Trwa ładowanie...
d3krvc7

Bruno Schulz: miał depresję, był masochistą. Ale to tylko część prawdy

Anna Kaszuba-Dębska, malarka, napisała biografię Bruno Schulza. Czego dowiedziała się o tym wybitnym pisarzu? Jego życiorys jest niesamowity.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Bruno Schulz: miał depresję, był masochistą. Ale to tylko część prawdy
Bruno Schulz: miał depresję, był masochistą. Ale to tylko część prawdy (CC BY-SA 3.0)
d3krvc7

Wirtualna Polska: Jak to się stało, że Ty, malarka, napisałaś biografię Brunona Schulza?

Anna Kaszuba-Dębska: Sama nie wiem, ale napisałam. Tak, z wykształcenia jestem malarką. Mam dyplom ukończenia malarstwa na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, dokładnie tej samej uczelni, która wystawiła świadectwo Brunonowi Schulzowi. Na tamtym dokumencie podpisali się artyści, którzy weszli już do kanonu polskiej historii malarstwa i sztuki: Teodor Axentowicz, Wojciech Weiss, Ignacy Pieńkowski, Konstanty Laszczka. Było to jedyne świadectwo uczelni artystycznej, które zdobył, choć z różnym skutkiem próbował rozwijać talent malarski i na Akademii w Wiedniu, i w Warszawie.

Powiem szczerze, że jako malarkę nigdy plastycznie nie fascynowała mnie twórczość graficzna Schulza. Owszem znałam ją, ale miałam inne wzorce w sztuce. Za to od najmłodszych nastoletnich lat zaczytywałam się w jego opowiadaniach ze "Sklepów cynamonowych" i "Sanatorium pod klepsydrą". Temat schulzowskiej prozy wracał do mnie w różnych okresach życia, np. na maturze, ale ostatecznie zatrzymałam się na nim w 2010 roku, kiedy z kolei na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych stanęłam przed wyborem tematu artystycznej pracy doktorskiej.

I wówczas mój promotor, prof. Maciej Buszewicz, przekonał mnie, że to mój temat. Od tamtej pory zaczęła się długa artystyczno-naukowa przygoda z Schulzem, która kończy się wraz z publikacją biografii "Bruno. Epoka genialna". Przyznam też, że jako malarka, podejmując 10-letnią samotną pracę badawczą nad spuścizną, genealogią Schulza i pisząc jego biografię, zetknęłam się z głosami krytyki, bo jak to możliwe, żeby "plastyczka zajmowała się biografią tak wybitnego twórcy". Dlatego dziękuję za to tendencyjne pytanie.

d3krvc7

Czy udało ci się dotrzeć do jakichś nowych materiałów? Czegoś, do czego nikt jeszcze nie dotarł?

Oczywiście, takich znalezisk jest kilkadziesiąt. Nie są one może tak spektakularne, jak np. odkrycie w tym roku przez inną badaczkę opowiadania Schulza opublikowanego pod pseudonimem. Ale myślę, że w sferze genealogii, powiązań rodzinnych z ówczesnym biznesem, polityką udało mi się wiele powiedzieć. Piszę zresztą o tym we wstępie do biografii.

Z moich małych odkryć mogę tu wymienić np.: podjęcie nauki w warszawskiej ASP (wówczas Miejska Szkoła Sztuk Zdobniczych i Malarstwa im. Gersona w Warszawie), chyba jeszcze w żadnych kalendariach schulzowskich ta pozycja nie została zapisana.

Napisałam biografię z pozycji kobiety i z pozycji malarki, przywracając do głosu kobiety z kręgu Schulza. Pełniej niż do tej pory ukazuję postać matki i starszej siostry, z którą Bruno do końca złączył swój los.

d3krvc7

Jakie było dzieciństwo przyszłego pisarza? Jakie były jego relacje z rodzicami i licznym rodzeństwem?

Odpowiem przewrotnie, Brunio (tak nazywano go w domu) był niemal jedynakiem. Wypieszczonym i wychuchanym przez matkę i starszą o niemal 20 lat siostrę. Urodził się jako ostatni z pięciorga rodzeństwa (do tej pory podawano że Schulz był trzecim dzieckiem). Nigdy nie poznał siostry i brata, którzy umarli przed jego narodzinami. Z kolei o 11 lat starszy od Brunia brat Izydor był dla niego raczej wzorem do naśladowania, drogowskazem w życiu niż kolegą dziecięcych zabaw.

Sądzę, że siostra Hania i brat Izydor mieli ogromny wpływ na kształtowanie się najmłodszego brata i jego wyborów w dorosłym życiu. Jego dzieciństwo było cudowne i straszne zarazem. Jako dziecko widział otaczającą go rzeczywistość w sposób baśniowy, ojciec był doskonałym magiem, wynalazcą, demiurgiem. Ale prawda była też taka, że był to czas powolnego, fizycznego i psychicznego oddalania się ojca od rodziny, któremu z jednej strony towarzyszyła długa, ciężka choroba – gruźlica, z drugiej pogarszający się stan psychiczny i szaleństwo.

d3krvc7

Schulz żył na pograniczu kultur. Jaka była tożsamość jego samego i jego rodziny? Czuli się Żydami? Polakami żydowskiego pochodzenia? Czy jeszcze kimś innym?

Rodzice urodzili się jeszcze w Monarchii Austro-Węgierskiej, więc byli obywatelami Austrii, mówili po polsku, niemiecku, pewnie jeszcze rozumieli rosyjski, ukraiński, jidysz i hebrajski. Czy to język przyporządkowuje danego człowieka do jakiejś narodowości? Nie jest to takie oczywiste. W tamtych czasach chyba tak nie myślano.

Ojciec Brunona nie doczekał odzyskania przez Polskę niepodległości, więc przez całe życie był obywatelem Monarchii. Myślę, że można czuć się równocześnie Żydem, Polakiem i Niemcem. Żyli w mieście, o którym mówiło się, że było polskim, ukraińskim i żydowskim z dużą mniejszością niemiecką. Teraz w Polsce takich miejsc nie ma.

W jakim języku mówiło się w domu Schulzów? Czy pisarz znał polski od urodzenia?

d3krvc7

Mówiło się po polsku, ale matka czytała Bruniowi Goethego w oryginale, więc też zapewne mówiło się i po niemiecku. Synów wysłała do polskich szkół, gdzie wykładano przedmioty w języku polskim, ale poziom nauczania niemieckiego był na bardzo wysokim poziomie (w końcu to wciąż były Austro-Węgry).

Uczono tam też rosyjskiego, łaciny i greki. Myślę, że rodzice należeli do pokolenia, które rozumiało jidysz, choć jak wiemy z listu Racheli Auerbach do Schulza, on sam już nie władał tym językiem. W archiwum Ficowskiego znalazłam też informację, że Bruno pobierał lekcje hebrajskiego.

Czy Schulza spotykały nieprzyjemności i problemy z racji narastających w II Rzeczpospolitej nastrojów antysemickich?

Spotykały, ale przyjął bezpieczną dla siebie strategię niezauważania tego zła. Myślę, że zbudowanie sobie takiej tarczy chroniło go przed przykrą rzeczywistością. W listach, które znamy, nie skarżył się na ten temat. W biografii zacytowałam fragmenty wypowiedzi osób mu współczesnych, które jasno mówią o tym problemie.

d3krvc7

Czy Schulz budził w swoich czasach kontrowersje?

Czasem tak. Przez jednych uważany był za geniusza (tu mam na myśli np. Zofię Nałkowską, Deborę Vogel czy Witkacego), przez innych był tolerowany. Bywało, że dalsza rodzina uważała go za dziwaka, którym niewątpliwie był, mówili o nim "bidny Brunio". W szkole pośród grona nauczycielskiego, do którego należał, nie wybijał się, raczej kulturalnie stał z boku.

Zaczęto go inaczej postrzegać, dopiero gdy otrzymał państwową nagrodę literacką. Jak przystało na biografię prawdziwego artysty, raz wydarzył się nawet skandal z jego udziałem. Sędziwy profesor i poseł Maksymilian Thulli nazwał jego prace, wystawione w uzdrowiskowym Truskawcu, obrzydliwą pornografią. Bruno był przerażony, ale skandal przyczynił się tylko do spopularyzowania wystawy i sprzedania prac.

Stereotyp pokazuje Schulza jako zamkniętego w sobie samotnika. Jak bardzo jest nieprawdziwy?

d3krvc7

Schulz zawsze pragnął kontaktu ze światem, czego dowodem są listy, które przez całe życie słał do różnych osób w całej Polsce. Bywało, że kogoś poznał w Warszawie i od razu po powrocie do domu pisał list, tak np. zaczęła się listowna przyjaźń z Romaną Halpern, poznaną dzięki Witkacemu.

Często w dojrzałym życiu zawierał nowe znajomości i przyjaźnie, nie stronił od młodych, odwiedzał znajomych w stolicy, Lwowie, Poznaniu, Krakowie, niemal zawsze wyjeżdżał na letnie wakacje, gdzie poznawał przypadkowych ludzi i czasem nawiązywała się z tego długa wieloletnia przyjaźń.

Zawsze potrzebował lustra tej drugiej osoby, kogoś do kogo mógłby pisać, a w listach wypowiadał się najpełniej. Jeśli postrzegany jest jako zamknięty samotnik, to może ma to związek z jego stanami psychicznymi. Cierpiał na depresję, a wtedy rzeczywiście zamykał się w domu, odwoływał spotkania, nie odpisywał na listy, za co później przepraszał.

Myślę, że w pierwszym kontakcie był nieśmiały i wycofany, co na pewno miało związek z masochizmem. Ale gdy już kogoś sobie oswoił, to był lojalny, przyjacielski, troskliwy i nie stronił od towarzystwa czy imprezy.

Schulz miał szerokie kontakty z najważniejszymi artystami epoki. Jakie było jego życie towarzyskie?

No właśnie, to świadczy o tym, że był otwarty na innych, a ci najważniejsi artyści epoki niezwykle cenili jego intelekt i twórczość. Wypowiadał się znakomicie i oczarowywał słowem. Bywał na salonach literacko-artystycznych.

W Warszawie uczestniczył w spotkaniach pisarzy u Zofii Nałkowskiej, bywał na szalonych imprezach u Witkacego czy Gombrowicza, lubił też się z nimi powłóczyć po nocnych lokalach stolicy. W środowisku artystycznym czuł się bezpiecznie.

Tym, co budzi wielkie emocje, są relacje Schulza z kobietami. Jak wyglądały?

Kobieta była głównym motywem jego twórczości plastycznej. Znanym najważniejszym dziełem życia jest "Xięga bałwochwalcza". Składa się na nią seria grafik wykonanych w rzadkiej technice cliche-verre. Bohaterką jest boska Undula adorowana przez rzeszę oddających jej hołd mężczyzn, często o twarzach Schulza. Kobieta jest idealna, oświetlona boskim światłem, czasem kroczy za nią Bruno, który ogrzewa się w tym blasku.

"W głębi lasu". Harlan Coben o pracy z Polakami

W rzeczywistości otaczał się kobietami inteligentnymi i zdolnymi, z nimi wymieniał listy, rady, prosił o pomoc. Szukał u nich zrozumienia swojej inności. Nie był facetem-amantem. Podobno w młodości zakochiwał się często, ale zawsze bez wzajemności, bo dziewczęta się go bały, więc te niezrealizowane marzenia miłosne rysował.

W dorosłym życiu miał możliwość związać się z kobietą dla niego idealną. Mam tu na myśli dr filozofii, poetkę, pisarkę, krytyczkę sztuki, pedagożkę Deborę Vogel. Niestety nie udało się, ale do końca pozostali w przyjaźni.

Czy rysunki, w których pokazywał dominującą kobiecość, miały odniesienie do jego życiorysu?

Był zdeklarowanym fetyszystą i masochistą, czego dowodem jest opublikowany w prasie za jego życia wywiad, w którym o tym jasno mówił. Nie było to tajemnicą i nie był w tym odosobniony. W Drohobyczu roiło się od plotek na ten temat. Jedni dawali wiarę, inni nie wiedzieli, o co chodzi... W rysunkach rzeczywiście pokazywał dominująca kobiecość i towarzyszącą jej męską słabość. Zawsze jest to relacja pomiędzy tymi siłami. Zdecydowanie ma to odniesienie do jego życiorysu, ale jest to bardzo złożony problem.

Ostatnie znane rysunki Schulza to proste ilustracje do bajek wykonane na ścianach dziecięcego pokoju. Czy jest w nich coś z jego stylu, czy to tylko zlecenie realizowane bez większego zaangażowania?

Ostatnie rzeczy, które tworzył, już w czasie okupacji hitlerowskiej jako "potrzebny Żyd" z opaską z naszywką "glejt", pozwalały mu na przetrwanie kolejnego dnia. W tym czasie malował i rysował niemieckich oficerów, nawet wykonywał ich portrety w drewnie w technice inkrustacji. Te ostatnie malowidła, odnalezione długo po wojnie, nie były tylko zleceniem. Ratowały życie Schulza, jego krewnych i osób, które z nim pracowały.

Może na pierwszy rzut oka to tylko namalowana na ścianie dziecinnego pokoju bajka, ale jest to ostatnia bajka Schulza, gdzie woźnicą wytwornej karety jest ktoś o zdeformowanej twarzy Bruna, a inni bohaterowie: królowa, krasnale, dzieci, staruszka to osoby spotykane na ulicach drohobyckiego getta.

Czy Schulz mógł mieć świadomość wizjonerskiej wartości swojej prozy? Czy mógł przewidywać jej wielką żywotność i popularność, także za granicą?

Na pewno posiadał intuicję albo po prostu miał dobry gust. Cenił w sztuce i literaturze nowoczesność i nowe trendy. Choć, jako twórca oczekiwał feedbacku od czytelnika czy odbiorcy dzieł plastycznych, to miał świadomość, że to, co robi, jest dobre i na poziomie. Tak po latach wspominała bliska mu osoba, jego narzeczona Józefina Szelińska.

Potrafił też bronić się i walczyć o miejsce w literaturze. Złościł się, gdy ktoś próbował naśladować jego twórczość, a tak niestety się zdarzyło. Za drugą swoją książkę otrzymał najważniejszą w Polsce nagrodę - Złoty Wawrzyn Polskiej Literatury, więc uznanie przyszło w porę.

Zabiegał o tłumaczenie książek, pisał też po niemiecku, na pewno pragnął wyjść poza krąg języka polskiego. Za życia nie zdążył. Teraz tłumaczony jest na kilkadziesiąt języków, wciąż inspiruje i jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich twórców za granicą.

Biografia Bruno Schulza autorstwa Anny Kaszuby-Dębskiej, zatytułowana "Bruno. Epoka genialna", ukazała się niedawno nakładem wydawnictwa Znak.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d3krvc7

Podziel się opinią

Share
d3krvc7
d3krvc7