Trwa ładowanie...
dvzd7f6
Recenzje

Jolanta, czyli żywot człowieka przeciętnego

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jolanta, czyli żywot człowieka przeciętnego
("__wlasne)
dvzd7f6

*Próbuję znaleźć słowo, które najbardziej oddawałoby postać Jolanty, tytułowej bohaterki najnowszej powieści Sylwii Chutnik, i jedyne, jakie przychodzi mi do głowy, to po prostu zwykła albo szara. Jolka to nastolatka z warszawskiego Żerania, jakich wiele. Dorasta w banalnej, ale mającej swoje blaski rzeczywistości blokowiska, od czasu do czasu spoglądając na biało-czerwony komin elektrociepłowni – jedyny i chyba najważniejszy punkt odniesienia w jej życiu. *

A życie Jolki jest dokładnie takie, jak ona sama – banalne i przewidywalne. Dziewczyna przeżywa je, jak konsekwentnie realizowany scenariusz, w którym z jednego punktu przechodzi się do następnego i następnego... Szkoła podstawowa, później następna, dająca jakiś fach w ręku, małżeństwo, urodzenie dziecka, pieluchy, karmienie piersią, gotowanie – normalna kolej rzeczy. Ot, żywot człowieka przeciętnego.

Tyle, że Jolka chce przez swoje życie przejść całkiem niezauważona. „Nie mówić, nie ufać, nie odczuwać” – to jej życiowe motto, którym – powtarzając je niczym mantrę, próbuje zaklinać rzeczywistość.

dvzd7f6

Dlatego dziewczyna bez mrugnięcia okiem czy choćby słowa protestu przyjmuje to, co ją spotyka. Ojciec, który pewnego dnia pakuje manatki i odchodzi do kochanki? Nic szczególnego. Matka, która nie potrafi sobie z tym poradzić i coraz częściej szuka ukojenia w butelce, staczając się w coraz większy alkoholizm? Taki los. Molestowanie przez obleśnego sąsiada, który wyczekując na swoją „życiową szansę”, wykorzystuje oszołomioną nastolatkę? Widocznie tak musi być. Nieoczekiwana ciąża z przypadkowo poznanym chłopakiem, która doprowadza Jolkę przed ołtarz? Normalna kolej rzeczy.

Dla Jolki. Bo przecież ona – w myśl swojej zasady – nie powie, że coś jej się nie podoba, że chciałaby inaczej. Tytułowa bohaterka powieści Chutnik nie potrafi też zaufać, chociaż to akurat znajduje swoje uzasadnienie. Córka ojca, który opuścił swoją rodzinę i odszedł do kochanki, podskórnie czuje, że spotka ją to samo. Wychodzi więc za mąż, niby kocha swojego Jędrusia, ale wciąż czeka, że on ją w końcu zostawi, odejdzie do innej, nie wróci z wypraw do „Rajchu”.

Jolka próbuje też nie odczuwać, choć osobiście głęboko nie wierzę w to, że naprawdę nie czuje. Myślę, że pod płaszczykiem zimnej, pozbawionej uczuć (ale nie wyrachowanej!) dziewczyny, która żadnym gestem nie zdradza, co w niej siedzi, kryje się wyjątkowo wrażliwa istota, która czuje i to bardzo! Czuje nawet więcej, niż może nam się wydawać, ale... nie ma z kim się tym podzielić?

Jej matka przecież nie żyje, nie nauczyła jej, jak pielęgnować domowe ognisko, jak zajmować się noworodkiem, radzić sobie z rolą żony i matki. Ojciec – wiadomo, odszedł i choć Jolka niby nie żywi do niego wielkiej urazy (na zewnątrz!), to przecież czuje się opuszczona. Starszy brat? W miarę się nią interesował dopóki, dopóty nie zaszła w ciążę i wyszła za mąż. W końcu założyła własną rodzinę, więc ciężar z jego barków zdjęty, może się zająć układaniem własnego życia. Mąż – niby zainteresowany żoną i córką, ale... Ta relacja wygląda na dość powierzchowną. Ot, układ zawarty przed urzędnikiem (państwowym czy kościelnym, bez znaczenia), polegający na pewnej wymianie dóbr i usług, zasadzający się na konsensusie wspólnego mieszkania i egzystowania. Jak długo? To czas pokaże. Ale Andrzej, korzystając z dobrodziejstw okresu transformacji, zaczyna coraz częściej wyjeżdżać do Niemiec. O, jaki zaradny! Jak on dba o tę swoją Jolką! A jakie piękne i kolorowe rzeczy przywozi – cmokają z zadowoleniem sąsiadki.

dvzd7f6

Tyle, że Jolka jest w tym wszystkim coraz bardziej osamotniona. Nie ma dokąd pójść, nie ma komu się wygadać, nie ma do kogo się przytulić. Codzienne, długie spacery z małą Jadzią stają się dla niej prawdziwymi ekspedycjami, wyprawami w nieznane tyle, że wciąż... eksploruje teren wokół żerańskiego komina – punkt odniesienia na jej życiowej mapie.

W końcu w dziewczynie coś pęka. Podejmuje decyzję, której chyba nikt nie spodziewałby się po niej. Zostawia córkę, męża, wychodzi z domu, a klucz do mieszkania wrzuca do zsypu na śmieci. Dokąd pójdzie? Czy uda jej się dotrzeć do nowego, wymarzonego świata, w którym rozpocznie nowe życie? A może ona wcale już nie chce niczego zaczynać?

Największą czytelniczą zbrodnią jest ponoć zdradzenie zakończenia książki, dlatego wcale nie zamierzam tego robić (choć i tak mocno uchyliłam rąbka tajemnicy). Napiszę jedynie, że choć akcja najnowszej powieści Chutnik toczy się w odległych czasach, które moi rodzice może wspominają z sentymentem, to w postaci Jolki z powodzeniem (choć to akurat niezbyt trafne słowo) mogą się odnajdywać kolejne pokolenia. Bo czy nie jest tak, że w każdym z nas kryje się głęboka potrzeba bliskości drugiego człowieka? Marzenie o „szczęśliwym i długim” życiu, jak z bajki albo składanych corocznie urodzinowych życzeń? I każdy z nas chce to życie mniej lub bardziej wziąć w swoje ręce. Zaplanować, zrealizować marzenia. A co się dzieje wtedy, kiedy któregoś dnia, jak Jolka, obudzimy się z bolesnym przeświadczeniem, że to życie toczy się jakoś obok, że żyjemy według jakiegoś innego, z całą pewnością nieswojego scenariusza?

dvzd7f6

Podziel się opinią

Share

dvzd7f6

dvzd7f6