurowo, ponieważ stać mnie było na to, żeby zamienić je na większe. I tak zrobiliśmy. Przeprowadziliśmy się do drugiego mieszkania, prawie siedemdziesięciometrowego, na ulicy 1 Sierpnia, w wysokich, dość obskurnych blokach.

d15t2be

Tam zamieszkaliśmy na siódmym piętrze. Byliśmy już w czwórkę, ale każdy miał swój pokoik. Mieszkanie było świetnie zrobione przez poprzednich właścicieli, ale kiedy wchodziło się do bloku, śmierdziało jak cholera, a winda była albo zepsuta, albo zarzygana.

zbyszek Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Mówię o tym dlatego, że dokładnie wtedy John Malkovich kręcił u nas film "Król Olch" Volkera Schlöndorffa, gdzie parę ról zagrało kilku polskich aktorów. Jeden z nich opowiadał, że pewnego razu ktoś zaprosił Malkovicha do siebie do domu.

Wracając po spektaklu z teatru do domu i wchodząc do swojego bloku, miałem refleksję: a co by było, gdybym to ja powiedział do Malkovicha, który jest podobno fantastycznym, otwartym facetem: "Johnny, po zdjęciach zapraszam cię do mnie na kolację", i teraz szlibyśmy razem przez obszczany i pomazany korytarz do zarzyganej windy? Prawdopodobnie musiałbym założyć mu worek na głowę, żeby mógł bez konfuzji wjechać na górę i dopiero tam, w moim mieszkanku, mógłbym bez wstydu go ugościć. Skromnie, ale odpowiedzialnie.

d15t2be

Kiedy czekałeś na dziecko numer trzy, czyli Tadzia…

 … wiedziałem, że czas zrealizować marzenia chłopca z małego miasteczka i zbudować dom. Prawdziwy, własny dom. I tak zrobiłem. Tadzio urodził się już w Pęcicach. Przyszedł na świat 26 sierpnia 1999 roku, a ja uparłem się wcześniej, żebyśmy pierwszego sierpnia wprowadzili się do gotowego domu. To była moja idée fixe.

Miałem pewność, że gdy wejdzie się do prowizorki nawet w niewielkim wymiarze, to ona zostanie na lata, bo potem nie ma się ani siły, ani ochoty, ani potrzeby, żeby cokolwiek zmienić. Niestety to się sprawdza. Nasz dom był zatem skończony na tip-top, chociaż i tak latami go rozbudowywałem i modernizowałem.

zamachowski AKPA
Zbigniew Zamachowski i Aleksandra Justa w 2007 r. Źródło: AKPA

Przy Broni, dziecku czwartym i ostatnim, miałeś marzenie, żeby postawić jeszcze większy dom?

Nie. Kiedy już postawiłem ten wcale nie mały, ponad dwustumetrowy, murowany dom, to raczej myślałem, że to jest TEN dom, dom na zawsze. Że to jest moje miejsce na Ziemi. Pierwszy raz w życiu stałem na własnym kawałku ziemi.

d15t2be

Tu nie chodzi o stan posiadania, tylko stan emocjonalny. Bardzo polskie, niezwykle proste myślenie, zwłaszcza dla ludzi, którzy wcześniej nie byli dobrze sytuowani i których rodzin nie było stać na własny kąt. Mieć swój dom! Chodziłem, biegałem, stąpałem, jak kto woli, bosymi stopami po mojej trawie, po tym kawałku świata, na który sam zapracowałem. Tylko ja. Swoją robotą i talentem. Nikt mi tego nie załatwił ani nie podarował.

Gdyby wziąć ten banał, że życie mężczyzny polega na tym, żeby spłodził syna, zbudował dom i posadził drzewo, wychodzi, że ja mam wszystkie warunki idealnie spełnione, mimo że już w tym domu nie mieszkam. Notabene całe życie dowiaduję się, że nic nie jest wieczne: ani miejsce, ani dom, ani związki.

Płyniemy przez to życie jak w piosence z Piwnicy pod Baranami: "Przychodzimy, odchodzimy…". A to, co w nim najważniejsze, z czego często nie zdajemy sobie sprawy, dokonuje się każdego dnia. Moje dzieciaki kochają ten dom.

To był twój plan, że zostaniesz ojcem czwórki dzieci? Pytam, bo wtedy najpopularniejszy był jednak model dwa plus dwa.

Absolutnie nie. Wychowałem się w klasycznym modelu: mama, tata, syn i córka. Oboje z Olą nie chcieliśmy poprzestać na jednym dziecku, to było oczywiste. Ale nic nie działo się wbrew mnie, nawet jeśli nie zawsze było to związane z moją decyzją. Jeszcze raz powtórzę: wolę myśleć o różnych sprawach jako rzeczach, które mi się przydarzyły, a nie które ja wymyśliłem czy zaplanowałem.

d15t2be

Kiedy związałem się z Olą, wiedziałem, że wchodzę do rodziny katolickiej, wielodzietnej – nie powiem, żebym domyślał się, jak to się skończy w naszym przypadku – ale było dla mnie naturalne, że dzieci pojawiają się na świecie, nawet w większej ilości, niż przewidywała polska norma.

Zbigniew Zamachowski z Aleksandrą Justą i dziećmi w 2009 r. AKPA
Zbigniew Zamachowski z Aleksandrą Justą i dziećmi w 2009 r.Źródło: AKPA

Na początku, jeżdżąc do Tczewa, rodzinnej miejscowości Oli, byłem właściwie przerażony tym, co tam widziałem. Każda z czterech sióstr i brat mają dzieci: minimum dwójkę, ale też trójkę, czwórkę i piątkę. Wszystkie święta czy rodzinne spotkania były zjazdem wielkiej, hałaśliwej włoskiej rodziny, total zupełny, który z czasem zaczął mi się bardzo podobać. Zresztą oni do tej pory fantastycznie razem funkcjonują, moje dzieci mają cudowny przelot ze swoimi kuzynami i kuzynkami. Wartość nieoceniona w życiu – mieć wokół siebie mnóstwo ludzi, na których człowiek naprawdę może polegać.

(…)

Okoliczności pojawienia się na świecie Antka były dość zabawne. Według wszelkich obliczeń udało nam się zmajstrować Antka w trakcie zdjęć do "Sławy i chwały", na planie u Kazia Kutza, który siłą rzeczy stał się naturalnym kandydatem na ojca chrzestnego. Ale że był agnostykiem i ateistą, ksiądz proboszcz zaparł się, że bez spowiedzi i karteczki poświadczającej, że Kaziu poddał się temu zabiegowi, nie pozwoli mu zostać ojcem chrzestnym Antka. Kaziu został więc ojcem symbolicznym i duchowym.

W prezencie kupił mu cudnego żółwia w stylu cesarskiego jaja Fabergé, którego Antek ma do dziś i który idealnie wpisuje się w jego styl życia czy charakter, objawiający się również tym, że Antek też nie kupi ci prezentu banalnego, a już na pewno nie takiego, który przyda ci się praktycznie.

Niezwykle cieszyliśmy się, że mamy córkę, a teraz syna, bo fajnie jest mieć parkę.

Przy każdych narodzinach to były inne emocje? Jestem jedynaczką i mam tylko jedno dziecko, pytam z ciekawości.

Nie. Przy każdym dziecku miałem całkowitą pewność, że urodziło się w dobrym momencie, choć jak doskonale wiesz, w swojej głowie wciąż jestem i zawsze będę do pewnego stopnia Piotrusiem Panem i Dylem Sowizdrzałem. Nigdy nie broniłem się przed pielęgnowaniem dziecka w sobie, jest mi to potrzebne do tego, co i jak robię. Czasem staram się dostrzec w sobie tego tak zwanego poważnego mężczyznę. Ale co to oznacza – poważny mężczyzna? Naprawdę nie wiem.

Do niczego nie jest mi to potrzebne. Nie chcę przestać oglądać świat oczami dziecka. To jest cudowne, że możesz cieszyć się światem w tych najprostszych wymiarach, choć czasem trąci to infantylizmem. Pamiętam, jak złożyłem życzenia Broni, kiedy skończyła osiemnaście lat.

Bronia Zamachowska w 2019 r. AKPA
Bronia Zamachowska w 2019 r.Źródło: AKPA, fot: AKPA

Co dokładnie jej powiedziałeś?

Że poza zdrowiem, powodzeniem, pieniędzmi i sukcesami, czyli tym wszystkim, czego standardowo życzy się każdemu, życzę jej, żeby jak najdłużej była dzieckiem. Tylko w odpowiednich proporcjach i bez szkody dla siebie i otoczenia, jakkolwiek to interpretować. Ona wie, o czym ja mówię. Myślę, że przyssanie się do życia całkowicie na serio jest niekompletne. Młodzi ludzie mówią, że mają na coś wyrąbane. Ja też na parę rzeczy mam po prostu wyrąbane. I jest komplet.

Czasami rozmawiam z moją panią terapeutką – przyjmijmy, że każdy na jakimś etapie życia korzysta z takiej pomocy – i ona mi co chwilę mówi: "O, to jest powrót do piaskownicy". Tak, to jest powrót do piaskownicy, która wydaje się moim naturalnym miejscem, gdzie nie będąc dzieckiem, dobrze się czuję. To jest cudowna, choć wielce ryzykowna perspektywa patrzenia na swoje życie i życie innych.

I teraz wracając do narodzin moich dzieci – za każdym razem nie wiedzieliśmy, czy będzie chłopak, czy dziewczyna, to była cudowna loteria. Ola po narodzinach Bronki przyznała się, że pani doktor powiedziała jej przez przypadek, że to będzie dziewczynka, ja tego nie wiedziałem i nie chciałem wiedzieć. Nigdy nie zgłaszałem żadnych roszczeń do losu i może dlatego tak pięknie mnie wynagrodził.

(…)

Powyższy fragment pochodzi z książki "Zbyszek przez przypadki. Zbigniew Zamachowski w rozmowie z Beatą Nowicką", która ukazała się nakładem wyd. Znak.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d15t2be

Podziel się opinią

Share
d15t2be
d15t2be