Trwa ładowanie...

Drogi Miłości ukrzyżowanej. Rozważania Adama Szustaka OP

Kolejna książka Adama Szustaka OP "Drogi Miłości ukrzyżowanej" to zapis czterech rozważań do nabożeństwa drogi krzyżowej, które w okresie Wielkiego Postu ukazywały się na kanale "Langusta na palmie". Dominikanin proponuje 4 rozważania: Uważną, Trzcinową, Współczującą, Miłosną. Każda z dróg oferuje inną perspektywę.
Share
Procesja "delle Barette", która odbywa się w Mesynie na Sycylii w każdy Wielki Piątek od XV wieku
Procesja "delle Barette", która odbywa się w Mesynie na Sycylii w każdy Wielki Piątek od XV wiekuŹródło: CC0
d3ojx91

Uważna, najbardziej osobista, jest zaproszeniem nie tylko do rozważania męki Chrystusa, ale także do przyjrzenia się sobie samemu, swoim słabościom. Dzięki uprzejmości wyd. W drodze, publikujemy fragment rozważań z książki "Drogi Miłości ukrzyżowanej".

Stacja pierwsza – Sąd nad Jezusem

Jak doskonale wiemy, Jezus na sądzie Piłata został osądzony niesłusznie. Oskarżono Go o mnóstwo rzeczy, których nigdy nie zrobił, a jeśli któreś z nich zrobił, to z zupełnie inną intencją niż ta, którą Mu przypisywano. Cały ten sąd był jedną wielką wydmuszką. Jak jed­nak zareagował Jezus? On go po prostu przy­jął. Rozmawiał z Piłatem, odpowiadał na wiele jego pytań, ale jednocześnie jakoś specjalnie się nie bronił. Jezus powiedział wyraźnie, kim jest, szczerze nazwał, że niesłusznie Go oskarżają, jednak nie próbował do skutku udowadniać, że Jego przeciwnicy nie mają racji.

d3ojx91

W życiu każdego z nas zdarzają się takie mo­menty, gdy słyszymy złe słowa na swój temat, gdy docierają do nas niesłuszne oskarżenia lub kłamstwa dotyczące tego, kim jesteśmy lub co zrobiliśmy. Czasem nie są to sytuacje, gdy ktoś świadomie nas oczernia, ale gdy nas po pro­stu nie rozumie. Czujemy się wtedy odrzuceni i osamotnieni.

Gdy myślę o takich chwilach, przypomina mi się rozmowa z pewną zakonnicą, która opowiadała mi kiedyś o swoich trudnościach w pracy. Miała przełożonego, który bardzo źle ją traktował, mówiąc o niej kłamliwe rzeczy, co powodowało, że była całkowicie zdruzgotana i przytłoczona. Kiedy słuchałem jej opowieści, dostrzegając ogrom cierpienia z powodu tych niesłusznych osądów i oczerniania, przyszła mi do głowy pewna myśl i zapytałem ją:

– Droga siostro, dlaczego w ogóle poszłaś do zakonu?

– Bo chciałam zjednoczyć się z Panem Jezusem, upodobnić się do Niego. Być z Nim bardzo blisko, stać się taką jak On.

d3ojx91

– Naprawdę tego chcesz?

– Tak, ojcze, być jak Jezus to moje największe pragnienie.

– Siostro, pomyśl więc: czy Jego nie oskar­żali? Czy o Nim nie mówili prawie samych kłamstw? Czy z Niego – najlepszego, najcu­downiejszego, najpiękniejszego człowieka, któ­ry chodził po ziemi – nie zrobiono mordercy, złoczyńcy i kryminalisty? Zacznij się więc cie­szyć, bo skoro chcesz być do Niego podobna, to również w tym masz się upodobnić do Jezusa.

Tym właśnie jest pierwsza stacja drogi krzy­żowej. To jest takie miejsce, w którym Pan Jezus chce dać nam siły, by znosić w naszym życiu oskarżenia i oszczerstwa. Oczywiście nie chodzi o to, byśmy przestali się bronić lub nie próbo­wali dochodzić prawdy. Nie, mamy to robić! Ale jednocześnie musimy nauczyć się przyjmować, że czasem będzie inaczej, że ludzie będą nas obgadywać, oczerniać i nie będziemy mieli na to żadnego wpływu, że będziemy się czuli jak Jezus na sądzie Piłata.

d3ojx91

(…)

  Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Stacja druga – Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona

Bardzo lubię to sformułowanie: "Jezus bie­rze krzyż", ponieważ tak naprawdę ten krzyż Mu na ramiona włożono. Nie było przecież pragnieniem Jezusa, aby cierpieć i umrzeć w tak straszliwy sposób. Doskonale pamiętamy, że Jezus w Ogrójcu modlił się, by Ojciec zabrał od Niego kielich cierpienia. Oczywiście osta­tecznie zgodził się na wolę Ojca, powiedział, że przyjmie wszystko z Jego ręki, ale nie prosił o mękę i śmierć. Gdy Go osądzono i skazano, nie miał wyboru, nie mógł powiedzieć: "Nie, nie wezmę krzyża". Zmuszono Go i włożono Mu krzyż na ramiona. Jednak nie bez powodu ta stacja nazywa się: "Jezus bierze krzyż".

d3ojx91

Myślę, że te słowa odsłaniają nam esen­cję tego, co wydarzyło się na drugim etapie drogi krzyżowej. Jezus przyjął to, co nie było Jego wolą, niechciane stało się chciane, zgo­dził się na to, czego nie chciał. On uczy nas, że w życiu są takie rzeczy, których nie chce­my, które dzieją się nie z naszej woli, nie są ani dobre, ani błogosławione, nie są też żadną wolą Bożą. Trzeba jednak je po prostu wziąć i nosić, podobnie jak Jezus wziął krzyż. Mało tego! Właśnie wtedy, gdy je przyjmiemy, gdy mimo niechęci bierzemy je, dzieje się w nas i wokół nas zbawienie, dokonuje się ogromne dzieło miłości.

Przy tej stacji warto więc pomyśleć o tych sytuacjach, w których jesteśmy do czegoś zmuszani, gdy coś dzieje się bez naszej woli i gdy zrobilibyśmy wszystko, by tak się nie wydarzało. Właśnie do takich momentów od­noszą się słowa Jezusa o tym, że kto chce iść za Nim, musi wziąć swój krzyż i Go naśladować (por. Mt 16,24). Chrystus tłumaczył: "To nie jest tak, że musi ci się to podobać. Nie musisz tego kochać, ale masz to wziąć z własnej, nieprzymu­szonej woli. Zdecydować się na to, wręcz wybrać to, mimo że tego nie chcesz". Takimi krzyżami mogą zaś być najróżniejsze sprawy – sytuacje rodzinne, zdrowotne czy finansowe, wszelkie życiowe ograniczenia i trudności. Mamy je wy­brać, a nie tylko znosić. Wziąć je jak Jezus wziął krzyż, bo tam może wydarzyć się nam zbawienie, tam czeka na nas ogromna łaska.

(…)

Stacja trzecia – Pan Jezus po raz pierwszy upada pod krzyżem

Dlaczego Pan Jezus upadł? Bo był człowie­kiem. Nie był nadczłowiekiem ani tylko Bogiem (bo Bóg przecież wszystko potrafiłby znieść), ale był człowiekiem. Człowiek zaś ma w życiu takie momenty, w których coś go prze­rasta, coś staje się ponad jego siły i wtedy upada. Leży na ziemi, bo sam nie potrafi się dźwignąć.

  CC BY-SA 3.0
Źródło: CC BY-SA 3.0

Ta stacja upadku Pana Jezusa uświadamia mi, że gdy upadnę, to odwracając głowę w prawo lub w lewo, zobaczę Jego twarz. Bo Chrystus stał się do nas podobny i również miał w życiu takie momenty, gdy upadał, gdy leżał na ziemi i nie mógł wstać. Kiedy więc upadamy, musi­my pamiętać, że w tych chwilach On nie jest gdzieś wysoko w niebie, nie siedzi na tronie i nie odlicza, jak długo leżymy. Bóg, gdy upa­damy – nie tylko w szlachetnej sprawie, ale także przez własną słabość czy grzech – jest obok, blisko, Jego twarz jest przy naszej twarzy. On upadł właśnie dlatego, by być obok nas, gdy my upadniemy.

d3ojx91

Słyszałem kiedyś historię księdza, który przed wstąpieniem do zakonu był czynnym al­koholikiem. Pewnego razu tak się upił, że wy­lądował na izbie wytrzeźwień. Policja zebrała go z ulicy i odstawiła w to miejsce, by doszedł 22 do siebie. Gdy rano się obudził, a był to akurat Wielki Piątek, zorientował się, że jego ręce są brudne i zakrwawione, że nie ma butów (zgu­bił je gdzieś po pijaku), a jego stopy są całe poranione. Popatrzył na siebie, na zdartą skó­rę z rąk i nóg, na zaschniętą krew i pomyślał: "Panie Jezu, nawet tu jesteś ze mną. Jest Wielki Piątek, Ty właśnie krwawisz z rąk i ze stóp i ja podobnie krwawię". Jasne, że Jezus nie krwa­wił z powodu własnych grzechów, ale to podo­bieństwo było miejscem, w którym ów ksiądz spotkał Pana Boga, w swoim upadku zobaczył, że Bóg jest blisko.

Rozważając tę stację, spróbujmy i my do­strzec, że w naszych upadkach On już na nas czeka ze swoją łaską. Gdy zaś Go tam spotkamy, On ma moc nas z nich podnieść.

(…)

Stacja czwarta – Jezus spotyka swoją Matkę

Trudno sobie wyobrazić, co musiała czuć Maryja, gdy szła tego dnia na Golgotę, gdy znajdowała się w rozkrzyczanym tłumie i gdy w końcu zo­baczyła Jezusa niosącego krzyż. Z pewnością, kiedy tylko dowiedziała się, że pojmano Jezusa, cały czas, jak tylko mogła, Mu towarzyszyła. Widziała więc, jak Go wprowadzają do pałacu na sąd, potem widziała Jego skatowane i ubi­czowane ciało oraz poharataną twarz. Myślę, że nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak bolesne musiało być dla niej to doświadczenie. Każda mama i każdy tata, każdy rodzic, który kocha swoje dziecko, jeżeliby zobaczył je w takim sta­nie, na pewno czułby ogromny ból. Wielu z nas pewnie nieraz towarzyszyło bliskim, którzy są chorzy, i doskonale wiemy, że patrząc na cier­pienie innych, kochanych przez nas osób, sa­memu ogromnie się cierpi.

d3ojx91

W tym cierpieniu, którego doświadcza to­warzysz czyjegoś bólu, najtrudniejsza jest bez­radność, to, że będąc tak blisko i za wszelką cenę chcąc pomóc, nie da się zrobić absolutnie nic, by ten ktoś doznał ulgi. Myślę, że właśnie owa bezradność była największym bólem Maryi podczas drogi krzyżowej. Pewnie wielokrotnie próbowała dostać się do Jezusa, by choć przez chwilę Go wesprzeć, dotknąć, podać kubek wody, ale żołnierze odganiali ją, nie pozwalali jej być blisko. Nie pozostało jej więc nic innego, jak tylko towarzyszyć Jezusowi na tej drodze, iść za Nim krok w krok, aż do momentu, gdy Go ukrzyżowali i gdy umarł. Dopiero po śmierci Jezusa oddano Jego ciało w ręce Maryi.

W tej stacji, w której widzimy ogromny ból Maryi wynikający z bezradności, spróbujmy zna­leźć nasze momenty bezradności, czyli wszyst­kie sytuacje, w których nasi bliscy doświadczają cierpienia, a my nie możemy nic zrobić, by im pomóc. Każdy z nas to zna. Ja mam w życiu mnóstwo takich sytuacji i choć szukam roz­wiązań, modlę się i robię wszystko, by pomóc, nic się w nich nie zmienia, więc ostatecznie doświadczam bólu bezradności. W tej stacji Pan Jezus chce dać nam łaskę odwagi towarzyszenia innym w cierpieniu. Chce nauczyć nas być jak Maryja, która trwała, mimo że nic nie była w stanie zrobić. Ona po prostu była przy Jezusie i to wystarczyło.

(…)

Stacja piąta – Szymon pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi

Szymon pomógł Jezusowi, bo nie miał wyjścia. Biblia podaje, że wracał z pola, więc pewnie szedł do domu. Może mu się spieszyło, ponie­waż czekała kolacja, chciał jak najszybciej odpo­cząć. Nie był ochotnikiem. To nie wyglądało tak, że zobaczył cierpiącego człowieka i pomyślał: "Pomogę mu, bo już nie daje rady" – zmuszono go, dlatego to zrobił. Co więcej, przypuszczam, że w trakcie niesienia krzyża Jezusa zastana­wiał się dalej: "Boże, czemu to robię? Dlaczego nie zaprotestowałem? Wkręcili mnie w pomoc jakiemuś kryminaliście". Jeśli nie znał Jezusa, to wydarzenie musiało być dla niego trudnym, niechcianym doświadczeniem.

Nabożeństwo drogi krzyżowej w niemieckim Ulm, 2011 r. CC BY-SA 3.0
Nabożeństwo drogi krzyżowej w niemieckim Ulm, 2011 r. Źródło: CC BY-SA 3.0

Każdy z nas ma w życiu sytuacje podobne do tej, która spotkała Szymon z Cyreny. Czę­sto przecież robimy rzeczy nie dlatego, że ich chcemy, ale dlatego, że musimy, że tak trzeba, że ktoś coś na nas wymógł. Myślimy wtedy: "To takie nieszczere", co jednak nie jest prawdą. Nieszczerym jest się wtedy, gdy czynimy coś wbrew sobie, gdy wewnętrznie całkowicie się przed czymś wzbraniamy, a robimy to tylko dlatego, by na zewnątrz wszystko wydawało się w porządku. Miłość zaś bardzo często po­lega na tym, że podejmujemy się czegoś, czego generalnie byśmy nie chcieli, ale to wybieramy. Podobnie jak Jezus w drugiej stacji, gdy wziął na swoje ramiona krzyż.

W praktyce oznacza to na przykład, że ktoś spędza czas ze swoją babcią, mimo że jest ona zgorzkniałą osobą. Temu komuś wcale nie chce się jej odwiedzać, bo nie są to miłe wizyty, ale i tak do niej chodzi, ponieważ postanowił so­bie w sercu, że będzie ją kochać właśnie w taki sposób, pomimo trudności i przykrości, które go spotykają. To wcale nie jest nieszczere zacho­wanie, tylko świadomy wybór dobra. Brakiem szczerości byłoby, gdyby ten ktoś chodził do babci i mile z nią rozmawiając, w sercu jej zło­rzeczył. Takie udawanie rzeczywiście jest abso­lutnie nieszczere, ale decyzja: "Mimo że nie chce mi się tego robić, nie jest to moim pragnieniem, ale wybieram to" jest po prostu miłością, której warto się nauczyć przy okazji tej stacji.

Powyższy fragment pochodzi z książki Adama Sztustaka OP "Drogi Miłości ukrzyżowanej", która ukazała się nakładem wyd. W drodze.

Kościoły otwarte na Wielkanoc. Terlikowski wyraził się jasno o księżach

d3ojx91

Podziel się opinią

Share
d3ojx91
d3ojx91