Trwa ładowanie...

Były kochanek księdza z zimną krwią zabił cztery osoby. "Mariusz: maszyna do zabijania"

Ta historia jest niezwykła. Gdyby ktoś opowiedział ją w filmie czy książce, podniósłby się krzyk, że autor nie ma pojęcia o psychologii postaci i tworzy twisty, które nie mogłyby wydarzyć się w prawdziwym życiu. A tu proszę – jaka niespodzianka. Życie niczego nie zmyśla.
Share
Mariusz B. pierwszych zbrodni dokonał w ogródku działkowym
Mariusz B. pierwszych zbrodni dokonał w ogródku działkowym
d3mg7hr

Monika Całkiewicz, była prokurator oraz Robert Ziębiński, autor kryminałów i książek sensacyjnych, odkrywają kulisy zbrodni - tych, którymi żyła cała Polska oraz tych, o których nic nie wiemy.

Monika Całkiewicz jako prokurator przez lata badała motywy sprawców zabójstw i analizowała sposoby ich działania. W rozmowie z Robertem Ziębińskim odsłania kulisy spraw kryminalnych, które wstrząsnęły Polską XXI wieku. Spraw, o których słyszał każdy, ale i tych nieujawnianych przez lata. Krok po kroku analizuje przebieg zbrodni, pokazuje metody pracy organów ścigania i wyłapuje momenty, kiedy śledztwo mogło przybrać zupełnie inny obrót…

d3mg7hr

Jak zmieniły się metody pracy policji i prokuratury na przestrzeni lat? Ile dzieli stalkera od wyrafinowanego mordercy? Jak duży wpływ na przebieg śledztwa mają media? I czy zabójca naprawdę jest w stanie zatuszować wszystkie ślady?

Kroniki zbrodni to nie tylko mrożące krew w żyłach historie kryminalne, ale również dowód na to, że zło drzemiące w człowieku jest bliżej, niż nam się wydaje.

Prezentujemy fragment książki "Kroniki zbrodni. Tajemnicze zaginięcia, seryjni mordercy, sprawy, które wstrząsnęły Polską XXI wieku."

Mariusz: Maszyna do zabijania

Ta historia jest niezwykła. Gdyby ktoś opowiedział ją w filmie czy książce, podniósłby się krzyk, że autor nie ma pojęcia o psychologii postaci i tworzy twisty, które nie mogłyby wydarzyć się w prawdziwym życiu. A tu proszę – jaka niespodzianka. Życie niczego nie zmyśla.

d3mg7hr

Mariusz B. z zimną krwią zabił cztery osoby. Zanim jednak do tego doszło, był nastoletnim kochankiem księdza, wychowankiem swingującej pary, aż w końcu spłodził dziecko z żoną swojego partnera seksualnego. Następnie za zgodą tego ostatniego związał się z matką swojej córki. Brzmi jak brazylijska telenowela? Dla mnie trochę tak. Różnica jest jedna, i to zasadnicza. Mariusz B. zaczął zabijać. Najpierw udusił swojego byłego partnera. Potem jego dorosłą córkę. Kiedy matka jego dziecka zaczęła chodzić na kurs tanga, udusił jej partnera tanecznego. Zanim został zatrzymany przez policję, zdążył jeszcze zabić księdza, z którym miał kontakty seksualne, gdy był nastolatkiem. To wszystko wydarzyło się w Polsce, niemal w centrum Warszawy.

(…)

Sprawa Mariusza B. jest układanką tak wielu pozornie niepasujących do siebie elementów, że gdyby opisać ją w powieści, nikt by w to nie uwierzył. Ale zacznijmy od początku.

Zaczęłabym tę niezwykłą opowieść od końca lat osiemdziesiątych, kiedy Małgorzata i Zbigniew D. zawarli związek małżeński. Niedługo po ślubie urodziła im się córka Aleksandra. Początkowo w tej rodzinie wszystko układało się dobrze, ale po pewnym czasie okazało się, że mąż przejawia skłonności homoseksualne, a co najmniej biseksualne. Najpierw były to jednorazowe spotkania z różnymi mężczyznami, ale z czasem Zbigniew zaczął przyprowadzać swoich partnerów do domu, a nawet zapraszać do "trójkąta" swoją żonę. Paradoksalnie było to małżeństwo niezwykle silnie związane z Kościołem, praktykujące, mające znajomości wśród księży. W ramach spotkań przygotowujących Olę do komunii małżonkowie D. poznali Mariusza B., wówczas szesnastoletniego ministranta. Między Zbigniewem a chłopcem wytworzyła się przyjacielska więź, ważna dla Mariusza, bo miał komu zwierzać się ze swoich problemów związanych z dorastaniem. Małżonkowie D. otoczyli chłopaka opieką, a nawet – znając trudne warunki lokalowe rodziny B. – zaproponowali mu zamieszkanie z nimi. W ciągu kilku miesięcy opiekuńcze relacje przekształciły się jednak w erotyczne, początkowo zarówno z Małgorzatą, jak i Zbigniewem, a potem już tylko…

d3mg7hr

… z Małgorzatą.

Tak. Z tego związku urodziła się Wiktoria, która oficjalnie była dzieckiem Zbigniewa D., ale wszyscy zainteresowani wiedzieli, że to córka Mariusza. Możemy się domyślać, jak bardzo relacje w tej rodzinie były skomplikowane, jak wiele rodziły wewnętrznych starć i problemów, tym bardziej że Zbigniew był wobec żony apodyktyczny. Mariusz uzyskał lokal komunalny (kawalerkę) i namawiał partnerkę, żeby z nim zamieszkała, ale ta odmówiła. Po jakimś czasie wyprowadziła się od męża, jednak zamieszkała z obiema córkami u matki. Ostatecznie udało jej się namówić Zbigniewa na wynajęcie dla niej i dzieci mieszkania, za które zgodził się płacić. W mieszkaniu tym coraz częściej pojawiał się Mariusz. W końcu zamieszkał z Małgorzatą, natomiast – z uwagi na coraz trudniejsze relacje z matką i jej konkubentem – z domu wyprowadziła się Aleksandra. Jest w tej historii jeszcze jedna ważna okoliczność: Mariusz zaczął opiekować się swoim młodszym o kilka lat kuzynem, Krzysztofem, który nawet przez jakiś czas mieszkał z nim i Małgorzatą.

Dodałbym, że Zbigniew D. w tym czasie wiąże się z mężczyzną i wspólnie wychowują starszą córkę, Aleksandrę. Dziewczyna nie widzi w tym układzie absolutnie żadnego problemu i lubi partnera ojca.

Ola akceptowała seksualność ojca. Chyba pozostawała pod jego silnym wpływem, skoro nie układało jej się z matką.

d3mg7hr

I tu pojawia się problem.

Problem chyba pojawił się, kiedy Mariusz postanowił zapewnić Małgorzacie i Wiktorii stabilną finansowo przyszłość. Szansą na to był Zbigniew. W 2006 roku, 5 kwietnia, po godzinie drugiej w nocy Zbigniew dostał esemes od Małgorzaty z prośbą o pilne spotkanie, podczas którego małżonkowie mieli omówić ważne kwestie dotyczące łączących ich relacji. Mężczyzna przyjął to zaproszenie. Miał przyjść o jedenastej do mieszkania, które wynajmował dla żony. I tam wpadł w pułapkę: kiedy podjechał pod blok, zauważył samochód, w którym siedzieli Mariusz i jego kuzyn Krzysztof. Mężczyźni oznajmili, że Małgorzata została zatrzymana i trzeba pilnie jechać do niej na komisariat policji. Zbigniew, zaniepokojony o los żony, realizował posłusznie polecenia, które wydawali, a ostatecznie, już pod wpływem groźby, zgodził się pojechać do własnego domu, gdzie został zakneblowany i związany przez Mariusza i Krzysztofa. Grożąc Zbigniewowi, nie tylko słownie, ale też przy użyciu noża i broni palnej, próbowali wymusić na nim trzy rzeczy: zgodę na rozwód z Małgorzatą, zrzeczenie się praw rodzicielskich wobec Wiktorii i podpisanie polisy na życie, opiewającej na dużą kwotę, bo aż dwa miliony złotych, której beneficjentką miała być Małgorzata. Oczywiście początkowo Zbigniew nie chciał się na to zgodzić, ale mężczyźni znęcali się nad nim i ostatecznie spełnił ich żądanie. Zadzwonił do agenta ubezpieczeniowego, który przyjechał do jego mieszkania jeszcze tego samego dnia. Niestety, okazało się, że do skutecznego zawarcia takiej umowy potrzebny jest audyt finansowy i badania lekarskie Zbigniewa. Mężczyzna odzyskał wolność.

Twierdzi, że zabił 500 kobiet. Historia seryjnego mordercy

(…)

Mariusz kilka dni po tych zdarzeniach zaprasza na obiad Zbigniewa, twierdząc, że czas zakopać topór wojenny między nimi, między małżonkami D. i Aleksandrą. Zastanawiam się, dlaczego dojrzały, doświadczony mężczyzna, któremu wszyscy znajomi odradzali to spotkanie, nie poczuł się zaniepokojony tą propozycją.

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Wydaje mi się, że Zbigniew mimo wszystko ufał Mariuszowi i nie brał pod uwagę, że może go spotkać poważna krzywda z jego strony. Ale to spotkanie od początku było dziwne i niepokojące. Zaproszeni mieli zobaczyć się w mieszkaniu Małgorzaty, ale kiedy Zbigniew z Aleksandrą tam się zjawili, zastali tylko Mariusza i Krzysztofa, którzy zmusili ich do wyjazdu na działkę w okolice Pułtuska. Tam, w domku letniskowym, w jednym pokoju Mariusz rozmawiał ze Zbigniewem, a w drugim czekała Aleksandra. Krzysztof niemal przez cały czas przebywał poza domkiem. Dziewczyna początkowo nie była zaniepokojona tym, co się dzieje. Wynikało to z telefonicznej rozmowy, którą przeprowadziła w tym czasie ze swoim chłopakiem. Dyskusja mężczyzn przeciągała się. Około drugiej w nocy Aleksandra poprosiła Mariusza o odwiezienie do Warszawy, do jej chłopaka. Powodem wyjazdu miało być złe samopoczucie. Mariusz przystał na tę propozycję, ale chciał, żeby wrócili razem na działkę koło południa. I dziewczyna się zgodziła, co jest dziwne, bo ona – jak wynika z zeznań jej chłopaka – chociaż we wcześniejszej rozmowie telefonicznej mówiła mu, że nie dzieje się nic złego, po przyjeździe z działki była naprawdę przestraszona. Z pewnością nie chciała tam wracać, bo zadzwoniła do Mariusza i zapytała go, czy jej powrót na działkę jest konieczny. Myślę, że bała się o życie ojca, nie chciała go zostawiać samego z Mariuszem i Krzysztofem. Ta obawa o los ojca przeważyła nad strachem o własne bezpieczeństwo.

d3mg7hr

Około trzynastej Mariusz i Aleksandra wracają do Pułtuska, ale dziewczyna nie wchodzi do domku letniskowego…

Tak, czekała w samochodzie z Krzysztofem, a Mariusz kontynuował rozmowy ze Zbigniewem. Ich finał był tragiczny, bo Mariusz udusił swojego byłego kochanka. Następnie przyszedł do samochodu i poprosił Aleksandrę, by porozmawiała z ojcem. Dziewczyna spełniła prośbę, weszła razem z B. do domku i też została przez niego uduszona. Mariusz wrócił do samochodu, po czym rozkazał Krzysztofowi odjechać i wrócić za dwie godziny. W czasie nieobecności kuzyna ukrył zwłoki. Do dziś nie wiemy gdzie. Ponadto pozbył się samochodu, którym na działkę przyjechał Zbigniew. Gdy Krzysztof wrócił, dowiedział się, że dziewczyna z ojcem pojechali do Warszawy. Mariusz zakazał mu mówić komukolwiek o tym, że w ogóle byli na działce. Kilka dni później poprosił go też o dokładne wysprzątanie domku, prawdopodobnie po to, żeby pozbyć się śladów zbrodni.

I to byłby koniec tej historii, gdyby nie to, że Mariusz okazał się seryjnym mordercą. Czy możemy go tak nazwać?

Moim zdaniem zdecydowanie tak. Większość definicji kryminologicznych wskazuje, że zabójca seryjny to taki, który zabija co najmniej trzy osoby, przy czym między każdym z zabójstw musi być przerwa. Mariusz ma w sumie na koncie cztery ofiary: dwie w 2006 roku i po jednej w 2007 i 2008 roku.

d3mg7hr

(…)

Motywy, którymi kierował się Mariusz, to jedna z najciekawszych kwestii w tej sprawie. W aktach znajduje się opinia znanego seksuologa, który uznał motyw seksualny za bardzo prawdopodobny w przypadku co najmniej trzech zabójstw. Według biegłego motyw ten związany był z zazdrością Mariusza o partnerkę. Zbigniew D. zginął, bo wciąż był mężem Małgorzaty i nie chciał się zgodzić na rozwód (ba, nawet przewidywał, że żona jeszcze do niego wróci). Jeżeli chodzi o Henryka, to Mariusz mógł obawiać się, że Małgorzata uzna, iż jej partner taneczny jest bardziej atrakcyjny od niego, zwłaszcza że wspólny taniec, taki jak tango, może wzbudzić namiętność. Czwarte zabójstwo, o którym jeszcze nie mówiliśmy, zdaniem biegłego też było motywowane seksualnie. I to podwójnie: po pierwsze, ksiądz Piotr był partnerem seksualnym Mariusza, a – po drugie – jednocześnie osobą, dla której Małgorzata była atrakcyjna, czyli potencjalnym rywalem. Najsłabszym ogniwem w tym ciągu jest zabójstwo Aleksandry, bo motywu seksualnego trudno się tu doszukać. Biegły uznał, że stanowiła ona za duże zagrożenie dla Mariusza, za dużo mogła powiedzieć o zaginięciu Zbigniewa, dlatego musiała umrzeć. Szczerze mówiąc, mam wątpliwości, czy rzeczywiście Mariusz był zabójcą seksualnym. Bo – skoro akurat jesteśmy przy Henryku – to przecież, zanim Mariusz go udusił, zmusił ofiarę do oddania kart kredytowych oraz podania kodów PIN. Potem skutecznie dokonał kilku wypłat z kont Henryka, korzystając – jak poprzednio – z pomocy Krzysztofa, który miał za zadanie odwiedzać bankomaty i realizować transakcje. Piękny motyw majątkowy…

(…)

"Kroniki zbrodni"
"Kroniki zbrodni"

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3mg7hr

Podziel się opinią

Share
d3mg7hr
d3mg7hr