Trwa ładowanie...
ycipk-1wk6mp

Elon Musk utarł nosa krytykom. "Nazywali mnie gościem od internetu"

Jedni widzą w nim przyszłego zdobywcę kosmosu. Inni mają go za autora najgenialniejszego spisku finansowego w historii USA. Jedno jest pewne – Elon Musk z pogardzanego "gościa od internetu" stał się kluczowym graczem w kosmicznym wyścigu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Elon Musk w 2004 r.
Elon Musk w 2004 r. (East News, Fot: Mateo-MPA-Splash/EAST NEWS)
ycipk-1wk6mp

Tuzy biznesu stawiają własne fortuny na budowę statków kosmicznych, jednak wciąż nie wiadomo, czy eksploracja kosmosu okaże się dochodową inwestycją, sposobem na zbawienie ludzkości czy też… zabrnie w ślepą uliczkę.

Tim Fernholz w książce "Rakietowi miliarderzy" podgląda tę branżę w trakcie prawdziwej rewolucji. NASA pragnie ocalić ambitny program eksploracji kosmosu. Giganci tacy jak Boeing i Lockheed Martin usiłują dorównać nowym rywalom, lobbyści walczą o środki publiczne, a ustawodawcy usiłują nie dopuścić do tego, by nowy wyścig kosmiczny wywołał globalny konflikt.

Dzięki uprzejmości wyd. Znak Horyzont publikujemy fragment książki Tima Fernholza "Rakietowi miliarderzy", która jest już dostępna na polskim rynku.

ycipk-1wk6mp

Gość od internetu

Życie nie może polegać tylko na rozwiązywaniu problemów dnia codziennego. Trzeba budzić się, ekscytować przyszłością i szukać inspiracji - Elon Musk.

Tłum czekający na wejście do auli, gdzie miała odbyć się przemowa, napierał na drzwi. Grupki uczniów wraz z opiekunami tłoczyły się, młodzi inżynierowie przygotowywali się do zajęcia miejsc w pierwszym rzędzie i zobaczenia na własne oczy bohatera, starsi naukowcy mieli zamiar przecząco kręcić głowami. Nie istnieje taka konferencja inżynierów, astrofizyków i pracowników naukowo-technicznych, na której nie chciano by usłyszeć przemówienia inaugurującego z ust Elona Muska, gwiazdy rocka w oczach dziwaków o ambicjach bez granic. Na międzynarodowej konferencji kosmicznej w 2016 roku tysiące uczestników dosłownie rzuciło się pędem na miejsce, żeby posłuchać, jak Musk opowiada o planach stworzenia międzyplanetarnej cywilizacji.

Materiały prasowe
Podziel się
ycipk-1wk6mp

Jego powab bierze się stąd, że zwykł mówić rzeczy, w które większość szanujących się empirystów wierzy, ale wstydzi się wypowiedzieć je na głos. Spytaj jakąkolwiek inżynier z NASA, czy ludzie posiadają techniczną zdolność, żeby polecieć na Marsa, a odpowie ci, że przez lata wykonano sporo pracy u podstaw realizacji tego ogromnego wyzwania. Brzmi to na tyle przekonująco, by potężne koszty takiej podróży zostały pokryte, pozostawiając inne ziemskie priorytety w tyle.

Spytajcie Muska, a on odpowie z lekko słyszalnym południowoafrykańskim akcentem, że dokona tego w kilka lat, tak jakby pytanie zawierało w sobie pewną dozę ignorancji. Osobiście przyjrzał się sprawie i może obniżyć koszty na tyle, by z łatwością dało się przekonać kogoś do wysłania misji kolonizacyjnej w ciągu dekady. Do diabła, sam szuka sposobu, by sfinansować przedsięwzięcie z własnej kieszeni. Spójrzcie na slajdy jego prezentacji w PowerPoincie.

Prawda na temat ludzkich możliwości podróżowania między planetami leży gdzieś pośrodku tych dwóch opinii, lecz to właśnie wykorzystywanie luki między władaniem know-how a posiadaniem aspiracji przynosi Muskowi takie powodzenie.

Zobacz także: Mógł być pierwszy na Księżycu, był drugi. Minęły lata, a Buzz dalej jest obrażony

ycipk-1wk6mp

W czerwcu 2017 roku rozwodził się nad tą luką w Waszyngtonie podczas konferencji poświęconej naukowemu i komercyjnemu pożytkowi z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. To orbitalne laboratorium wielkości boiska do gry w piłkę nożną, które unosi się 400 kilometrów nad równikiem, jest najdroższym obiektem skonstruowanym przez człowieka w dziejach  – kosztowało przeszło 150 miliardów dolarów . Ludzie wydali więcej pieniędzy na budowę całego systemu chińskiej szybkiej kolei (300 miliardów dolarów), rozwój amerykańskiej floty samolotów Joint Strike Fighter (400 miliardów), jednak ISS pozostaje autonomicznym posterunkiem ludzkości na granicy z kosmosem. Kosmonauci zapewnili ciągłą obecność człowieka w stacji od 2000 roku, przy okazji przeprowadzając badania w mikrograwitacji. Budowa, udoskonalenia oraz serwisowanie stacji stało się priorytetem NASA i największym wysiłkiem podjętym na rzecz eksploracji kosmosu przez człowieka w latach dziewięćdziesiątych XX wieku oraz w pierwszej dekadzie XXI stulecia.

Materiały prasowe
Podziel się

(…)

Musk jest bystry i nie znosi głupich ludzi. Rzadko udzielał wywiadów poza wydarzeniami medialnymi. W przeszłości potrafił zwymyślać pracowników za to, że nie spełniają jego wysokich oczekiwań. Żąda poświęcenia i wysiłku. Najwyraźniej nie lubi rozpamiętywać przeszłości. A jednak potrafi się ożywić, gdy usłyszy szczegółowe pytanie o siłę nacisku w nowym silniku podczas każdej próby oraz o to, jakie warunki fizyczne będą panować podczas przekraczania atmosfery z prędkością hipersoniczną. Prawie mu do śmiechu, kiedy snuje przypuszczenia, że eksperyment może pójść wybuchowo, gdy mówi o "czynniku strachu", i obiecuje wydarzenie opatrzone "gwarancją solidnej dawki ekscytacji".

ycipk-1wk6mp
Materiały prasowe
Podziel się

Musk twierdzi, że poświęca 80 proc. swojego czasu na zagadnienia inżynieryjne, taki sposób zarządzania czasem przez szefa może budzić wątpliwości, ale jego podejście jak na razie zdaje się mu służyć.

I mimo twardego naukowego i antyspołecznego zachowania Musk jest prawdopodobnie jednym z największych humanistów tego stulecia. Gdy zdał sobie sprawę z własnego bogactwa po nadmuchaniu bańki internetowej, zainwestował pieniądze w trzy kanały: SpaceX, produkcję samochodów elektrycznych Tesla oraz SolarCity  – przedsiębiorstwo odnawialnych źródeł energii. Wszystkie trzy wyraźnie zmierzały do wspierania ludzkiej cywilizacji  – drugi i trzeci z powodu strachu Muska przed skutkami globalnego ocieplenia, pierwszy z uwagi na to, że ten strach pokazywał, jak krucha naprawdę jest Ziemia. SpaceX istnieje, ponieważ Musk chce, żeby ludzkość utworzyła cywilizację międzyplanetarną, taką, która będzie posiadać dorodną planetę zapasową, jeśli coś pójdzie na naszej kuli ziemskiej nie tak. To nie jest do końca stanowisko obrońców przyrody, ich ruch woli hasło: "Planeta B nie istnieje". Ale dla Muska nie ma innej możliwości.

"Tak naprawdę gromadzę środki głównie po to, żeby to sfinansować  – powiedział podczas prezentacji projektu zaawansowanej rakiety.  – Prawdę mówiąc, nie powoduje mną żadna inna motywacja do osobistego gromadzenia kapitału prócz tej, by przyczynić się jak tylko mogę do umożliwienia międzyplanetarnego życia".

ycipk-1wk6mp
Materiały prasowe
Podziel się

(...) Pewien operator funduszu hedgingowego powiedział mi, że Musk "uknuł jeden z najgenialniejszych spisków w historii amerykańskich finansów, aby zniszczyć wartość dla akcjonariuszy (shareholder value), czyli podejście biznesowe, które uzależniało sukces całej firmy od zmian wartości spółki dla poszczególnych akcjonariuszy. [Fuzja spółek Tesla i SolarCity w 2016 roku] uczyniła z ładu korporacyjnego farsę".

Wielu pracowników NASA i członków społeczności kosmicznej  – zwłaszcza spośród starszej gwardii, która wychowała się na programie Apollo  – uważało go za dyletanta, i to w najlepszym razie. W najgorszym widziano w nim człowieka, który przez własne niefortunne ambicje pozbawił "prawdziwą" eksplorację kosmosu cennego dofinansowania, którego przedsiębiorstwo, podejmując każde kolejne ryzyko, narażało program kosmiczny Stanów Zjednoczonych na PR-ową klęskę, mającą niewątpliwie nadejść, gdy tylko wydarzy się jeszcze jeden tragiczny wypadek.

Zanim Musk poleciał odwiedzić następne miejsce, spytałem go, dlaczego nikt nie wierzy w to, co mówi o Marsie, choć od dekady udowadnia kosmicznym pesymistom, że nie mają racji. "Ponieważ to absurd"  – wybąkał.

(…)

Elon Musk flickr.com
Podziel się

Zobacz także: Szczere wyznanie powstańca: "Dorosłym zostałem w momencie zabicia pierwszego Niemca"

"Czemu mamy gdzieś się przeprowadzać?  – pytał Musk w 2015 roku podczas wspaniałej prezentacji planów marsjańskiej kolonizacji przez SpaceX.  – W końcu, jak podpowiada historia, nadejdzie koniec świata. Alternatywą jest cywilizacja podróżująca w kosmos oraz gatunek międzyplanetarny".

Na początku działań w kosmosie Musk skupił się na jednym: udowodnieniu możliwości tej tezy. Nie znał się za bardzo na rzeczywistości lotów kosmicznych, wiadomości czerpał tylko z paru powieści science fiction, które pochłonął za młodu, oraz z ukończonych studiów fizyki i ekonomii na Uniwersytecie Pensylwanii. Ale miał pewien pomysł. Założył grupę pod nazwą Life to Mars Foundation (Fundacja Życie na Marsie), której przyświecał prosty plan: wyśle w kosmos skupisko szklarni, umieści je na powierzchni Marsa i tym samym stworzy maleńką oazę życia na jałowym podłożu. Propozycja sama w sobie była odważna: Mars Polar Lander, bezzałogowa sonda kosmiczna, którą NASA wystrzeliła w kosmos w 1999 roku w ramach kampanii "szybciej, lepiej, taniej", kosztowała 120 milionów dolarów  – i to bez doliczenia rakiety, która miała wynieść ją na orbitę. Lądownik uległ zniszczeniu, kiedy zderzył się z powierzchnią planety: błąd oprogramowania komputerowego spowodował zbyt szybkie wyłączenie silników do lądowania w sondzie .

Musk chciał wysłać habitat na Marsa za 20 milionów dolarów, może mniej. Musiał jeszcze tylko opracować, jak to zrobić.

(…)

Powyższy fragment pochodzi z książki "Rakietowi miliarderzy. Elon Musk, Jeff Bezos i nowy wyscig kosmiczny", która ukazała się nakładem wyd. Znak Horyzont.

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-1wk6mp

ycipk-1wk6mp
ycipk-1wk6mp