wp
Recenzje
30-04-2010 (11:36)

Czy ludzkość jest skazana na zagładę czy zbawienie?

Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Czy ludzkość jest skazana na zagładę czy zbawienie?
(Inne)

Mosty wszechzieleni to z dawna oczekiwane zakończenie trylogii Yggdrasill. Jej autor wystawił cierpliwość fanów na dużą próbę (poprzednie tomy ukazały się w latach 2003 i 2004), zapowiadana data premiery książki przesuwana była z roku na rok, a jej często eksponowana okładka stała się najbardziej popularną ikoną czytelniczej nadziei. W związku z powszechnie znanymi skutkami działania upływu czasu na ludzką pamięć, na wstępie warto przypomnieć, o co chodziło w pierwszych dwóch częściach cyklu. Tym bardziej, że trzecia nie stanowi samodzielnej całości, a jest bezpośrednią kontynuacją Uśpionego archiwum i Kosmicznych ziaren.

W odległej przyszłości w efekcie tzw. germinacji większość powierzchni naszej planety pokryły gigantyczne Drzewa – samoorganizujące się nanostruktury, czerpiące materię do budowy swoich tkanek ze skorupy ziemskiej. Dostępne informacje wskazują, że za powstanie Drzew odpowiada Helen Bjorg, a diaboliczny plan ich stworzenia miał na celu eksterminację gatunku ludzkiego. Plan ów o tyle się nie powiódł, że niektórzy ludzie przetrwali katastrofalny rozrost Drzew, a różne części struktur tych ostatnich stały się dla nich domem. W pamięci jednych plemion Bjorg funkcjonuje jako wcielenie zła, inne zaś uważają ją za boginię. Nic więc dziwnego, że reaktywacja jej świadomości w sztucznym ciele wywołuje wiele emocji.

wp

Co gorsza, olbrzymie nanostruktury zaczynają wykazywać rosnącą niestabilność. W końcu dochodzi do bombardowania planety przez ogromne zarodniki Drzew. Tego, na ile nowa sytuacja stwarza zagrożenie dla przetrwania ludzi i jak ją opanować, starają się dowiedzieć liczni bohaterowie trylogii. Ich losy przeplatają się, rozdzielają i łączą, w skomplikowany sposób wpływając na siebie nawzajem. Przygody poszczególnych postaci wciągają i motywują do lektury, podobnie jak działo się to w poprzednich tomach cyklu. I dlatego trochę szkoda, że przygody owe kończą się tak nagle i... bezowocnie. Właśnie brak zamknięcia prowadzonych równolegle wątków wydaje się być tym, czego najbardziej zabrakło w Mostach wszechzieleni. Na koniec okazuje się, że niewiele z tych wątków wynika, a cała gromada bohaterów, których losy śledziliśmy z zapartym tchem, schodzi ze sceny razem ze znanym im światem, nie pozostawiając śladu swojego istnienia, puenty swoich losów czy jakiegokolwiek życiowego przesłania.

Dzieje się tak zapewne dlatego, że kwestia „czynnika ludzkiego” musiała ustąpić miejsca rozwinięciu głównej idei autora, jaką okazuje się kolejny etap ewolucji „drzewnych” Megastruktur. Osią problemu, który ta ewolucja rodzi, staje się pytanie, czy jej skutkiem będzie zniszczenie czy ocalenie ludzkości. Bo czym będzie wchłonięcie indywidualnych ludzkich osobowości przez nanostrukturę i ofiarowanie im wszystkich posiadanych przez nią możliwości, z życiem wiecznym na czele? Unicestwieniem czy zbawieniem? A może próba prostej oceny całego procesu jest jednak nieuprawniona? Przecież nie przypisujemy wartościujących moralnie ocen naturalnym skokom ewolucyjnym, zachodzącym na przestrzeni dziejów. A czymże innym, jak nie kontynuacją procesu ewolucji, jest ekspansja tworów wykreowanych przez człowieka, będącego wszak najdoskonalszym tworem ewolucji?

Dla tych intrygujących pytań warto powieść Podrzuckiego przeczytać. Zresztą cały cykl jest rzadką, i dlatego szczególnie cenną, próbą zaszczepienia na krajowym gruncie tzw. „twardej” fantastyki naukowej. W wydaniu autora Mostów wszechzieleni to proza buzująca gejzerami pomysłów, pełna przyszłościowych gadżetów i językowych neologizmów. I tylko czasem się zdarza, że pisarz przeszarżuje z „unaukowionym” językiem albo z uporem będzie dowodził, że w parlamencie zasiadają parlamentariusze, a nie parlamentarzyści.

Polub WP Książki
wp
wp
wp
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.