Trwa ładowanie...
recenzja

Miano me Hirsz, Joachim Hirsz

Share
Miano me Hirsz, Joachim Hirsz
Źródło: Inne
dmnw9co

Za garść czerwońców, debiutancki zbiór opowiadań Roberta Forysia, zawiera trzy teksty, które łączy osoba głównego bohatera – porucznika Joachima Hirsza, podwładnego sekretarza koronnego Jana Gembickiego, agenta w służbie Ich Królewskich Mości. Wydarzenia opisane w pierwszym opowiadaniu, zatytułowanym „Prawo krwi”, rozgrywają się u schyłku panowania Władysława IV Wazy (znaczącą rolę odgrywa nałożnica władcy), akcja kolejnych osadzona została w okresie po jego śmierci. Wybór takiego miejsca i czasu to krok więcej niż ryzykowny, od razu przypomina się słynne zdanie o dziwnym roku 1647, zwiastującym jakoweś klęski, otwierające Ogniem i mieczem. Nie ma jednak w tym wypadku – wbrew moim obawom – mowy o próbie konfrontacji z literacką legendą. Owszem, powstanie Chmielnickiego przewija się gdzieś w tle, kilkakrotnie wspominane przez bohaterów, ale z Warszawy na Ukrainę daleko. Królewski instygator, działający głównie w stolicy, ma inne sprawy na głowie niż zawierucha chłopskiego buntu. A już zwłaszcza ten
konkretny instygator, którego zakres obowiązków służbowych jest szczególnie paskudny. Ze względu na swoje odziedziczone po matce uzdolnienia Hirsz musi najczęściej babrać się w śledztwach, których przedmiot stanowią morderstwa naznaczone czarną magią. Pod swoją komendą ma wachmistrza o wybuchowym temperamencie i dwóch Kozaków, dla których nie ma większej uciechy niż możliwość porozbijania łbów traktującym ich z pogardą „panom braciom” – i to w majestacie prawa. No, chyba że garniec wina albo kwarta gorzałki. Na koszt królewskiej tajnej kancelarii.

Najmocniejszym punktem zbioru jest sama postać Hirsza – choć początkowo wydaje się sztampowy ze swoimi obowiązkowymi magicznymi zdolnościami, traumatycznym dzieciństwem i zdolnością do owijania sobie niewiast wokół palca, szybko zyskuje ów królewski porucznik indywidualne rysy. Przede wszystkim nie jest nietykalny, co jest powszechną przypadłością wśród fantastycznych herosów. O, nie, Hirsz często zbiera srogie cięgi od adwersarzy, nie raz daje się zwabić w pułapkę, a magia nie ułatwia mu zbyt wiele, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę cenę, jaką musi płacić za możliwość posłużenia się nią. Właściwie w żadnym z trzech opowiadań Joachimowi nie jest dane pokonać przeciwnika. A to ktoś go wyręczy – z jego wolą lub bez woli – a to zostanie przechytrzony. Żadnych epickich tryumfów. Podobny dystans do bohatera, wyważenie kreacji, to u debiutantów raczej rzadkość, a u każdego pisarza – wielka zaleta. Nie jest też Hirsz kryształowym rycerzem z kodeksem bezwzględnie przestrzeganych zasad. Nie cofa się przed szantażem,
torturami, zabijaniem. Nie ma sentymentów, zna realia swojej pracy, wie, że najważniejszym zadaniem jest pozostanie przy życiu. Później można się zająć innymi kwestiami, a etyka i wtedy nie jest pierwszą z nich. Joachim jest pragmatykiem, nie ma inklinacji do romantycznej donkiszoterii. Co nie znaczy, że nie porusza go cudza krzywda. Wie, że nie ocali dziewczyny od stosu, ale może skrócić jej cierpienia, więc to robi. Z drugiej strony, nie zawsze kalkuluje na zimno, zdarza mu się działać impulsywnie, najczęściej pod wpływem gniewu. Wbrew pozorom, trudno wpasować go w szablon. A jeszcze nie wiemy o Hirszu wszystkiego, właściwie znamy jedynie strzępki informacji o jego przeszłości, ale są to strzępki intrygujące.

Nieco słabiej wypadają fabuły, zwłaszcza ta z pierwszego opowiadania jest – biorąc pod uwagę jego objętość – wyjątkowo banalna, nawet jeśli minimalnie podratowana przez zakończenie. Finały zresztą we wszystkich trzech tekstach są dosyć udane, gorzej rzecz się ma z rozwinięciami, w których trafiają się dłużyzny bez głębszego uzasadnienia. Tło obyczajowe naszkicowane jest niezbyt szczegółowo (inaczej niż topograficzne – gdy bohater się przemieszcza, nazwany zostaje bez mała każdy pokonywany przez niego zaułek, co chwilami bywa przytłaczające). Ale nie brakuje trafnych, choć zwięzłych obserwacji na temat przygnębiających realiów funkcjonowania aparatu urzędniczego, instytucji społecznych i wymiaru sprawiedliwości Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Pojawia się nawet krytyka stanu dróg i traktów, mająca stanowić zapewne nawiązanie do współczesnego problemu nieistniejących autostrad.

dmnw9co

Najbardziej irytujący jest jednak brak konsekwencji w posługiwaniu się stylizacją językową – jeśli już autor zdecydował się na daleko idące uwspółcześnienie języka dialogów, powinien zrezygnować z wtykania w narrację w dość przypadkowych miejscach „rodzynków” w rodzaju „aliści”, „atoli” i „azaliż”, mających przypominać, że jesteśmy w XVII wieku, bo efekt tych zabiegów jest więcej niż wątpliwy.

Mimo powyższych zastrzeżeń nie mam wątpliwości, że zarówno w postaci Joachima Hirsza, jak i w oryginalnej wizji magii jest potencjał, pozwalający wierzyć, że kolejne odsłony cyklu W służbie Ich Królewskich Mości będą lepsze od pierwszej – całkiem niezłej.

Oceń jakość artykułu:
Zależy nam na podnoszeniu jakości naszego dziennikarstwa. Twoja opinia jest dla nas ważna!
dmnw9co

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dmnw9co
dmnw9co