Trwa ładowanie...
d2yy6ad

"Lucky Luke. Most na Missisipi" - recenzja

Nawet wiernym fanom przygód Lucky Luke’a chyba trudno byłoby zliczyć, ile ważnych przedsięwzięć związanych z rozbudową infrastruktury transportowej nie powiodłoby się bez jego pomocy. Ale chociaż „Most na Missisipi” jest tylko jednym z wielu komiksów opartych na takim schemacie fabularnym, to i tak jego lektura jest przednią zabawą.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Lucky Luke. Most na Missisipi, Egmont 2020
Lucky Luke. Most na Missisipi, Egmont 2020 (Materiały prasowe)
d2yy6ad

Oczywiście wydarzenia przedstawione w komiksie tylko w niewielkim stopniu odpowiadają tym rzeczywistym, chociaż pojawiający się tutaj inżynier James Buchanan Eads naprawdę musiał pokonać wiele trudności, zanim udało mu się zbudować ogromny most na Missisipi w Saint Louis. Trzeba jednak zaznaczyć, że niekoniecznie wynikały one z knowań czarnych charakterów – jak możemy to obserwować w albumie, który stworzyli Morris (rysunki) oraz Xavier Fauche i Jean Léturgie (scenariusz).

Od samego początku „Mostu na Missisipi” nie mamy najmniejszych wątpliwości, komu zależało na tym, żeby tytułowa budowla nigdy nie została ukończona. Otóż wszystkie promy oraz okoliczne hotele, restauracje i salony były własnością braci Caymanów, którzy dzięki nim czerpali krociowe zyski z utrudnionej przeprawy przez rzekę. Będący mózgiem tych działań Bat Cayman został nawet burmistrzem obu miast leżących na przeciwnych brzegach Missipi (Saint Louis i Illinoistown), a jego zbrojnym ramieniem był obdarzony potężną posturą Dick.

Materiały prasowe

I zapewne Caymanom udałoby się w końcu zniechęcić Eadsa do kontunuowania prac mad mostem, gdyby nie zadarli z niewłaściwym człowiekiem. Jak łatwo się domyślić, mowa tutaj o Lucky Luke’u. Co ciekawe, początkowo wcale nie zamierzał się angażować w pomoc inżynierowi, gdyż miał na głowie złapanie kilku groźnych przestępców. Samotny kowboj nie mógł jednak pozostawić bez odpowiedzi próby pozbycia się go naprawdę na zawsze…

d2yy6ad

Na następnych planszach możemy więc przyglądać się z jednej strony niecnym poczynaniom braci Caymanów, którzy chwytają się wszelakich sposobów, aby uniemożliwić ukończenie mostu, a z drugiej brawurowym akcjom odwetowym Lucky Luke’a i jego kolejnym pomysłom na kontynuowanie budowy mimo tak niesprzyjających okoliczności.

Co istotne, w „Moście na Missisipi” nie tylko akcja toczy się w błyskawicznym tempie, ale też jedna przezabawna scenka goni następną. A oprócz pary przeciwników głównego bohatera na szczególna uwagę w tym albumie zasługuje senator Bridges, który wprawdzie nie wylewa za kołnierz, ale także potrafi kilkakrotnie znaleźć nietypowe wyjście z trudnej sytuacji. Jak zwykle niezawodny jest też Jolly Jumper, który umila sobie oczekiwanie na Lucky Luke’a lekturą „Przygód Tomka Sawyera”… Wszystko to sprawia, że „Mostu na Missipi” zdecydowanie nie może przegapić żaden fan przygód samotnego kowboja.

Ocena – 8/10

d2yy6ad

Podziel się opinią

Share

d2yy6ad

d2yy6ad