Trwa ładowanie...

Łzy od śmiechu czy śmiech przez łzy? Tom Phillips i jego "Ludzie. Krótka historia o tym, jak s*ieprzyliśmy wszystko"

"Nieważne, ilu wyzwaniom dajemy radę sprostać, katastrofa zawsze czyha tuż za rogiem" – to jedno ze zdań, jakimi wita nas w prologu swojej książki Tom Phillips. I przez pozostałych przeszło 300 stron udowadnia jego trafność. Choć ta konstatacja mogłaby zapowiadać dosyć mroczne dzieło, stworzony przez autora katalog największych porażek w historii naszego gatunku potrafi rozbawić do łez. Niejednokrotnie. Ale też dać porządnie do myślenia…

Share
Łzy od śmiechu czy śmiech przez łzy? Tom Phillips i jego "Ludzie. Krótka historia o tym, jak s*ieprzyliśmy wszystko"Źródło: Archiwum prywatne
d1jv76y

Powyższe nie powinno dziwić, kiedy spojrzymy na dorobek zawodowy Phillipsa. Jest on brytyjskim dziennikarzem i… komikiem. Swego czasu zajmował się nawet sięgającym aktualnie wyżyn popularności w naszym kraju stand-upem. Był (i wg mojej najlepszej wiedzy wciąż jest) też dyrektorem wydawniczym brytyjskiej wersji serwisu BuzzFeed, gdzie, jak sam mówi "dzielił swój czas między bardzo poważne relacjonowanie poważnych spraw… i robienie zupełnie niepoważnych żartów". Już to powinno wiele wyjaśniać – tak w kwestii dosyć bezkompromisowego i bezpośredniego tytułu książki, jak i wspomnianych (albo obiecanych) salw śmiechu, mimo mało zabawnej tematyki.

A trzeba wspomnieć, że Phillips ma wszelkie podstawy i narzędzia nie tylko, by bawić czytelnika, ale także by napisać dobrze zriserczowaną i opowiedzianą pozycję popularnonaukową. Studiował archeologię i antropologię oraz historię i filozofię nauki w Cambridge. I z wiedzy zdobytej na wszystkich tych kierunkach skorzystał, tworząc swoją książkę.

Książkę, za pomocą której w wyjątkowy sposób prowadzi nas za rękę przez historię naszego gatunku – Homo sapiens – niczym przewodnik na safari. Phillips zatrzymuje się co jakiś czas, żeby pokazać nam palcem kolejne wyjątkowej urody okazy naszej głupoty i kolejnych katastrof, które ta spowodowała. I chociaż jego opowieść, towarzysząca tej wycieczce, jest niesamowicie lekka i zabawna, nasz pilot co jakiś czas przypomina o karabinie, który cały czas ma w pogotowiu, gdyby jednak chwila nieuwagi czy nieostrożne zachowanie mogło sprowokować napaść zagrażającą naszemu życiu. Bo tak to właśnie jest z tą naszą ludzką głupotą i przerzucaniem się odpowiedzialnością. Kiedyś z zaskoczenia możemy paść ofiarą własnych błędów. Co wielokrotnie wybrzmiewa w książce. Ale po kolei…

d1jv76y

Otóż podróż z Phillipsem podzielona jest na dziesięć tematycznych sekcji. We wszystkich motywem przewodnim oczywiście są spektakularne wpadki i błędy popełniane przez nas, ludzi, na przestrzeni tysięcy lat. Autor postanowił jednak sklasyfikować je w różne tematyczne podkategorie.

W ramach wstępu wychodzimy od tego, że być może nasze powtarzane z uporem maniaka niepowodzenia są kwestią uwarunkowaną fizycznie i genetycznie. Może tak po prostu zbudowany jest i musi działać nasz mózg – z niesamowitą zdolnością do zaprzeczania widocznym dowodom na nieprawidłowość naszych sądów, do wyszukiwania nieistniejących schematów i uproszczeń, mających te sądy potwierdzić?

Kolejne stacje to kolejne etapy ewolucji człowieka. A co etap, to wpadka. Kiedy wiele wieków temu uznaliśmy, że możemy osiąść w jednym miejscu i zacząć żyć z rolnictwa, daliśmy kolejnym pokoleniom podstawy do przekonania, że możemy podporządkować sobie naturę, która będzie nam służyć bez słowa sprzeciwu czy konsekwencji. Dalekosiężne skutki? Chociażby wyschnięcie Jeziora Aralskiego, jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku znajdującego się w czołówce największych śródlądowych zbiorników wodnych na Ziemi. Ktoś bowiem uznał, że zmieni bieg dwóch rzek, by uprawiać na pustyni bawełnę. Myślał przy tym, że nie wpłynie to znacząco na nic innego, poza pustynią, która przemieni się w pola pieniędzmi i bawełną płynące.

Kolejna stacja prowadzi nas do świata zwierząt. Zmieniając tryb życia na rolniczy, postanowiliśmy okiełznać także zwierzęta. A te, mimo, że w nazwie gatunkowej raczej nie miewają epitetu "myślący" w przeciwieństwie do człowieka, niejednokrotnie okazały się sprytniejsze od nas i spłatały nam niemałego figla. Phillips przytacza dwa przykłady niefrasobliwego zlekceważenia… ptaków. Oba okazały się opłakane w skutkach. Choć trzeba uczciwie przyznać, że tylko wskutek jednego z nich zginęło z głodu 15-30 mln ludzi. Spory margines błędu, prawda? Jak trafnie zauważa autor, "fakt, że nie znamy dokładnej liczby ofiar, dodatkowo potęguje ten koszmar".

d1jv76y

W kolejnych częściach podróży przyglądamy się przywódcom, którzy zapisali się na kartach historii w raczej niespecjalnie godny do naśladowania sposób oraz demokracji, jej odmianom i kondycji na przestrzeni wieków. A jest czemu się przyglądać, jeżeli wziąć pod uwagę fakt, że Phillips raczy nas historiami o tym, że w kalifornijskim Sunol przez ponad 10 lat burmistrzem był… pies, zaś w 1967 r. na burmistrza ekwadorskiego miasteczka wybrano markę pudru do stóp.

Dalej podążamy śladem kolejnych wojen, odkrywamy mroczne strony kolonializmu, aż dochodzimy do rewolucji przemysłowej i czasów całkiem nam współczesnych, gdzie postęp technologiczny gna z zatrważającą prędkością i przysparza nam nieskończenie wielu okazji do spektakularnego spartolenia wielu spraw.

Mimo iż książka naszpikowana jest przezabawnymi anegdotkami i historiami, których nie dowiemy się z żadnej lekcji historii, narracja poprowadzona jest z niesamowitą lekkością, a autor nie stroni od swobodnego języka, kolokwializmów czy ironii, płynie z niej przygnębiająca nauka i nastrój po przemyśleniu całości może być zgoła daleki od tego prowadzącego do beztroskiego chichotu . Jako gatunek prawdopodobnie dążymy do samozagłady. Co więcej – robimy to konsekwentnie i nie wyciągamy lekcji z błędów przeszłości. Wciąż kierujemy się schematami, byle tylko potwierdzić nasze (często bardzo błędne) wyobrażenie o świecie i konsekwencjach naszych działań. Przemy za wszelką cenę do przodu w pogoni za pieniądzem i zaspokojeniem swoich niejednokrotnie prymitywnych żądz władzy, ciekawości, chęci posiadania więcej i więcej… I jak ci mieszkańcy Wysp Wielkanocnych, wycinający ostatnie drzewo, powtarzamy sobie, że ktoś inny powinien się tym martwić, w końcu to nie nasz problem.

A więc, drogi czytelniku, jeżeli wiara (a może raczej świadomość?) w bezbrzeżną głupotę ludzką nie jest ci obca, chcesz się przekonać, jak to z tym ostatnim drzewem było i jak chęć zysku 3 centów na galonie benzyny wpłynęła na znaczący wzrost przestępczości na świecie i fakt, ze rządzą nami często niespecjalnie inteligentni ludzie – koniecznie sięgnij po "Ludzie. Krótka historia o tym, jak s*ieprzyliśmy wszystko". Uronisz pewnie jakąś łzę. Żalu czy ze śmiechu? Sam zobaczysz.

d1jv76y
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
d1jv76y
d1jv76y