Trwa ładowanie...
d1poq7a
moda

Coco Chanel znad Wisły

Nadwiślańska „Coco Chanel”, Jadwiga Grabowska, po wojnie ubierała w warszawskim butiku na Marszałkowskiej żonę i kochankę Bieruta. Nie warto żyć złudzeniami – uważała Grabowska. Wiedziała, że Polska Rzeczpospolita Ludowa to kraj absurdów. Zasiadła na tronie Mody Polskiej, gdzie szyto ubrania dla korpusu dyplomatycznego i warszawskich elegantek. Projektowała arcydzieła, w których pokazywały się na wybiegu najpiękniejsze dziewczęta, pierwsze celebrytki. Były wśród nich aktorka Teresa Tuszyńska, dwie Małgosie - Blikle i Krzeszowska, oraz późniejsza projektantka Grażyna Hase. Jej życie przebiegało obok szlaku hulaszczej, rozrywkowej stolicy.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Coco Chanel znad Wisły
( )
d1poq7a

Nadwiślańska „Coco Chanel”, Jadwiga Grabowska, po wojnie ubierała w warszawskim butiku na Marszałkowskiej żonę i kochankę Bieruta. Wiedziała, że Polska Rzeczpospolita Ludowa to kraj absurdów. Zasiadła na tronie Mody Polskiej, gdzie szyto ubrania dla korpusu dyplomatycznego i warszawskich elegantek. Projektowała arcydzieła, w których pokazywały się na wybiegu najpiękniejsze dziewczęta, pierwsze celebrytki. Były wśród nich aktorka Teresa Tuszyńska, dwie Małgosie - Blikle i Krzeszowska, oraz późniejsza projektantka Grażyna Hase.*Jej życie przebiegało obok szlaku hulaszczej, rozrywkowej stolicy.*

Marta Sztokfisz, autorka książki "Caryca polskiej mody, święci i grzesznicy" , pokazuje Warszawę sprzed półwiecza, opisuje przygody jak z westernu, historie, w które trudno uwierzyć.

Małgorzata Jaworska: Skąd wzięło się zainteresowanie Jadwigą Grabowską, nazwaną przez Ciebie "carycą polskiej mody"?

d1poq7a

Marta Sztokfisz: Zobaczyłam panią Jadwigę, kiedy byłam dwunastolatką. Zwróciła mi na nią uwagę starsza siostra, ale dopiero jej modelki zrobiły na mnie wrażenie. Z nosem przy szybie kawiarni Bristol wpatrywałam się w piękne dziewczęta, świetnie ubrane i uczesane. Paryskie w luzie i nonszalancji były jak przybysze z innej planety. Przez tę szybę czułam zapach Zachodu i luksusowych perfum, po których mojej mamie został tylko flakon. Od chwili, gdy je zobaczyłam, przyświecała mi nadzieja, że jak najszybciej dorosnę, by stać się wreszcie taka jak one.

Przed wojną ta bogata córka kamieniczników i fabrykantów jeździła pulmanowskim wagonem. Ambitna panienka studiowała dziennikarstwo, znała francuski, niemiecki, angielski, włoski, rosyjski. W PRL-u podróżowała z ekipą modelek rozklekotanym autokarem. I nigdy, jak prawdziwa dama, nie była spocona, zgrzana ani zmęczona. Jej dziewczęta przyjęły od „Grabolki” tę zasadę jako własną.

Miała otwartą głowę i portfel. Potrafiła dla dobra kolekcji zdobywać względy ministrów, a także dać swoją pensję okradzionej krawcowej. Kochała Warszawę i Paryż, francuski język i kulturę.

Na zdjęciu: Marta Sztokfisz

(img|606900|center)

d1poq7a

Po wojnie na zburzonej ulicy Marszałkowskiej założyła "Feniksa" – butik, gdzie przedwojenne krawcowe Grabowskiej obszywały stołeczne elegantki, zdeklasowaną arystokrację, kobiety władzy - np. żonę i kochankę Bieruta – oraz socjalistyczną dyplomację.

Była kimś wyjątkowym. Przedwojenna dama pełniła misję, na modowej socjalistycznej pustyni zaszczepiła szyk i elegancję, uczyła kobiety manier, stylu bycia i życia. "Elegancja jest krok za modą" - uważała.

A prywatnie, jakim człowiekiem była Pierwsza Dama polskiej mody?

Mądra babka, znała potrzeby mężczyzn. Jej modelkami były najpiękniejsze warszawianki: Małgorzata Wróblewska-Blikle, Ela Grabacz-Kopniak, Małgorzata Krzeszowska, aktorka Teresa Tuszyńska, Marta Przybora, Basia Minkiewicz… Jednej ze swoich modelek Grabowska radziła: "Bądź piękna i milcz. Naucz się smacznie i zdrowo gotować". Grabowska robiła też castingi. Przychodziły tłumy, bo Moda Polska to był prestiż, pieniądze, wyjazdy, kontakty. Jedna z dziewcząt nieprzyjętych do Mody o mało nie rzuciła się ze schodów. Sama bezdzietna, nasza "Caryca" opiekowała się dziewczętami, na przykład piękną Teresą Tuszyńską, gwiazdą kina i alkoholiczką. Ktoś inny, tak jak ona lekceważący obowiązki, zostałby wyrzucony. Jej Grabowska wybaczała. Chciała, by Teresa wyszła z nałogu, wykorzystała urodę i talent.

d1poq7a

Na zdjęciu: Dyrektor Mody Polskiej, Jadwiga Grabowska, podczas pracy

(img|606897|center)

Czy tylko Grabowska była dla Ciebie tym impulsem? A kim byli ci "święci" i "grzesznicy" z tytułu Twojej książki?

Uwiódł mnie świat kolorowych mężczyzn Warszawy, takich jak z westernu, tworzony przez Piwowskiego, Hłaskę, Maklakiewicza, Hoffmana, Adama Pawlikowskiego, ale też Dunina, "Ślepego", Cukrowskiego, "Makowera", "Konia"… W dekadzie popaździernikowej odwilży przemieszczali się gromadnie "Szlakiem hańby" - modnych lokali. Nie dało się przejść obok nich obojętnie. Gdyby pojawił się w Warszawie Mesjasz, ludzie ze Szlaku by o tym wiedzieli, bo plotki krążyły z ust do ust. Przy najważniejszych warszawskich stolikach powstawały opinie, zapadały werdykty, tam tworzono świat nowych wartości, standardów i marzeń.

d1poq7a

Z Twojej książki wyłania się świat zupełnie inny niż wydawałoby się, że był. Ci, którzy go pamiętają, wspominają szare, smutne ulice. Smutnych ludzi, którzy - być może - chcieli wyglądać inaczej, ale nie mieli możliwości, albo nie wiedzieli, jak to zrobić. W Twojej książce poznajemy świat nieznany i niedostępny przeciętnemu Polakowi.

Ci tytułowi grzesznicy poczuli namiastkę wolności, za którą tęsknili latami. Chcieli się bawić, tworzyć, wyściubić nos zza żelaznej kurtyny, zobaczyć inny świat. Pragnęli korzystać z życia. Niektórzy do utraty tchu. Dopiero po październikowej odwilży można było legalnie słuchać jazzu, tańczyć twista, czytać zachodnią prasę, spotykać się z napływającymi z Zachodu artystami. Rosław Szaybo, wybitny grafik, uważa tamtą dekadę za ożywczy czas dla naszej sztuki. Na szarej ulicy pojawiły się rajskie ptaki - genialne polskie plakaty. A modelki Grabowskiej były jak przybysze z innej planety, w niczym nieprzypominającej mojej podstawówki przy ulicy Smolnej, gdzie zamiast pięknych sweterków i rozkloszowanych spódnic nosiło się granatowy fartuch z białym kołnierzykiem, a na plecach taszczyło ohydny tornister.

Po latach siostra zabrała mnie do salonu przy ulicy Konopnickiej róg Frascati. W podziemiach była kawiarnia "Ewa" i tam odbywały się małe pokazy kolekcji Mody Polskiej. Już wiedziałam, dlaczego warto zapamiętać siedzącą z boku dyrektor artystyczną przedsiębiorstwa: jej znakiem firmowym była elegancja. Podobne sukienki, płaszcze, spodnie z żakiecikami oglądałam w biblii polskiej inteligencji, "Ty i Ja", zdarzały się i w "Przekroju". A bardziej awangardowe w "Seventeen", brytyjskim magazynie z modą młodzieżową.

Na zdjęciu:Jadwiga Grabowska podcza pracy

d1poq7a

(img|606899|center)

Po pracy czas na zabawę*. Tak, jak teraz, wtedy również świat mody mieszał się ze światem sztuki, muzyki. Czy ta mieszanka mogła być piorunująca?*

Wszyscy z tego świata, których opisuję, dobrze się znali. Było kilka modnych miejsc, takich jak np. Klub Aktora, Literatów, Bristol, Europejski, "Ściek", Hybrydy, Stodoła – dwa ciekawe kluby studenckie, gdzie wpadał premier Józef Cyrankiewicz. Jego pasierbica, Magda Ignar, została projektantką Grabowskiej. Klub "Manekin" żył krótko, lecz burzliwie, tam bawili się artyści i zachodnia dyplomacja, a Jerzy Hoffman został kiedyś aresztowany za użycie straszaka. Zimą jechało się do Zakopanego, latem do Sopotu, a w maju wszyscy z towarzystwa rozpoczynali sezon pływacki i miłosny na Legii. Seks nie był już takim tabu. Zdarzały się dramaty, ale i mezalianse: znany reżyser ożenił się z prostytutką. Jednak nigdy wcześniej ani później dziewczęta nie były tak kolorowe, pomysłowe i pełne optymizmu jak w tamtych latach.

Dzisiaj moda jest nie tylko rodzajem sztuki, ale i terrorem, bo trzeba jej ulegać. Jak sądzisz, za czasów Grabowskiej było łatwiej niż obecnie?

Teraz wszystko jest ujednolicone, dostępne i osiągalne na każdą kieszeń. Wtedy królową mody była dziewczyna, której matka potrafiła szyć, sama coś dziergała albo miała krawcową. Wymyślało się fasony inspirowane paryską czy brytyjską modą. Za guziki do płaszczyka przenicowanego z kurtki ciotki służyły klipsy, a baletki kupowało się za grosze w szkole baletowej. Modnisiów ratowały słynne "Ciuchy". Mężczyźni też chcieli dobrze wyglądać, więc wyrzucili czapki, zapuszczali włosy, płaszcze skrócili do kolana, spodnie przefarbowali na czarno, a skarpety na czerwono. I wszyscy ciekawi ludzie się jednoczyli, nie robiąc podziałów, nie tworząc barier. Reżyserzy, dziennikarze, aktorzy, literaci, lekarze, artyści, studenci prawa, ASP, prywaciarze i cinkciarze, no i modelki Grabowskiej wesoło się bawili, a wspomnienie tamtych uciech rozjaśnia im dzisiaj twarze.

Obyczajowo, towarzysko w dekadzie popaździernikowej było ciekawiej, bardziej inspirująco, inaczej niż dzisiaj, dlatego warto poznać świat, który opisałam.

Rozmawiała Małgorzata Jaworska

d1poq7a

Podziel się opinią

Share

d1poq7a

d1poq7a