Trwa ładowanie...
d43l8ng

HABILITACJA. Diagnoza Procedury Etyka Postulaty

książka
Oceń jako pierwszy:
d43l8ng
HABILITACJA. Diagnoza Procedury Etyka Postulaty
Forma wydania

Książka

Rok wydania
Autorzy
Wydawnictwo
Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Oficyna Wydawnicza „Impuls“ zaprasza Czytelników do nowej i wyjątkowej monografii naukowej autorstwa prof. Bogusława Śliwerskiego „Habilitacja. Diagnoza, procedury, etyka i postulaty".

Najnowsza książka prof. dr. hab. Bogusława Śliwerskiego nie tylko potwierdza jego nadzwyczajne kompetencje w zakresie prowadzenia dyskursu naukowego, ale także stanowi niezwykle wartościowe kompendium wiedzy dla młodych naukowców, wkraczających dopiero (zwykle po doktoracie) na drogę kariery naukowej.
„Bohaterem” tej publikacji jest habilitacja, jako przełomowy, wręcz zwrotny punkt w karierze akademickiej. Zdobycie tego stopnia naukowego pozwala na wejście w rolę tzw. samodzielnego pracownika nauki, podejmującego decyzje w sprawie awansów naukowych innych osób oraz mogącego prowadzić doktoraty.
Dostrzegam także w tej książce ważny wątek politologiczny. Oto z precyzyjnych, a jednocześnie bardzo komunikatywnych narracji Bogusława Śliwerskiego wyłania się rekonstrukcja władzy ustawy czy rozporządzenia, które […] tworzą dla osób i instytucji „nowy świat”, do jakiego muszą się dostosować. Biografie ludzi, poprzez konieczność przystosowania się do prawnej pajęczyny, są kanalizowane zgodnie z założeniami ustawodawcy.
Warto dodać, że książkę przenika swoista życzliwość wobec potencjalnych i aktualnych habilitantów. Bogusław Śliwerski nie ukazuje habilitacji jako zmory nocnej czy mąk Tantala, względnie miecza Damoklesa. Stara się wykazać – i udaje mu się to – że utrzymanie przez kandydatów wysokich standardów oraz stosowanie procedur muszą przynieść sukces.

Z recenzji prof. dr. hab. Zbyszka Melosika

HABILITACJA. Diagnoza Procedury Etyka Postulaty
Numer ISBN

978-83-8095-287-4

Wymiary

160x235

Oprawa

miękka ze skrzydełkami

Liczba stron

344

Język

polski

Fragment

WSTĘP

Zakończyłem swoją służbę w roli członka Prezydium i przewodniczącego Sekcji I – Nauk Humanistycznych i Społecznych Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów w latach 2013–2016. Poprzednia kadencja CK została skrócona z czterech lat do dwóch przez partię, która – wbrew swoim solidarnościowym korzeniom – odchodziła od modelu władzy obywatelskiej na rzecz partii władzy, kryjąc metodami naukowej socjotechniki rzeczywiste działania w tym zakresie. Pod szyldem troski o jak najwyższy poziom nauki i jej kadr akademickich reformy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod kierownictwem Barbary Kudryckiej miały częściowo dewastacyjny charakter dla szkolnictwa wyższego, gdyż tworzyły warunki m.in. do korupcji wśród urzędników profesorów i ich bliskich, upełnomocniały ukrytą prywatyzację szkolnictwa wyższego, redystrybucję środków budżetowych na finansowanie badań naukowych dla nielicznych, także wdrażających ideologiczne priorytety w ramach ubiegania się o środki z Europejskiego Funduszu Społecznego, a ponadto etatyzowały szkolnictwo wyższe i podmioty dotychczas względnie niezależne wobec władz państwowych. Dowodem zdrady własnego środowiska było podporządkowanie Polskiej Akademii Nauk, Centralnej Komisji do Spraw Stopni i Tytułów oraz Polskiej Komisji Akredytacyjnej ministrowi wymienionego resortu, by za pomocą instrumentów finansowych i karuzeli mianowań realizować partyjną wersję centralistycznego zarządzania szkolnictwem wyższym i nauką.

Uniwersytety miały się dalej koncentrować na kształceniu studentów, bo od ich liczby zależała wysokość dotacji. Rządzącym zależało na podwyższeniu wskaźników skolaryzacji. Zarazem nie tylko skrzętnie obniżano jakościowe progi w ramach tzw. minimów kadrowych dla kierunków kształcenia, ale także – co było jeszcze bardziej zdumiewające – o połowę zredukowano liczbę profesorów tytularnych w ramach dziedzin i dyscyplin naukowych dla jednostek, które ubiegały się o otrzymanie uprawnień do nadawania stopni naukowych. Procesy te były już przeze mnie szeroko i często opisywane, toteż nie będę do nich w tym miejscu powracał. Istnieje wiele raportów z badań, które potwierdzają negatywne skutki takiej polityki rządzących. W okresie wdrażania polityki przez rząd Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego, a więc w latach 2011–2012, byłem wiceprzewodniczącym Sekcji I CK, dzięki czemu mogłem na bieżąco monitorować sytuację awansów naukowych w pedagogice i ich uwarunkowań. Systematycznie prowadziłem analizę danych, by przekazywać je naszemu środowisku wraz z ich interpretacją. Zależało mi na tym, by jednostki uniwersyteckie, które są odpowiedzialne za kształcenie i promocje kadr naukowych, miały możliwość konfrontowania własnych działań z ich warunkami i skutkami na tle ogólnokrajowym.

Doświadczenie w kierowaniu Sekcją I Nauk Humanistycznych i Społecznych CK sprawiło, że miałem wgląd w stan rozwoju kadr akademickich w obu dziedzinach nauk, a zarazem wyjątkową okazję do poznawania i zrozumienia specyfiki uwarunkowań prawno-administracyjnych w procedowaniu wszystkich podmiotów. Piszę o tym we wstępie, żeby wskazać źródło własnej wiedzy o kwestiach, które dla osób spoza struktur władzy są częściowo niedostępne, niezrozumiałe, a wymagają żmudnych studiów i analiz. Przedstawię dane o sytuacji kadrowej w mojej dyscyplinie naukowej, jaką jest pedagogika. Być może zainteresują one wybieranych do CK przedstawicieli nie tylko tej nauki, gdyż członkostwo w tym organie umożliwia prowadzenie analiz dokumentacji postępowań awansowych, które są przejawem stanu rozwoju środowiska naukowego. Takie diagnozy mogą nie tylko uświadamiać uczonym i ich przełożonym rzeczywisty stan rzeczy w powyższym zakresie, lecz także tworzyć podstawy do prowadzenia odpowiedzialnej polityki kadrowej. Awans naukowy, a jakże często i niepowodzenia w trakcie wszczynanych postępowań o nadanie stopni naukowych czy tytułu naukowego profesora nie powinny być wyłącznie, czy przede wszystkim, sprawą indywidualną każdego z naukowców. Należy je również postrzegać przez pryzmat interesu społecznego, wspólnotowego, który wynika z idei universitas oraz nakładów finansowych ze środków publicznych.

Nie można nie dostrzegać tego, że dla osób doświadczających porażki, a odwołujących się do CK od niekorzystnych dla nich uchwał rad wydziałów czy instytutów niepowodzenie staje się przedmiotem silnych przeżyć emocjonalnych oraz zaskakującego dla nich dysonansu poznawczego. Porażka obniża poczucie własnej wartości, godzi w osobisty wizerunek w środowisku, wzbudza wątpliwości co do sensu wieloletnich działań naukowo-badawczych, organizacyjnych i dydaktycznych, które – zdarza się – nie zawsze są rzetelnie merytorycznie analizowane, dostrzegane i doceniane przez recenzentów w przewodach czy postępowaniach o nadanie stopnia czy tytułu naukowego. Po stronie władz jednostek zdarzają się błędy czy uchybienia proceduralne, a po stronie wnioskodawców – co coraz częściej jest wykrywane przez superrecenzentów CK – przejawy nieuczciwości akademickiej, maskowanie nierzetelności, rażące braki w koniecznej do awansu wiedzy czy kompetencjach metodologicznych do prowadzenia badań, ich raportowania oraz interpretowania.
Dopiero w trakcie analiz pełnej dokumentacji i dokonań doktorantów, habilitantów czy kandydatów do tytułu naukowego profesora widać, że bardzo często działa w procesie odwoławczym mechanizm N – 1, czyli wszyscy są winni mojej porażki, tylko nie ja. To jest zresztą dość naturalnie uruchamiany mechanizm obronny, gdyż w środowiskach o wysokim stopniu rywalizacji i towarzyszących jej: zawiści, wrogości czy nieprzychylności każde niepowodzenie staje się natychmiast okazją do wykluczania, detronizowania niektórych osób czy umniejszania ich dokonań. Z perspektywy meta-, jaką stwarza czynna aktywność w CK, można dostrzec to, z czego nie zdajemy sobie sprawy. Członkowie CK są niejako zobowiązani do zapomnienia o własnym środowisku naukowym, by służyć wszystkim, którzy reprezentują dyscyplinę, bez względu na to, jaki jest poziom osobistej znajomości autorów dokonań, dzieł czy ich postaw. Nie wolno się kierować osobistymi preferencjami, uprzedzeniami lub sympatiami, gdyż natychmiast stałoby się to powodem do zaistnienia precedensu rzutującego na losy innych akademików. Można być posądzanym o takie postawy, jeśli podejmuje się decyzje, które nie znajdują akceptacji indywidualnej osób występujących do CK w swojej sprawie. Nawet jeżeli ktoś opublikuje wszystkie dokumenty we własnej sprawie, to i tak – na skutek niewiedzy administracyjno-prawnej ogółu naukowców – nie jest możliwe rozpoznanie półprawd czy wręcz demagogicznych oskarżeń, pomówień lub nadinterpretacji.

Mało kto konfrontuje własne sprawy z obowiązującymi w danej instytucji regułami prawa, które są wprawdzie dostępne, ale zrozumiałe dopiero w sytuacji rozpatrywania przez organ każdego przypadku z osobna. Żaden wniosek nie jest taki sam jak inne, a rzekomo jemu podobne. Zdumiewa zatem powoływanie się przez osoby odwołujące się od negatywnej decyzji organów (rady wydziału czy później Prezydium CK) na to, że co do innych osób wynik głosowania komisji był taki sam, ale uchwała rady wydziału była pozytywna. Nawet gdy ktoś porównuje własną sprawę z przebiegiem postępowania innej osoby w ramach tej samej dyscypliny, popełnia błąd, gdyż nie dotyczy ono tego samego dorobku, tych samych osiągnięć czy takich samych błędów. Nie można porównywać ze sobą tego, co jest z źródłowo, osobowo i w wielu wymiarach także materialnie i symbolicznie ze sobą nieporównywalne.

Każda sprawa, każdy wniosek jest odrębnym światem czynników uczestniczących w nim podmiotów. Rolą ekspertów CK jest takie badanie dokumentacji, aby ten, kto nie uzyskał pozytywnego rozstrzygnięcia we własnej sprawie, mógł liczyć na obiektywną weryfikację. Być może będzie musiał przyjąć – przynajmniej do wiadomości – zasadność krytyki merytorycznej superrecenzentów CK albo także opinii, jakie wyrażano na wcześniejszych etapach postępowania w ocenie jego osiągnięć. Rzetelna krytyka i wrażliwa ocena w naukach humanistycznych oraz społecznych powinny odchodzić od biograficznego paradygmatu krytyki naukowej, w ramach którego przypisuje się autorowi rozprawy określone uczucia, emocje, wizje, intencje czy oczekiwania lub/i się ich docieka, na rzecz krytyki merytorycznej tekstów mających przecież swoją strukturę, treść i odwołania do różnych źródeł. Trzeba umieć się wznieść ponad własne sympatie i antypatie, by czynić przedmiotem swojej analizy i oceny znaczenia, które tkwią w samym dziele naukowym. Autor nie może odpowiadać za to, jakie sensy są przypisywane treściom z jego publikacji w wyniku usilnych prób czytelników odczytywania jego intencji i doszukiwania się ich zgodności z innymi jego pracami czy aktywnością życiową.

Coraz częściej spotykam się z preparowaniem krytyki naukowej w tekstach, które w swej istocie mają jedynie być pretekstem do osobistych rozliczeń z autorem, niekoniecznie jako autorem konkretnej publikacji, tylko osobą. Wówczas krytyka wyraża różne preferencje recenzenta, rozczarowania lub fascynacje związane z konkretną osobą, a nie z jej dziełami. W sensie filozofii prawa dba się tu o „uczciwość proceduralną”, by osoby zyskujące stopnie naukowe w sposób niegodny lub/i niezgodny z wymogami ustawy zostały ich pozbawione, np. w sytuacji rozpoznania plagiatu. Podobnie jest, kiedy oceniając osiągnięcia kandydatów do stopnia czy tytułu naukowego, stwierdza się popełnienie rażących błędów merytorycznych. Zdarza się, że unieważnia się czyjąś recenzję jako jawnie sprzeczną z zasadami dobrej praktyki i etyki pracownika naukowego. Centralna Komisja określa możliwości prawne naprawienia krzywdy czy nawet zadośćuczynienia osobie pokrzywdzonej. Co ważne, nie dotyczy to tylko kandydatów, ale także recenzentów czy superrecenzentów, przeciwko którym w ostatnich latach skierowano sprawy do sądu za naruszenie wizerunku ocenianej przez nich osoby w związku z napisaniem o jej rzekomej nieuczciwości, popełnieniu plagiatu. Recenzje w przewodach doktorskich i postępowaniach habilitacyjnych są publikowane. [...]

d43l8ng

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d43l8ng
d43l8ng
d43l8ng
d43l8ng