Trwa ładowanie...
d1uqsxw
recenzja
10-10-2016 13:20

Wszystkie narody Belgii

Share
d1uqsxw

Za sprawą kryzysu imigracyjnego konieczność stworzenia warunków do integracji nowych przybyszów stała tematem często poruszanym przez polityków i media. Tymczasem Grażyna Plebanek w „Pani Furii” ukazuje czytelnikom, że znalezienie swojego własnego miejsca w nowej ojczyźnie przez ludzi o odmiennym pochodzeniu i doświadczeniach wcale nie jest taką prostą sprawą i nie obywa się bez poważnych kosztów ponoszonych zarówno przez te jednostki, jak i społeczeństwa je przyjmujące.

Będąca główną bohaterką powieści Alia jako dziecko przeprowadziła się z rodzicami do Brukseli z Kinszasy. Z zainteresowaniem możemy obserwować, jak dziewczynka radzi sobie w nowym otoczeniu, a w szczególności wśród rówieśników, którzy także przybyli tutaj z różnych zakątków świata. Wyraźnie dostrzegamy, że w miarę upływu czasu wspomnienia Alii o jej dawnym życiu w Kongu blakną, ale jedocześnie z fascynacją słucha opowieści swego ojca o tym, co działo się w Kinszasie. Trzeba zaś przyznać, ze Eddy rzeczywiście potrafił w niezwykły sposób przedstawić rozmaite wydarzenia, jak choćby stoczoną tam słynną walkę Muhammada Alego i George’a Foremana (to na cześć tego pierwszego boksera bohaterka otrzymała swoje imię). Nowe historie ojca, których akcja toczyła się w Belgii, jednak nie miały już takiej mocy. Opowieści gawędziarza z Kinszasy są zaś nie tylko ozdoba tej książki, ale wywarły znaczący wpływ na późniejsze wybory Alii.

Z kolei życie przybyszów z Afryki w Europie nie było bynajmniej usłane różami. Cóż z tego, że Eddy miał (przynajmniej do pewnego czasu) legalną, przyzwoicie opłacaną pracę, skoro Alia została obarczona przez matkę większością domowych obowiązków, w tym opieką nad młodszym bratem. Te doświadczenia oczywiście miały istotny wpływ na kształtowanie się charakteru głównej bohaterki, a kolejne rodzinne komplikacje jeszcze wzmocniły jej samodzielność. Jednak - w odróżnieniu od rodziców - Alia tak naprawdę nie pragnęła wrócić do Kinszasy, lecz marzyła o normalnym, w miarę uporządkowanym życiu w Belgii. Jednocześnie nie chciała cały czas być traktowana jako obywatelka drugiej kategorii, ani też udawać kogoś innego, za cenę wyrzeczenia się swej afrykańskiej kulturowej spuścizny. Alia wiedziała, że nie jest to może łatwe, ale jednak możliwe, skoro jej ciotka Issa mogła nie tylko pracować jako pielęgniarka, ale również szczęśliwie wyjść za mąż za miejscowego notariusza. Główna bohaterka ułoży sobie życie w inny sposób, a
możemy się przekonać, że i na tej drodze czyhały na nią rozmaite pułapki.

W „Pani Furii” znajdziemy więc z jednej strony pasjonującą, nasyconą emocjami opowieść o nietuzinkowej bohaterce, z drugiej wcale nie wyidealizowany, lecz w pełni realistyczny obraz blasków i cieni belgijskiej wielokulturowości. Alia cały czas obraca się wszak głównie w środowisku imigrantów (zarówno z dawnych kolonii, jak i wielu europejskich krajów, w tym również Polski), możemy więc zaobserwować tutaj całe spektrum ich postaw. Autorka nie idealizuje również zachowań rodowitych Belgów – Alia i jej bliscy wielokrotnie doświadczają z ich strony różnych przejawów nietolerancji, a jakby tego było mało, to w kolejnych częściach książki pojawiają się doniesienia prasowe o grupce oprawców, którzy torturowali cudzoziemców bez prawa pobytu w kraju. Najważniejsze jest jednak to, że powieść Grażyny Plebanek prezentuje naprawdę przyzwoity poziom literacki, a chociaż może się ona kojarzyć z pisarstwem Zadie Smith, to jednak polska autorka - poruszając podobne tematy co Brytyjka - potrafi podążać własną drogą twórczą.

d1uqsxw
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1uqsxw
d1uqsxw