Trwa ładowanie...

Polacy uratowali Brytyjczyków przed sromotną klęską. "Polski patriotyzm buchał duchowym płomieniem"

Bitwa o Arnhem była dla aliantów bolesną klęską, dającą początek ostatniej ofensywie Hitlera w Ardenach. Ale to także chwalebna karta, którą napisali żołnierze polskiej 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej.

Share
Polacy uratowali Brytyjczyków przed sromotną klęską. "Polski patriotyzm buchał duchowym płomieniem"Źródło: Domena publiczna
d4jt95a

Wyszkoleni z myślą o oswobodzeniu okupowanej ojczyzny zostali wbrew woli dowódcy zrzuceni nad Arnhem. Pomimo dramatycznej sytuacji po wylądowaniu wykazali się odwagą i determinacją, ratując Brytyjczyków przed sromotną klęską. Tymczasem generał Montgomery oskarżył Polaków o tchórzostwo i obarczył winą za rezultat operacji.

W swojej najnowszej książce pt. "Arnhem" brytyjski historyk Antony Beevor opowiada dramatyczną historię bitwy, która od początku była skazana na niepowodzenie. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak publikujemy fragment książki, która trafi do sprzedaży 28 listopada.

Rozdział 4. Rozwiane wątpliwości
(…)

d4jt95a

Polscy spadochroniarze nie mogliby chyba bardziej się różnić od swoich anglojęzycznych kolegów. Nie byli jak Brytyjczycy, którzy chcieli dobrze się urządzić na złej wojnie, kompulsywnie żartując i o każdej bitwie mówiąc, że to przyjęcie. Nie przypominali też Amerykanów, którzy chcieli wojnę zakończyć jak najszybciej, żeby wrócić do domu. Polacy byli emigrantami walczącymi o przetrwanie swojej narodowej tożsamości. Amerykański oficer, który obserwował ich podczas szkolenia, nazwał ich "mordercami pod jedwabną czaszą".

Polskiego patriotyzmu nie dało się porównać z jego raczej zażenowanym brytyjskim odpowiednikiem. Polski patriotyzm buchał duchowym płomieniem. W tamtym czasie ich rodacy cierpieli, walcząc w Powstaniu Warszawskim mimo niewyobrażalnych przeciwności. "Jako Polacy wiedzieliśmy, że musimy umierać za przegraną sprawę, ale jako żołnierze chcieliśmy walczyć, mając nadzieję, że to skróci wojnę. Niektórzy z nas liczyli na to, że Rosjan da się powstrzymać przed zajęciem Polski i naiwnie się modlili o cud" – stwierdził kapral Wojewódka. Brytyjczycy nie potrafili zrozumieć, jak Polacy podchodzą do tej wojny. "Moja szkocka dziewczyna rozpacza. Wie, że musimy się rozstać. Może na zawsze. Nie potrafi zrozumieć, że żołnierz musi walczyć dla dobra Polski” – napisał inny spadochroniarz.

Anglia, 1944. Spadochroniarze Sosabowskiego na krótko przed lotem do Arnhem. 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa/FORUM
Źródło: Anglia, 1944. Spadochroniarze Sosabowskiego na krótko przed lotem do Arnhem. 1 Samodzielna Brygada Spadochronowa/FORUM

Ich dowódca generał brygady Stanisław Sosabowski był człowiekiem trudnym i wymagającym. Podwładni go nie kochali, chociaż darzyli go szacunkiem. Bali się go, ale też mu ufali, ponieważ sam potrafił robić wszystko, czego żądał od nich. Mówili o nim "Stary". Miał pięćdziesiąt dwa lata, był żarliwym patriotą, twardzielem o twarzy ogorzałej od wiatru i głęboko osadzonych oczach. Nad wyraz uparty, nie przejmował się okazywaniem szacunku starszym stopniem, gdy uważał, że nie mają racji.

d4jt95a

Sosabowskiemu i jego ludziom przyświecała jedna idea, której podporządkowywali wszystko inne. Motto brygady brzmiało "Najkrótszą drogą", a jej misją było stanąć na czele wyzwolenia ziem ojczystych. Już we wrześniu 1940 roku Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych generał Władysław Sikorski wydał "Rozkaz w sprawie przygotowań do narodowego powstania w Polsce". Jak wiele dokumentów, które nastąpiły po nim, rozkaz Sikorskiego świadczył o dalekowzroczności nieosiągalnej dla brytyjskich planistów wojskowych, ale też był wyrazem beznadziejnego optymizmu.

Sikorski i jego sztabowcy zdawali sobie sprawę, że narodowe powstanie będzie niemożliwe, dopóki działa pakt między nazistami a Sowietami. Liczyli się z możliwością, że Związek Radziecki wejdzie w sojusz z Brytyjczykami, i przewidywali nawet, że po wojnie na żądanie Stalina terytorium Polski może zostać przesunięte na zachód. Długofalowy plan Sikorskiego przewidywał zorganizowanie "narodowego powstania w Polsce skoordynowanego z ruchami wyzwoleńczymi innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, zwłaszcza Czechosłowacji".

Domena publiczna
Źródło: Domena publiczna

Generał rozkazał, żeby Polskie Siły Zbrojne "w jak największej części przygotowały się do bezpośredniego wsparcia i osłony powstania w Polsce". Polskie siły powietrzne, wtedy wcielone do RAF-u, miały dostarczyć wsparcie i osłonę dla operacji w kraju natychmiast po ich rozpoczęciu – i przerzucić jednostki powietrznodesantowe". RAF nie traktował tych planów poważnie z powodów czysto technicznych, ponieważ żaden samolot nie miał zasięgu ani ładowności, które pozwoliłyby dostarczyć Polaków do kraju i wrócić do bazy.

d4jt95a

"Mam rozkaz Pana poinformować, że Ministerstwo Lotnictwa nie widzi możliwości udzielenia w najbliższej przyszłości pomocy w sformowaniu dużych sił powietrznodesantowych, które Pan planuje – pisał generał lotnictwa Goddard do Inspektoratu Generalnego Polskich Sił Powietrznych w styczniu 1941 roku. – Chociaż Ministerstwo Lotnictwa nie zamierza zniechęcać waszego Sztabu do przyszłych działań tego typu w Polsce, to jednak wyraża opinię, że jakakolwiek operacja na dużą skalę będzie w najbliższym czasie niewykonalna".

Sikorski się nie zniechęcał brytyjską biurokracją. Gdy powstała 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa pod dowództwem Sosabowskiego, Sikorski nalegał, by nie weszła ona w skład sił alianckich, lecz została przeznaczona do wsparcia powstania w Polsce. Brytyjczycy zaakceptowali to zastrzeżenie, chociaż z pewnością kręcili głową i mruczeli pod nosem o szalonych Polakach. Ale 17 maja 1943 roku Browning zwrócił się do Sosabowskiego z zamiarem zmiany porozumienia, gdy zaczęto planować inwazję na Francję.

"Chciałbym, żeby generał Sikorski wycofał swoje zastrzeżenia do planów wykorzystania pańskiej brygady wcześniej niż dopiero w ostatniej fazie wojny w Polsce – powiedział Browning. – Nie może pan oczekiwać, że zostaniecie przetransportowani do Polski bezpośrednio stąd. Zanim to nastąpi, będziecie musieli lądować z nami we Francji".

"Jak pan dobrze wie, to zależy od naszego naczelnego wodza – odparł Sosabowski. – Musi pan też zapewne wiedzieć, że ze 100 000 polskich żołnierzy wódz naczelny zastrzegł do swojej dyspozycji mniej niż trzy tysiące, czyli Brygadę Spadochronową. Co więcej, musi pan wziąć pod uwagę straty nieuniknione podczas tej operacji [we Francji], nasze problemy ze znalezieniem uzupełnień i czas niezbędny na szkolenie".

d4jt95a

"Niech się pan nie martwi o straty – powiedział Browning. – Możemy je zastąpić żołnierzami brytyjskimi".

Gen. Kazimierz Sosnkowski i płk Stanisław Sosabowski podczas przeglądu żołnierzy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej/domena publiczna
Źródło: Gen. Kazimierz Sosnkowski i płk Stanisław Sosabowski podczas przeglądu żołnierzy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej/domena publiczna

Sosabowski jednak wciąż odmawiał, ku irytacji Browninga. Sosabowski twierdzi, że cztery miesiące później Browning oznajmił mu, że "jeśli nie wejdzie w skład brytyjskich sił powietrznych, to straci sprzęt i ośrodek szkoleniowy".

W następnym roku, gdy przygotowania do D-Day były już zaawansowane, Ministerstwo Wojny postrzegało powstanie lub jakąkolwiek operację w Polsce raczej jako odwracanie uwagi od głównych działań w Normandii. W wyniku przedłużających się negocjacji Samodzielna Brygada Spadochronowa miała trafić pod komendę Browninga na czas operacji w północno-zachodniej Europie. Marszałek polny Brooke zgodził się na jej wycofanie, gdyby poniosła straty przewyższające dwadzieścia pięć procent stanu osobowego, potem jednak Montgomery "nie chciał się zgodzić na jakiekolwiek ograniczenia w użyciu tej brygady".

d4jt95a

W dniu inwazji na Francję zmuszono rząd polski i wodza naczelnego generała Kazimierza Sosnkowskiego do uznania, że główny wysiłek aliantów "nie skupi się na potrzebach Polski". Sosnkowski ustąpił, składając jednak następujące zastrzeżenie: "Polski rząd i ja osobiście ufamy, że generał sir Bernard Montgomery, dysponując brygadą, liczyć się będzie z naszymi trudnościami w uzupełnieniu jej, jak i ze znaczeniem, jakie do niej przywiązuje Polska oraz że brytyjscy szefowie sztabów uczynią wszystko, co będzie w ich mocy, aby w odpowiednim czasie ułatwić użycie Brygady dla wsparcia powstania w Polsce, w szczególności przez zapewnienie środków transportu powietrznego".

Domena publiczna
Źródło: Domena publiczna

Tragedią dla Polski był nadspodziewanie szybki marsz Armii Czerwonej w Operacji Bagration, który w końcu lipca 1944 roku doprowadził ją niemal do bram Warszawy. Polskie plany zakładały, że do wielkiego powstania dojdzie dopiero, gdy "klęska Niemiec stanie się nieunikniona". Ale w obliczu zajęcia stolicy Polski przez Sowietów 1 sierpnia 1944 roku Armia Krajowa rozpoczęła Powstanie Warszawskie. Niewiele ponad dwa tygodnie później, gdy Warszawa płonęła w zaciętych walkach, polski wódz naczelny niemal przepraszająco pisał do Sosabowskiego: "Podjąłem wszelkie wysiłki, o których się Pan dowie we właściwym czasie, żeby przynajmniej część Brygady została posłana tam, dokąd Wasze serca i marzenia niosły was przez ostatnie lata. Niestety przeszkody okazały się silniejsze niż wola moja i Pańska. Ale chwycimy byka za rogi i pójdziemy dalej po naszej prostej, uczciwej drodze. Zachowamy optymizm i pokażemy światu ducha polskiego żołnierza, który rzuca wyzwanie losowi i pokonuje wszystkie przeciwności. […] Ruszymy na Niemców i będziemy dobrze walczyć, w ten sposób pomagając Warszawie przynajmniej pośrednio. A my sami nie ustaniemy w wysiłkach, by zorganizować dla niej wystarczającą pomoc w broni i amunicji".

Tymczasem dostawa uzupełnień drogą powietrzną okazała się niemal tak trudna dla żołnierzy w Arnhem, jak dla powstańców w Warszawie. Ludzie Sosabowskiego nie stracili determinacji nawet po wypadku, w którym trzydziestu sześciu ich towarzyszy zginęło na ćwiczeniach wskutek zderzenia dwóch samolotów transportowych C-47 Dakota. Polacy nadal próbowali się pocieszać, że choć nie zostaną zrzuceni w Warszawie, to przynajmniej znajdą się bliżej i "wejdą do Niemiec od kuchni". Gdy jednak Powstanie Warszawskie osiągnęło przerażające apogeum, aż się w nich gotowało z wściekłości, że nie mogą pomóc. Uważali, że powinni się znaleźć w Warszawie, że po to przeszli szkolenie. Fakt, że C-47 nie miały wystarczającego zasięgu, żeby dowieźć ich do Polski, a następnie wrócić do baz w Wielkiej Brytanii, nie koił tych emocji.

Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

12 września w Moor Park Sosabowski odbył kolejne spotkanie z Urquhartem, który oznajmił mu, że polskiej brygadzie przydzielono tylko sto czternaście samolotów i czterdzieści pięć szybowców transportowych horsa. Polski dowódca nie był zadowolony, taka decyzja oznaczała bowiem, że będzie musiał zrezygnować z artylerii, a stan oddziałów przeciwpancernych ograniczyć do broni maszynowej i po dwóch ludzi na każdego jeepa, które w dodatku wylądują z 1 Dywizją Powietrznodesantową na północ od Dolnego Renu, podczas gdy większość polskiej brygady miała zostać zrzucona na południowym brzegu rzeki.

(…)

Powyższy fragment pochodzi z książki "Arnhem" Antony'ego Beevora, która ukaże się 28 listopada nakładem wydawnictwa Znak.

d4jt95a
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4jt95a
d4jt95a