Trwa ładowanie...

Putin dopuścił się ludobójstwa. "Kto się sprzeciwiał, przestawał być patriotą"

Paweł Reszka przed laty był korespondentem z Moskwy, obecnie m.in. relacjonuje wojnę w Ukrainie. Ale w swojej nowej książce przypomina też o innych zbrodniach Rosji Putina. "Jak mogliście pozwolić na coś takiego? Jak mogliście się znudzić, patrząc na ludobójstwo?" - pyta bohater jego książki, weteran dwóch wojen czeczeńskich.

Rosyjski żołnierz stoi na masowym grobie Czeczenów. Spod ziemi wystają ich twarze. 2000 r.Rosyjski żołnierz stoi na masowym grobie Czeczenów. Spod ziemi wystają ich twarze. 2000 r.Źródło: CC BY-SA 4.0, Natalia Medvedeva
d4arosr
d4arosr

Paweł Reszka zaznacza, że jego najnowsza książka nie jest reportażem, ale wszystko, co w niej opisał, zdarzyło się naprawdę. "Dzieje się przy kawiarnianym stoliku w Moskwie i na wojnach, które Rosja toczy przez ostatnie lata. Opisywałem je jako dziennikarz. Oglądałem z bliska".

Dzięki uprzejmości wyd. Wielka Litera publikujemy fragment książki Pawła Reszki "Stolik z widokiem na Kreml", która ukaże się 28 lutego.

W sprawie obojętności miałem coś do powiedzenia. Jesienią 2001 roku zamachowcy z Al-Kaidy zaatakowali Stany Zjednoczone. Akurat kupowałem telewizor, więc w sklepie stałem przed ścianą stu odbiorników. Wszystkie pokazywały samoloty wbijające się w nowojorskie wieżowce. Wybuchy. Płomienie. Ludzie rzucający się w otchłań. Zaraz potem Stany Zjednoczone rozpoczęły wojnę w Afganistanie, by pojmać kryjących się tam terrorystów. Minęły dwa albo trzy tygodnie i zostałem wysłany do Afganistanu. Nie znałem się na tym rejonie świata, ale miałem przy sobie paszport i byłem gotowy zaryzykować. Do północnego Afganistanu docierało się przez Uzbekistan i Tadżykistan. Na samolot do Taszkentu czekałem na moskiewskim lotnisku Domodiedowo – wówczas małym i zapuszczonym.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Seriale w 2024. Szykują się genialne premiery!

Hala odlotów. Podróżni. Apatyczny tłum ("siedzący bez słowa, bez ruchu, ociężały tłum, który nie drgnie, który, mam wrażenie, nawet nie oddycha") wycięty z książki Imperium, którą wziąłem na drogę. Niedaleko mnie na podłodze koczował samotny mężczyzna. Plecak. Górskie buty. Nieprzemakalna kurtka. Prosiłem, żeby popilnował moich rzeczy, kiedy pójdę do toalety. Tak się poznaliśmy. Ahmed był Czeczenem. Dwaj obcy. To i nuda oczekiwania zbliżyły nas, skłoniły do rozmowy. Powiedziałem Ahmedowi, że u mnie w kraju wydano kiedyś w jednym tomie nowelę "Hadżi-Murat" i opowiadanie "Za co?" Lwa Tołstoja.

d4arosr

– Wydawca pewnie doszedł do wniosku, że będzie ciekawe zamknąć między okładkami Polaków i Czeczenów, którzy i tak od lat miotają się w tej samej klatce – zażartowałem.

Nie wiem, jaki Ahmed miał stosunek do prozy Lwa Nikołajewicza. Nie wiem nawet, czy miał czas go czytać. Wojował ponad dziesięć lat. Tak jak Flora przeszedł przez pierwszą i drugą wojnę czeczeńską.

– A ty? – zapytał.

– Jestem korespondentem.

d4arosr

– Kiedyś do Groznego przyjeżdżało wielu reporterów. Z całego świata. Potem nie przyjeżdżał nikt.

– Trochę się nie dziwię – powiedziałem. W Czeczenii dziennikarzy porywano dla okupu. Zabijano. Kilka dużych agencji prasowych i światowych stacji telewizyjnych wycofało swoje ekipy.

– Wiem, wiem. – Ahmed kiwał głową. Rude włosy. Zadarty nos. Jasnozielone oczy. Nie pasował do wyobrażeń o brodatym fanatyku z zieloną przepaską na czole, podobnym do Szamila Basajewa albo Sałmana Radujewa. Różniliśmy się tym, że jemu wojna odebrała wszystko: rodzinę, młodość, majątek.

d4arosr

– Wiesz, co zostało z Groznego? – zapytał.

Zniszczone bloki mieszkalne w Groznym, 2006 rok CC BY-SA 2.0, Michal Vogt
Zniszczone bloki mieszkalne w Groznym, 2006 rok Źródło: CC BY-SA 2.0, Michal Vogt

Tak, widziałem miasto, z którego zostały stosy cegieł przesiąknięte zapachem gnijących ciał. Bloki mieszkalne zawsze stały w równych szeregach ku chwale pięciolatek. Teraz jak rozbrykana młodzież – która ostatniego dnia roku zrzuca mundurki – urwały się ze smyczy socjalistycznym urbanistom. Albo jak pacjenci upiornego lazaretu. Ku przerażeniu dyrektorów z "domstroju" każdy pacjent inny! Ten bez ścian przypominał nagi szkielet. Tamten złowieszczo chybocze balkonami. Wypalony. Z ospowatymi dziurami po kulach na fasadzie. Z wyrwami po pociskach wielkiego kalibru. Albo ten, z którego zostały tylko fundamenty. – Najgorzej wyglądała dzielnica przemysłowa – mówił Ahmed. – Tam zginęły żona i córka.

d4arosr

W przemysłowej z trudem w ogóle rozróżniano jakieś budynki. Urwane w połowie, poskręcane jak stawy artretyków, wycelowane w niebo metalowe konstrukcje zlewały się w jedną.

W relacji Ahmeda słyszałem żal. Pytania do cywilizowanego świata: "Jak mogliście pozwolić na coś takiego? Jak mogliście się znudzić, patrząc na ludobójstwo?".

Rosjanie już dawno dali Putinowi wolną rękę w Czeczenii. Gdy tylko pojawił się na wielkiej scenie, oświadczył, że zaprowadzi tam porządek ("Utopi terrorystów w kiblu"). Najpierw przyjmowano to z pewnym rodzajem ulgi. Potem z entuzjazmem. Kto się sprzeciwiał, mówił o łamaniu prawa, o zbrodniach, przestawał być patriotą. I co najgorsze, w ocenie nie władzy, lecz sąsiadów. Pracował na taki rezultat cały aparat propagandy.

d4arosr

Mój znajomy Walerij Siergiejewicz miał na przykład dostęp do wszelkich dokumentów i ludzi, którzy pomogą mu pisać reportaże ukazujące Czeczenów jako bezwzględnych morderców. Wpuszczano go nawet do aresztu śledczego. Raz do młodej dziewczyny, którą czeczeńskie komando rzekomo przygotowywało do samobójczego zamachu w metrze. Walerij był zachwycony zebranym materiałem: – Opowiedziała mi o swoim mężu, że był dla niej dobry. Zapytałem, dlaczego. "Bo rzadko mnie bił i często woził po mieście samochodem". Uwierzysz?

Po ataku Al-Kaidy na Stany Zjednoczone Czeczenia stała się niewygodna. Stany potrzebowały baz wojskowych w pobliżu Afganistanu. Kreml zaproponował pomoc. W końcu oba kraje walczą z terroryzmem. Do spotkania Putina i Busha doszło w Lublanie. Bush ocenił przywódcę Rosji jako człowieka otwartego i prostolinijnego, który potrafi zadbać o interes kraju.

– Do zdobycia Kabulu potrzebna jest solidna logistyka. Amerykanie przehandlowali nas za bazę w Uzbekistanie. – Ahmed uśmiechnął się pod nosem. Po przyjacielsku. Bez pretensji. – Wiesz, że lecimy w to samo miejsce? – zapytał. – Już się domyśliłem. – I rozumiesz, dlaczego ja tam lecę? – Myślę, że tak. Lotniskowe szczekaczki ożyły. Przez charczenie przebijało się słowo Taszkent. Martwy tłum zafalował. Ruszył do wyjścia.

d4arosr

W Taszkencie podaliśmy sobie ręce. Dalej każdy musiał radzić sobie sam. Ja do Duszanbe i północnego Afganistanu. Ahmed musiał wjeżdżać od południa, by uniknąć terenów kontrolowanych przez Tadżyków sprzymierzonych z Ameryką.

– Nie wierz im we wszystko – powiedział.

– A ty nie pozwól się zabić.

– Inszallah.

(...)

Wielka Litera, 2024 Materiały prasowe
Wielka Litera, 2024Źródło: Materiały prasowe

Za rzeką Pandż zaczyna się świat znużony wojną. Stałą. Trwającą od dziesięcioleci. Wioski toną w kurzu i błocie. Bez dróg. Elektryczności. W zapyziałych jadłodajniach goście siedzą na ziemi. Herbata, ryż, szaszłyki z barana. Dzieci wyciągają ręce po pieniądze i jedzenie. Koślawe budy na targu, zbite ze skrzynek po amunicji. Życie waży niewiele.

Talibowie umocnili się na wzgórzach Kala Khata. Blokowali jedyną drogę do Talokanu i Kunduzu. 96 Tadżycki Sojusz Północny siedział po drugiej stronie doliny. Wieczorami żołnierze komendanta Zerullaha szli do szturmu. Z naszego wzgórza widzieliśmy ich biegnących w dół tyralierą. Przypominali zabawkowe żołnierzyki z plastiku, które miałem w dzieciństwie. Przewracali się zupełnie jak one. Tylko nie można ich było wskrzesić.

Po nieudanym szturmie koło południa pojawiały się amerykańskie bombowce. W pełnym słońcu B52 wygląda dostojnie. Nadlatuje nad pozycje talibów. Ale nie dzieje się nic. Drapieżnik zatacza tylko ogromne koła. Krąży jeszcze przez pół godziny, zanim zrzuci pierwsze pięć bomb. Spadają blisko, ledwie kilkaset metrów od okopów Sojuszu. Eksplozje. Ogień i tumany kurzu. B52 robi ostry zwrot na prawe skrzydło. Na chwilę niknie w słońcu. Wraca. I jeszcze dwie bomby. Po kilku minutach pojawia się następny bombowiec. Niebo czyste. Można usłyszeć silniki. Ziemia się trzęsie. Wybuchy: raz, dwa, trzy… siedemnaście! Huk.

Ze wzgórz zajmowanych przez tamtych unoszą się smugi czarnoszarego dymu. Potem wszystko się uspokaja. Opada kurz. Na pozycjach talibów samochód, może ambulans. Szybko znika, goniony seriami z karabinów. Strzelają "nasze" okopy. Zalega cisza. Żołnierze Zerullaha w milczeniu szykują się do kolejnego szturmu. Tak wyglądała tamta wojna. (...)

Powyższy fragment pochodzi z książki Pawła Reszki "Stolik z widokiem na Kreml", która ukaże się 28 lutego nakładem wyd. Wielka Litera.

W najnowszym odcinku podcastu "Clickbait" rozmawiamy o serialach, które "ubito" zdecydowanie za wcześnie oraz wymieniamy te, które powinny pożegnać się z widzami już kilka sezonów temu. Możecie nas słuchać na Spotify, Apple Podcasts, YouTube oraz w AudioteceOpen FM.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d4arosr
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Wyłączono komentarze

Jako redakcja Wirtualnej Polski doceniamy zaangażowanie naszych czytelników w komentarzach. Jednak niektóre tematy wywołują komentarze wykraczające poza granice kulturalnej dyskusji. Dbając o jej jakość, zdecydowaliśmy się wyłączyć sekcję komentarzy pod tym artykułem.

Paweł Kapusta - Redaktor naczelny WP
Paweł KapustaRedaktor Naczelny WP
d4arosr