Trwa ładowanie...
d1rv91t
05-02-2020 00:28

Ja, Ibra (wyd. 2)

książka
Oceń jako pierwszy:
d1rv91t
Ja, Ibra (wyd. 2)
Tytuł oryginalny

Jag är Zlatan

Forma wydania

Książka

Rok wydania
Autorzy
Kategoria
Wydawnictwo
Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

„Możesz wyciągnąć człowieka z getta, ale nigdy getto z człowieka”. Tak głosi napis znajdujący się w przejściu podziemnym, które Zlatan Ibrahimović jako dziecko pokonywał z zaciśniętym gardłem, by wrócić do domu. To prawda. Bo pochodzi z Rosengard, sypialnej dzielnicy położonej na peryferiach Malmö. Tam Zlatan zaczął budować swoją legendę od pary butów kupionych w supermarkecie za 59 koron. Wszędzie, gdzie trafiał, pałał żądzą zemsty wobec tych, którzy wydawali mu się źli. Rodzice jego kolegów zbierali podpisy, by wyrzucić go z drużyny, trenerzy zawsze byli bardziej chętni do krytyki niż do pochwał. Pragnienie, by być lepszym od pozostałych, prowadzi go z Malmö do Ajaksu, gdzie przejmuje spadek po wielkim Van Bastenie; później do Juventusu, gdzie Capello piłkarsko lepi go na nowo; następnie do Interu, gdzie zbiera kolejne tytuły mistrzowskie. W Barcelonie zostaje tylko rok, wystarczająco długo, by wykrzyczeć w twarz Guardioli: „Nie masz jaj!”, przed powrotem do Włoch z nowymi magicznymi ia Zlatana toczy się dalej w PSG i, jak sam mówi, „to jest bajka, podróż z getta do marzeń”. W Ja, Ibra Zlatan Ibrahimović po raz pierwszy opowiada o swoich przeżyciach na boisku i poza nim, o radościach i szaleństwach w życiu nie zawsze w pełni kontrolowanym.

Ja, Ibra (wyd. 2)
Numer ISBN

978-83-7924-138-5

Wymiary

150x215

Oprawa

miękka

Liczba stron

384

Język

polski

Fragment

1 Pep Guardiola – trener Barcelony, ten ubierający się w szare garnitury, o zamyślonym wyrazie twarzy – podszedł do mnie i sprawiał wrażenie zakłopotanego. To było zanim zaczęliśmy wojnę. Wtedy uważałem, że on jest okej, może nie taki jak Mourinho czy Capello, ale jest porządnym człowiekiem. Była jesień 2009 roku, a ja spełniałem swoje marzenie. Grałem w najlepszej drużynie świata i kilka miesięcy wcześniej zostałem powitany przez 70 tysięcy kibiców na Camp Nou. Byłem wniebowzięty. No dobrze, może nie do końca: gazety pisały, że jestem niezłym dupkiem, że jestem bad boyem i tak dalej. Krótko mówiąc, trudny ze mnie typek. Tak czy inaczej byłem tam. Moja żona Helena i dzieci czuli się dobrze. Mieliśmy piękny dom w Esplugues de Llobregat, a ja byłem zadowolony. Co mogło pójść nie tak? – Posłuchaj – powiedział Guardiola. – Tu, w Barcelonie, twardo stąpamy po ziemi. – Świetnie – odparłem. – Dobrze! – Dlatego tutaj na treningi nie przyjeżdżamy ferrari albo porsche. Przytaknąłem, zostawiając z boku jakiekolwiek aroganckie zachowanie w stylu: co się wtrącasz do moich samochodów? Tak naprawdę pomyślałem sobie: „Czego on chce? Jakiego rodzaju wiadomość mi wysyła?”. Uwierzcie mi. Nie muszę się afiszować, prowadząc jakieś kosmiczne auto i parkując na chodniku. To nie tak. Ja jednak uwielbiam samochody! Są moją pasją. Wyczułem, że za tymi słowami kryje się coś innego. Coś w rodzaju: nie wyobrażaj sobie, że jesteś nie wiadomo kim. Wtedy zrozumiałem, że Barcelona jest trochę jak szkoła, jak kolegium. Piłkarze byli fantastyczni, wszystko robiono z myślą o nich, a poza tym był tam też Maxwell, mój stary kompan z Ajaksu i Interu. Jednak żaden z chłopaków nie zachowywał się jak supergwiazda i to było dziwne. Messi, Xavi, Iniesta i cała ta szajka wyglądali jak uczniacy. Najlepsi piłkarze świata stali tam, żeby się kłaniać, a ja w ogóle tego nie rozumiałem. To było śmieszne. Jeśli we Włoszech trener mówi „skacz”, mistrzowie pytają się: „Że co? Dlaczego?”. Tutaj skakali wszyscy, na najmniejsze skinienie, jakby byli tresowanymi psami. Ja się w ogóle w tym nie odnajdowałem. Ale pomyślałem: „Musi ci się to spodobać! Nie potwierdzaj ich uprzedzeń!”. Dlatego zacząłem się dostosowywać. Stałem się potulny jak baranek. To było wariactwo. Mino Raiola, mój agent i przyjaciel, mówił mi: „Co się, do diabła, z tobą dzieje, Zlatan? Nie poznaję cię”. Nawet ja sam siebie nie poznawałem. Byłem coraz bardziej przygnębiony, a musicie wiedzieć, że pod koniec gry w Malmö miałem swoją filozofię, zakładającą, by trzymać się własnego stylu. Nie przejmuję się tym, co ludzie sobie myślą, i nie czuję się swobodnie pośród tych wszystkich grzecznych typków. Mnie podobają się chłopcy, którzy przejeżdżają na czerwonym świetle. Rozumiecie, co mam na myśli? Jednak teraz, cholera, nie mogłem mówić tego, co chciałem. Mówiłem to, co uważałem, że powinienem powiedzieć. To było absolutnie niedorzeczne. Jeździłem klubowym audi i beznamiętnie przytakiwałem, tak jak wtedy, kiedy chodziłem do szkoły albo raczej jak powinienem robić, kiedy chodziłem do szkoły. Już nawet nie wkurzałem się na kolegów z drużyny. Stałem się nudny. Zlatan nie był już Zlatanem, a nie zdarzyło mi się to od czasów, gdy moja noga postała w Borgarskolan i, widząc dziewczyny w bluzach od Ralpha Laurena, byłem prawie cały mokry, kiedy miałem zaprosić jedną z nich na randkę. A jednak sezon rozpocząłem znakomicie. Strzelałem gola za golem. Wygraliśmy Superpuchar Europy. Ja brylowałem, dominowałem. Jednak mimo wszystko byłem inny. Coś się wydarzyło. Nic poważnego, jeszcze nie teraz, ale w każdym razie… Miałem zaklejone usta, a to u mnie niebezpieczne. Więcej: bardzo niebezpieczne. Możecie mi wierzyć: muszę być wściekły, żeby grać dobrze. Muszę krzyczeć i robić dym. Natomiast teraz wszystko trzymałem w środku. Może powinienem zrobić coś z ciśnieniem, które we mnie narastało? Nie wiem. Mój transfer był drugim najdroższym w historii, a gazety pisały, że jestem trudnym i problematycznym dzieckiem. W sumie bzdury, ale być może ja czułem ciężar tego wszystkiego. „Tu, w Barcelonie, nie afiszujemy się”. Chyba chciałem pokazać, że nawet ja nie będę. Najgłupsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem! Na boisku byłem jeszcze silny, ale już się nie cieszyłem. Rozważałem nawet porzucenie futbolu. Nie żebym myślał o zerwaniu kontraktu, jestem profesjonalistą, ale straciłem zamiłowanie. Później nadeszła bożonarodzeniowa przerwa. Wyrwaliśmy się do Åre1, wypożyczyłem skuter śnieżny. Gdy tylko życie się zatrzymuje, ja mam ochotę działać. Zawsze jeżdżę jak wariat. Pędziłem 325 kilometrów na godzinę moim porsche turbo, uciekając gliniarzom. Robiłem tak szalone rzeczy, że nawet nie chcę o nich myśleć. A w tamtych wolnych dniach, tam w górach, na skuterze, złapałem odmrożenia i świetnie się bawiłem. Wreszcie trochę adrenaliny! Wreszcie stary Zlatan! I nawet pomyślałem: dlaczego nadal muszę w tym tkwić? Pieniędzy mi nie brakuje. Nie muszę tak się męczyć przez tego imbecyla – trenera. Mogę się za to dobrze bawić i zajmować moją rodziną. To był piękny czas, ale nie trwał długo. Kiedy wróciliśmy do Hiszpanii, nastąpiła katastrofa. Może nie od razu, zbliżała się krok po kroku, ale już wisiała w powietrzu… Była absurdalna burza śnieżna. Tak jakby Hiszpanie nigdy przedtem nie widzieli śniegu. Obok nas, na wzgórzu, samochody stały dosłownie wszędzie, a Mino, ten tłusty idiota – ten cudowny tłusty idiota, muszę dodać, żeby przypadkiem nie zrozumiano źle, co myślę o moim agencie – umierał z zimna w swoich letnich butach i cienkiej kurtce i przekonał mnie, bym wziął audi. Istniało ryzyko, że coś się spieprzy. No i na zjeździe straciliśmy kontrolę, uderzyliśmy w betonowy mur i kompletnie zniszczyliśmy prawą oś samochodu. Wielu piłkarzy z zespołu miało wypadki w taką pogodę, ale żaden nie był tak spektakularny jak mój. Wygrałem także w tej konkurencji, było mnóstwo śmiechu. Istotnie, czasami byłem nawet sobą, nie byłem już tak bardzo przybity. Jednak później zaczął gadać Messi. Lionel Messi jest silny. Niesamowity piłkarz. Nie znam go zbyt dobrze, jesteśmy kompletnie różni. Przyszedł do Barcelony w wieku 13 lat. Dorastał w tej kulturze i nie ma żadnego problemu z całym tym gównianym kolegium. W drużynie gra kręci się wokół niego w zupełnie naturalny sposób. On jest wielki, ale teraz przyszedłem ja i strzelam więcej od niego. Poszedł więc do Guardioli i powiedział: „Nie chcę dłużej grać na prawym skrzydle. Chcę grać na środku”. Na środku grałem już ja, ale Guardiola miał to gdzieś i zmienił system. Z 4–3–3 przeszedł na 4–5–1 ze mną jako wysuniętym napastnikiem i Messim ustawionym zaraz za mną. Wszystkie piłki posyłano do Messiego, a ja nie mogłem już grać swojego. Na boisku muszę być wolny jak ptak. Należę do tych, którzy chcą robić różnicę na wszystkich poziomach, ale Guardiola zdecydował się mnie poświęcić. Taka jest prawda. Zamknął mnie tam na górze. Okej, mogę nawet zrozumieć jego sytuację. Messi to gwiazda, złoty chłopiec, Guardiola był zobligowany do słuchania go. Ale bez przesady! Strzelałem gola za golem, grałem fantastycznie. On nie może dostosowywać całej drużyny do tylko jednego zawodnika. Chciałem powiedzieć: po kiego diabła mnie sprowadzaliście, co? Nikt nie płaci takich pieniędzy, żeby zahamować mój rozwój jako piłkarza. Guardiola powinien myśleć o nas obu, więc oczywiste, że w tej sytuacji atmosfera stała się nerwowa. Byłem największą inwestycją, jakiej kiedykolwiek dokonano w tym klubie, a nie czułem się swobodnie w nowym schemacie. Jednak ktoś, za kogo zapłacono tyle pieniędzy, nie powinien znosić niewygód. Txiki Beguiristain, dyrektor sportowy, nalegał, żebym porozmawiał z trenerem: „Wyjaśnij z nim tę sprawę!”. Nie miałem ochoty, bo jestem piłkarzem, który akceptuje sytuację, no ale dobrze, okej, zrobiłem to. Jeden z moich przyjaciół powiedział mi: „Zlatan, to tak, jakby Barça kupiła ferrari i jeździła nim jak cinquecento”. Pomyślałem, że to jest dobra argumentacja. Guardiola przekształcił mnie w piłkarza bardziej „normalnego” i gorszego. Straciła na tym cała drużyna. Poszedłem z nim porozmawiać. Działo się to na boisku, podczas treningu, a ja przysiągłem sobie jedno: nie mogę z nim walczyć. Powiedziałem mu to: – Nie chcę się kłócić. Nie szukam wojny. Chcę jedynie porozmawiać. On przytaknął. Sprawiał jednak wrażenie, jakby trochę się obawiał, dlatego powtórzyłem: – Jeśli myślisz, że będę urządzał sceny, pójdę sobie natychmiast. Chcę tylko pomówić. – W porządku! Lubię rozmawiać z piłkarzami. – Posłuchaj – ciągnąłem dalej – nie wykorzystujecie moich umiejętności. Jeśli chcieliście mieć zawodnika, który tylko finalizuje akcje, powinniście kupić Inzaghiego albo kogoś innego. Ja potrzebuję przestrzeni, muszę być wolny. Nie mogę jedynie biegać w górę i w dół przez cały czas. Ważę 98 kilogramów. Nie mam tego rodzaju budowy ciała. On rozmyślał. Boże, rozmyślał zawsze… – Uważam, że sobie poradzisz. – Nie, teraz będzie lepiej, jeśli posadzisz mnie na ławce. Z całym szacunkiem, rozumiem cię, ale poświęcasz mnie dla innych piłkarzy. To nie jest w porządku. Tak jakbyś kupił ferrari i jeździł nim jak cinquecento. Zastanawiał się jeszcze chwilę. – Okej, może popełniłem błąd. To mój problem. Muszę go rozwiązać. Byłem zadowolony. Powinien załatwić tę sprawę. Spacerowałem trochę lżejszym krokiem, lecz później nasze stosunki zdecydowanie się ochłodziły: jego oczy prawie mnie nie dostrzegały. Nie jestem typem człowieka, który rozmyśla nad czymś takim, w żadnym wypadku. A poza tym moja nowa pozycja na boisku była znakomita. Strzelałem kolejne gole, choć nie tak piękne jak tamte, które zdobywałem we Włoszech. Byłem zbyt osamotniony na środku. Nie byłem już tym samym „Ibrakadabrą”, ale jednak… W marcu graliśmy w Champions League z Arsenalem na Emirates Stadium. Panowała tam gorąca atmosfera. Pierwsze 20 minut drugiej połowy było absolutnie niesamowite, strzeliłem dla nas oba gole i pomyślałem: „Odpierdol się, Guardiola! Gram swoje i już!”. Później jednak zostałem zmieniony i wtedy Arsenal zaczął odrabiać straty, doprowadzając do remisu. Katastrofa… W dodatku doznałem urazu łydki. Normalnie trenerzy przejmują się podobnymi rzeczami. Taki kontuzjowany Zlatan to poważna sprawa dla każdej drużyny. Jednak Guardiola był niewzruszony. Nie wypowiedział nawet jednej sylaby. Nie mogłem grać przez trzy tygodnie i ani razu nie przyszedł, żeby zapytać: „Jak się czujesz, Zlatan? Myślałem, że będziesz mógł zagrać w najbliższym meczu”. Nie mówił nawet dzień dobry. Nie odzywał się. Unikał mojego spojrzenia. Jeśli wchodziłem do jakiegoś pomieszczenia, on z niego wychodził. Zastanawiałem się, o co chodzi. „Może coś mu zrobiłem? Chodzi o włosy? A może dziwnie mówię?” Zaczynała boleć mnie głowa. Nie mogłem spać. Stale o tym wszystkim myślałem. Nie żebym potrzebował miłości Guardioli. Proszę bardzo, niech mnie nienawidzi z całego serca. Nienawiść i odwet mnie pobudzają. Jednak teraz nie mogłem się na niczym skupić i zacząłem o tym rozmawiać z kolegami. Żaden nic nie rozumiał. Zapytałem Thierry’ego Henry’ego, który teraz siedział na ławce. Thierry Henry, najlepszy strzelec w historii reprezentacji Francji. Jest wielki. Cały czas był niesamowity. – Guardiola nawet się ze mną nie wita. Nie patrzy mi w oczy. Co mogło się wydarzyć? – Nie mam pojęcia – odpowiedział. Od tamtej chwili zaczęliśmy żartować: „Hej, Zlatan, dostałeś dziś jakieś spojrzenie?”. „Nieee, ale widziałem jego plecy!” „Gratulacje, jest postęp!” Tego rodzaju wygłupy, które trochę pomagały. Cała ta sprawa zaczęła mnie w końcu naprawdę irytować. Każdego dnia, każdej godziny pytałem siebie: „Ale co ja zrobiłem? Co złego?”. Nie znajdowałem żadnej odpowiedzi. A może ten chłód w jakiejś mierze zawdzięczałem swemu wywodowi odnośnie do mojej pozycji? Innego wyjaśnienia nie było. W takim razie byłoby to jednak absolutnie szalone. Prowadził ze mną psychologiczną wojnę z powodu naszej pogawędki na temat pozycji na boisku?! Szukałem konfrontacji, spotkania i skrzyżowania z nim spojrzenia. Wyślizgiwał się. Wydawało się, że jest przestraszony. Tak, zgoda, powinienem ustalić spotkanie i zapytać go wprost: „Co to za historia?”. Po moim trupie. Miałem już dość czołgania się u jego stóp. To był jego problem, ale nie wiedziałem, czego dotyczy. Do tej pory tego nie wiem, a może jednak tak… Myślę, że ten typ nie znosi silnych osobowości. On woli stać na czele uczniaków, wręcz ucieka od swoich problemów. Nie chce stanąć z nimi twarzą w twarz, a to tylko pogarsza sprawę. 1 Miejscowość w środkowo-zachodniej Szwecji – przyp. tłum.

Podziel się opinią

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1rv91t
d1rv91t
d1rv91t
d1rv91t