Trwa ładowanie...
recenzja

Przepadli bez śladu, ale nie bez związku

Share
Przepadli bez śladu, ale nie bez związku
Źródło: Inne
d4e67n0

Życie Williama Wistinga biegnie to w przód, to wstecz. Tylko dla polskiego czytelnika, co prawda, bo Jorn Lier Horst poprowadził losy swojego bohatera zgodnie z porządkiem chronologicznym, u nas zaś rozpoczęto wydawanie cyklu od najnowszego w danym momencie tomu 9 („Jaskiniowiec”), po nim ukazał się tom 8 („Psy gończe”) i 7 („Poza sezonem”), następnie napisany w międzyczasie przez autora tom 10 („Ślepy trop”), by teraz cofnąć nas w czasie do tomu 6, w którym znajomość między Williamem a Suzanne Bjerke dopiero zaczyna się rozwijać, podobnie jak związek jego córki Line z Tommym Kvanterem.

Niewielu chyba jednak jest takich czytelników, którzy by zdołali cierpliwie czekać do momentu opublikowania wszystkich części cyklu i dopiero wtedy rozpoczęli jego lekturę w porządku chronologicznym. Musimy więc pogodzić się z tym, że dopiero za jakiś czas będziemy z bohaterem przeżywać śmierć nieżyjącej już od pewnego czasu żony, a jeszcze później poznamy ją samą, że jego dzieciom będziemy towarzyszyć przy dokonywaniu wyborów życiowych, których skutki są nam już wiadome. Ale w gruncie rzeczy nie ma to aż takiego wielkiego znaczenia – najważniejsze jest to, czym William zajmuje się w pracy.

Żadna z prowadzonych przez niego spraw nie jest łatwa ani banalna; oczywiście, na co dzień na barki policjantów spada także poszukiwanie złodziei rowerów, chuliganów dewastujących mienie publiczne czy też oszustów matrymonialnych, ale przecież autor powieści kryminalnej z całego spektrum podmiotów działań swoich bohaterów musi wybrać te najbardziej emocjonujące: morderstwa (najlepiej, gdy jest ich więcej niż jedno i w jakiś sposób są ze sobą powiązane), napady na banki, handel narkotykami lub żywym towarem. Toteż jeśli nawet obsada komisariatu w Larviku z pewnością bywa wzywana do drobnych kradzieży i naruszeń nietykalności cielesnej, my widzimy ją w sytuacjach, gdzie może się wykazać rozwiązywaniem tajemnic najbardziej spektakularnych zbrodni.

Na przykład nad brzegiem morza, gdzie (uwaga! czytelnicy o wrażliwej psychice powinni się przygotować na wstrząs!) fale wyrzucają na ląd – drugą w ciągu kilku dni – ludzką stopę w sportowym bucie. Już jedna byłaby wystarczająco niepokojąca, a jeśli coś podobnego się powtarza i można z pewnością ustalić, że każda z nich należała do innego człowieka – cóż, nawet ktoś niezbyt bystry połapałby się, że stało się coś bardzo złego. Skoro nie wydarzył się żaden tragiczny wypadek z udziałem jednostki pływającej, której pasażerów nie odnaleziono, nie ma się co łudzić: ciała musiały trafić do wody z lądu, być może z pomocą osób trzecich. Najprościej w takiej sytuacji zacząć poszukiwania od zaginięć zgłoszonych w okolicy w ciągu ostatnich miesięcy. A tych było cztery: trzech mężczyzn w podeszłym wieku i jedna młoda kobieta, chora psychicznie. Osiemdziesięciolatek z zaburzeniami poudarowymi i drugi z demencją, pensjonariusze tego samego domu opieki, mogli (choć nie powinni) opuścić placówkę bez wiedzy personelu, zabłąkać
się nad brzegiem, potknąć i wpaść do wody, schizofreniczka niezażywająca leków mogła wskoczyć do morza w napadzie halucynacji, próbując uciec urojonym prześladowcom. Ale po pełnosprawnym i rześkim emerytowanym nauczycielu, regularnie chadzającym w południe do cukierni, raczej nikt by się tego nie spodziewał. I czy to może być przypadek, że wszyscy zniknęli w tym samym czasie, w ciągu niespełna dziesięciu dni? Już wkrótce, kiedy nadejdą wyniki badań z zakładu medycyny sądowej, będzie wiadomo, że podejrzenia Wistinga są słuszne. A kiedy zapragnie sprawdzić pewien trop, okaże się, że trochę się spóźnił: znika osoba, która mogłaby mu udzielić ważnych informacji o dwóch spośród zaginionych mężczyzn…

d4e67n0

Gdy ojciec boryka się z tą makabryczną zagadką, Line realizuje swoje dziennikarskie ambicje, przeprowadzając wywiady z zabójcami, wypuszczonymi z więzienia po odsiedzeniu wieloletnich wyroków. Ma zamiar w ten sposób wykazać, że wydłużanie wymiaru kary nie zwraca społeczeństwu pełnowartościowych, zreedukowanych moralnie obywateli; wychodząc na wolność, jedni są złamani i pogrążeni w apatii, inni pełni gniewu i chęci „odkucia się” za doznane upokorzenia. I tu trudno jej odmówić racji. Gdyby jeszcze pamiętała o tym, że wśród jej rozmówców są nie tylko w miarę zwyczajni ludzie, których do więzienia zaprowadził gwałtowny czyn, popełniony w napadzie nieokiełznanych emocji, ale też tacy, dla których zabójstwo jest po prostu jednym z możliwych środków do celu!...

Jak w pozostałych częściach cyklu, tak i w tej udało się Horstowi harmonijnie połączyć oba te wątki, z zachowaniem równowagi pomiędzy prywatnymi a zawodowymi sprawami Williama i Line. Ona przez swoją lekkomyślność jest postacią dość irytującą, tym bardziej, że każde wpakowanie się w tarapaty uchodzi jej na sucho (i wiemy, że tym razem też ujdzie, bo przecież znamy jej dalsze losy). A on, cóż, jak każdy człowiek w średnim wieku, wykonujący zawód związany z wielką odpowiedzialnością i powtarzającym się obciążeniem emocjonalnym: bywa wyczerpany, wręcz wypalony, bywa marudny, zdarza się, że zdrowie mu nieco szwankuje… Ale jaki przy tym jest ludzki, jaki naturalny! Ten sposób kreacji postaci w zestawieniu z wiarygodnym oddaniem detali pracy policji i dobrze skonstruowanymi intrygami sprawia, że kryminały Horsta znajdują wciąż nowych amatorów. Trudno, że podchodzimy do nich od końca – ważne, że się dobrze czyta!

d4e67n0

Podziel się opinią

Share
d4e67n0
d4e67n0