Trwa ładowanie...

Konflikt wiary i nauki to błąd nowego ateizmu. Ksiądz-naukowiec odpowiada na ostre ataki

Wiara, nauka i Bóg – czy muszą się wykluczać? Czy da się obronić nasze naukowe przekonania co do świata oraz religijne przekonania co do Boga? Alister McGrath, pastor anglikański, a zarazem doktor biofizyki szuka odpowiedzi na takie pytania. I odpiera zarzuty stawiane przez czołowych ateistów pokroju Richarda Dawkinsa i Christophera Hitchensa.

Share
"Przedstawiciele nowego ateizmu przypuszczali ostre ataki na racjonalność wiary"
"Przedstawiciele nowego ateizmu przypuszczali ostre ataki na racjonalność wiary"Źródło: fot. Arina Krasnikova/Pexels
dzm6cc6

"Patrząc szerzej. Dialog teologii i nauki" Alistera McGratha, która ukaże się 28 kwietnia nakładem dominikańskiego wydawnictwa W Drodze.

Podstawowe przesłanie niniejszej książki jest następujące: nauki przyrodnicze i chrześcijańska teologia mogą nawzajem wzbogacać swoje sposoby pojmowania rzeczywistości oraz pomóc nam lepiej zrozumieć ten dziwny świat, w którym żyjemy. Niektórzy czytelnicy, wciąż przywiązani do „konfliktowej” narracji o relacji między nauką i wiarą, uznają ten postulat za niezrozumiały. Uczynienie z tego „wojennego” ujęcia decydującego wątku swej krytyki religii stanowiło jeden z wielkich błędów popełnionych przez wiodących przedstawicieli nowego ateizmu, takich jak Richard Dawkins. Było to bardzo nieroztropne posunięcie. Sto lat temu przyjmowano je w zachodniej kulturze jako pewnik. Choć wciąż jednak pozostaje ono wpływowe w mediach oraz innych kulturowych niszach – tam, gdzie najnowsza literatura naukowa pozostaje nieznana – wszyscy obeznani z tematem zdają sobie sprawę, że modelu „wojennego” nie traktuje się już poważnie.

dzm6cc6

Mimo że w literaturze popularnej nadal pokutują pewne niedorzeczne mity – jak choćby dawno już obalone przekonanie, zgodnie z którym średniowieczny Kościół i teologowie mieli nauczać, że Ziemia jest płaska, i próbować z religijnych pobudek zdusić koncepcję świata kulistego – w piśmiennictwie naukowym zdecydowanie wykroczono już poza te przestarzałe wymysły. Literatura ta przekazuje nam bogaty, złożony i w i a r y g o d n y opis relacji między nauką i wiarą przed rewolucją naukową oraz w jej trakcie, niemający wiele wspólnego z gładkimi i płytkimi sloganami nowego ateizmu.

Mit głoszący „wojnę” między nauką i religią łatwo wpasował się w społeczny kontekst Wielkiej Brytanii końca XIX wieku. Jednak tej narracji, która wyłoniła się w konkretnej społecznej rzeczywistości, właściwej schyłkowi ery wiktoriańskiej, nie da się wykorzystywać jako podstawowego wzoru określającego relacje między nauką i religią w innych okolicznościach.

Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

(…)

dzm6cc6

Prawomocność wiary – dowód, uzasadnienie i zrozumiałość

Czy rozsądnie jest wierzyć w Boga? Na jakiej podstawie można utrzymywać, że chrześcijaństwo oferuje wiarygodny sposób postrzegania rzeczy? Kwestie te są istotne same w sobie, zaś w ostatnich czasach jeszcze bardziej przybrały na znaczeniu, ze względu na ostre ataki na racjonalność wiary, przypuszczane przez wiodących przedstawicieli nowego ateizmu, takich jak Richard Dawkins czy Christopher Hitchens. Autorzy ci często powołują się na naukę jako na wzorcowy przykład rygorystycznego, opartego na dowodach rozumowania, przeciwstawianego przez nich wierze religijnej, intelektualnie wątłej i zbyt słabo osadzonej w dowodach.

Jednak w nauce kryterium uznania danego przekonania za uzasadnione nie jest to, czy pasuje ono do pewnych rozumowych, uprzednich założeń na temat tego, jak powinno być, lecz to, czy da się je potwierdzić w oparciu o dane. Niekiedy dane te mogą być przekonujące, kiedy indziej zaś bywają niejednoznaczne, wskazując na szereg możliwych kierunków. W tym rozdziale przeanalizujemy niektóre z kwestii, które rodzą się w związku z zagadnieniem intelektualnej prawomocności przekonań w nauce i teologii.

Dowody a racjonalność

Wśród przyczyn tak wielkich sukcesów nauki trzeba wskazać fakt, że opiera się ona na dowodach. Pierwszym pytaniem zadanym przez naukowca w odniesieniu do jakiejkolwiek teorii czy hipotezy nie będzie to, czy jest ona r o z s ą d n a, ale czy da się ją potwierdzić dowodami. Na podstawie jakich przesłanek uznaje się daną koncepcję za trafną? W nauce chodzi o próbę odkrycia racjonalności świata, nie zaś o siłowe wpasowywanie wszechświata w nasz własny sposób myślenia. Owa racjonalność świata jest czymś, co należy badać i odkrywać empirycznie, a nie czymś wymyślanym przez filozofów „gabinetowych” (armchair philosophers).

dzm6cc6

Jedną z największych przeszkód dla naukowego rozwoju jest fakt, że ludzie z góry zakładają pewne koncepcje co do tego, jak powinna wyglądać rzeczywistość – tak było choćby z szeroko przyjmowaną tezą sformułowaną przez Arystotelesa, zgodnie z którą cięższe ciała spadają na ziemię szybciej niż lżejsze. Wielkim wrogiem nauki jest w pierwszym rzędzie nie religia, lecz dogmatyczny racjonalizm, sprowadzający rzeczywistość do tego, co za akceptowalne uznaje rozum. Takie podejście po prostu zamyka nas w bardzo wąskim świecie tego, co rozum jest w stanie udowodnić. Wszechświat zaś wydaje się cechować własną racjonalnością, którą możemy badać, opisywać i ukazywać innym – mimo że niekiedy odnosimy wrażenie, iż nie ma ona wiele wspólnego z tym, w co ludzie są gotowi wierzyć w oparciu o zdrowy rozsądek.

fot. Adrew Rusk/CC BY SA 2.0
Christopher Hitchens w 2010 r. Rok później zmarł na zapalenie płuc po walce z rakiem przełykuŹródło: fot. Adrew Rusk/CC BY SA 2.0

Studia nad teorią kwantową rozpocząłem na Uniwersytecie Oksfordzkim w 1971 roku. Odbywały się one w ramach specjalizacji przypisanej do oksfordzkiego programu nauczania chemii. Łagodnie rzecz ujmując, były one bardzo wymagające. Ich trudność po części brała się z tego, że do zajmowania się molekularną mechaniką kwantową konieczna była duża znajomość matematyki. Lecz głównym problemem był fakt, iż wszystko to było mocno sprzeczne z intuicją. Zupełnie jak gdyby ten wymiar rzeczywistości miał swoją własną racjonalność, niemającą większych związków z powszednim światem, w którym żyłem. Szybko nauczyłem się tego, co każdy dobry naukowiec przyjmuje jako pewnik: otóż wiedza o świecie powinna wyłaniać się z naszego spotkania z rzeczywistością, a nie bazować na naszych z góry przyjętych wyobrażeniach co do tego, jak ta rzeczywistość ma wyglądać. Musimy dopasowywać nasze rozumowanie do tego, jaki jest świat, zamiast wykorzystywać je do uprzedniego zaplanowania, jaki ów świat być powinien.

Jaką rolę w tym wszystkim odgrywają dowody? Angielski matematyk William K. Clifford (1845–1879) w swym liczącym się eseju The Ethics of Belief (Etyka przekonań) wskazał, że „zawsze, wszędzie i bez względu na osobę niesłusznie jest żywić przekonania oparte na niedostatecznym świadectwie”. W niczyim przypadku nie jest czymś uzasadnionym żywienie jakiegokolwiek przekonania, które nie zostało dostatecznie potwierdzone argumentacją lub dowodami. Jest to trafne spostrzeżenie i budzi ono moją sympatię. Co jednak rozumie Clifford pod pojęciem „niedostatecznego świadectwa”? Kto decyduje o tym, jaka liczba dowodów jest wystarczająca, by uznać dane przekonanie za uzasadnione?

dzm6cc6

Clifford zdaje się sądzić, że w samą tkankę wszechświata wbudowane jest jakieś naturalne kryterium akceptowalności. Jednak wszelkie kryteria, których używamy przy ocenie dowodów, stanowią po prostu ludzką konwencję, są pewną praktyczną zasadą, przyjmowaną z tego względu, że wydaje się dość dobrze sprawdzać. Jak wskazuje będący filozofem nauki Joseph Rouse, „w nauce nie ma żadnych mających ogólne zastosowanie standardów racjonalnej akceptowalności”. Zamiast tego mamy do czynienia z pewnym „z grubsza podzielanym porozumieniem” co do niektórych procedur, w ostatecznym rozrachunku stanowiącym wyraz „przyjętych w danej społeczności rozstrzygnięć w kwestii tego, co jest wiarygodne i niezawodne w kontekście bieżących badań”.

Znaczące, że esej Clifforda często jest publikowany w zbiorach tekstów krytycznych wobec religii, nigdy zaś w książkach dotyczących metod naukowych. Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak jest. Koncepcje Clifforda mają charakter aspiracyjny – trudno je jednak odnieść do realnego świata, gdyż nie znajduje w nich odzwierciedlenia rzeczywistość praktyki naukowej. Stanowią one naiwną i rozpaczliwie przestarzałą formę weryfikacjonizmu, zgodnie z którą w nauce udowadnia się swe przekonania na podstawie przemożnych dowodów. Co ciekawe, mimo oczywistych braków tego podejścia, podobne stanowisko zajmuje Richard Dawkins:

[Wiara] jest to stan umysłu, który skłania ludzi do przekonania o czymś – wszystko jedno o czym – przy absolutnym braku wspierających to coś dowodów. Oczywiście, gdyby istniały takie dowody, wiara byłaby zbyteczna, ponieważ dowody i tak zmusiłyby nas, by w to coś uwierzyć.

Wydaje się to takie zgrabne i proste. I wielu ludzi wyraźnie c h c i a ł o b y, żeby tak faktycznie było. Okazuje się jednak, że rzecz jest o wiele bardziej skomplikowana.

CC BY-SA 3.0
Richard Dawkins na tle "ateistycznego busa"Źródło: CC BY-SA 3.0

Kiedyś sam w ten sposób myślałem. Wydawało mi się oczywiste, że w nauce udowadnia się przyjmowane przez siebie przekonania – zaś gdy się już udowodni ich prawdziwość, wówczas nie ma powrotu. Kiedy jakieś przekonanie już się naukowo potwierdzi, staje się ono faktem – takim jak stwierdzenie: „wzór chemiczny wody to H2O”. Jest w tym trochę prawdy. Ale tylko trochę. Są pewne granice dla tego, co można udowodnić w nauce. Zbyt często obserwacje da się poddać rozmaitym interpretacjom i nie ma dość dowodów pozwalających stwierdzić, która z nich jest trafna.

dzm6cc6

Dawkins wydaje się uważać, że wiara religijna to coś rodzącego się przy „absolutnym braku wspierających dowodów”, podczas gdy w nauce uznaje się daną rzecz za prawdę wyłącznie wtedy, gdy istnieją na to nieodparte dowody. Ujmując to inaczej, wiara religijna w 0 proc. opiera się na dowodach, a nauka opiera się na nich w 100 proc. Lecz każdy naukowiec zdaje sobie sprawę, że rzeczywistość jest o wiele bardziej zagmatwana i rozmyta, niż dopuszcza to Dawkins. Co z sytuacjami, gdy decyzje musimy podejmować przy „absolutnym braku wspierających dowodów”; innymi słowy, gdy dowody możemy ocenić jako wiarygodne w 53 proc., a nie w 100 proc. (zakładając oczywiście, że ową wiarygodność da się zmierzyć)? Raz za razem naukowcy muszą rozstrzygać, która z szeregu możliwych interpretacji danego świadectwa jest najlepsza.

(…)

Przyjrzyjmy się bliżej kwestii tego, w jaki sposób naukowcy dokonują wyboru między konkurencyjnymi teoriami. Obecnie dominująca w tym zakresie koncepcja znana jest najczęściej jako zasada „wnioskowania do najlepszego wyjaśnienia” (inference to the best explanation). Najogólniej, w teorii tej chodzi o zebranie płynących z obserwacji świadectw, a następnie zadanie pytania, jak prezentują się one w świetle rozmaitych sposobów ich wyjaśniania. Do oceny konkurencyjnych teorii używa się zasadniczo szeregu kryteriów, takich jak choćby prostota, miara dopasowania, płodność i zrozumiałość.

Nierzadko naukowcy zmuszeni są dokonywać rozstrzygnięć odwołujących się do prawdopodobieństwa – uznając, że dana teoria jest „prawdopodobnie” najlepsza. Nie ma jednak powszechnej zgody co do tego, jaką wagę należy przypisywać poszczególnym kryteriom czy też jak je hierarchizować przy wyborze najlepszej teorii. W przypadku nauki zdecydowanie można mówić o wierze: oto jakiś naukowiec jest przekonany, że dana teoria jest trafna, i ma on po temu pewne powody – lecz, podobnie do Darwina, nie jest w stanie tego udowodnić. Nie chodzi tu o bycie irracjonalnym lub o wiarę w cokolwiek nam się podoba. Chodzi o to, że nawet zgodna z zasadami analiza świadectw często nie pozwala nam z pełnym przekonaniem stwierdzić, jakie wytłumaczenie jest najlepsze.

dzm6cc6

(…)

Powyższy fragment pochodzi z książki "Patrząc szerzej" Alistera McGratha, która ukaże się nakładem wyd. W Drodze 28 kwietnia.

O autorze:

Alister McGrath (ur. 1953) – teolog i ksiądz anglikański, profesor Uniwersytetu Oksfordzkiego oraz King’s College w Londynie, doktor biofizyki. Od wielu lat zajmuje się m.in. kwestią relacji pomiędzy nauką i teologią chrześcijańską. Autor wielu książek, w tym międzynarodowego bestsellera Bóg nie jest urojeniem: złudzenie Dawkinsa (Wydawnictwo WAM, 2012), Apologetyka po prostu (W drodze, 2020) oraz popularnego podręcznika Christian Theology: An Introduction (Wiley, 2016). Jego głos odegrał istotną rolę w dyskusji z „nowym ateizmem” Richarda Dawkinsa i Christophera Hitchensa.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
dzm6cc6

Podziel się opinią

Share
dzm6cc6
dzm6cc6