Trwa ładowanie...
recenzja
11-04-2017 16:43

Botaniczne i okołobotaniczne plotki

Share
Botaniczne i okołobotaniczne plotkiŹródło: Inne
d1t8t3z

Jeszcze całkiem niedawno można było mieć wrażenie, że literatura popularnonaukowa z jakiegoś powodu przestała się zajmować szeroko pojętą przyrodą. Ci miłośnicy natury, którzy się sami wychowali na fenomenalnym „Głosie przyrody” pod redakcją Kowalewskiej i Kownackiej, na powieściach Londona, Curwooda, Bieniasza, Kucharskiego z nieco uczłowieczonymi zwierzętami w rolach głównych i na zupełnie niefikcyjnych opowieściach Żabińskiego, Trepki, Dröschera, Lorenza, w pewnym momencie mogli skonstatować, że jeśli nie udało im się zachować z dzieciństwa tych ulubionych książek, nie mają czego podsunąć własnym dzieciom czy wnukom, bo wydane w PRL-u starocie stopniowo znikają z bibliotek, a wznowień ani widu, ani słychu.

I nagle po latach pustki wydano kilka książek Adama Wajraka o zwierzętach, za nimi pojawiły się wznowienia przepięknych gawęd Simony Kossak, potem ktoś wpadł na pomysł, by wskrzesić doskonałe dzieło jednego z najstarszych polskich popularyzatorów wiedzy przyrodniczej, Bohdana Dyakowskiego, „Nasz las i jego mieszkańcy”, ktoś inny zadbał o przekład „Sekretnego życia drzew” Petera Wohllebena.

Wspomniany wcześniej miłośnik przyrody nie mógł też przeoczyć zapowiedzi pozycji, przybliżającej czytelnikom „ukryty świat żywego piękna”, w którym „pod przykrywką zieleni toczy się nieustanna walka o przetrwanie” – czyli „Sekretów roślin” pióra francuskiej dziennikarki Anne-France Dautheville.

d1t8t3z

Ponieważ, jak wielu innych czytelników, zaopatruje się w książki, praktycznie nie zaglądając do księgarń stacjonarnych, nie miał okazji przed faktem zajrzeć do środka, by się zorientować, czy to rzeczywiście lektura, za jaką tęskni. Nie wpadł również na pomysł, by sprawdzić francuski tytuł, w którym określenie „miscellanées” (to samo, co łacińskie, dość dobrze w naszym języku zakorzenione „miscellanea”, czyli w wolnym przekładzie „rozmaitości”) podsuwa sugestię, że mamy do czynienia raczej ze zbiorem luźno powiązanych informacji, niż z uporządkowanym wykładem na określony temat. Po fakcie, zacząwszy od przedmowy (autorstwa farmakologa, biologa i ekologa Jean-Marie Pelta, zmarłego przed wydaniem francuskiego oryginału), upewnił się jednak w przekonaniu, że „znajdzie tu zdumiewające informacje o roślinach, kierując się jedynie nastrojem i wyobraźnią. I ostatecznie prędzej czy później o drzewach, kwiatach i związanych z nimi legendach dowie się prawie wszystkiego”. Trochę się co prawda zdziwił, że to „prawie
wszystko” mogło się zmieścić się na niecałych 130 stroniczkach małego formatu, ale z drugiej strony, jeśli czcionka byłaby dostatecznie mała…

Czcionka okazała się spora, marginesy szerokie, co nieco miejsca zajmują też ilustracje (pełniące raczej rolę ozdobną, niż informacyjną), więc już wizualnie dało się zorientować, że jakiegoś ogromu wiedzy raczej się tu nie znajdzie. To prawda: ciekawostek botanicznych jest sporo, a część istotnie takich, na jakie przeciętny czytelnik mógł był nigdzie wcześniej nie natrafić. Bo, na przykład, kto wiedział, że buraki doskonale oczyszczają ziemię skażoną nitrogliceryną, gorczyca wyciąga z ziemi toksyczne metale, a słonecznik „wypija” z wody radioaktywny stront? Albo że lotos w chłodne noce sam sobie zapewnia temperaturę, jaką lubi, produkując ciepło ze zgromadzonych wcześniej substancji odżywczych? Że pewien gatunek dzbanecznika (Nepenthes lowii), niezbędne mu białko pozyskuje z … ptasich kupek?

Są i takie, które „sekretami roślin” nazwać trudno, na przykład ironiczna informacja, że „naukowcy w Kanadzie głowili się, jak zmniejszyć poziom herbicydów w uprawach ziemniaków. Doszli do bardzo wyrafinowanej konkluzji – zamiast rozsiewać środek na całej powierzchni pola, trzeba się ograniczyć jedynie do rzędów ziemniaków! Każda gospodyni domowa, która myjąc szyby zwraca uwagę, by nie polewać płynem futryny, mogłaby im podszepnąć ten pomysł”. Ale wziąwszy pod uwagę „rozmaitościowy” charakter zebranych tu ciekawostek, można tego rodzaju odstępstwa spokojnie zaakceptować.

Kwestią gustu jest, czy czytelnikowi spodoba się uatrakcyjnianie co któregoś fragmentu jednym-dwoma wyrazami napisanymi czcionką a to większą, a to o nieco innym kroju, graficznym „szlaczkiem” lub nietypowym układem wersów. Podobnie jak to, czy przypadnie mu do gustu dowcip autorki („Gdy kobieta słyszy dwóch mężczyzn rozprawiających o kosmatych okrągłościach, wpadających w ekstazę z powodu kształtów wypukłych i lśniących, nie powinna od razu dawać się ponieść świętemu oburzeniu. Oni jedynie porównują różne odmiany kasztanów jadalnych”), serwowany dość obficie, jakby w obawie, że wiedzy podanej na poważnie nikt nie będzie chciał przyswajać.

d1t8t3z

Trochę natomiast przeszkadza, że układ tekstu jest całkowicie przypadkowy, ot, tak, jakby ktoś powycinał stosowne kawałki z paru numerów „Focusa” i powlepiał je do albumu, dopasowując wycinki raczej formatem, niż tematyką.

A bardzo – że autorka w części przypadków nie zadaje sobie trudu, by zaznaczyć, że dany fragment jest tylko legendą lub niesprawdzoną pogłoską. Jeśli brzmi on tak: „Budda medytował, ale czasem ogarniała go senność. Żeby mieć ciągle otwarte oczy, po prostu obciął sobie powieki. W miejscu, gdzie opadły, wyrosły pierwsze krzewy herbaciane” – czytelnik sam się zorientuje. Ale gdy pani Dautheville z całą powagą opowiada o bandycie, który „suszył liście i kwiaty bielunia i robił z nich papierosy. Zatrzymywał dyliżans i dmuchał dymem prosto na swoje ofiary. Bieluń jest nafaszerowany alkaloidami (…), które są substancjami wystarczająco silnymi, by uśpić, sparaliżować i oślepić nawet najbardziej odpornych”, gdy w jednym krótkim fragmencie podaje dwie sprzeczne ze sobą informacje: „{orlik} w starożytnym Rzymie był wprost uwielbiany przez prostytutki, które rozgryzały jego nasiona, po czym ich temperament stawał się wulkaniczny” i „jest prawdziwą trucizną (zawiera kwas pruski) i radzimy unikać stosowania go na
przebudzenie z rana, gdy zaspaliśmy”, albo gdy radzi, by w braku świeżego imbiru doprawiać potrawy kopytnikiem – trzeba już mieć trochę wiedzy przyrodniczej, by odróżnić plewy od ziarna [jeśli chodzi o pierwszy z powyższych cytatów, w rzeczywistości papierosów zawierających suszony bieluń, w połączeniu z kilkoma innymi ziołami, używano jeszcze w połowie XX wieku w leczeniu astmy, zanim wynaleziono skuteczniejsze medykamenty. Oczywiście, można by je skręcić i z samego bielunia, zawartość alkaloidów byłaby wówczas kilkakrotnie wyższa. Tyle, że zanimby palacz zdołał wytworzyć taką ilość dymu, by móc, dmuchając nim z odległości choćby i 20 centymetrów, zatruć kilka osób, dawno by sam padł ofiarą trucizny…W drugim – pozostaje zagadką, jaka substancja miałaby powodować ów wzrost temperamentu, bo z pewnością nie kwas pruski, i jakim cudem ten ostatni mógłby szkodzić tylko dzisiejszym mieszkańcom Ziemi, pozostawiając bez szwanku starożytne panie lekkich obyczajów. Trzeci cytat pozostaje w sprzeczności z współczesną
wiedzą zielarską, zgodnie z którą kopytnik praktycznie wycofano z użycia, gdyż zawarte w nim substancje mają mocno niekorzystny stosunek skuteczności do bezpieczeństwa; kto skorzysta z powyższej porady, narazi się w najlepszym razie na przykrą niestrawność].

Trudno powiedzieć, kto jest właściwym adresatem tej książki. Sposób potraktowania treści oraz forma sugerują, że raczej ktoś, kto nie czyta za wiele i nie ma czasu lub cierpliwości, by się skupić na tekście dłuższym, obszerniejszym i bardziej uporządkowanym. Na przykład takim, jak publikacja pary polskich botaników, Danieli i Stanisława Tałałajów, „Dziwy świata roślin”, wydana co prawda w niesłusznych czasach, lecz za to dwukrotnie większej objętości (a gdyby przeliczyć na znaki, może i trzykrotnie), niezawierająca ani zbędnych ozdobników, ani wątpliwej jakości żarcików, ani niesprawdzonych informacji. Niestety, szukać jej trzeba w bibliotece lub antykwariacie, ale prawdziwy amator poznania roślinnych tajemnic chyba będzie wolał zadać sobie ten trud, niż czerpać powierzchowną i fragmentaryczną wiedzę z „Sekretów roślin”.

d1t8t3z
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1t8t3z
d1t8t3z