Trwa ładowanie...
d37pnmg
Recenzje

Rozterki nastoletnich mutantów

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Rozterki nastoletnich mutantów
("__wlasne)
d37pnmg

Brian Michael Bendis, zdobywca pięciu Eisnerów, wielokrotnie udowodnił, że potrafi odmienić oblicze doskonale znanych herosów i zapewnić im masę nietuzinkowych przygód. Przykładem może być początek historii o All-New X-Men zaprezentowany w tomie „Wczorajsi X-Men”. Co prawda komiks wprowadzał oklepany motyw z podróżą w czasie, ale jako całość stanowił obietnicę ciekawego wątku kontynuowanego w przyszłych zeszytach. Niestety, drugi tom tej historii każe myśleć, że albo Bendis się zasapał, albo „Tu zostajemy” stanowi preludium do konkretnej akcji.

Seria All-New X-Men bazuje na motywie przeniesienia w czasie oryginalnej piątki X-Menów (Cyclops, Jean Grey, Angel, Iceman, Beast) do przyszłości, w której uczniowie Xaviera są podzieleni na dwa wrogie obozy. Po jednej stronie barykady stoi Kitty Pride, Wolverine, Beast, Storm, którzy sprawują pieczę nad studentami szkoły dla mutantów im. Jean Grey. Zaś ich przeciwnikiem, walczącym o prawa mutantów ramię w ramię z Magneto jest... Cyclops. Piątka nastoletnich mutantów zostaje przeniesiona przez Beasta, który uważa, że z ich pomocą uda się zapobiec ludobójstwu, jakiego ma się wkrótce dopuścić Scott Summers.

„Tu zostajemy” opisuje sytuację, w jakie znaleźli się X-Meni z przeszłości. Nieopierzone żółtodzioby, które dopiero odkrywają swoje moce muszą się nagle dostosować do nowych realiów, poznać masę nowych mutantów, zdać sobie sprawę z bieżących niebezpieczeństw. Nieświadome swojej (często tragicznej) przyszłości nastolatki muszą natychmiastowo dorosnąć. Po to, by poradzić sobie z zagrożeniem, któremu „starzy” X-Meni nie mogą stawić czoła.

d37pnmg

W „Tu zostajemy” Bendis skupił się na przedstawieniu wewnętrznych rozterek Scotta, Jean Grey, która odkrywa w sobie moce telepatyczne (i dowiaduje się, że w przyszłości jest martwa) i w pewnym stopniu Angela. Cały komiks jest mocno przegadany, a sceny z konkretną akcją można policzyć na palcach jednej ręki. Co więcej, Avengersi spoglądający na czytelnika z okładki występują jedynie na dwóch stronach i nie potrafię znaleźć wytłumaczenia dla umieszczenia ich w scenariuszu. Thor i ferajna stanowią nic nieznaczący ozdobnik historii, mimo że umieszczenie ich na okładce sugeruje coś innego.

Wielu fanów traktuje All-New X-Men jako luźniejszą serię, w której Bendis pozwala sobie na żarty i puszczanie oka do miłośników mutantów Xaviera. Problem polega na tym, że ogólny pomysł na historię jest daleki od komedii – mamy tu tradycyjny dla X-Menów motyw prześladowania mutantów, buntu przeciwko ludzkości, a nawet ludobójstwa, którego obawia się Beast. Całość sprawia wrażenie, jakby scenarzysta nie potrafił się zdecydować, czy celuje w poważniejszą, mroczną historię, czy chce wykorzystać nastoletnich X-Menów do nadania jej luźniejszego charakteru. Takie „pół na pół” nie sprawdza się tutaj najlepiej, co przejawia się chociażby w warstwie językowej prowadzonych dialogów.

Nie wiem, co czeka mnie w następnym tomie All-New X-Men, ale po lekturze „Tu zostajemy” nie czuję się zachęcony do dalszego śledzenia tej historii. Widać, że Bendis ma w rękach niegłupi pomysł (mimo że bazujący na oklepanym motywie podróży w czasie), ale zupełnie nie przekonuje mnie sposób jego narracji. Przegadane, często jałowe i przewidywalne sceny, które nie robią nic, by zapaść w pamięć czytelnika. Do pracy Immonena i Petersona, odpowiadających za warstwę graficzną poszczególnych zeszytów, nie mam zastrzeżeń, ale ładne obrazki to za mało, by uratować tę historię. Cały czas biorę poprawkę na to, że „Tu zostajemy” może być klasyczną ciszą przed burzą. Tym niemniej po dwóch tomach All-New X-Men wiem, że Bendis ma o wiele więcej do zaoferowania niż to, co tutaj zaprezentował.

d37pnmg

Podziel się opinią

Share
d37pnmg
d37pnmg