Trwa ładowanie...
d4dgcr0
Recenzje

Nie ma się co budzić

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Nie ma się co budzić
(Inne)
d4dgcr0

Powieść jest nudna. Po prostu, chaotyczna, ciągnąca się, z pomysłem na fabułę – temu nie można zaprzeczyć – ale zrealizowanym w kompletnie nietrafiony sposób.

W prywatnej klinice psychiatrycznej łączą się losy Aurelii, Rajmunda i Inez. Nie przyjaźnią się, są raczej na siebie skazani, a wszystkich łączy nadzieja na szybki powrót do równowagi i opuszczenie kliniki. By nie poddać się nudzie, starają się lepiej poznać, choć tak naprawdę nikt nie jest nikim zainteresowany. Sytuacja zmienia się, kiedy nastoletnia Inez zaczyna historię o Magnolii, małym pensjonacie w Bieszczadach, gdzie diabeł mówi dobranoc i gdzie radosna beztroska miesza się z niewyjaśnioną tajemnicą. Co wydarzyło się pewnego sierpniowego wieczoru w Magnolii…?

Brzmi ciekawie, bo – jak zostało powiedziane – pomysł jest. Coś jednak poszło nie tak, bo przez powieść ciężko przebrnąć i dać się wciągnąć. Już same imiona bohaterów, które miały przyciągać nietypowością, z tego właśnie powodu zniechęcają, a ich sylwetki też nie stanowią dobrego punktu zaczepienia, bo – paradoksalnie – są zbyt typowe, nudne. Nieskładne skakanie po wątkach, namnożenie niepotrzebnych opisów i sytuacji i wreszcie – bardzo długie rozwijanie akcji (w istocie – jak powolne budzenie się z letargu) sprawia, że przez powieść Gałuszki ciężko przebrnąć, a jeśli już, można powiedzieć, że lektura była zmęczeniem, może nie męką, bez przesady, ale zdecydowanie bardziej pasuje, by powiedzieć, że książkę się zmęczyło, niż przeczytało. I nie pozostawia po sobie nic poza znużeniem. Choć atrakcyjna okładka ze sporą ilością czerwieni zachęca. Ale, jak wiadomo, nie ocenia się książek po okładce.

d4dgcr0

Podziel się opinią

Share

d4dgcr0

d4dgcr0