Trwa ładowanie...
Władimir Putin
Władimir Putin (East News, Fot: SPUTNIK/EAST NEWS)

Tajemnice rosyjskiej supermafii

Polityka i przemoc przeplatają się w Rosji od zawsze. Tam, gdzie prawo zawodziło, pomagała przemoc i środki nielegalne. Jeszcze zanim Putin doszedł do głównej władzy w państwie, deklarował używanie przemocy jako cel uświęcający środki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

Przestrzegają surowego kodeksu, mają charakterystyczne tatuaże, a wśród rodaków budzą zarówno strach jak i respekt. Oto rzeczywistość rosyjskiej mafii, która brutalnością przewyższa narkotykowe kartele Pabla Escobara. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak, publikujemy fragment książki "Wory. Tajemnice rosyjskiej supermafii", autorstwa Marka Galeotti'ego. Tytuł będzie miał premierę 12 lutego 2020 r.

Rozdziały 16. Bandycka Rosja. Kradzież narodu? (fragmenty)

"Jaka jest różnica między politykiem a mafiosem” – zażartował kiedyś gorzko w rozmowie ze mną rosyjski policjant. Pointa brzmiała: "Ja też nie wiem”. Przywódcy krajów na całym świecie używają ostrych słów, gdy mowa o bezpieczeństwie narodowym, próżno jednak szukać takich, którzy na konferencji prasowej posługiwaliby się żargonem przestępczym.

Jednak w 1999 roku Władimir Putin publicznie wypowiedział pamiętne słowa o czeczeńskich terrorystach: "Złapiemy ich w toalecie, nawet w wychodku ich utopimy”. Użył słowa moczit, które dosłownie znaczy "moczyć” i w przestępczym slangu występuje od lat dwudziestych ubiegłego
stulecia.

Dlatego później w policji politycznej KGB na zabójstwo mówiło się mokroje dieło (mokra robota), ponieważ trzeba było przelać krew. Gdy Putin, wówczas jeszcze tylko premier, ale już namaszczony na następcę prezydenta Borysa Jelcyna, użył tego określenia, nie tylko utrwalił pogłoski przedstawiające go jako lidera z cechami ulicznego chuligana, ale też usankcjonował używanie takiego języka w oficjalnym dyskursie.

holderName

Już wcześniej dochodziło do przejmowania języka worów, a nawet ich zwyczajów. Na przykład w specnazie, sowieckich siłach specjalnych, nowych rekrutów testowano, umieszczając czysty biały ręcznik tuż za drzwiami baraku: każdego, kto się czuł na tyle swobodnie, żeby wytrzeć nim brudne kamasze, uznawano za wtajemniczonego, a nie za ciemnego żółtodzioba.

Zobacz też: Lista seksistów: byli pisarze, teraz czas na dziennikarzy

To samo robili błatni w obozach pracy przymusowej, żeby się przekonać, czy ktoś jest jednym z nich. Teraz jednak odwołania do kultury worów stały się rozmyślne i trafiły do głównego nurtu.

Nagle w wypowiedziach polityków i komentatorów pojawiły się razborki (wyrównywanie rachunków przy użyciu przemocy) i schodki, mówiono o tym, kto jest pod czyim dachem, kto na kogo dał zlecenie (płatnego zabójstwa), i jakie limonki (jedna limonka to milion dolarów) mogły na to pójść. W końcu tak samo jak gangsterzy Rosjanie muszą żyć po poniatijam (według niepisanych reguł) – innymi słowy, stosując się do zasad i hierarchii nie tylko formalnych i stanowionych.

Pod pewnymi względami to najwyższa ironia. Fienia, kiedyś wyraz celowego oddzielania się od reszty społeczeństwa, została entuzjastycznie przejęta przez to samo społeczeństwo. Za swego rodzaju zwycięstwo można uznać fakt, że język złodziei został oswojony, zaadaptowany i skomercjalizowany przez główny nurt społeczeństwa.

Oczywiście zawsze elementy złodziejskiego slangu przenikały do młodzieżowej kontrkultury, były to jednak zjawiska przejściowe, zwykle bowiem dzisiejszy krzyk mody jutro staje się żenującym anachronizmem. Na przykład zwyczaj, żeby na ojca mówić pachan (szef gangu), a na kogoś bardzo chudego dochodiaga (zek na granicy śmierci głodowej), pojawił się i przeminął bez śladu, tymczasem wyrażenia z języka przestępczego adaptowane ostatnio trafiły do głównego nurtu życia społecznego.

Zobacz też: Dean Koontz "przewidział" wirusa z Wuhan. Napisał o nim 40 lat temu

(...)

Pod rządami Putina, chociaż ludzie działający w centrum systemu niewątpliwie dążą do tego, żeby się wzbogacić, jest też realizowana ideologiczna misja bliska sercu przywódcy. Putin odwołuje się do rosyjskiego patriotyzmu, jego samozwańcza misja przywrócenia "przewodniej roli” Rosji i odbudowania jej pozycji w świecie – żeby Rosja znów była wielka – wygląda na coś więcej niż retoryczne uzasadnianie własnej obecności. Także interesy Kremla i świata przestępczego ze sobą kolidują, przy czym ten drugi odgrywa służebną rolę wobec tego pierwszego. Jak pokazało aresztowanie "nocnego gubernatora” Petersburga Władimira Barsukowa/Kumarina, to nie jest reżim, który ignoruje wyzwania.

holderName

Zaszły dwa procesy. Jeden można nazwać ograniczoną "nacjonalizacją” świata przestępczego. Niektórzy jego członkowie zostali wcieleni do elity państwa albo jako biznesmeni uwikłani w przestępczość, czyli awtoritiety, albo gangsterzy przedzierzgnięci w polityków. Równocześnie wszyscy są zgodni, że licencja, którą otrzymali przestępcy, zależy od ich funkcjonowania po poniatijam, przy czym państwo od czasu do czasu owe poniatija definiuje, na przykład gdy chodzi o niewspieranie rebeliantów czeczeńskich albo wyświadczenie od czasu do czasu przysługi w postaci działań wywiadowczych.

Drugim procesem jest "gangsteryzacja” legalnych sektorów, występująca już na długo przed Putinem, ale pod jego rządami klarowniej zdefiniowana. W sferze polityki państwo rządzi się prezydenckimi dekretami i prawem – w miarę możliwości, ponieważ jeśli będzie musiało, to nie cofnie się przed zakulisowymi układami i przemocą, której nie da mu się przypisać bezpośrednio.

W ten sposób tworzy klimat bezkarności i przyzwolenia, który zachęca jego funkcjonariuszy i sojuszników do działań pozaprawnych, na przykład zamordowanie działacza opozycji Borisa Niemcowa w 2015 roku, powszechnie uznawane za czyn człowieka podlegającego Ramzanowi Kadyrowowi, albo napaści na lidera opozycji Aleksieja Nawalnego, w tym oblanie go żrącą substancją w 2017 roku.

W rezultacie państwo nadal jest rozerwane między impulsem legalizacyjnym a nawykowym bezprawiem. Podobnie jest w biznesie, gdzie spory zazwyczaj rozstrzygają sądy, nie płatni zabójcy, ale w ciężkich czasach stare nawyki powracają. Przypadki "przejmowania” cudzej własności – okradania przy użyciu sfałszowanych dokumentów albo wskutek fałszywych roszczeń – stały się zdecydowanie rzadsze po roku 2000 i na początku drugiej dekady obecnego stulecia, ale problemy gospodarcze po 2014 roku szybko doprowadziły do ponownego ich wzrostu.

Wskutek presji na gospodarkę biznes znów przechodzi do szarej strefy. Według danych Rosstatu, Federalnej Służby Statystyki Państwowej, w 2016 roku odsetek Rosjan zatrudnionych w sektorze nieformalnym wyniósł 21,2, co stanowiło wzrost o 0,7 procent w stosunku do poprzedniego roku i było najwyższym odsetkiem od 2006 roku, gdy wprowadzono obecną formułę badawczą.

Źródło: Materiały prasowe

Z kolei według badania przeprowadzonego przez Rosyjską Prezydencką Akademię Narodowej Gospodarki i Administracji Publicznej ponad 30 milionów ludzi pracowało "na rynku szarej strefy”, co stanowi 40 procent populacji czynnej zawodowo. W biznesie, tak jak w polityce, rośnie pragnienie reformy, odejścia od starych praktyk, gdy znajomości, korupcja i przemoc brały górę nad logiką konkurencji i rynku oraz bezpieczeństwem systemu prawnego. Ale to, jak kapitalizm przyszedł do Rosji, jak od samego początku dla własnej korzyści zarówno jednostki, jak i władze postrzegały rynek w oderwaniu od instytucji powoływanych, by go wspierać i podtrzymywać, jak legalny sektor wchłonął przestępców z ich brudnymi pieniędzmi i jeszcze brudniejszymi metodami – wszystko to znaczyło, że pewne instynkty nadal działają.

Może więc nie jest zaskakujące – choć nadal niesprawiedliwe – że attaché handlowy jednego z krajów zachodnich w Moskwie w przerwie opisu swoich podróży po Rosji stwierdził: "Ale największym problemem jest udawanie, że ich gospodarka jest prawdziwa i działa. Nie działa: to dekoracja
filmowa. Nam się zdaje, że kręcimy reklamę, a oni nadal próbują się zorientować, który ojciec chrzestny reżyseruje ten film”
.

Polub WP Książki
holderName

Podziel się opinią

Share