Ale się porobiło

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Jak to możliwe, że jestem wdową? Wdowy chodzą w okularach w rogowych oprawkach i rozpinanych swetrach zalatujących naftaliną, mają zwiotczałą i pomarszczoną jak karbowana bibułka skórę, noszą imiona Gladys i Midge, raz w tygodniu spotykają się z również owdowiałymi przyjaciółkami, żeby pograć w kierki. Ja mam zaledwie trzydzieści sześć lat i dopiero zdążyłam się przyzwyczaić do myśli, że jestem zamężna, osłuchać się przez ostatnie trzy lata ze słowami „mój mąż”, które sama wypowiadałam: „Mój mąż i ja, mój mąż i ja...”, po tak długim czasie pozostawania w stanie wolnym!
Serce głucho dudni mi w piersi, gdy przedstawiając się sobie nawzajem, krążymy po sali – należę do grupy terapeutycznej dla osób cierpiących po stracie najbliższych. Wcale się nie dziwię, że ludzie bardziej niż śmierci, wysokości czy pająków boją się występować publicznie.
Powtarzam sobie w myślach kilka linijek swojej prezentacji: „Mam na imię Sophie i mieszkam w San Jose. Mój mąż nie żyje”. Nie, inaczej. „Mam na imię Sophie, a mój mąż cierpiał na chorobę Hodgkina, rodzaj nowotworu, na który zapadają dorośli ludzie w młodym wieku”. Ale przecież oni wszyscy zapewne już o niej słyszeli. Osoby uczestniczące w spotkaniach tej grupy są zorientowane w sprawach zdrowotnych (…)
Wszystko wskazuje więc na to, że nigdy nie zdobędę laurów za uporanie się z żałobą.
Wyglądam przez okno i obserwuję rachityczne drzewa, ich gałęzie bez liści na tle nieba, do złudzenia przypominające kości. No i to wszystko na dziś.

–Pod wpływem ciepła ludzkiego ciała plasterek przykleja się do skóry – wyjaśniam reporterowi magazynu „Herald”, który przeprowadza ze mną wywiad przez telefon, zbierając materiały do artykułu poświęconego zdrowiu. Jako szefowa działu public relations w firmie Gorgatech mam dbać o poprawę wizerunku produktów stymulujących funkcję jąder, zalecanych mężczyznom, których organizm wytwarza zbyt mało testosteronu. Kuracja hormonalna dla mężczyzn! Dlaczego nie mogę zajmować się środkami od bólu głowy? Problem polega na tym, że plasterek nie zawsze ściśle przylega do skóry. Wyobrażam sobie takiego biedaka, który podczas zebrania na temat wyników sprzedaży spogląda w dół i widzi spory, kwadratowy plaster przyczepiony do skarpetki. – Zdarza się, że niektórym pacjentom plasterek nie przykleja się dobrze na całej powierzchni – przyznaję. – Trzeba go wtedy, przed użyciem, delikatnie podgrzać suszarką do włosów.
Dziennikarz prycha. Zwraca mi uwagę na to, że inna firma ma w swojej ofercie żel o podobnym działaniu. Nuta ironii w jego głosie ma mi dać do zrozumienia, że wolałby raczej rozmawiać ze sprzedawcą używanych samochodów niż z rzeczniczką od public relation.
–To prawda, ale plaster zapewnia bardziej równomierne dawkowanie leku – podkreślam. Przenoszę wzrok w górę, ponad oklejone beżową tapetą ściany mojego boksu, na chropowate kasetony na suficie. Ktoś wpuszcza do biura gaz usypiający. Mam ochotę położyć się na podłodze, zwinąć w kłębek, głowę wesprzeć na własnej torebce i zasnąć.
Moja szefowa, Lara, jędza, która nosi stroje od Armaniego w najmniejszym rozmiarze, mówi, że najpóźniej do końca listopada muszę załatwić dwa artykuły z pozytywną opinią na temat plastrów – jeden w prasie lokalnej, drugi w ogólnokrajowej. Mam mniej więcej pięć tygodni na to, żeby się zrehabilitować. Lara zorientowała się błyskawicznie, że w prasie nie ukazały się żadne informacje na temat naszej firmy i jej produktów, od kiedy przyjęła mnie do pracy. Ostrzega mnie, że jeżeli nie zdołam załatwić tych dwóch artykułów, przytrzaśnie mi obie ręce szufladą swego biurka, złamie kilka palców i już nigdy nie będę mogła pisać na komputerze. Potem wyleje mnie z pracy, a biuro obrotu nieruchomościami wystawi mój dom na licytację. Oczywiście nie przekazała mi tego wszystkiego słowami. Wyraziła wzrokiem, szybkim skłonem głowy i mocnym ściągnięciem czerwonych warg. Jeżeli ten facet napisze przychylny artykuł, będę miała w połowie wykonane zadanie.
–Dla większości osób ta drobna niedogodność, jaką jest konieczność użycia suszarki, nie ma większego znaczenia – przekazuję dziennikarzowi, czytając z kartki z pomocniczymi notatkami – ze względu na pozostałe, korzystne cechy produk- tu. – Przed oczami staje mi moja skrzynka na listy przed domem, wypchana po brzegi wezwaniami do uregulowania podatku od nieruchomości i rachunkami za prąd opiewającymi na coraz wyższe kwoty. Chodzi o to, że włączam w domu wszystkie światła i palę je przez cały wieczór, dla zachowania pozorów, że w domu są ludzie. – Trzeba ją ustawić na niską temperaturę – podkreślam. – W żadnym razie nie na wysoką. Stukanie klawiatury komputera, na którym dziennikarz zapisuje informacje, i krótki śmiech w trakcie mojej wypowiedzi wytrącają mnie z równowagi. Chce wiedzieć, czy rzeczywiście myślę, że mężczyźni podróżują z suszarkami do włosów, jeśli w ogóle je mają.
–Zawsze dostarczamy dodatkowo suszarkę na życzenie klien- ta. – Przynajmniej tak mi się wydaje. Chyba powinnam się trzymać notatek, które sobie przygotowałam.
Dziennikarz mówi, że musi już kończyć, ponieważ ma pilną sprawę do załatwienia. Wsłuchując się w przedłużającą się ci- szę, a potem odgłos ciągłego sygnału w słuchawce, myślę o tych swoich znajomych, którzy podobnie jak ja ukończyli anglistykę i mają bardziej uszlachetniającą pracę: jeden jest w Paryżu i pisze reportaże z podróży, drugi uczy więźniarki kreatywnego pisania. W końcu odkładam słuchawkę i wracam do opracowywania informacji dla prasy na temat plasterków. Zbliża się pora lunchu, a ja jeszcze niewiele zrobiłam. Mam w rajstopach dziurę wielkości ziarnka grochu, na wysokości rąbka od spódnicy. Przykleiłam na niej taśmę klejącą, żeby oczka nie poleciały dalej w dół. Myślę o siwej, starszej pani uczestniczącej w spotkaniach naszej grupy terapeutycznej, którą mąż wszędzie woził samochodem. Mam przed oczami ich dwie białe główki, jak kwiaty bawełny wznoszące się nad deską rozdzielczą chevroleta impali, gdy jadą autostradą dziewięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Zastanawiam się, czy gorzej jest owdowieć
na późniejszym etapie życia, kiedy mąż i żona są ze sobą nierozerwalnie związani jak korzenie z drzewem. Kursor na ekranie mojego komputera mruga do mnie, przypominając: hipo-teka, hipo-teka, hipo-teka.

Kiedy przeprowadziłam się do Doliny Krzemowej, żeby być z Ethanem, znalazłam pracę, którą bardzo lubiłam. Polegała ona na redagowaniu publikacji uniwersyteckich. Miałam własne biuro, którego okna były porośnięte bluszczem pnącym się po ścianie budynku i codziennie wracałam do domu przed szóstą. Ale na przyjęciach inne trzydziestoletnie kobiety w rozmowach porównywały zalety różnych modeli bmw, rozmawiały o tym, ilu każda z nich ma bezpośrednich podwładnych, uznałam więc, że powinnam znaleźć sobie lepiej płatną pracę z opcjami na akcje. Tylko przegrani tkwią w jednym miejscu, które nie oferuje tej formy premiowania!
Tę pracę dostałam wtedy, kiedy choroba Ethana była w fazie remisji, po tym, jak skończył radioterapię i wydawało się, że wyzdrowieje. Przez krótki czas czułam się pewniej – pędziłam po autostradzie sto sześćdziesiąt na godzinę z otwartym szyberdachem, wiatr targał mi włosy, a stare przeboje "I will survive" i "A girl in trouble" („Dziewczyna w tarapatach to stan przejściowy”) głośno rozbrzmiewały z głośników radia stereo. Ale potem nastąpił nawrót, tym razem w postaci guza w płu- cach Ethana. I to był ten intruz, który wdarł się do domu i ukradł mi męża. Niemal pragnęłam, by odebrała go inna kobieta – jakiś wycieruch w minispódnicy, której mogłabym pociąć opony. Po śmierci Ethana nie wzięłam w pracy dni wolnych – poza trzema, które przysługują po stracie bliskiej osoby, i dwoma dniami zwolnienia lekarskiego. Koleżanki i koledzy zatrzymywali się przy moim boksie i pytali: „Jak sobie radzisz?” Miałam chęć im odpowiedzieć, żeby się nie martwili, mój mąż wyjechał tylko na kilka dni, pewnie na targi. Wkrótce
wróci.

Obecność Ethana w naszym domu była namacalna, jego pantofle i sportowe buty stały równo w szafie, a „Smithsonian” i „Wired”, czasopisma, które prenumerował, w dalszym ciągu przychodziły regularnie, co miesiąc. Jednak kłaczki kurzu zbyt szybko osiadały na jego butach, szczoteczka do zębów wyschła i zesztywniała w kubku stojącym na zlewie, sterta nie przeczytanych gazet rosła. Współpracownicy przestali zaglądać do mnie i pytać, jak sobie radzę, a Lara zaczęła mi znów przydzielać wyszukane projekty do realizacji. Między innymi ten o tych cholernych plasterkach.
Właśnie wpada do mojego boksu.
–Daj sobie spokój z tą informacją dla prasy – mówi, spoglądając mi przez ramię na klawiaturę komputera, z rękoma wspartymi na wąskich biodrach. Włosy ma gładko zaczesane i związane wysoko w ciasno ściągnięty koński ogon. – Załatw artykuł. Zadzwoń do redakcji „The Wall Street Journal”.
Pochylam się nad klawiaturą, myśląc o wycieku pod domem. Kilka tygodni temu hydraulik w roboczym kombinezonie wcisnął się przez właz w szafie w korytarzu i zameldował, że naprawa wraz z zamontowaniem nowej pompy olejowej będzie kosztowała dwa tysiące dolarów. Nie mam teraz takiej kwoty. „Musicie kupić pompę, bez niej się nie obejdzie”, skwitował.
Gdy rozsunie się płaszcze i kurtki i podniesie drewnianą klapę, widać ciemną kałużę, z której wydobywa się ostra woń żelaza. Część mojej najbliższej pensji pochłonie naprawa samochodu. Coś w nim chrzęści i ściąga mnie na prawo, zupełnie jakby wolał jechać między drzewami.
–Dobrze? Dobrze? – powtarza z naciskiem. Mimo że ma zaledwie metr pięćdziesiąt osiem wzrostu, dziwnym trafem góruje nad ludźmi.
–Dobrze. – Powoli przerzucam fiszki kartoteki stojącej na biurku. Potem, kiedy odzyskam oddech, powiem jej o artykule w „Herald”. Ostentacyjnie wzdycha i zirytowana zostawia mnie, a ja pogrążam się w rozpaczy jak Willy Loman, wędrowny sprzedawca.

Wybrane dla Ciebie
Kolejna afera? Jedna z kobiet mówi o molestowaniu na planie "Dziewczyn z Dubaju"
Kolejna afera? Jedna z kobiet mówi o molestowaniu na planie "Dziewczyn z Dubaju"
Kaszëbë
Kaszëbë
Polacy są "narodem eksperckim"? Jak nauka tłumaczy istnienie "profesorów Facebooka" i "doktorów Twittera"
Polacy są "narodem eksperckim"? Jak nauka tłumaczy istnienie "profesorów Facebooka" i "doktorów Twittera"
Olga Tokarczuk odbiera Nagrodę Nobla. Oglądajcie na żywo
Olga Tokarczuk odbiera Nagrodę Nobla. Oglądajcie na żywo
Einstein by się nie uśmiał
Einstein by się nie uśmiał
Zaczytane Ławki zagościły w Warszawie
Zaczytane Ławki zagościły w Warszawie
Nie żyje wybitna tłumaczka i dziennikarka "Wyborczej", Irena Lewandowska
Nie żyje wybitna tłumaczka i dziennikarka "Wyborczej", Irena Lewandowska
Cara Delevingne: Media społecznościowe mogą być niebezpieczne
Cara Delevingne: Media społecznościowe mogą być niebezpieczne
Jakie sekrety zdradzą bohaterowie reality ”Rolnik szuka żony” w książce? Gorąca premiera!
Jakie sekrety zdradzą bohaterowie reality ”Rolnik szuka żony” w książce? Gorąca premiera!
Hipis z Luftwaffe. As, co się Führerowi nie kłaniał
Hipis z Luftwaffe. As, co się Führerowi nie kłaniał
W tym kraju co czwarty wyborca najchętniej zagłosowałby na… Stalina. Dlaczego Francuzi zakochali się w komunizmie?
W tym kraju co czwarty wyborca najchętniej zagłosowałby na… Stalina. Dlaczego Francuzi zakochali się w komunizmie?
Na receptę zapisywała uśmiech
Na receptę zapisywała uśmiech
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯