Trwa ładowanie...

"Nigdy nie kupowałam broni". Polska dziennikarka tłumaczy kontrowersyjne zdjęcie

Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka "Wprost", która od lat zajmuje się sprawami ukraińskimi, prowadzi zbiórkę pieniędzy na pomoc armii walczącej z najeźdźcą. Środowisko dziennikarskie, a zwłaszcza korespondenci wojenni z Ukrainy, są wzburzeni sytuacją, która z tego wynikła.

Share
Karolina Baca-Pogorzelska odniosła się do zarzutów rzekomego kupowania broni dla ukraińskiej armiiKarolina Baca-Pogorzelska odniosła się do zarzutów rzekomego kupowania broni dla ukraińskiej armiiŹródło: Agencja Gazeta, Facebook
d1ftu5j

Głośno wokół jej działań zrobiło się, kiedy światło dzienne ujrzało zdjęcie, na którym widać karabinek szturmowy. Szybko pojawił się zarzut, że został on kupiony za pieniądze ze zbiórki, a tym samym przekroczone zostały granice dziennikarskiej bezstronności.

- Nigdy nie kupowałam broni. Na zdjęciu widać sprzęt ukraińskiej armii, należący do naszego znajomego ukraińskiego żołnierza - tak Karolina Baca-Pogorzelska komentuje aferę, która wybuchła wokół jej zbiórki.

- Jeśli ktoś chce się dowiedzieć, co kupujemy za zgromadzone w ramach zbiórki pieniądze, wystarczy, że śledzi kolejne aktualizacje na jej stronie - wyjaśnia dziennikarka. - Dokładnie wymieniamy tam wszystkie zakupy. Dostajemy zamówienia i prośby z Ukrainy, m.in. od jednostek wojskowych i kupujemy to, co jest im naprawdę potrzebne. To głównie: buty, ubrania, jedzenie, palniki gazowe, kawa, herbata i cukier. Z większych rzeczy kupiliśmy też dwa samochody i aparat prądotwórczy.

d1ftu5j

Wielu korespondentów zabrało głos w tej sprawie, ostro krytykując Bacę-Pogorzelską i sugerując, że naraziła na niebezpieczeństwo nie tylko siebie, ale także wszystkich innych dziennikarzy pracujących na terenie działań wojennych w Ukrainie.

"Dziennikarz (...) nie powinien angażować się w zbiórki dla żołnierzy, bo (...) staje się (...) stroną wspierającą jedną ze stron (...). Jeśli taka zbiórka na amunicję, środki opatrunkowe (...) zrobi się normą, to nie będę się dziwił, że pierwsza kula w oknie będzie leciała w stronę tego, kto ma na kamizelce napis 'Press'" - komentował fotoreporter wojenny Maciej Moskwa. W podobnym tonie wypowiadało się wiele innych osób wykonujących w Ukrainie zadania dziennikarskie.

- Nigdy w życiu nie przyszłoby nam do głowy kupowanie broni - protestuje Baca-Pogorzelska. - To nie tylko nielegalne, ale też nieetyczne. Coś, co jest najbliżej broni i znajduje się na liście naszych zakupów, to frontowa optyka: termowizory, noktowizory i dalmierze. Ale kupowanie tego sprzętu jest legalne, a według nowych przepisów, można je bez problemu przewozić przez granicę do Ukrainy.

d1ftu5j

Niemniej jednak zdjęcie, na którym widać broń, jest faktem. Ale dziennikarka wyjaśnia, że zostało ono zupełnie źle zinterpretowane.

- Oczywiście, że wiem, co to za zdjęcie i jak powstało - tłumaczy Baca-Pogorzelska. - W związku z tym wiem też, że nie ma nic wspólnego z kupowaniem broni. Ta fotografia została zrobiona w Donbasie, w dniu, kiedy przyjechaliśmy tam z transportem zakupionych ze zbiórki rzeczy. Robiliśmy dokumentację tego, co przywieźliśmy. Był tam nasz znajomy. To Ukrainiec, żołnierz batalionu Donbas. To sprzęt jego i jego jednostki. Gdyby ktoś się uważnie przyjrzał, rozpoznałby bezbłędnie, że to karabiny ukraińskiej armii, nie mogły więc być kupione i przywiezione przez nas. Nie wiem, skąd się to wzięło i komu zależało na tym, żeby zdyskredytować w ten sposób to, co robimy. Kilka dni wcześniej, po tym, jak za pieniądze ze zbiórki kupiliśmy samochód, żartowaliśmy sobie ze znajomymi na Facebooku, że skoro mamy auto, to może następny krok to kupno czołgu. To przecież oczywiste, że to był głupi żart. Może ktoś wziął go na poważnie?

Problem ma jednak, zdaniem osób komentujących tę sprawę, nieco szerszy wymiar. Nie chodzi o kupowanie broni, bo to w ogóle nie mieści się w zakresie działań dopuszczonych przez etykę dziennikarską. Chodzi o sam fakt angażowania się dziennikarzy w zbiórkę pieniędzy na rzecz armii. To powoduje, że przestają być bezstronnymi obserwatorami wojny. W takim duchu wypowiedział się dla WP Jakub Górnicki, szef serwisu dziennikarskiego Outriders.

Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu, wyd. Czarne 2020 Materiały prasowe
Czarne złoto. Wojny o węgiel z Donbasu, wyd. Czarne 2020Źródło: Materiały prasowe

- Jestem przeciwnikiem prowadzenia przez dziennikarzy i dziennikarki akcji takich jak zbiórki - komentuje reporter. - To forma aktywizmu, którego osoby z mediów powinny unikać. Ich siłą jest to, że mają inne sposoby oddziaływania, przede wszystkim: informowanie o tym, co dzieje się np. na terenach objętych działaniami wojennymi czy kryzysami humanitarnymi. Zbiórki powinny urządzać osoby, które nie mają możliwości korzystania z narzędzi i sposobów, którymi dysponują dziennikarze. Widzę w zasadzie tylko jeden wyjątek - to zbiórki na rzecz innych ludzi z mediów, który postrzegam jako ważny wyraz środowiskowej solidarności.

d1ftu5j

Zastanawiające jest jednak to, że niektóre media posądziły Bacę-Pogorzelską o kupowanie broni dla ukraińskiej armii tylko na podstawie zdjęcia, nie weryfikując tej informacji u samej zainteresowanej.

Karolina Baca-Pogorzelska to dziennikarka z wieloletnim stażem. Pisała dla "Rzeczpospolitej" i "Dziennika Wschodniego", potem długo pracowała w "Dzienniku Gazecie Prawnej", a od kilku miesięcy jest stałą współpracowniczką "Wprost". Od lat zajmowała się tematyką wojenną, ale także sprawami związanymi z górnictwem i energetyką. Wydała kilka książek o Donbasie. Od dawna angażuje się też w pomoc ofiarom wojen. Jej najgłośniejszą akcją było wsparcie reportera z Syrii, który uciekł z kraju i znalazł schronienie w Polsce.

Przemek Gulda, dziennikarz Wirtualnej Polski

Walki w Donbasie. "Nie ma dla nas drogi powrotnej"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d1ftu5j
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d1ftu5j
d1ftu5j