Recenzje
26-04-2010 (16:12)

Diabeł w anielskiej skórze

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Diabeł w anielskiej skórze
(Inne)

Choć po mocno traumatycznych doświadczeniach z lekturą Siewcy wiatru i Kłamców powinnam zrazić się do szeroko pojętego angel fantasy na dobre, po najnowszą powieść Anny Kańtoch sięgnęłam niezwłocznie, z ochotą i bez najmniejszych obaw, mimo złowrogiego słowa na a zawartego w tytule. Pomijam fakt, że dwoma tomami opowiadań o Domenicu Jordanie, medyku zafascynowanym magią, autorka ta podbiła moje czytelnicze gusta i ma u mnie w związku z tym ogromny kredyt zaufania. Są bowiem mocniejsze i obiektywne argumenty, pozwalające nie lękać się ewentualnego czytelniczego rozczarowania jej najnowszym dokonaniem. Najprościej mówiąc – książka broni się sama, już na starcie nadrabiając te punkty, które może jej odebrać banalny tytuł.

Porzuciwszy stylizowaną na realia XVIII-wiecznej Francji Okcytanię, w której toczyła się akcja zarówno jej debiutanckiego Miasta w zieleni i błękicie, jak i wspomnianych wyżej dwóch zbiorów opowiadań, autorka wykreowała od podstaw nowe, oryginalne uniwersum. Tym razem mamy do czynienia z dwiema równoległymi rzeczywistościami w jednym świecie. W pierwszej z nich, Arlenie, ludzie (oraz fauny, elfowie, gnomy inne magiczne mniejszości etniczne) otrzymali możliwość korzystania z magii, ale arbitralnie odebrano im technikę. W sąsiedniej Tanagrze postąpiono dokładnie odwrotnie. Aby podział nie zmienił się w czczą teorię, naturalną granicę, rzekę Gette, aniołowie z boskim przyzwoleniem obłożyli zaklęciami, uśmiercającymi śmiałków, którym przyjdzie do głowy próba przedostania się na drugi brzeg.

Nie docenili jednak skrzydlaci ludzkiej przedsiębiorczości. Aimeric Tyren postanowił zbudować NA rzece miasto Getteim, które stałoby się miejscem koniunkcji magii i techniki. Postawieni przed faktem dokonanym, nie chcąc się całkiem ośmieszyć, aniołowie pozwolili jego dziełu istnieć i prosperować, a w zamian za to ich trzynastoosobowa Rada objęła nadzór i władzę nad miastem. Nagle jednak, już po śmierci założyciela, postanowili Getteim zniszczyć, jako ostatnie ostrzeżenie dla jego mieszkańców zsyłając złowrogie, quasi-apokaliptyczne Znaki. Dwóch aniołów, w swej bezmiernej łaskawości, zawiadamia o tym przemiłym planie Merica Tyrena, syna fundatora Getteim, który najmniej z całej populacji mieszkańców miasta nadaje się na heroicznego obrońcę dorobku ojca. Jest neurotycznym, wiecznie nieszczęśliwym młodzieńcem, rozpaczliwie poszukującym sensu życia w kolejnych nieudanych próbach samobójczych, a dodatkowo – świeżym bankrutem. Aby ocalić Getteim, musi przede wszystkim wziąć się w garść, co może się okazać
zadaniem przekraczającym jego możliwości, a następnie, z pewnych powodów, odnaleźć anioła o imieniu Joel. Realnie oceniając własne szanse na sprostanie wyzwaniu, udaje się po pomoc do prywatnego detektywa Nataniela Andresa, którego anielskie imię może od biedy stanowić dobry omen i jego uroczej asystentki Aelis, kobiety uwięzionej w ciele nastolatki.

Autorka i tym razem serwuje kryminał, ale jest to kryminał w konwencji urban fantasy. Jej proza jak zwykle uwodzi zarazem prostotą, zwięzłością i obrazowością języka oraz szczegółowością i konsekwencją w kreacji świata, tak istotną we wszelkich odmianach fantastyki. Meric Tyren jest takim przeciwieństwem Domenica Jordana, że większe wprost trudno sobie wyobrazić – i bardzo dobrze. Świadczy to o wszechstronności autorki, że potrafi stworzyć postać zimną jak sztokfisz (Domenic) oraz płaczliwą mimozę (Meric) i w obu przypadkach pozostać przekonująca. Z kolei detektyw i jego asystentka to postacie – archetypy, stanowiące zarazem nawiązanie do klasycznego wzorca i próbę jego przełamania.

Intryga jest ciekawa i dosyć zawiła, a sposób jej poprowadzenia najlepiej świadczy, jak bardzo Anna Kańtoch rozwinęła się od czasów swego debiutu. Największą wadą Miasta w zieleni i błękicie było bowiem zachwianie proporcji kompozycyjnych – kulminacja nastąpiła niemal natychmiast po wyjątkowo rozbudowanej ekspozycji. Teraz nie ma o tym mowy – struktura intrygi jest precyzyjnie rozplanowana, informacje dawkowane powoli i tak, by nie było łatwo oddzielić ziarno faktów od celowo podrzucanych plew zmyłki, a wszystkie proporcje pomiędzy klasyczną triadą kompozycyjną: wstępem – rozwinięciem i zakończeniem – zostały zachowane. Czy trójce naznaczonych nieszczęściami desperatów w końcu dopisze szczęście i uratują Getteim przed gniewem aniołów? Zachęcam do sięgnięcia po powieść zarówno tych, którzy już znają twórczość Anny Kańtoch, jak i tych, którzy jeszcze się z nią nie zetknęli – jedni i drudzy będą z pewnością zadowoleni, bo nie sposób być niezadowolonym z tak dobrej literatury.

Polub WP Książki
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.