Trwa ładowanie...

Zabili ją bez powodu. "Esesmani lubili dla zabawy strzelać w ściany"

Sylwia Winnik na podstawie setek listów, grypsów i wspomnień więźniów napisała przejmujący reportaż "Bezmiłość", który ukaże się 29 czerwca. Już teraz prezentujemy jego fragment. Reportaż pokazuje, jak młodym dziewczynom żyło się w Majdanku, jak były traktowane, jak się wspierały. W obozie koncentracyjnym zakochiwały się, jest nawet mowa o sekretnych ślubach.

Share
Radio Majdanek - młode kobiety z obozu  robiły co mogły, aby dać innym nadzieję
Radio Majdanek - młode kobiety z obozu robiły co mogły, aby dać innym nadzieję Źródło: Państwowe Muzeum na Majdanku, majdanek.eu
d285mvi

"Bezmiłość. O czułych wyznaniach w listach, grypsach i wspomnieniach z Majdanka", Sylwia Winnik. Książka ukaże się nakładem wydawnictwa Muza.

Historie nieoczywiste

Radio Majdanek

[...] To "Pawiaczki", kobiety i małolatki z Pawiaka organizują Radio Majdanek. Podczas audycji mówią o nowych zakażeniach tyfusem plamistym, czerwonką, o tych, którzy zginęli. Co najważniejsze, Stefania ostrzegała przed nieumyślną wpadką z grypsami, by nie skończyć jak Emilka, dziewczyna z baraku, która w kancelarii SS wisiała dwie godziny, powieszona za ręce. Seweryn Wójcicki, nazywany przez Krystynę "inżynierem z wolności", za dostarczenie wiadomości już zasilił za ten występek grono "pasiaków" na III polu. Później znacznie przyjemniejsza część, nie mniej ważna.

d285mvi

"Hallo, hallo! Koleżanki! Obecnie lansujemy nową i bardzo oryginalną modę: sukienki w ciemnoniebieskie i szare pasy, biegnące wzdłuż i takież żakiety, zwane jakami. Krój gładki, prosty. Ponieważ stroje te są nam dostarczane już gotowe z magazynów i to za pośrednictwem baderaumu, są one przeważnie dla osób wysokich przed kolana, zaś dla niskich – do kostek. Polecamy zamiany. […] Pończochy obecnie nosi się od pary. Jeśli jedna jest czarna, to druga beżowa albo jedna brązowa, a druga jasnopopielata. Także gatunki powinny być różne, np. fildekosowa z gazową lub wełniana z jedwabną. Pantofle modne są na grubej, drewnianej podeszwie, wierzch z papierowego płótna. Uczesanie a la Katarzynka, tj. włosy zaplecione w dwa warkoczyki, związane w kółeczka. […] Zamiast kapeluszy nosi się obecnie wszelakiego rodzaju chustki, raczej nie jaskrawe i możliwie ciepłe. Na tym kończymy komunikat mody".

[...] Radio Majdanek dla więźniarek jest tym samym, co pisanie grypsów czy listów miłosnych dla zakochanych lub stęsknionych za ukochaną rodziną więźniów. To przejaw miłosierdzia, miłości do drugiego człowieka, dbania o niego w taki sposób, jaki jest możliwy w danej sposobności. To miłość. Przyjaźń. Nieco inna, jednak nie mniej prawdziwa. Może nawet prawdziwsza, bo wystawiona na próbę zaufania i poświęcenia. Trudno z opowieści Danuty Brzosko-Mędryk wybrać krótkie, najważniejsze historie. Jej wszystkie wspomnienia to wspomnienia o miłości, w różnych barwach i relacjach.

[...] Danusia nie należy do dziewczyn, które są bojaźliwe. Nawet jeśli czasem się boi, prze z odwagą, nawet gdy upada, podnosi się, znajduje siłę. Podczas audycji padają jeszcze prośby – proszę oddać znalezione buty – czytaj ukradzione, proszę pożyczyć aspirynę – jeśli któraś może pomóc lub naprawić swój błąd, ma do tego okazję. Mata posiada "skrzynkę pomocy", do której można kierować prośby i zapotrzebowania, przyczyniając się tym samym do partnerskiego działania między więźniami.

d285mvi

Pawiackim dziewczynom nie wystarcza jednak jedna audycja. Planują zatem "Podwieczorek przy mikrofonie", jak w Warszawie przed wojną. Ten odbywa się w niedzielę i w przeciwieństwie do tych codziennych audycji dla bloku więźniarek z Pawiaka, skierowany jest do szerszego grona. Ma być trochę satyrycznie, trochę na wesoło, należy wpleść prawdę o obozie, zaznaczyć, co wydarzyło się w ciągu dnia na polu. [...]

Przewiezione z Pawiaka kobiety i małolatki trzymają się razem. Pawiak łączy. Są wśród nich między innymi Matylda Woliniewska nazywana Matą, Malina Bielicka, "Kuca", czyli Jadwiga Korwin-Kamieńska i Alina Paradowska, nazywana "Alą". Dają przykład pozostałym więźniarkom, co to znaczy solidarność i że można w obozie walczyć o siebie, walcząc też o innych, że piekło nie musi wchłonąć. Po niedługim czasie inne kobiety zaczynają nazywać tworzące się grupki więźniarek z Pawiaka "rodzinkami". A nawet same rodzinki używają tego słowa. Bojące się świata, w który je wrzucono, w rodzinie czuły się bezpieczniej. Nikt w niej nie jest samotny, bo wojna nie pozwala przetrwać w pojedynkę.

Trochę więc z rozsądku, ale przede wszystkim z wzajemnego zrozumienia i potrzeby bycia blisko drugiego człowieka małolatki pawiackie i te nieco starsze trzymają się razem, dzielą się jedzeniem, dzielą się też smutkami czy nadziejami. O ironio, w takim bezwzględnym miejscu bez miłości dzielą się miłością, a wszystkie blaski optymizmu, nikłe jak ostatnie promienie zachodzącego nad Majdankiem słońca, szybko udzielają się innym więźniarkom.

Deportacja Żydów z Włocławka w 1942 r. Państwowe Muzeum na Majdanku
Deportacja Żydów z Włocławka w 1942 r.Źródło: Państwowe Muzeum na Majdanku

[...] Nie każda dołącza do obozowej rodziny, nie każdej to odpowiada, bo tam są też obowiązki – trzepanie koców, mycie misek, więc członkowie rodzinki uchylający się od obowiązków sami odchodzą lub są wykluczani. Dla niektórych pogoda ducha i nieczęsty, ale jednak uśmiech, audycje radiowe stają się motywacją do przetrwania następnego dnia. Bo w obozie życie liczy się dniami. Mają one wartość czasową podobną do tygodni, a może miesięcy. Do "obozowej rodzinki" pawiackie więźniarki dołączają według różnych kryteriów, jak wiek, zainteresowania czy sposób bycia, ale wszystkie kobiety mogą stać się jej częścią. Nikt nie jest skreślony z powodu swoich poglądów czy pochodzenia.

d285mvi

Każda z tych rodzinek ma swoją głowę rodziny, odpowiedzialną za podział chleba i dysponowanie jedzeniem z paczek, gdy te zaczynają docierać do obozu, oraz "kaczątka" – kobiety niezaradne, słabe fizycznie i psychicznie, zbyt młode lub starsze wiekiem, którymi trzeba się zaopiekować.

[...] spikerki radiowe, w tym Danusia Brzosko, Hanna Fularska, Alina Pleszczyńska, Wiesława Grzegorzewska i inne, kończą poranne audycje słowami: "Pamiętajmy, że jutro będzie lepiej", a wieczorne hasłem: "Pamiętajmy, że każdy dzień zbliża nas do wolności". W protokole zeznania po latach Danuta Brzosko-Mędryk zapisze:

"Niedzielne audycje polegały na dowcipnym przeglądzie wydarzeń tygodnia, na zwróceniu uwagi na to, by nie poddawać się zbytnio woli hitlerowców i zachować bierny opór".

Choć Radio Majdanek, książki przemycane do obozu przez działaczy konspiracji, lekarstwa, deklamowanie wierszy czy organizowanie jasełek, potajemnie, ale jednak na terenie niemieckiego obozu koncentracyjnego, są niewiarygodnymi, nieoczywistymi historiami, miały swój czas i działy się naprawdę. Każde wspomnienie, każdy nowy list i jego interpretacja pozwalają na nowo spojrzeć na wydarzenia z wnętrza niemieckiego obozu koncentracyjnego.

Dramat więźniarek w KL Ravensbrück. Najgorszy niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet

Trzy święte słowa

To właśnie "rodzina obozowa" i marzenia o chlebie, matce i wolności dawały jej nikłą siłę, by przetrwać nawet w tym miejscu. Nawet gdy po siedmiu miesiącach pobytu w obozie traci siły, stoi na apelu w śnieżycy, a wygłodzenie i wyziębnięcie nie pozwalają jej odróżnić lamentujących wokół ludzi, marzy tylko o tym, by zaszyć się w koi rojącej się od wszy, zasnąć i się najeść. Tylko tyle i aż tyle. We wspomnieniach szczegółowo opisze obraz obozowy: brak wody, mycie się w śniegu – o ile oczy esesmanek nie widzą, bicie, policzkowanie więźniów przez esesmanki.

d285mvi

Powszechne jest karanie więźniów, zarówno na kobiecych, jak i męskich polach, za jakiekolwiek próby zachowania pozorów normalności, na przykład utrzymania higieny. Danusia wspomni "Żyletkę", który powie wprost: "Nie macie prawa do niczego, jedynie waszych myśli nie możemy kontrolować". Słowa te mówią same za siebie.

Ale Polacy myślą po polsku, modlą się po polsku, potajemnie śpiewają, tak jak inni w swoich językach. [...] Archiwum Muzeum zawiera tysiące wspomnień o brutalności niemieckiego obozu koncentracyjnego na Majdanku. Jedno z nich zapada mi w pamięci wyjątkowo.

Umiera przypadkowo postrzelona Janina Modrzewska. Esesmani lubili dla zabawy strzelać w ściany baraku, mając świadomość, że po drugiej stronie są ludzie, lub strzelać do losowo wybranych więźniów. Tego dnia wieczorem ogłoszony jest alarm lotniczy. Gaśnie światło w całym obozie. Nikomu nie wolno opuszczać baraku. Ale jedna z kobiet idzie do dołu kloacznego. Esesman chce do niej strzelić, lecz nie trafia. Kula jednak przebija ścianę rewiru, dokładnie w tym miejscu, gdzie śpi Janina Modrzewska.

d285mvi

Doktor Perzanowska chce ją ratować, nocą szuka pomocy, ale esesman odmawia wizyty chirurga z męskiego pola. Janka umrze w ciągu tygodnia, a umierając, napisze krótki list pożegnalny: "Muncia, Myszko umieram 5.V.34" (wskazana data jest błędna, prawidłowa to rok 1943). Napisze, że przypadkiem postrzelono ją w brzuch. Że całuje i kocha. Na kilka dni przed tym tragicznym wypadkiem matka Janki przyjeżdża do obozu w karetce Czerwonego Krzyża. To doktor Bobrowska. Jej córka po przebytej chorobie leży w pierwszym baraku. Doktor Perzanowska chwyta ją pod pachę i prowadzi do drzwi baraku. Wpatrują się w siebie czule. Janka stara się uśmiechać. Matka nie znajduje w sobie siły na uśmiech. To ostatni raz, kiedy się widzą

"Wolność"

[...] Pytam pracownika Muzeum, czy to prawda, że na Majdanku potajemnie odbywały się śluby. Tak, odpowiada, ale zaraz później wyjaśnia mi, że były one wyjątkowo rzadkim wydarzeniem. Trudno nawet dziś konkretnie wyłuskać ze wspomnień więźniów relacje dotyczące szczegółów, bo jedno takie wydarzenie obiegało obóz i rodziło się zaraz mnóstwo plotek.

Każdy zapamiętywał je inaczej. Dopisywano różne okoliczności, stąd pojawia się słowo "Bad", czyli łaźnia. To sytuacje trudne i nieweryfikowalne. Czy zatem były śluby w "badzie", czy był jeden ślub, a może to tylko marzenia o wolnej miłości spowodowały, że powstała legenda o tym, że ksiądz więzień udzielał ich zakochanym więźniom, pragnącym usankcjonować swój związek.

d285mvi

"Chleb"

"Jest we mnie tylko zimno i głód", pisze Danusia o sobie w obozie. Koszt dziennego posiłku dla więźnia to około 0,30 reichsmarki, to daje od około 800 do 1000 kalorii. Do picia więźniowie dostają jedynie trochę zaparzonej mięty, herbaty albo innych ziółek, czasami "berlaj". Jest to zbyt mało, by ugasić codzienne pragnienie. Obozowe jedzenie to trochę zupy, czyli wody zagotowanej z jarmużem, brukwią albo zgniłymi warzywami, pajda chleba na kolację. Cukier pojawiał się niezwykle rzadko do porannego napoju. Między kwietniem 1943 roku a kwietniem 1944 roku nie wydano go ani razu.

W 1943 roku minimalnie poprawia się jakość zup, pojawia się w nich czasami końska kiełbasa, tłuszcz. Obiad jest tak niedobry, że nowe zugangi nie są w stanie go przełknąć. Zmusza ich do tego najczęściej głód. Matylda Woliniewska zapisze: "Mówi się, że kromka chleba ratowała niejednemu życie. To prawda, jednakże nie tylko o substancję fizyczną chleba chodzi. Taki dar miał znaczenie psychoterapeutyczne, przywracał wiarę w ludzi i nadzieję przetrwania". Kiedy Danusia i pawiacka rodzinka trafiają na Majdanek, mają jeszcze trochę swoich zapasów – czosnek, cebula, chleb; dzielą się nimi i chyba jeszcze nie wiedzą, że tu głód będzie zabijał ludzi.

Kiedy widzą wygłodzonych, wychudzonych "muzułmanów", którzy rzucają się na resztki spleśniałego chleba zmieszane ze śniegiem po obozowym śniadaniu, trudno im uwierzyć w otaczającą ich rzeczywistość. Wynoszą im swoje ostatnie zapasy, chcą się podzielić. Ciężko uwierzyć w ten widok – pochłaniających darowane im jedzenie, cieknącą z ust ślinę. Danusi robi się niedobrze, inna dziewczyna już wymiotuje. Widzi to jeden z więźniów. Podbiega szybko, by wyprzedzić niczego nieświadomych jeszcze towarzyszy niedoli i zbiera wymioty.

Kapo bije pejczem, tworzą się nowe rany na wychudzonych ciałach, ale więźniowie nie rezygnują z jedzenia. Ból jest teraz nieważny, trzeba napełnić żołądki, skoro jest taka sposobność. Jak tylko zacznie brakować pawiackich zapasów, a te kończą się niemal od razu, małolatki z Pawiaka zrozumieją, że chleb jest wart więcej niż złoto. Kiedy czas po masowej eksterminacji Żydów w 1943 roku pawiackie dziewczyny nazwą okresem "Majdanek płynie złotem", kolejny raz historia dowiedzie, że to chleb jest potrzebny do przeżycia kolejnego dnia – nie złoto.

Ale nie brakuje wśród więźniarek i takich, które na złocie chcą się wzbogacić i zdobywają je, a potem wysyłają do domów nieoficjalnymi paczkami. Czy jednak to złoto zapewni spokój? Ale dla tego, kto chce wrócić do domu, nie złoto, a jedzenie liczy się najbardziej. Także papierosy czy wódka, które można w obozie wymienić na leki i kolejną porcję jedzenia.

Chlebem zapłacić można innemu więźniowi za gryps przekazany w tajemnicy czy za lepsze, skradzione buty. Bez chleba złoto jest nic niewarte. Po blisko dwóch miesiącach przebywania w obozie Danusi nie opuszcza uczucie łaknienia, nawet gdy śpi. Żeby oszukać receptory, ssie guziki. Wszystkie dziewczyny są wyczerpane, głodne i wyziębione.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d285mvi
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d285mvi
d285mvi