Trwa ładowanie...
oszustka
GAK

Ann O’Delii Diss Debar. Jedna z najbardziej niebezpiecznych kobiet końca XIX wieku

Ann O’Delii zaczynała swoją przestępczą karierę jako drobna oszustka i naciągaczka. Z czasem jednak okazało się, że jest prawdziwym potworem. Bez mrugnięcia okiem zwabiała młode dziewczyny, które potem gwałcił jej mąż. Nieszczęśniczkom wmawiała, że jest on "Chrystusem, który powrócił na ziemię, i jedynym doskonałym mężczyzną na świecie".

Share
Jedną z bohaterek książki "Oszustki" Tori Telfer jest Ann O’Delii Diss Debar
Jedną z bohaterek książki "Oszustki" Tori Telfer jest Ann O’Delii Diss DebarŹródło: Materiały prasowe
d2uypp4

Pojawieniu się na świecie Ann O’Delii Diss Debar nie towarzyszyły fanfary, podobnie jak jej niepostrzeżonemu zniknięciu. Ale w latach, kiedy o niej mówiono, media donosiły o niej nieustannie. Szczerze mówiąc, trudno było o niej nie pamiętać, albo jej nie zauważyć.

"Pozostawiła za sobą ślad smutku…"

Była bardzo niska, bardzo otyła i miała upodobanie do ekstrawaganckich strojów, więc kiedy się pojawiała, czy to jako Vera P. Ava, czy Swami Viva Ananda albo Madame Laura Horos, zawsze w białej todze i złotej peruce, można było poznać, że nadchodzi. Nietrudno też było przewidzieć, co pozostawia za sobą.

Harry Houdini, który bardzo sceptycznie odnosił się do ruchu spirytualistycznego, pisał o Ann, że "pozostawiła za sobą ślad smutku, finansowej ruiny, moralnego zniszczenia tak wyraźny, że trudno było mu dorównać". 

Harry Houdini Domena publiczna
Słynny iluzjonista Harry Houdini nie miał złudzeń co do Ann O’Delii Źródło: Domena publiczna

Zawsze podawała się za kogoś, kim nie była. Mimo że pochodziła z ubogiej, prostej, białej rodziny z Kentucky, utrzymywała, że jest córką króla Ludwika Bawarskiego i sławnej tancerki Loli Montez. Jako osoba dorosła przemierzała Amerykę wzdłuż i wszerz, starając się oszukać i wyprowadzić w pole każdego, kto wpadł jej w ręce.

d2uypp4

Przypisywała sobie arystokratyczne pochodzenie, okłamywała kolejnych mężów, spędziła pewien czas w szpitalu (gdzie próbowała zabić lekarza), została umieszczona w zakładzie psychiatrycznym, naciągnęła kogoś z Filadelfii, zyskała reputację "tęgiej pijaczki" w Kansas City, w Dayton udawała martwą. A to wszystko to był jedynie wierzchołek góry lodowej znanej jako "Diss Debar". Wystarczy powiedzieć, że często musiała uciekać z kolejnych miast, ścigana przez hordy wściekłych mieszkańców, prawników albo kochanków.

Naiwny prawnik

Mimo tych wszystkich wybryków Ann dopiero zbliżając się do czterdziestki, dostała się na łamy gazet. W Nowym Jorku, przedstawiając się jako medium spirytualistyczne, umówiła się na spotkanie ze sławnym prawnikiem Lutherem R. Marshem, który opłakiwał jednocześnie śmierć swojej żony i śmierć swojej kochanki.

Ann stopniowo zdobyła jego zaufanie, przekazując mu wiadomości od obu ukochanych zmarłych, po czym zrobiła na nim jeszcze większe wrażenie, malując "duchowe obrazy". Olejne malowidła, które kupiła od pewnego handlarza dzieł sztuki, pokryła białą kredą, a następnie "malowała" je z pomocą starożytnych duchów, dyskretnie pocierając płótno gąbką nasączoną płynem czyszczącym.

Jej sztuczki działały z ogromną siłą na łatwowierny umysł Marsha i stopniowo udało jej się przekonać go, że duchy naprawdę pragną, aby podarował jej swoją posiadłość. Prawnik posłuchał rozkazu i przekazał Ann akt własności domu, ale miejscowi detektywi nabrali podejrzeń i w kwietniu 1888 r. kobieta została aresztowana pod zarzutem spisku mającego na celu wyłudzenie i skazana na sześć miesięcy pobytu w więzieniu.

d2uypp4

Frank Dutton "Theodore" Jackson

Te sześć miesięcy w żadnym stopniu nie osłabiły upodobania Ann do oszustw. Po wyjściu na wolność pojawiła się w Bostonie w złotej peruce, twierdząc, że jest wędrującą po świecie podróżniczką i nazywa się Eleanor Morgan. Stamtąd pojechała do Chicago, gdzie udawała, że jest zamożną kobietą oddającą się działalności charytatywnej i nazywa się Vera P. Ava. Nieco później została wydalona z Włoch, gdy oskubała tamtejszą kolonię Amerykanów wyznających spirytualizm.

W 1899 r. "zmaterializowała się" w Nowym Orleanie u boku nowego, młodszego od niej męża, który nazywał się Frank Dutton "Theodore" Jackson, i krążyli oboje po mieście, odpowiadając, że zamierzają założyć na Florydzie Zakon Kryształowego Morza i obiecując potencjalnym członkom przyszłego stowarzyszenia, że "pokonają śmierć z pomocą diety złożonej z owoców i orzechów". Jednym z celów zakonu miała być, jak twierdzili Ann i Theodore, pielgrzymka do Indii, gdzie następnie mieli wynaleźć magnetyczną baterię o tak wielkiej mocy, że zmusi ona do ukazania się samego Boga.

Zakon Kryształowego Morza jakoś nigdy nie rozwinął skrzydeł. Za to Ann i Theodore zostali wtrąceni na 30 dni do więzienia za przepowiadanie przyszłości, po czym wygnano ich z miasta. W końcu jednak dotarli do Indii, gdzie Ann zrobiła sobie zdjęcie u boku bengalskiego tygrysa, a potem do Afryki Południowej, gdzie udawała, że jest lekarką i nazywa się Madame Swami Viva Ananda. W końcu na początku 1901 r. osiedli w Londynie.

ZOBACZ TEŻ: Twierdziła, że jest zaginioną księżniczką. Niezwykła historia Franciszki Szankowskiej

Dżentelmen pragnie poznać niezależną finansowo damę

Aż do tego momentu wybryki Ann wydawały się co najwyżej odrobinę niemądre. Złote peruki, dieta owocowo-orzechowa, bateria przyciągająca Boga? Jak zauważył jeden z ówczesnych dziennikarzy, Ann nie sprawiała wrażenia osoby złowrogiej. Prawdę mówiąc, wydawało się jedynie, że "urządza zabawne spektakle", ale w Londynie to wszystko się zmieniło. Ann ruszyła na polowanie.

d2uypp4

Zaczęła umieszczać w gazetach ogłoszenia, które miały zachęcić naiwne dziewczyny z prowincji do przyjazdu do stolicy. W swoich anonsach twierdziła, że "dżentelmen z zagranicy, lat 35, wykształcony, przystojny, niezależny finansowo, pragnie poznać niezależną finansowo damę w celu matrymonialnym".

Prasowy rysunek przedstawiający Ann i jej męża Materiały prasowe
Prasowy rysunek przedstawiający Ann i jej męża Źródło: Materiały prasowe

Jeśli młoda kobieta opowiadała na ogłoszenie, Ann starała się namówić ją na podróż do Londynu. Jej ofiary były wyraźnie przytłoczone wrażeniem, jakie robiło na nich wielkie miasto i sama Ann, która teraz występowała jako Madame Laura Horos albo krótko – Swami.

Ann wyjaśniała każdej z dziewcząt, że "dżentelmen z zagranicy, lat 35", to Theodore, oraz że jest on "Chrystusem, który powrócił na ziemię, i jedynym doskonałym mężczyzną na świecie", a ona sama jest jego matką. Dodawała, że ona i jej syn zamierzają powołać do życia organizację pod nazwą Teokratyczna Liga Jedności i Czystości oraz że z przynależnością do tej organizacji wiążą się liczne korzyści, takie jak małżeństwo z Theodore’em i ogólne "podniesienie ludzkości na wyższy poziom".

d2uypp4

Nawet przysięga była kradziona

I jeszcze jedno: gdyby młoda dama pragnęła powierzyć organizacji cały swój majątek, Swami dopilnuje, aby pieniądze zostały odpowiednio zainwestowane. Jeśli młoda kobieta zdecydowała się przystąpić do Ligi, Ann rozpoczynała indoktrynację obejmującą następującą przysięgę:

"W obecności pana wszechświata i wielkiej Izby Neofitów Zakonu Złotego Świtu, regularnie gromadzącego się pod przewodnictwem Najwyższych Przywódców Drugiego Porządku, niniejszym przyrzekam uroczyście i solennie dochować tajemnicy we wszystkim, co dotyczy tego zakonu".

Ann nie wymyśliła tej przysięgi, ale ukradła ją tajnemu stowarzyszeniu, które nazywało się Hermetyczny Zakon Złotego Świtu.

Następnie przewiązywała dziewczynie oczy i przeprowadzała ją przez serię dziwnych rytuałów, po czym następował najbardziej przerażający moment: w pewnej chwili, traktując to jako rzekomy element ceremonii, Theodore gwałcił dziewczynę, a Ann przyglądała się temu z boku.

Ann O’Delia Diss Debar w swojej charakterystycznej białej szacie Domena publiczna
Ann O’Delia Diss Debar w swojej charakterystycznej białej szacie Źródło: Domena publiczna

"Matka" i "syn" przedstawiali gwałt jako kluczowy składnik procesu indoktrynacji wprowadzającej w tajniki zakonu. Ann twierdziła, że jest niezbędny, aby dziewczęta były otwarte "na wszelkie objawienie prawdy, które zapewni im zbawienie".

d2uypp4

Ofiary czuły się całkowicie bezradne

Theodore molestował młode kobiety także przy innych okazjach, przekonując każdą z nich, że powinna mu na to pozwalać, ponieważ zdecydowanie zamierza ją poślubić. Podawał im przy tej okazji dziwne napoje, pod których wpływem stawały się senne, albo kładł na nie dłonie w sposób, który sprawiał, że czuły się zahipnotyzowane. Dziewczęta były przerażone, zagubione i zupełnie samotne.

Mimo że w domu Ann w tym samym czasie mieszkało wiele dziewcząt poddawanych tym samym "rytuałom", każda z nich była przekonana, że to ona jest "wybranką" Theodore’a i w rezultacie żadna nie zwierzała się pozostałym. Jedna z nich zeznała potem, że wobec tych doświadczeń czuła się "całkowicie bezradna".

Wreszcie ktoś zawiadomił policję. Jesienią 1901 r. Ann i Theodore zostali aresztowani i urządzili w sali sądowej niezłe przedstawienie. W odpowiedzi publiczność często wybuchała śmiechem. Ann wyglądała komicznie; upierała się, że sama będzie swoim adwokatem i kroczyła po sali sądowej w "zabrudzonej, ciągnącej się za nią, białej jedwabnej todze".

Zdjęcie Ann O’Delii Diss Debar wykonane po jej aresztowaniu Domena publiczna
Zdjęcie Ann O’Delii Diss Debar wykonane po jej aresztowaniuŹródło: Domena publiczna

Pomagała "w najbardziej bezduszny sposób". Theodore twierdził, że nie może być gwałcicielem, ponieważ przeszedł operację, która, jak to ujął, "sprawiła, że jest dla mnie czymś niemożliwym życie inne niż w celibacie". Oboje wrzeszczeli: Theodore do widzów przysłuchujących się procesowi, których nazwał "gadami", Ann piskliwym głosem krzyczała na jednego ze świadków: "bestia!".

d2uypp4

Niemniej mimo tych popisów – i towarzyszącego im śmiechu – nie udało im się ukryć mrocznego, budzącego grozę charakteru ich procederu. Kilka ofiar złożyło zeznania, a te szczegóły były tak odrażające, że gazety odmówiły opublikowania wiernej relacji. Napisano jedynie, że dziewczęta "opowiadały ledwo słyszalnym głosem o popełnionych przez oskarżonego aktach nieprawości tak odstręczających, że nie sposób nawet o nich wzmiankować".

Na podstawie zeznań stało się jasne, że Ann była równie winna popełnionych przestępstw jak jej mąż, ponieważ to ona zwabiała ofiary, obserwowała to, co się dzieje, a nawet wydawała dziewczętom rozmaite polecenia, zmuszając je do uległości. Jak podsumowała to jedna z gazet: "Jego żona pomagała mu, jak się wydaje, w najbardziej bezduszny sposób" .

Za popełnione zbrodnie Ann została skazana na siedem lat ciężkich robót, Theodore na 15 lat. Ann została zwolniona warunkowo w 1907 r. za dobre sprawowanie i natychmiast wróciła do Ameryki i do swoich oszustw. W Detroit powołała do życia Kościół pod nazwą Mother Elinor, Queen of the House of Israel, po czym uciekła, zabierając ze sobą około 30 tys. dol. w gotówce i biżuterię należące do jej wiernych wyznawców.

Anna wraca do Ameryki

Wróciła na Wschodnie Wybrzeże i założyła kolejny Kościół Nowe Objawienie, który wszystkie swoje materiały drukował purpurowym tuszem na jasnopurpurowym papierze.

W tych czasach występowała jako A-diva Veed-ya, ale wszyscy rozpoznawali ją jako Ann. Kto inny mógłby oświadczyć, że będzie żyć wiecznie, ponieważ nie jada mięsa? Kto inny mógłby zacząć swoją mowę od słów: "drodzy ukochani, chyba nie muszę się przedstawiać?".

Ostatecznie jej energia jako przywódczyni kultów religijnych wyczerpała się i to niebezpieczne medium zniknęło z pierwszych stron gazet niczym duch, który chyłkiem porzuca salon, w którym odbywa się seans, zostawiając po sobie jedynie przykrywające go prześcieradło.

W 1913 r. gazeta "Washington Post" pisała: "obecne miejsce pobytu Ann O’Delia Jackson, która przypuszczalnie ma około 60 lat, jest nieznane policji. Zapewne wkrótce o niej usłyszymy, gdy pojawi się w kolejnym miejscu na ziemi, czemu towarzyszyć będzie kolejna lista oszukanych naiwniaków".

W pewnym momencie ślad po Ann O’Delii Diss Debar zaginął. Do dziś nie wiadomo co się z nią stało Domena publiczna
W pewnym momencie ślad po Ann O’Delii Diss Debar zaginął. Do dziś nie wiadomo co się z nią stało Źródło: Domena publiczna

Łatwo sobie wyobrazić wiele możliwych zakończeń historii tej najbardziej złowrogiej i najbardziej bezczelnej ze wszystkich spirytualistek. Niewykluczone, że pojechała na inny kontynent i założyła kolejny Kościół. Albo siedziała w więzieniu. Mogło się też zdarzyć, że ciężko pracowała nad magnetyczną baterią, która miała przyciągnąć Boga na ziemię.

A może żyła sobie spokojnie, zajadając owoce i orzechy na kanapie. Tak, to kuszące – naśmiewać się z niej. Jej kariera sprowadzała się do serii idiotycznych bajek, niedorzecznych kostiumów i pseudo religijnej paplaniny. Ale ostatecznie to była tylko zasłona dymna skrywająca prawdziwy mrok – zasłona dymna, którą się posłużyła, aby w końcu zniknąć na dobre.

"Oszustki" Materiały prasowe
"Oszustki"Źródło: Materiały prasowe

Artykuł stanowi fragment książki Tori Telfer pt. "Oszustki". Jej polskie tłumaczenie autorstwa Jarosława Mikosa ukazało się nakładem wydawnictwa Poradnia K.

Tori Telfer to amerykańska pisarka, dziennikarka, redaktorka i copywriterka. Autorka książek "Seryjne zabójczynie. Najsławniejsze morderczynie w dziejach" oraz "Oszustki".

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d2uypp4

Podziel się opinią

Share
d2uypp4
d2uypp4