wp
Recenzje
01-02-2017 (13:09)

Jesteśmy istotami ranliwymi

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Jesteśmy istotami ranliwymi
(Inne)

Każdy z nas kiedyś coś stracił. Każdy się bał, że straci. Każdy niesie na plecach błędne wybory, znajomości jakoś niedokonane, momenty, kiedy powinien dać życiu inną odpowiedź. Grzegorz Bogdał w swojej debiutanckiej „Florydzie” prowokuje do rozliczeń z samym sobą.

Janusz Rudnicki napisał o jego książce tak: „(…) Bogdał lubi gadać innymi. (…) W kolejności do mikrofonu podchodzą: 1. Człowiek, który zarabiał jako sobowtór Freddiego z Queen, a teraz jest kaleką po amputacji nóg. 2. Stara, schorowana kobieta mówiąca do ptaka; czemu nie, ptaki są dyskretne. 3. Syn, za którego matka już nigdy głowy nie nadstawi, bo jej ją ten polski Obcy odrąbał z winy rosołu. 4. Nawrócona kurwa, z woli Bożej służebnica Jezusa Chrystusa. 5. Właściciel kamienicy, który był niemową, lecz mowę odzyskał (…).

wp

Parę cytatów, na odlew.

»Wyście to we mnie obudzili, to teraz nie możecie mnie zostawić i już, bo się sam sobą udławię«.

»W nowy rok wszedłem jeszcze cały, […] stopy amputowali mi w marcu«.

» […] karłem można w cyrku strzelać z armaty, upchnąć go w torcie na wieczór kawalerski albo postawić bez gaci przed kamerą, ale nie wolno zrobić z niego księdza« […]

wp

Wystarczy?”.

Nie sądzę, by wystarczyło czytelnikowi chętnie sięgającemu po pozycje wydawane przez Czarne, które konsekwentnie wprowadza do obiegu książki dla wymagającego odbiorcy i trzyma rękę na pulsie, gdy pojawiają się debiutanci. Każdemu zdolnemu twórcy ktoś kiedyś musiał podać rękę, by inni mogli o nim usłyszeć.

Co dziś zdaje się szczególnym atutem Grzegorza Bogdała? To, że potrafi zmieścić w jednej frazie sporo paradoksów. Wsłuchajmy się w to, co mówi bohater opowiadania „Ty mnie, ja ciebie”: „Pierwsza moja myśl po wybudzeniu z narkozy była taka, czy bez stóp dalej jestem sobowtórem Freddiego Mercury’ego, czy już tylko sobą”. Albo: „Jestem kopią, która przetrwała oryginał, to jest szczęście i przekleństwo, bo już nie ma mnie z czym porównać”.

Co mnie uderzyło w trakcie lektury tekstu nasyconego mocnymi, soczystymi opisami rzeczywistości, która bywa nieprzyjazna dla postaci powołanych do życia przez Bogdała? Niewypowiedziane tęsknoty, które błąkają się miedzy wierszami. Tęsknoty nie do zagłuszenia. Chyba za tym, by umieć się lepiej poczuć w tym świecie i pełniej się wyrazić.

wp

Klimat „Florydy” uwypukla to, czego bohaterowie opowiadań Bogdała nie mówią, ale czujemy, że się w nich tli. Właśnie to jest najbardziej przejmujące.

Od samego siebie nie uciekniesz, zdaje się mówić autor. Przyjdzie czas, kiedy będziesz się musiał zmierzyć ze wszystkim, co próbujesz bagatelizować. Nie na wszystko masz wpływ. Ale ty decydujesz, co zrobisz ze swoimi niespełnieniami i ze swoim apetytem. Czy będziesz rozpamiętywał momenty, w których zabrakło ci odwagi, albo powtarzał w myślach słowa, których nie wypowiedziałeś. Czy przestaniesz żyć na granicy jawy i snów – jak bohaterowie „Florydy”. Czy odważysz się na więcej. Jak słusznie zauważa Bogdał: „I tak więcej jest takich ludzi, co ich wcale nie ma, niż takich, co są”.

Opowiadania z tomu „Floryda” ukazują dwoistość naszej natury, uświadamiają, jak często targają nami sprzeczne emocje. Być może najwyraźniej widać to w „Oczku w głowie”. Syn żyjący z matką, której odrąbał głowę, w pewnym momencie robi coś nie mniej zaskakującego: „Ustawiam na środku pokoju masywny stołek, przynoszę czarny worek. Potem daję mamie siekierę, zaciskam jej palce na trzonku. Widzę, że się ugina pod ciężarem siekiery, chce mi ją oddać, ale nie ustępuję. Klękam przed mamą, kładę głowę, swoją, na siedzeniu krzesła. Mama stoi bez ruchu, ciągnę ją za ubranie, podnoszę jej ręce i znów przyciskam policzek do krzesła. Uderz mamo, zaraz noc, pójdziemy nad jezioro. Nie przestraszymy się złych ludzi. Mamusiu kochana, bij, tak proszę, licząc, że mimo braku uszu wyczuje matczynym sercem pragnienie dziecka. Wydaje mi się, że uniosła siekierę, więc wołam znowu, żeby ją zachęcić, uderz, mamo, uderz, i czuję dłoń na moim karku, przesuwa ją od lewej do prawej strony, jakby rysowała linię, zabiera dłoń, ostrze znika,
zamykam oczy, poradzimy sobie, powietrze się rozstępuje, co dwie głowy, to nie jedna”.

(img|713578|center)

wp

Bohaterka innego opowiadania pisze list do papieża Franciszka. Była prostytutka wstawia się (tak jak potrafi) za Kubą - karłem, pragnącym zostać księdzem - ręczy za jego szlachetność. Kobieta nie tai faktów ze swojego życia, nie usprawiedliwia się: „To, co zrobiłem, to nie była ucieczka, nie miałam długów, nikt mnie nie bił ani nie chciałam zrezygnować. I to jest najlepszy dowód, jak bardzo Kuba się nadaje na księdza, bo do dzisiaj nie potrafię wytłumaczyć, czemu zostawiłam wszystko i za nim poszłam, ale wiem, że już nie zawrócę. Zawód swój wykonywałam uczciwie, zawsze się starałam, by klienci wychodzili ode mnie zadowoleni, nie oszukiwałam ich, nie wystawiałam i nie okradałam. (…) A czemu się za to wzięłam, naprawdę nie wiem. Można powiedzieć, że tak samo jak Kuba miałam do tych spraw powołanie. Nie z biedy ani przez złamane serce i inne wymówki”.

Sygnatariuszce tego listu i Kubie, dyskryminowanemu z powodu swojego metra dwadzieścia trzy wzrostu, autor książki daje do towarzystwa zakompleksionego, słabo wykształconego mężczyznę o ksywce „Kowboj”, któremu niedoszły ksiądz i dawna prostytutka pomagają uwierzyć w siebie. Każdy metodami, jakim potrafi.

Jesteśmy istotami ranliwymi. Jednak - przy dobrych wiatrach - też wspaniałomyślnymi. Ludzie maskują kompleksy szorstkością, ale to bliskość z drugim człowiekiem pomaga goić się ranom. O tym, że różne są wymiary bliskości, przypomina Stanisław z opowiadania „Ujście”: „Na cmentarz (…) chodzę sam, raz w tygodniu, do ojca, matki, i przede wszystkim żony, leży koło pisarza, też Stanisława, więc to prawie tak, jakby obok mnie leżała, mniej zazdrosny jestem, śmieje się, wypijam przy niej kawę i trochę gadam, niedużo, bo już nie mamy wspólnych spraw, tyle ona teraz wie o życiu, ile ja o śmierci (…)”.

Znajomy Stanisława - Ryszard Maria Kopeć, „kanalarz energetyczny, akwizytor cudów, diler prany i eteru” - jest osobą, która marzy o tytułowej Florydzie z całych sił. Dla każdego czytelnika Floryda będzie czymś innym. Dla jednego - symbolem marzeń o lepszym życiu, dla których zrobi się wiele, dla drugiego - gorzką świadomością, że są takie miejsca, do których nie doleci. Ciekawe, ilu czytelników odkryje dzięki Bogdałowi, że czasem nie trzeba Florydy, żeby w życiu pojaśniało.

wp

Bardzo udany debiut.

Polub WP Książki
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.