Trwa ładowanie...

"Moja nitka". Rozrachunek Marii Pakulnis. "Byłam psychicznie dręczona, dziś nazwałabym to mobbingiem"

Grała matki, żony, kochanki, prostytutki i szefowe mafii. Choć jej talent aktorski dla nikogo nie był tajemnicą, latami pozostawała w cieniu męża, reżysera. Po jego odejściu spotkało ją największe zawodowe rozczarowanie. Dziś można jednak powiedzieć, że Maria Pakulnis odrodziła się jak feniks z popiołów.

Maria Pakulnis wyjawiła szczegóły swojego życia i kariery w "Mojej nitce"Maria Pakulnis wyjawiła szczegóły swojego życia i kariery w "Mojej nitce"Źródło: Kapif, fot: KAPIF.pl
d4mwu7o
d4mwu7o

W wywiadzie-rzece z Dorotą Wodecką aktorka wraca pamięcią nie tylko do swoich pamiętnych ról m.in. w "Konsulu", "Dolinie Issy", "Obywatelu Piszczyku", "Tulipanie", "Dekalogu III" czy "Ekstradycji", ale i do trudów życia prywatnego. I mowa tu nie tylko o burzliwym małżeństwie z reżyserem Krzysztofem Zaleskim, ale i traumatycznym dzieciństwie.

Maria Pakulnis z niezwykłą szczerością opowiada o byciu niekochanym, niezaopiekowanym dzieckiem emigrantów z Litwy. Słuchając wiecznie narzekającej matki, twierdzącej że zmarnowała sobie życie, mała Maria przesiąknęła poczuciem winy, poczuciem bycia niewystarczającą, by ją zauważyć i pokochać. Pewnie i z tego powodu stała się łatwym celem dla księdza, który ją molestował. Długo żywiła do rodziców nienawiść, wybaczyła im dopiero po wielu latach, gdy wraz z siostrą zajmowała się nimi w chorobie.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Audiobooki, od których się nie oderwiecie. Masa superprodukcji

Oczywiście doświadczenia z dorastania miały kluczowy wpływ na całe życie aktorki, również na jej karierę. Nigdy zajadle nie walczyła o role, wiele propozycji odrzucała, np. tę od Andrzeja Wajdy, który obraził się na nią za to, że nie zagrała w "Kronice wypadków miłosnych" albo od Krzysztofa Kieślowskiego - obawiała się rozebrać przed kamerą, dlatego w "Dekalogu V" oglądaliśmy Grażynę Szapołowską.

d4mwu7o

Nieszczęśliwe dzieciństwo, nieszczęśliwe małżeństwo

Tym cenniejsza staje się lektura "Mojej nitki", która jest dowodem na to, że Pakulnis udało się przezwyciężyć strach przed byciem obnażoną, ocenioną, pozbawioną warstwy ochronnej. Swój dawny ból przekuła w piękną, bogatą opowieść, która nie mówi tylko o niej samej, ale o doświadczeniach kilku skrzywdzonych pokoleń.

Z pewnością na korzyść gwiazdy przemawia jej dojrzały wiek, za sprawą którego łatwiej spojrzeć z dystansem na dawne bolączki, zrozumieć co się wtedy czuło, co ją blokowało. Dzięki temu słuchacze audiobooka Audioteki "Moja nitka" są świadkami odpuszczenia aktorki, wybaczenia przez nią dawnych krzywd zadanych jej zarówno przez bliskich, jak i dawnych współpracownikow. 

Pakulnis otwarcie mówi o związku z Krzysztofem Zalewskim, podkreślając, że "piękne wesele wynagrodziło jej to całe małżeństwo". Reżyser chodził własnymi ścieżkami, oddając się fascynacji wieloma kobietami. Mimo to aktorka pozostawała u jego boku, licząc się z tym, że z miłości przyjdzie jej sporo wycierpieć.

Konflikt z dyrektorką Teatru Ateneum

Na łamach książki najgorzej jednak wspomina okres odchodzenia męża, nakładający się z rozstaniem z Teatrem Ateneum. Choć Maria Pakulnis woli nie mówić o kimś źle pod nazwiskiem, wiadomo że miała zatarg z ówczesną dyrektorką placówki Izabelą Cywińską.

d4mwu7o

"Czas umierania Krzyśka przypadł na najgorszy sezon mojego życia w teatrze. [...] Byłam psychicznie dręczona, dziś nazwałabym to mobbingiem. Wyobrażasz sobie chyba, jak trudno mi było pracować nad spektaklem o śmierci, kiedy w domu miałam ją na wyciągnięcie ręki. Pamiętam próbę - rozumiem, co czuje moja bohaterka i w jej imieniu, a może i w swoim - zaczynam krzyczeć. Pani dyrektorka, która akurat przechodziła przez salę, rzuciła pod moim adresem: ‘No i co się tak drzesz?. [...] Zamurowało mnie. Nie chodzi tylko o sposób, w jaki się do mnie zwróciła, ale o mój moment życiowy, który w krzyk mojej postaci był wpisany.

Na początku jej pierwszego sezonu w tym teatrze poprosiła mnie do swojego gabinetu i powiedziała: 'Podobno już nie chcesz grać w teatrze'. Zdębiałam, kochałam to miejsce, przez kilkanaście lat zagrałam w nim mnóstwo wspaniałych ról. [...] ‘Kto ci to powiedział?’ - zapytałam ją. ‘A tak się mówi'- skwitowała. Wyobrażasz sobie? Pomijając to, że wcześniej byłam uwikłana przez swojego męża, że pracuję tylko z nim, to jeszcze w tym momencie, kiedy najbardziej potrzebowałam pomocy i pracy, ktoś mnie tak gnoi. [...] Przez 40 lat pracy nigdy nie zetknęłam się z kimś takim. [...] Nawet jeżeli byłabym niedobrą aktorką, to nie jest powód, by się tak pogardliwie wobec mnie zachowywać" - wspomina.

d4mwu7o

Choć przez kilkanaście lat można było odnieść wrażenie, że Marii Pakulnis jest mniej na scenie i na ekranie, przypomniała o sobie w wielkim stylu w "Johnnym" Daniela Jaroszka. Grając odchodzącą kobietę w hospicjum, zdobyła uznanie zarówno widzów, jak i środowiska, które po raz pierwszy przyznało jej Orła. A kolejne angaże dowodzą, że czas 67-letniej aktorki wciąż nie przeminął.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d4mwu7o
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4mwu7o