Trwa ładowanie...
felieton
26-04-2010 12:50

Wiek XX, koncentrat

Obyczaje polskie stanowią znakomitą lekturę, która łączy w sobie rzetelną, popartą argumentami wiedzę, poczucie humoru oraz ogromną ilość cytowalnych w towarzystwie anegdot i ciekawostek.

Wiek XX, koncentratŹródło: Inne
d3eil7h
d3eil7h

Pięć autorek (Agata Chałupnik, Justyna Jaworska, Justyna Kowalska-Leder, Iwona Kurz i Małgorzata Szpakowska, która była też redaktorem całości), czterdzieści siedem rozdziałów i jedna książka: Obyczaje polskie. Wiek XX w krótkich hasłach.

Byłoby oczywiście naiwnością oczekiwać od autorek, że na pięciuset stronach przedstawią kompletną summę obyczajów polskich, bowiem nie żyjemy w czasach ks. Kitowicza i rzeczywistość jest nieco bardziej złożona niż za Sasów i Poniatowskiego. A jednak, począwszy od „Albumu rodzinnego” i „Alkoholizmu”, przez „Kremację”, „Pigułkę” i „Telefon” aż po „Zegarek na rękę” przed naszymi oczami rozwija się panorama przemian: przemian zachowań, nierozerwalnie związanych z przemianami rzeczy. Tytuły są, rzecz jasne, tylko sygnałami szerszych zagadnień. I tak na przykład pod hasłem „Kremacja” przeczytamy nie tylko o kremacji, ale i o piecach Auschwitz, sekcjach zwłok, pogrzebach wiejskich, okładkach tabloidów, powojennych ekshumacjach volksdeutschów, szpitalach, hospicjach, karze śmierci, chorobach krążenia, raku (na przykładzie prezenterów telewizyjnych), „łowcach skór”, nekrologach, chowaniu na Skałce, Grobie Nieznanego Żołnierza, micie bohaterskiej śmierci za Ojczyznę i cmentarzach. Pod hasłem „Emeryt: <<>>”
natomiast przeczytamy o starości w polskim przedwojennym kinie i literaturze, przemianach powojennych (dokumentowanych cyklem felietonów w „Przekroju” i urywkami „Kabaretu Starszych Panów”), eksploatacji starszego pokolenia w gospodarstwie domowym, historii emerytur od Bismarcka począwszy i o fenomenie Radia Maryja; do tego dochodzą cytaty z Iwaszkiewicza i Świrszczyńskiej, zdjęcie starej kobiety z „Łaźni” Kozyry, streszczenia reklam telewizyjnych, itp., itd.

Wspominam o tej mapie skojarzeń i odnośników, bo warto powiedzieć na samym wstępie, że Obyczaje polskie, jakkolwiek napisane przez pracowniczki naukowe Instytutu Kultury Polskiej na UW i oparte na rzetelnych naukowych badaniach, nie są w żadnym wypadku suchym akademickim wywodem, ale książką napisaną językiem żwawym, i dowcipnym, i kapiącą wprost od najróżniejszych kulturowych nawiązań, począwszy od reklam i fabuł serialowych, przez filmy, artykuły gazetowe, piosenki, a na klasyce literatury skończywszy.

Autorki nie tylko grzebią w archiwach w poszukiwaniu reklam z międzywojnia, nie tylko przytaczają fragmenty wierszy, teksty z kronik filmowych, gazet, pamiętników (bo nie tylko w tekstach przecież przejawiają się nasze obyczaje); opisują również przemiany przedmiotów, miejsc i strojów: wzloty i upadki dresów i spódniczek mini, punktów żywienia zbiorowego, radia, telefonu. Posługując się świadectwami z kolejnych dekad, kreślą precyzyjną mapę stosunków międzyludzkich w międzywojniu, podczas wojny, w rozmaitych fazach PRLu i Polski po roku 1989, niekiedy odnosząc się do spraw zamierzchłych i zapomnianych, kiedy indziej – zupełnie świeżych (jak choćby amerykańskiej reklamy prezerwatyw z czerwca 2007 roku). Bo też i całe *Obyczaje polskie mają budowę mozaikową: stare nieustannie spotyka się z nowym, historyczne „punkty węzłowe” przewijają się przez kolejne hasła, gdzie oznaczają całkiem różne przełomy.*

d3eil7h

Można oczywiście polemizować z takim a nie innym zestawem omawianych zagadnień – Obyczaje polskie z konieczności dotyczą spraw najistotniejszych (gdyby było inaczej, musiałyby liczyć 5.000, a nie 500 stron) i każdy zapewne czytelnik mógłby dodać tutaj kilka swoich typów (a kilka usunąć); jeśli coś zwróciło moją uwagę, to przesadne położenie nacisku na sprawy kobiet (od razu widać, że cztery z pięciu autorek zajmują się problematyką antropologii ciała, płci, tematyką gender). Nie żeby były to artykuły zbędne czy nieinteresujące, przeciwnie: chętnie widziałbym ich trzy razy tyle w osobnej książce „Kobiety polskie. Wiek XX w krótkich hasłach.” Skoro jednak autorki zdecydowały się na tytuł Obyczaje polskie to dziwi, że aż ¼, 12 z 47 haseł („Anoreksja”, „Depilacja: <<>>”, „Feministka, czyli <<>>”, „Koedukacja: <<>>”, „Legalizacja aborcji: dwa tysiące na skrobankę”, „Mini”, „Pigułka”, „Porodówka”, „Solarium”, „Świadome macierzyństwo: jak skończyć z piekłem kobiet”, „Tampon: <<>>”, „Topless”) dotyczy spraw
kobiecych (podczas gdy do haseł „męskich” można zaliczyć chyba tylko „Prezerwatywę”, bo już czy w dzisiejszych czasach można za takie uznać „Papierosy ekstramocne” albo „Alkoholizm” można się spierać). W dodatku autorki wyraźnie nie kryją swoich sympatii i hasło „Feministka” kończą laurkowym „Dziesiątki organizacji kobiecych działających w dużych miastach i w terenie pomagają kobietom dotkniętym przemocą w rodzinie, wspierają walkę z kobiecym bezrobociem czy batalię samotnych matek o przywrócenie funduszu alimentacyjnego”, co aż się prosi o końcówkę w rodzaju „by Polki rosły w siłę, a ludzie żyli dostatnio”. Agata Chałupnik tak się zagalopowała w pewnym momencie, że pisze do czytelników (którzy jej się wizualizują wyłącznie jako czytelniczki): „Kobiece ciało przez długie wieki postrzegane było przecież jako naczynie grzechu, nieczystości. Czasem również nazywano je naczyniem miłości a najczęściej (w żywej do dziś metaforyce) naczyniem życia: w amforach naszych ciał mężczyźni zostawiają nasienie, z którego
kiełkuje życie. Po pojawieniu się pigułki – pierwszego niemal stuprocentowo pewnego środka antykoncepcyjnego – ta metaforyka wydaje się dezaktualizować. Nie będziemy już amforami życia w tym stopniu co dotychczas.” O ile istnieje dyskurs męskiej szatni, w którym zakłada się roboczo, że wszyscy są mężczyznami, o tyle istnieje też dyskurs szatni damskiej, w której zakłada się z góry, że czytelnik też jest kobietą; oba dla mnie są równie kuriozalne (choć pewnie nieszkodliwe) i niewłaściwe w książce o ambicji naukowej.

Wszystko to jednak drobiazgi i moje drobne męskie złośliwostki – bowiem w całości Obyczaje polskie stanowią znakomitą lekturę, która łączy w sobie rzetelną, popartą argumentami wiedzę, poczucie humoru (które rzuca się w oczy zwłaszcza w tekstach Małgorzaty Szpakowskiej i Iwony Kurz – jako wytrwały bywalec zajęć dr Kurz mogę zaświadczyć, że nie jest to poczucie humoru przypadkowe) oraz ogromną ilość cytowalnych w towarzystwie anegdot i ciekawostek. Dla czytelnika zorientowanego na wiedzę akademicką będzie to dobra odskocznia do trudniejszych opracowań, dla miłośników wiedzy popularnej i zwykłej lekturowej frajdy – prawdziwa czytelnicza przyjemność.

d3eil7h
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3eil7h