Trwa ładowanie...

Zorganizował darmowe lekcje polskiego dla Ukraińców. "Nie chcę, żeby w moim domu sprzątał lekarz czy psycholog"

Najpierw przyjął uchodźców z Ukrainy do swojego hotelu, później zorganizował dla nich lekcje języka polskiego. Krzysztof Wysocki tłumaczy, dlaczego zdecydował się pomóc tam, gdzie zabrakło inicjatywy państwa polskiego.

Share
Lekcja polskiego dla Ukraińców w gdańskim hoteluLekcja polskiego dla Ukraińców w gdańskim hoteluŹródło: Licencjodawca
d4eyrou

Sebastian Łupak: Dlaczego zorganizowaliście kurs językowy dla Ukraińców?

Krzysztof Wysocki, współwłaściciel sieci Hotele Polskie, hotel Artus w Gdańsku: We wszystkich naszych hotelach w Polsce mieszkało od marca do teraz prawie 200 Ukraińców, w tym w naszym hotelu w Gdańsku – 36 osób.

To byli straumatyzowani, przestraszeni ludzie – przeważnie kobiety z dziećmi z dramatycznymi wspomnieniami, strachem, obawą o mężów i ojców, którzy zostali na miejscu, niektórzy w rosyjskiej niewoli.

d4eyrou

Jednak powoli otwierali się na Polskę. Tylko trzeba było im pomóc – dać im wędkę.

I tą wędką jest kurs języka polskiego?

Pewien ukraiński emeryt, który u nas mieszkał, powiedział mi, że chętnie poszedłby do pracy. Mój kolega prowadził akurat budowę i szukał ludzi. Okazało się jednak, że ten człowiek nie znał języka polskiego. To są w większości ludzie ze wschodu Ukrainy, którzy mówią po rosyjsku, ale już po ukraińsku słabo. O polskim nie wspominam.

Można tym ludziom dawać jedzenie, dawać miejsce do spania, ale w pewnym momencie trzeba im dać wędkę, czyli kursy językowe. Oni muszą się naszego języka nauczyć.

d4eyrou

Spotkałem w 2001 roku Polaków którzy mieszkali po 10 lat na Greenpoint’cie w Nowym Jorku i nie znali angielskiego. A szkoda.

Jak zorganizowaliście ten kurs?

Dowiedziałem się w Gdańskiej Organizacji Turystycznej (GOT), że w hotelach w całym Gdańsku jest około 500 Ukraińców. Pomysł był taki: będziemy ich uczyć polskiego w hotelach.

Potrzebna była jednak synchronizacja. Zadzwoniłem do Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku. Pani dziekan dr Adrianna Kilikowska powiedziała, że znajdą lektorów – wolontariuszy, studentów.

d4eyrou

Wysłałem pisma do Urzędu Miasta, do marszałka województwa pomorskiego, do Fundacji Lecha Wałęsy, z prośbą o pomoc.

Wyższa Szkoła Bankowa zajęła się naborem na kursy. W sumie zgłosiło się 400 osób, ale mogliśmy przyjąć 240. Kurs rozszedł się w trzy godziny. Nie mogliśmy pomieścić wszystkich w hotelu Artus więc zajęcia odbywały się również w Wyższej Szkole Bankowej i Centrum Edukacji Nauczycieli w Gdańsku.

Ale sam język to było mało. Zgodnie z ustaleniami na kursie pojawili się pracownicy Wojewódzkiego Urzędu Pracy. Informowali, jak i gdzie szukać pracy, jak napisać CV.

Czyli zadziałaliście kompleksowo…

Wymyśliłem jeszcze jedną rzecz: do formularza, który wypełniali kandydaci na kurs językowy, dołączyłem rubrykę: "kim jesteś z zawodu". Okazało się, że mamy lekarzy, psychologów, pedagogów.

d4eyrou

95 procent to byli ludzie z wyższym wykształceniem. Oni nie szukają pracy fizycznej. Ja nie chciałbym, aby u mnie w domu sprzątał lekarz czy psycholog. Oni nie są do sprzątania, zmywania.

a Licencjodawca
Krzysztof WysockiŹródło: Licencjodawca

Co będzie z tymi ludźmi dalej?

To nie jest moja rola, żeby ich dalej prowadzić, bo ja jestem hotelarzem. Nasze kursy już się kończą, bo nie jesteśmy w stanie ich prowadzić za darmo aż tak długo. Naszą salę konferencyjną udostępniamy za darmo. A przecież hotel ma zarabiać pieniądze.

Ile by kosztował taki kurs, gdyby nie był prowadzony wolontariacko?

Jeśli by wycenić wynajem takiej sali konferencyjnej u nas, to wyjdzie 120 zł za półtorej godziny. Lektor to też wolontariusz. Tonery, tablice i podręczniki zakupiła Fundacja Lecha Wałęsy. Mamy 12 grup , które mają zajęcia dwa razy w tygodniu. Wyszłoby około 7 tysięcy w tygodniu za zajęcia, gdyby nie było to darmowe. A odbyło się na zasadzie: "Pomożesz? Pomogę!"

d4eyrou

Na razie działamy na adrenalinie. Ale co będzie dalej? Pomoc powinna być systemowa. Ile może mieszkać u pana ktoś, kogo pan nie zna? Poza tym pomoc słabnie, bo oswajamy się z wojną, przestajemy wpłacać pieniądze, mamy swoje problemy i dobija nas wysoka inflacja, horrendalne ceny energii, żywności i benzyny.

Jak rząd polski w tym czasie pomagał hotelarzom?

Państwo zaoferowało nam na początku 70 zł na osobę za dobę, z pełnym wyżywieniem.

Mało?

Oczywiście, że mało. W marcu rząd zaoferował nam 140 zł – ta kwota miała ręce i nogi i zrównoważyła nasze wydatki. Ale w kwietniu i maju znów dostaliśmy po 70 zł. Co prawda większość naszych gości już się wyprowadziła, ale mamy jeszcze osoby w hotelu w Krynicy Zdroju. Reszta rozjechała się po polskich mieszkaniach albo po Europie. Cieszymy się, że mogliśmy tym ludziom pomóc.

d4eyrou

Co dalej?

Musi nastąpić integracja i wchłonięcie tych ludzi do polskiego systemu. Kursy języka muszą pójść dalej – musimy nauczyć ich specjalistycznego polskiego dla lekarzy czy inżynierów. Lekarz ma leczyć, psycholog ma pomagać. To jest ogromny potencjał. Tylko potrzebny jest systemowy pomysł, jak pomóc tym setkom tysięcy ludzi, którzy zdecydują się u nas zostać. Boje się, że ich potencjał zostanie zmarnowany, a oni sami, i ich dzieci, zamkną się w gettach. To byłoby ze stratą dla Polski.

d4eyrou
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d4eyrou
d4eyrou