Trwa ładowanie...

Olga Tokarczuk wspomina Odrę. To rzeka, do której wchodzi wiele razy

Olga Tokarczuk przypomniała na Facebooku swój esej sprzed lat poświęcony Odrze. To wezwanie do tego, żebyśmy sami odnaleźli własną rzekę i wchodzili do niej zawsze, kiedy poczujemy się zagubieni. Ona, jako jedna z niewielu rzeczy pozostaje w nas niewzruszona. I, co najważniejsze, można zanurzyć się w niej nie tylko raz.

Olga Tokarczuk wspomina własną rzekęOlga Tokarczuk wspomina własną rzekęŹródło: AKPA
d2ijdab

Olga Tokarczuk dorastała w zielonogórskim. Jedno z pierwszych jej wspomnień, związanych z Odrą, czyli jej osobistą rzeką, wiąże się z agresją państw Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r. Była pod wrażeniem jadących wtedy czołgów, które ścigała na swoim rowerku. Ale najbardziej porażające było dla niej ustawienie mostu pontonowego.

"Odra wydawała mi się sprofanowana, zaprzęgnięta tym pontonowym mostem do pracy, wzięta za uzdę niczym koń. Przekrojona na pół trzepotała się w słońcu jak ryba. Nie mogłam zrozumieć, że wielkie ciężkie metalowe maszyny z taką łatwością jadą po wodzie. W mojej obecności odbywał się jakiś niemoralny, przykry cud. Ilekroć potem tam przychodziłam, bałam się, że zobaczę czołgi znowu (...) wbrew wszelkim prawom świata, utrzymując się na powierzchni, choć przecież nie powinny" - wspomina pisarka.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Kim jest syn Olgi Tokarczuk? Poszedł w jej ślady

Odra od zawsze kojarzyła się Tokarczuk z żywym stworzeniem, chociażby przez jej wysychające meandry, które rzeka pozostawiała jak wąż zrzucający skórę. Ta wyschnięta i zarośnięta Odra przywodziła na myśl starość i umieranie, ale też magiczną krainę: "Była wejściem do innego świata, w gęstą i wilgotną baśń. Tu mogła zakwitnąć paproć, a białe grążele zamieniały się nocą w księżniczki".

d2ijdab

Odra miała swoje humory, także mordercze, dlatego mała Olga z wielkim podziwem traktowała pana T., którego dom stał na samym brzegu: "Kilka razy widziałam przewieszoną przez ramię strzelbę i odtąd miałam go za potężnego Strażnika Rzeki, kogoś, kto pozwala nam przejść przez niewidzialną bramę i w końcu dostąpić, jak nagrody, widoku Odry".

Odra to dla noblistki żywy organizm, kojarzony nie tylko z rzeką, ale również z wirusem, który dopadł ją w dzieciństwie. Przywołuje swoją gorączkę, majaki i ogromne pragnienie, które próbowała ugasić, błądząc w amoku po mieszkaniu: "Myślałam więc, że choruję na tę milczącą potężną rzekę, która przyzywa mnie w ciemnościach, obiecując ostateczne ugaszenie pragnienia. Sądziłam, że to dlatego w dzień zasłaniano w pokoju okna – moi rodzice musieli się bać, iż którejś nocy ten zew wody wyprowadzi mnie z domu i ruszę labiryntami nocnego parku wprost w jej lodowate kojące objęcia".

Swój esej Tokarczuk kończy optymistycznym stwierdzeniem, że do rzeki, inaczej niż do płynącej wody, można wejść wiele razy, bo woda i rzeka nie są tożsame. To jakby mylić "taniec z tancerką". A warto przywoływać i wchodzić do swojej prywatnej rzeki, bo to jedno z niewielu "niezmiennych zjawisk na świecie, i w czasie, i w przestrzeni".

d2ijdab

"Nie czas i przestrzeń rządzą rzeką, ale ona nimi – ustala kojącą ciągłość, utrzymuje cała krainę w stałym bezpiecznym miejscu. Więc gdybyśmy kiedyś z jakichś powodów stracili poczucie kierunków, pomyślmy o własnej rzece".

Tokarczuk przypomniała swój esej przy okazji katastrofy ekologicznej, do której doszło na rzece. Ukochana Odra pisarki została skażona.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2ijdab
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d2ijdab