WP

"Jerzy Dziewulski o III RP": Do domu poselskiego przychodziły panie oferujące swoje usługi

Książka "Jerzy Dziewulski o III RP" będzie prawdziwym hitem wydawniczym. Były policjant i antyterrorysta ujawnił szokujące fakty, które miały miejsce w politycznych kuluarach po 1989 r. Publikujemy fragmenty książki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jerzy Dziewulski należy do osób, które mówią wprost co myślą
Jerzy Dziewulski należy do osób, które mówią wprost co myślą (PAP)
WP

Niecenzurowana opowieść byłego posła na Sejm o początkach III RP może sprawić, że dojdzie do gorącej dyskusji publicznej. Jerzy Dziewulski zdradza największe tajemnice świata politycznego, którego był częścią przez wiele lat. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka 23 kwietnia 2019 r. Dzięki uprzejmości wydawnictwa publikujemy fragmenty tego obszernego dzieła.

"Jerzy Dziewulski o kulisach III RP"

Opisuję to, co wywarło na mnie największe wrażenie. Ot, gliniarz, pierwszy w historii Polski, dostaje się do parlamentu i widzi świat polityki ze środka, a nie jak dotychczas z "krawężnika”, kiedy obserwował na ulicy przejeżdżające czarne limuzyny. Nagle znalazł się w ich środku, nieco zagubiony, zdumiony i rozczarowany tym, co zobaczył. Ale pozostaną wspomnienia, które pozwalają mi dziś patrzeć na polityków inaczej, z rezerwą, z dystansem. Często te dobre strony wspomnień zawdzięczam jednak, o ironio, samym politykom.

AGENTURA W KOŚCIELE

WP

Nie wiem, co to był za gość z tego księżulka i jakie miał motywacje, ale żeby donosić na własnego bratanka?! Co więcej, z notatki wynikało, że na uroczystości ślubnej pojawił się sam zastępca komendanta głównego milicji, będący kuzynem owego gliniarza. No myślę sobie, albo jakieś operacyjne gierki, albo ten ksiądz już zupełnie zatracił granicę przyzwoitości… Ja rozumiem, że księdza język swędział, ale żeby donosić na własnego, najbliższego członka rodziny? Zresztą i tak obyło się bez ofiar, bo z racji znajomości z zastępcą Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej, nic nie zrobili temu gliniarzowi. Trud duchownego poszedł na marne…

Zobacz też: Edmund Niziurski: prawda o PRL na wesoło

– Ale co go zmusiło do tego donosu?

– Wiedza, którą posiadała bezpieka. Został przez nią zwerbowany, miał pewną słabość, a każdą słabość można wykorzystać… SB miała podobno twarde materiały potwierdzające jego przywary. Ale jak to w operacyjnych gierkach, kogo tam obchodzi etyka, nigdy owych dowodów nie użyto w ewentualnym procesie karnym, bo ksiądz TW był bardziej przydatny niż ksiądz pedofil. Mieli go w ręku, trzymali na smyczy, a ów ksiądz, zdając sobie sprawę z tego, co na niego mają, nadawał im wszystko o wszystkich, nawet o ślubie własnego bratanka, a jakby trzeba było, toby i o własnej matce… A wszystko po to, by ratować tyłek! Zresztą w tamtym czasie, czyli latach 80., największa procentowa tak zwana werbowalność agentury była właśnie w Kościele.

WP
Jerzy Dziewulski PAP
Podziel się

– Jednak nie ujawniono dotychczas TEOK-ów. Dlaczego? Podobno polski Kościół brał udział w nieoficjalnych rozmowach dotyczących Okrągłego Stołu, w sprawie przejęcia teczek duchownych?

– Nie mam co do tego większych wątpliwości. Kościół, czy tego chce czy nie, jest częścią społeczeństwa. Stanowi pewien rodzaj moderatora w życiu publicznym, który jawi się jako źródło moralności. Określa, co jest dobre, co jest złe. Wskazuje, jak powinno się żyć. Słowem, uzurpuje sobie prawo bycia autorytetem. Nie oznacza to jednak, że tego typu autorytet może działać ponad społeczeństwem, ponad zasadami, które rzekomo sam wyznaje. Jeżeli dba o siebie, to powinien też dbać o innych. I tym sposobem zbliżamy się do Okrągłego Stołu. Przenosimy się do drugiej połowy lat 80. Kościół walczy ramię w ramię z Solidarnością, wspiera ich w walce o prawdę, wolność i demokrację. I nagle w trakcie Okrągłego Stołu dochodzi do kuluarowych bardzo bliskich rozmów hierarchów kościelnych z Kiszczakiem. W ich trakcie Kościół walczy przede wszystkim o to, by zasoby archiwalne Kościoła nigdy nie znalazły się w publicznej dyspozycji. Kurtyna milczenia. Nawet Kiszczak nigdy publicznie nic nie oświadczył na ten temat.

…Kiszczak zawarł porozumienie z Kościołem i pewne materiały zaczęły znikać…" – Wierzysz w to?

– To nie kwestia wiary, ale wiedzy. Kościół zdawał sobie sprawę z tego, że ujawnienie tych materiałów jest gorsze niż bieżąca współpraca ze służbami PRL-u. Wybrał mniejsze zło – dla siebie. Ja ich nie obarczam winą, ale widzę w tym przyrodzoną słabość: biskupów, kardynałów, czyli elity Kościoła. Część z nich ma takie same słabości jak my wszyscy, a grają świętoszków…

…– À propos materiałów obciążających… Jakiś czas temu pojawiły się oskarżenia o to, że wspominany już wcześniej ksiądz Jankowski był pedofilem. Wcześniej zaczęliśmy coś o tym mówić, ale urwał nam się wątek. Słyszałeś coś więcej na ten temat w czasach swojej aktywności?

WP

– Już dawno temu krążyły informacje na ten temat. Pamiętam, że kiedy pokazywano Wałęsę z Jankowskim, to mówiło się, że Wałęsa jest agentem, ale nikt tak naprawdę wówczas w to nie wierzył. Dzisiaj ta ocena nie jest taka jednoznaczna. Powiem więcej, trzeba pamiętać, że funkcjonariusze milicji nie mówiliby o tym w kuluarach, gdyby ich wiedza nie była oparta na mocnych podstawach… W końcu wiedzieli o tym od naprawdę dobrze zorientowanej bezpieki, z którą byli strukturalnie, na pewnym poziomie połączeni. Pamiętam, że kiedy słynny prałat błyszczał u Wałęsy i całej Solidarności, to mówiło się wtedy o dwóch osobach ze świecznika.

HRABINA I KOCHANKI W SEJMIE

– Dobra, zapytam prosto z mostu. Jak to było z prostytutkami za twoich czasów?

– Jeżeli chodzi o prostytutki w ogóle… To jest tajemnicą poliszynela, że do domu poselskiego przychodziły panie oferujące swoje usługi. Przynajmniej za czasów, w których ja byłem posłem. Moim zdaniem dalej przychodzą, bo politycy to tacy sami ludzie jak inni. To, że dany facet ma tytuł posła, nie czyni go świętym, nie wyzbywa się wraz z mandatem ciemnej strony swojej osobowości. Dlaczego prostytucja kwitnie? Bo jest na nią popyt. Czy akurat politycy są grupą, która jest odporna na takie atrakcje? No skąd. Widziałem kilka wyjątkowo ciekawych sytuacji, kiedy posłowie wprowadzali do domu sejmowego wiadomego autoramentu panie. Często prostytutkę rozpoznasz już po sposobie zachowania, jak chodzi, jak mówi, jak się nosi. Niekoniecznie po ubiorze. Jak ci opowiadałem, ja pracowałem z prostytutkami. Wiedziałem, że bardzo trudno uchować się w pewnej grupie, że tak powiem na poziomie, prostytutce, która nie jest "elitarną”. Na te luksusowe prostytutki posłów z reguły nie było stać. Tylko na te z ogłoszeń, od chleba powszedniego… A elitarne prostytutki się nie ogłaszają. To jest tak zwane ogłoszenie szeptane – jeden drugiemu przekazuje telefon do wiadomej pani. Ale taka dziewczyna bywa bardzo droga. Więc większości polityków nie było stać na taki reglamentowany "towar”. Tak że dla wprawnego oka od razu było widać, który to polityk obnosi się z paniami wiadomego autoramentu…

– No dobra, ale jak pannę, że tak powiem, maskował, wprowadzając ją na przykład do hotelu poselskiego? Przecież zgodnie z prawem powinna się była wpisać do księgi gości.

WP

– Sytuacje bywały różne, wiadomo, życie. Wtedy był jeszcze czas, że nie odnotowywano wszystkich wizyt. Poseł prosił, żeby jej nie odnotowywać, bo to jest poufne spotkanie i pannę wprowadzał. Strażnik miał tu niewiele do powiedzenia. Albo parka szła do restauracji. Wypijali kawę, a później na górę.

Pamiętasz takiego radnego, nazwisko litościwie przemilczę, który bił żonę? Na zewnątrz taktowny, grzeczny, wpatrzony w krzyż, który skromnie pomagał dźwigać… Ja takim ludziom obnoszącym się
ze swoją wiarą nie ufam. Inny przykład, stary wiarus, pilot dywizjonu myśliwskiego, który w roku 1940 ocalił Anglię… On na stare lata postanowił pomóc Kościołowi w budowaniu słynnego "Malborka” przy warszawskim Torwarze. Nazywają ową świątynię "Malborkiem”, bo obiekt przypomina fortecę. Pilot budował te szańce Świętej Trójcy za friko kilka lat. Przychodzili, dziękowali, błogosławili. Pewnego dnia starzec uległ ciężkiemu wypadkowi na tej budowie. Pies z kulawą nogą… On zmarł. Nikt mu nie pomógł. Wiesz, czemu nie przyszli udzielić mu… ostatniej posługi?

– Sejmowe libacje były na porządku dziennym?

– Do dzisiaj mam w pamięci aferę, jak to goła prostytutka wyleciała z okna hotelu poselskiego. Zresztą popijawy i chlanie do nieprzytomności w Sejmie były od zawsze. Zawsze znajdowało się ku temu okazje. Wygrana w głosowaniu, przegrana w głosowaniu, ktoś potknął się na schodach, ale przeżył, kogoś złamało, lecz życie trwa – zawsze można znaleźć okazję. Dokładnie jak w codziennym życiu Polaków, byle okazja…

Agencja Gazeta
Podziel się

AGENCI POŚRÓD POSŁÓW, MINISTRÓW I SĘDZIÓW. NOC TECZEK

WP

…"Psychoza opanowała Sejm. Dziwne rzeczy się z ludźmi działy, jak oni to sobie przedziwnie tłumaczyli… Jak podniosę rękę przeciwko uchwale, która mówi o ujawnieniu agentów, będę naznaczony, wszyscy mnie pokażą palcem. On nie chce lustracji, więc oznacza to, że ma przeszłość agenturalną. Ja bym wtedy głosował przeciw! Byłem jedynym w tym Sejmie, który nie mógł być agentem, bo byłem gliniarzem. Nie mogli mnie zwerbować. W związku z czym mnie na tej liście nie mogło być. Dlatego gdybym podniósł rękę przeciw tej ustawie, nikt nie mógłby wskazać, że ja się boję ujawnienia mojej przeszłości. Słyszę, że ten bubel prawny został przegłosowany, i mówię "Ludzie, wyście popełnili seppuku. Wbiliście sobie nóż w brzuch i jeszcze wiercicie nim, żeby mocniej bolało”. Za jest stu osiemdziesięciu sześciu posłów, przeciw – piętnastu, trzydziestu dwóch zaś wstrzymuje się od głosu. Dzisiaj to nie do pomyślenia, ale dzień po głosowaniu Lech Wałęsa chwali Antoniego Macierewicza, że jest odważny, i cieszy się, że ma tak bohaterskiego ministra.”

– Wśród koalicji rządzącej bywali też posłowie, którzy dostali kwity, że są trafieni?

– Też dostali kwity, ale z punktu widzenia atmosfery specjalnie nie miało to znaczenia. Bo pokazywało, że Macierewicz postąpił uczciwie, ponieważ i w swoich walnął. Ale nie z rządu. Rząd był czysty. Wówczas wszyscy, zastanawiając się, rozmawiając, doszli do wniosku, że Macierewicz nie wykonał tej uchwały zgodnie z jej zapisem. Że poszedł w innym kierunku, niezgodnie z duchem tej uchwały. W uchwale chodziło przecież o ujawnienie rzeczywistej agentury, czyli takiej, która w swej współpracy z odpowiednimi służbami wiedziała, co czyniła, była w swych działaniach, że tak powiem, jasna, klarowna i zdecydowana. Czyli że nie ma wątpliwości, żeś donosił, kapował.

– Piętnaście godzin po opublikowaniu tak zwanej listy Macierewicza dochodzi do odwołania rządu Jana Olszewskiego i mamy tak zwaną noc teczek.

– Dokładnie. Lech Wałęsa, będąc wówczas prezydentem, składa wniosek o wotum nieufności. Odbywa się głosowanie. I tak wobec grozy owej listy PPG i Partia Piwa zostały praktycznie zmiecione z powierzchni Ziemi, a następnym premierem został Waldemar Pawlak. I to był jedyny element, który wstrząsnął ówczesną sceną polityczną. To był moment przełomowy, którego skutki są wciąż odczuwalne. Zaczęło się piekło agentury.

– Antoni Macierewicz robił to świadomie, czy twoim zdaniem nie miał wiedzy na ten temat?

– W moim przekonaniu Macierewicz robił to absolutnie świadomie. Z pełnym przekonaniem, że uchwała dała mu taką szansę. "Ogolę wszystkich”. Jakby wrzucił granat do szamba. To on wtedy decydował, co w Polsce jest ważne, a co nie. On był panem i władcą tego kraju, bo wszyscy mieli pełne gacie. Macierewicz siedzi w ławie, a ja mówię: "Proszę państwa, technicznie to się odbywało tak…”. Wymieniam numer karty, sposób rejestrowania, sposób eliminowania. Wymieniam całą technikę. I nagle on z tej ławy poselskiej krzyczy do mnie. "Panie pośle, pan jest w służbie!”. To oznaczało zamknij gębę, bo to, co mówisz, jest tajne i prawdziwe.

– Ty odpowiedziałeś bodajże, że tak, jesteś, ale w służbie narodu.

– I na tym to się skończyło. Ja kończę, a tu, cholera, jakie brawa. Mówię, że nigdy bym nie zarejestrował takiego człowieka, w wyniku tej uchwały, na świstku papieru.

Materiały prasowe
Podziel się

KULISY OCHRONY ALEKSANDRA KWAŚNIEWSKIEGO

– Co tam zastałeś?

– Design, hm, jakby wnętrza urządzał pijany dekorator. Z kolei w gabinecie prezydenta po poprzedniku Kwaśniewskiego zostały tylko... puste ściany. Nie było książek, nie mówiąc już o regałach, czegoś, co jest podstawą chociażby medialną, żeby w trakcie wywiadów ten gabinet jakoś wyglądał. I dawał właściwą oprawę prezydentowi. Nie wiem, czy Lech Wałęsa był miłośnikiem książek, ale gabinet prezydencki po ustaniu kadencji opróżniono do zera. Wyobrażasz sobie, że wywieziono nawet fotel prezydencki? Trzeba było Kwaśniewskiemu ściągnąć coś wygodnego. Poza tym przy tych oględzinach prezydenckich apartamentów po Wałęsie zwróciłem uwagę na kilka elementów. Przede wszystkim w oczy rzuciła mi się tak zwana sala reanimacyjna.

– Także decydować. Kwaśniewski w pewnym momencie ma ochotę wyskoczyć na miasto. Szef BORu pyta się, co to za lokal, gdzie w ogóle idziemy. Mówię, że się w swoim czasie dowiedzą. Czy to było zgodne z zasadami? Nie. Czy było zgodne z logiką i bezpieczeństwem? Tak. Co prawda zgodnie z regulaminem powinni wiedzieć, gdzie idą…

– Poszliby sprawdzić, zabezpieczyć i wszyscy by wiedzieli…

– I to byłoby niezgodne z bezpieczeństwem. A tak nikt nie wiedział, że za chwilę będzie tam prezydent, więc nie mógł zaplanować zamachu.

– Twoim zdaniem w jakim stanie jest dzisiaj następca BOR-u, czyli Służba Ochrony Państwa, w skrócie "SOP”?

– Pomysł ze zmianą nazwy jest idiotyczny. Po pierwsze, to nic nie zmieniło. Po drugie, to tylko nomenklatura, która jasno pokazuje, że PiS tylko rzekomo coś robi. A po trzecie, nazwa SOP jest typową bufonadą tego rządu. Służba Ochrony Państwa. Jakiego, do cholery, państwa? Przecież ludzie z SOP-u chronią osoby wskazane w ustawie i obiekty, w których te osoby pracują.

Zobacz też: Frederic Martel pisze o drastycznych przypadkach w Kościele: "Polska musi otworzyć oczy"

A analizując dalej tę nazwę, można śmiało ocenić ją tak – skoro osoby te reprezentują państwo, to znaczy, idąc, że tak powiem tokiem myślenia pomysłodawcy przechrzczenia BOR-u na SOP, że owe chronione osoby stanowią właśnie państwo? Tak mamy to rozumieć? To zapewne mógł tylko wymyślić wiceminister, który uwielbia sztandary, defilady, kompanie honorowe itp. Można by zażartować, że postanowił docenić swoją wielkość i wielkość swojego stanowiska poprzez nadanie tak szumnej nazwy byłym strukturom BOR-u. To zapewne kojarzy mu się z dawnymi absolutystycznymi monarchami, których jest kontynuatorem.

O AUTORZE:

Jerzy Dziewulski- były gliniarz, antyterrorysta, poseł na Sejm I, II, III i IV kadencji. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Pracę zaczynał w Milicji Obywatelskiej w wydziale służby wywiadowczej na Żoliborzu. Później był m.in. oficerem wydziału kryminalnego, a następnie dowódcą jednostki antyterrorystycznej na lotnisku Okęcie w Warszawie. Szef osobistej ochrony prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, jego osobisty sekretarz oraz doradca do spraw bezpieczeństwa. Szkolony w USA, w Izraelu i we Francji. Twórca sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych. Ranny na służbie. Jako jedyny policjant w Polsce został trzykrotnie odznaczony Medalem za Ofiarność i Odwagę. Odznaczony również Krzyżem Oficerskim i Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Polub WP Książki
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP