Trwa ładowanie...
d2kj9vx
Recenzje

Są rzeczy, których lepiej nie wiedzieć

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Są rzeczy, których lepiej nie wiedzieć
(Inne)
d2kj9vx

Nie miałam do tej pory żadnego negatywnego doświadczenia z serią Uczta wyobraźni. Raczej, zgodnie ze swą nazwą, dawała ona okazję do poszerzenia literackich horyzontów. Ale i żaden opublikowany w niej tytuł nie przygotował mnie na przeżycia, jakie zafundowało Ślepowidzenie. Książka, choć będąca ewidentnie ucztą wyobraźni, jest jednak czymś znacznie więcej, przebija wszystkie zaserwowane dotąd „dania”. Z prostego powodu – to zupełnie inny rodzaj literackiej kuchni. Oryginalna wizja rozwoju cywilizacyjnego ludzkości w przyszłości nie tak odległej – akcja powieści rozpoczyna się w latach 80-tych dwudziestego pierwszego wieku – jest tutaj tylko pretekstem do postawienia serii niezwykle istotnych pytań o, jak banalnie by to nie zabrzmiało, istotę człowieczeństwa. Tak samo pretekstowy charakter ma – stanowiąca z pozoru oś fabuły – problematyka Pierwszego Kontaktu, zagrożeń i niewiadomych związanych z potwierdzonym nagle faktem istnienia innej niż ludzie inteligentnej formy życia w naszym wszechświecie. Obcy
okazują się jedynie konfrontacyjnym rekwizytem, dostarczającym przez proste porównanie niezwykłej informacji zwrotnej o naszej rasie. Jej możliwościach, ograniczeniach i ewidentnych deficytach. Końcowa diagnoza nie jest dla nas zbyt optymistyczna, mówiąc bardzo łagodnie. Składają się na nią tezy być może niecałkiem nowe, ale zestawione i podane we wstrząsająco przekonujący sposób, także dzięki umiejętnemu połączeniu danych naukowych z fikcją literacką.

Obecność tej mieszanki sprawia, ze Ślepowidzenie, nie tylko ze względu na ponurą wymowę formułowanych przez autora tez o kondycji i perspektywach ludzkości, jest lekturą trudną w odbiorze. Od strony naukowej powieść została przygotowana niezwykle skrupulatnie, o czym świadczą choćby takie drobiazgi jak 20 stron odautorskich wyjaśnień co ważniejszych przywołanych teorii z różnych dziedzin (fizyka, astronomia, psychologia, neurologia, lingwistyka, anatomia etc.) oraz licząca grubo ponad setkę specjalistycznych pozycji bibliografia. Robi to wrażenie, budzi podziw i szacunek dla ogromu wykonanej pracy, ale też, niestety, nie pozostaje bez wpływu na hermetyczność tekstu. Zaryzykuję wręcz tezę, że bez przeprowadzenia podobnie wnikliwych studiów nie da się powieści w pełni zrozumieć. Warto jednak podjąć trud oswojenia tej naszpikowanej fachowymi terminami relacji z wyprawy na pierwsze spotkanie z obcymi – kwestie najważniejsze dla ogarnięcia całokształtu zostały przedstawione w maksymalnie przystępny sposób.
A obok imponującej i mogącej w istocie przytłoczyć warstwy naukowej jest jeszcze, ściśle z nią powiązana, jak próbuje nas przekonać autor, wręcz będąca jej logiczną konsekwencją, warstwa psychologiczna. I to ona stanowi według mnie o niezwykłej sile Ślepowidzenia.

Pięcioro członków załogi to żywy dowód, że ludzkość zdołała pokonać wiele swoich ograniczeń. Susan James, lingwistka, wydzieliła ze swojej kory mózgowej trzy inne, w pełni autonomiczne osobowości, by maksymalnie wykorzystać jej możliwości: zasoby pamięciowe, szybkość kojarzenia i przetwarzania informacji. Isaac Szpindel, biolog, dobrowolnie poddał swoje ciało tylu mechanicznym modyfikacjom, że praktycznie większość jego świadomości znajduje się poza nim, nieograniczona fizycznymi barierami, szybka, skuteczna i precyzyjna. Amanda Bates, żołnierz o organizmie tak ulepszonym, że przypomina on bardziej zbroję niż ciało, jednak pozostaje w głębi serca pacyfistką. Jukka Sarasti, odtworzony za pomocą manipulacji genetycznych wymarły przed wiekami wampir, dowodzi ekspedycją. W porównaniu z tym drapieżcą ludzie – nawet tak dalece ulepszeni, że pojawia się niewygodne pytanie, czy w ogóle jeszcze pozostali ludźmi – wydają się bezradnymi i głupiutkimi dziećmi we mgle. Niezwykła inteligencja i pełniejsze, a zarazem
całkowicie odmienne od ludzkiego, bo wolne od zbędnych emocji, postrzeganie rzeczywistości dają Jukce przewagę, która w zetknięciu z Nieznanym może okazać się kluczowa.

Ostatni członek załogi pełni ściśle służebną i niezbyt imponującą rolę obserwatora, kronikarza. Siri Keeton w dzieciństwie przeszedł zabieg resekcji półkuli mózgu, który uwolnił go od gwałtownych napadów epilepsji, ale odebrał mu również bezpowrotnie możliwość normalnego odczuwania emocji. Czyli, właściwie, człowieczeństwo. Dzięki temu jest wyśmienity w swoim fachu syntetyka. Czyta innych ludzi na podstawie powierzchownych sygnałów, zbiera i zestawia płynące z ich słów i – przede wszystkim – zachowań niewerbalnych informacje, z których istnienia oni sami nie zdają sobie nawet sprawy. Inni wiedzą, czym się zajmuje, choć nie do końca pojmują, jak. Jednak wiedzą tyle, że nie powinni za bardzo mu ufać. To właśnie Siri jest narratorem opowieści o niezwykłym doświadczeniu, które, jak odkrywa z perspektywy czasu, pozwoliło mu inaczej spojrzeć na całe wcześniejsze życie. Z tego powodu struktura Ślepowidzenia jest dosyć chaotyczna, pozornie przypadkowe sceny z przeszłości Keetona przeplatają się gwałtownie z
historią wyprawy. Trudny i bolesny proces odtwarzania przeszłości prowadzi bohatera do osiągnięcia samowiedzy. Jednak cena jest bardzo wysoka, a nowa perspektywa trudna do udźwignięcia. Nic dziwnego, że nastrój jego relacji jest mroczny, ciężki, pełen poczucia zagrożenia niezidentyfikowanego, ale tak namacalnego, że można by je kroić nożem. A jego źródło okazuje się bić w niespodziewanym miejscu.

Warto podjąć zmagania z tym niełatwym tekstem – jeśli nie z przytoczonych powodów, to choćby dla zaskakującej puenty. Ślepowidzenie – pozostawiając czytelnika osłupiałego i wydanego na pastwę sprzecznych emocji, które trzeba porządkować długo – sugeruje, że dar niedostrzegania pewnych elementów rzeczywistości bywa prawdziwym błogosławieństwem. Nagłe uświadomienie sobie ich istnienia może boleć, ale zdecydowanie zachęcam do tego ryzyka.

d2kj9vx

Podziel się opinią

Share

d2kj9vx

d2kj9vx