Trwa ładowanie...
dlcm0ww
Recenzje

Wzorcowy crossover. Recenzja "Batman/Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania"

"Batman/Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania" to zbiór klasycznych już komiksów, na kartach których występują obok siebie dwie flagowe postacie z dwóch rożnych uniwersów: amerykańskiego DC Comics i brytyjskiego 2000AD. Fachowo zabieg łączenia światów nazywa się "crossoverem". Niniejszy zbiór komiksów jest wzorcowym przykładem opowieści tego typu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Wzorcowy crossover. Recenzja "Batman/Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania"
(Egmont)
dlcm0ww

Scenariusze do wszystkich zebranych tu historii napisali Alan Grant i John Wagner. Natomiast grafikami zajęła się cała armia cenionych rysowników. Co istotne, niemal wszyscy twórcy pochodzili z Wielkiej Brytanii. Jest to swoisty znak czasu i znakomity przykład brytyjskiej inwazji na amerykański rynek komiksowy, która nastąpiła na przełomie lat 80. i 90.

Pierwsza i zarazem najsłynniejsza opowieść znajdująca się w tym zbiorze to "Sąd nad Gotham" ilustrowany przez znakomitego brytyjskiego rysownika Simona Bisleya. W naszym kraju to komiks kultowy, znany jeszcze z wydania które ukazało się w latach 90. W mieście Batmana, Gotham pojawia się Sędzia Śmierć, jeden z Mrocznych Sędziów, antagonista Dredda zabijający każdego napotkanego na swej drodze człowieka. Tymczasem Batman przypadkowo przenosi się do Mega City One, gdzie popada w kłopoty z prawem. Dredd nie ma zamiaru odpuszczać Nietoperzowi i chce go wsadzić do paki, za latanie po mieście w dziwnym stroju. Na szczęście Batman spotyka na swojej drodze piękną Sędzinę Anderson, która pomaga mu wrócić do Gotham. Jego śladem podąża Dredd, aż w końcu razem stawiają czoła Sędziemu Śmierć. Nawet jeśli fabuła tego komiksu jest dość pretekstowa, to daje szansę wykazać się Bisleyowi, którego grafiki to szalona jazda bez trzymanki. Jego prace to styl realistyczny, ale z charakterystyczną dla niego mocno przegiętą, nieco karykaturalną manierą, podkreśloną przez bardzo efektowne barwy nałożone między innymi za pomocą aerografu, miniaturowego pistoleciku do rozpylania farby przez strumień sprzężonego powietrza (niektóre źródła podają, że korzysta z pistoletu do lakierów samochodowych – jakby nie było to bardzo podobna technika), co poskutkowało bardzo udanym efektem bliskim hiperrealizmu. Opowieść ta staje się nie jako wzorem, matrycą tego jak mają wyglądać późniejsze spotkania Nietoperza i Dredda.

Druga zebrana w tym tomie historia to "Wendeta w Gotham", którą zilustrował Cam Kennedy. To jednozeszytowa, krótka opowieść o tym jak Dredd pojawia się w Gotham, by ostrzec Batmana przed zamachem bombowym, którego chce dokonać łotr znany w uniwersum Nietoperza jako Brzuchomówca. Historia ta narysowana jest typową realistyczną kreską, bez większych fajerwerków. Kennedy nie jest mistrzem komiksu i jego ilustracje nie robią takiego wrażenia jak rozbuchany styl Bisleya, ale ze swojego zadania wywiązał się dobrze. Z wszystkich zawartych tu albumów o Batmanie i Dreddzie ten najmniej wpisuje się w stylistykę graficzną wypracowaną w pierwszej części.

dlcm0ww

Trzecia opowieść to "Ostateczna Zagadka". Przy jej ilustrowaniu pracowało dwóch rysowników Carl Critchlow i Dermot Power. W komiksie tym Batman i Dredd zostają porwani przez kosmicznego cesarza Xero i zmuszeni do wzięcia udziału w igrzyskach łowieckich w których człowiek-nietoperz będzie zwierzyną, a sędzia jednym z łowców. Opowieść nie zachwyca od strony fabularnej, ale graficy stanęli na wysokości zadania i próbują dorównać wysokiemu poziomowi jaki wyznaczył Bisley. Znów w ruch idzie aerograf, dzięki któremu na rysunki nałożono bardzo efektowne kolory i fantastyczne cieniowanie. Komiks ten jest pełen akcji, przez co twórcy mają okazje zaprezentować się z dobrej strony i uchwycić w swoich rysunkach sporo dynamiki.

Czwarty tytuł zawarty w tej antologii to niewiele mniej znany niż "Sąd nad Gotham" album "Uśmiech Śmierci", który pierwszy raz w naszym kraju ukazał się w 1999 r. W historii tej Joker przenosi się do Mega City One, gdzie wchodzi w konszachty z Mrocznymi Sędziami, śmiertelnie groźnymi przeciwnikami Dredda. Jego tropem oczywiście ruszają nasi bohaterowie. Rysunkami do tej opowieści zajęli się Jim Murray i Glenn Fabry (w naszym kraju znany głównie z okładek do słynnej serii "Kaznodzieja" i jako ilustrator cyklu "Slaine"), którzy obaj tworzą w podobnej do Bisleya poetyce. Ten drugi zresztą niemal dorównuje mu talentem, a przy tym, ma wyrobiony swój własny niepowtarzalny styl. Barwy znów są bardzo malarskie i podkreślają mroczną atmosferę tej opowieści.

Ostatnią historią, niejako bonusową (nie jest nawet wymieniona na okładce) jest komiks opowiadający o spotkaniu Dredda z Lobo. Nie występuje tu wcale Batman, i z cyklem łączą ją tylko osoby scenarzystów. To dynamiczna, pełna akcji historia w której przypadkowo przecinają się ścieżki obu bohaterów. Niemniej nie jest to nic szczególnie dobrego w porównaniu do solowych występów Dredda i Lobo, i redaktorzy komponujący skład tego tomu mogli sobie ją darować. Komiks narysowany jest bardzo klasycznie przez Vala Semeiksa i ma komputerowo nałożone kolory, co bardzo wyróżnia go spośród innych zebranych tu historii.

Album ukazał się w Egmontowskim standardzie DC Deluxe, co oznacza, że ma lekko powiększony format, twardą płócienną oprawę i obwolutę która została ozdobiona grafiką Mike'a Mignoli twórcy "Hellboya". Tym wszystkim wodotryskom oczywiście towarzyszy wysoka jakość druku, a zebrane tu komiksy znakomicie prezentują się na kredowym papierze. To bardzo dobrze, bo w końcu efektowne rysunki są największą zaletą tych opowieści. Mimo iż połączenie obu uniwersów było zabiegiem stricte komercyjnym, to moim zdaniem w naszym kraju grupa docelowa nie jest znów aż tak szeroka. Historie zawarte w tym tomie nie są złe, ale to pozycja kierowana raczej do żelaznych fanów Batmana i Dredda, niż do kogoś kto chce przeczytać bardzo dobry komiks.

Ocena: 7/10

Krzysztof Ryszard Wojciechowski

dlcm0ww

Podziel się opinią

Share
dlcm0ww
dlcm0ww