Trwa ładowanie...
recenzja
27-03-2013 14:08

Zdążyć za uciekającym światem

Share
Zdążyć za uciekającym światemŹródło: Inne
d1gsa4s

Peter Hessler urodził się w 1969 roku w Columbii. Studiował na uniwersytecie Princeton i w Oxfordzie, po czym, w ramach działalności w Korpusie Pokoju, pracował jako nauczyciel języka angielskiego w Chinach. Na tyle mu się tam spodobało, że, po zrealizowaniu dwuletniego kontraktu, pozostał w Państwie Środka pisując dla m.in. „Wall Street Journal”, „Boston Globe” i „National Geographic”, zaś w 2000 roku został zatrudniony w „New Yorkerze”. Jego pobyt w Chinach zaowocował – prócz stypendium Fundacji MacArthura - trzema książkami: River town, Kości wróżebne oraz Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach, która właśnie ukazała się w wybornej serii „Reportaż” wydawnictwa Czarne.

Po pięciu latach przyzwyczajania się do chińskich realiów, Hessler złożył wniosek o prawo jazdy. Jak sam stwierdził, do tej pory, podróżując autobusami, statkami, samolotami i pociągami, przez większość czasu pogrążony był we śnie, tracąc szansę poznania i odwiedzania niezwykłych prowincji, skrzętnie ukrytych przed, podobnymi mu, „niedzielnymi turystami”. Ciekawość ta została również podszyta zewem, jaki niosła ulotna, otwarta przestrzeń pełna pól tarasowych poszatkowanych serpentynami dróg. Drogi te prowadziły do nowych miejsc, czekających u progu, nieuniknionych w Państwie Środka, zmian. Jakże nie odpowiedzieć na ten zew przygody, nie poddać się pragnieniu zwiedzenia tego, co przez tak długi czas było pomijane, ignorowane, czy, mówiąc mniej górnolotnie, po prostu przesypiane? Poza tym sam test na prawo jazdy był jedną, wielką obietnicą doznań cokolwiek niebanalnych. W którym innym kraju jedna z odpowiedzi na pytanie o wypadek drogowy brzmi: „zatrzymać się i spytać, czy poszkodowani oferują nagrodę, a
następnie udzielić pomocy”? Zdawszy egzamin praktyczny polegający na przejechaniu pięćdziesięciu metrów w linii prostej, Hessler mógł poszczycić się prawem jazdy i wyruszyć w wyprawę życia. Wyprawę, której zwieńczeniem jest właśnie Przez drogi i bedroża. Podróż po nowych Chinach.

Na początku podróży autor zwiedzał okolice, przez które przebiega Wielki Mur. Przedstawił historię tego, dziś już będącego w coraz bardziej opłakanym stanie przedsięwzięcia, podkreślając, że interpretacje celowości budowy były zależne od czasu i punktu widzenia. Wyprawa stała się również przyczynkiem do refleksji na temat chińskiej kartografii, traktowanej przez przeciętnego mieszkańca Państwa Środka, delikatnie mówiąc, po macoszemu. Poznamy tu również tradycje funeralne, arkana feng shui (jak się okazuje, jedno z drugim całkiem zgrabnie się wiąże), meandry procedur narosłych wobec zwykłego wypożyczenia auta oraz – nie do końca zrozumiałe dla Chińczyka – subtelności związane z używaniem świateł i nie używaniem klaksonu. Wszystko to przeplecione jest niemałą dawką historii Chin, wtrąconą jednak tak subtelnie, że nie wychodzi ona na pierwszy plan dominując i zamieniając reportaż w akademicki wykład. Autor bardzo płynnie przechodzi od zadumy nad degradacją przyrodniczą do kwestii gospodarczych, by niebawem
wrócić do opowieści o mozolnych próbach przekształcenia wyjałowionego krajobrazu i zwrócić się ku rozważaniom nad światową motoryzacją. O ile celem pierwszej dalekiej wyprawy samochodowej była Mongolia Wewnętrzna, kolejne prowadziły, między innymi, do grobowców północnej dynastii Quing czy dawnej letniej rezydencji cesarzy w Chengde. Podróżując po autostradach, drogach i bezdrożach, autor nie przestawał dzielić się z czytelnikiem przemyśleniami, a to o gospodarce Mongołów i radzeniu sobie z narodami, które nie miały ochoty jej docenić, a to o kondycji tamtejszych wsi, z każdym rokiem coraz mniej ludnych.

d1gsa4s

Rok po otrzymaniu chińskiego prawa jazdy, Hessler zaczął poszukiwania wiejskiego domu na północ od Pekinu. Pragnął urzeczywistnić ideę ustronia dla pisarza, gdzie może w ciszy pracować, w przerwach zaś patrzeć, jak sąsiedzi zajmują się rolnictwem, tryb życia uzależniwszy od prac polowych. Swą terra felix odnalazł w Sanchy, niewielkiej miejscowości, której populacja przez trzydzieści lat zmniejszyła się o połowę. Poznamy historię tego miejsca, dzieje niektórych mieszkańców i kultywowane przez nich tradycje. Ciepła to, czasem sielska wręcz część, jakże odmienna od poprzedniej, nasyconej galopadą informacji towarzyszącym kolejnym kilometrom pokonywanymi przez wypożyczone wehikuły. Przestają dominować tu ciekawostki i anegdoty, a pojawia się skupienie, wyciszenie, refleksja nad prostym i trudnym życiem mieszkańców. Przyznam, że zżyłem się z nimi, czytając o próbie radzenia sobie z przeciwnościami, jakie niósł im los – od ciężkiej choroby syna po, coraz bardziej nieudolne, wysiłki ku zapewnieniu sobie i
rodzinie godnego życia.

Hessler na początku traktował Sanchę jako azyl, cel ucieczki, gdzie może spacerować i pisać; później stała się prawdziwym domem.Po czterech latach, jak wspomina, czuł się tam tak swojsko, jak w żadnym innym miejscu od czasów dzieciństwa. Nomada, który, odkąd pamięta, zawsze był w biegu, w Sanchy zaznał czegoś nowego – poczucia ustalonego porządku, pewności jutra i monotonii przynoszącej ukojenie. Tu wszakże rytm życia wyznaczają nie fanaberie partyjnej wierchuszki, a cykl zmieniających się pór roku. Jak wspomniałem, takie są też te fragmenty książki: wyciszone, subtelne, senne i skupione na społeczności lokalnej, a nie globalnych przemianach dziejowych. O wiele bardziej mi się ta część podoba, choć nie ukrywam, że i owa informacyjno-krajoznawcza galopada miała swój urok.

Trzecia część stanowi odejście od wiejskiego rytmu: autor udał się do południowych prowincji w poszukiwaniu większych miast. Tam pragnął dowiedzieć się, jak wygląda życie właścicieli i robotników pionierskich fabryk. Przyglądał się, jak błyskawicznie powstaje zakład w Lishui produkujący kółka do staników – jak się okazało, najbardziej skomplikowaną w produkcji część biustonoszy. Znów poznamy tamtejszą zbiorowość, której świat koncentruje się wokół fabryki i inwestycji: migrantów, menedżerów, przedsiębiorców i robotników. Wizytując Lishui przez ponad rok, Hessler i tu poczuł się jak w drugim domu, wędrując między mandaryńskimi sadami i delektując się – tym razem – pośpiechem typowym dla fabrycznych miast.

O ile w pierwszej części Hessler szukał śladów przeszłości i pozostałości Wielkiego Muru, tak w drugiej – domu i więzi ze współczesną chińską wsią. Trzecia część to poszukiwania przyszłości, przyczajonej w epoce industrializacji objawiającej się rozkwitem fabryk i przedsiębiorstw. Każda z nich to przyczynek do refleksji, gawęd, opowieści o Chinach współczesnych, ale, zarazem, bardzo tkwiących w przeszłości. Wydaje się, że klamrą spajającą wszystkie te, z pozoru być może nieprzystające, niekomplementarne, tematy – od właściwego ulokowania grobu podług prawideł feng shui, by nieboszczyk miał licznych i majętnych potomków, po poważne kwestie geopolityczne – jest wspomniany już wiatr zmian. Tutaj, jak możemy przeczytać, wszystko się zmienia: prawo, praktyki biznesowe, wyzwania dnia codziennego. Nie zmienia się tylko mentalność szarego, prostego człowieka, coraz bardziej przytłoczonego, zdezorientowanego i nie nadążającego za uciekającą rzeczywistością. Człowieka, któremu pozostaje już tylko czekać, aż
kolejna fala zmian ciśnie go na margines tak, jak ciskała już całe pokolenia – wioski pełne są starców, niepełnosprawnych i maleńkich dzieci. Oczywiście autor nie krytykuje tu postępu, modernizacji i w pełni rozumie pragnienie ucieczki od biedy implikującej niebywałą wprost adaptację do każdych, nawet najgorszych warunków pracy. Zmiany jednak przyszły, jego zdaniem, zbyt szybko, zbyt gwałtownie, doprowadzając do destabilizacji i pojawienia drobnych, raczej lokalnych niźli krajowych, ognisk chaosu. Całe społeczności gubiły się w nowych realiach, bezskutecznie usiłując dostosować przeszłe doświadczenia do obecnej sytuacji. W fabrycznych miastach było łatwiej, to tutaj wszak się trafiało goniąc swoje marzenia. Ktoś chciał produkować buty, ktoś hodować króliki, jeszcze inny mieć suszarnię korzeni lotosu. Na razie jednak, zazwyczaj, wszyscy tkwili w ponurych przedsiębiorstwach, na powierzchni utrzymując się dzięki owym marzeniom.

d1gsa4s

Chińskie prawo jazdy straciło ważność w 2007 roku, niebawem zaś Hessler powrócił do Stanów Zjednoczonych, po dziesięciu latach pobytu w Państwie Środka. Nie trzeba było długo czekać na to, by jego nomadyczna natura dała o sobie znać – obecnie usiłuje się nauczyć języka arabskiego w Kairze. Jego książka Przez drogi i bezdroża. Podróż do nowych Chin to, jak wspomniałem, niezwykle spójny kolaż przemyśleń i wspomnień ze świata, który zmienia się w tak zawrotnym tempie, że dziś już zapewne nie istnieje, przepoczwarzony w wizualizację idei kolejnych planistów. Świat tworzony przez potomków tych, którzy przetrwali „wielki skok”, „rewolucję kulturalną” Mao i „socjalistyczną gospodarkę rynkową” Deng Xiaopinga. Wreszcie, świat tych, którzy utrzymali się na nogach, gdy wiał wiatr przemian po to, by móc zacząć marzyć tam, gdzie nawet marzenia są reglamentowane. Dlatego też jego książka nie jest, jakby to wynikało z tytułu, podróżą po nowych Chinach – one już dawno odeszły w przeszłość, co, oczywiście, dziełu
Hesslera nic nie ujmuje.

Autorowi udało się uniknąć pułapki, w jaką niejednokrotnie wpadali jego koledzy po piórze, konfrontując swoje rozbuchane ego z egzotyką obcej kultury.Tu nie ma euro- lub amerykocentryzmu i fanfaronady tak charakterystycznej w niektórych opowieściach podróżniczych. Dziennikarz, na szczęście, nie próbuje również być zabawny wiecznie puszczając oko do czytelników. Przez drogi i bezdroża to zatem nie jest kolejne dzieło z cyklu „światły gaijin/gringo/ajam/… (niepotrzebne skreślić) wśród zacofanych dzikusów”, w której autor dziwi się wszystkiemu, niczym Mariusz Szczygieł w niezapomnianym talk show „Na każdy temat”. Tylko pierwsza część może budzić lekki uśmiech i pewną obawę o to, że autor trochę koloryzuje; reszta jest już najwyższej próby społecznym reportażem dojrzałego, wrażliwego, empatycznego obserwatora. Całość to po prostu bardzo dobra to książka o zwykłych, szarych ludziach. Ludziach, którzy czasem zupełnie nie potrafią
nadążyć za uciekającym im światem.

d1gsa4s
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1gsa4s
d1gsa4s