Trwa ładowanie...
recenzja
12-09-2012 01:04

Amerykański koktajl waniliowy

Share
Amerykański koktajl waniliowyŹródło: Inne
d3h4soj

Jerome Salinger miał kiedyś powiedzieć: „Lepiej nikomu nic nie opowiadajcie. Bo jak opowiecie – zaczniecie tęsknić”. Czy Robert McCammon po napisaniu „Magicznych lat” tak się właśnie poczuł, trudno powiedzieć, ale z pewnością czytając wstęp i podziękowania nie da się nie zauważyć nostalgii, z jaką wymienia każdą inspirację do powstania książki. „Magicznych latach” to zresztą książka-hołd – składany dzieciństwu, kolorowym latom 50., przeczuciu wolności, które towarzyszyło chwili, w której młodzi chłopcy pierwszy raz usłyszeli The Beach Boys…

Jak każda podobna amerykańska historia, opowieść ta zaczyna się, gdy pewnego dnia dwunastoletni Cory Mackenson szykuje się, by przed lekcjami pomóc ojcu w rozwiezieniu mleka mieszkańcom Zephyr. Tu sielankowe i pełne pogodnego smutku historie zmieniają swój bieg – ojciec i syn są świadkami wypadku samochodowego. Nie jest to jednak zwykła kraksa dwóch rozpędzonych aut – pchany jakąś demoniczną siłą samochód zjeżdża z drogi i wpada do głębokiego, ciemnego jeziora. Ojciec skacze w odmęty, by uratować pechowego kierowcę, okazuje się jednak, że wypadek to drobiazg, w porówaniu z tym, co stało się z człowiekiem na przednim siedzeniu. Wiadomość o brutalnym morderstwie szybko obiega całe miasteczko, a Cory odnosi wrażenie, że widział zabójcę…

Widmo zamęczonego człowieka, który zakończył życie na dnie jeziora prześladuje ojca Cory’ego, stając się wkrótce powodem zmartwienia całej rodziny. Jednocześnie, wraz z rozpoczynającymi się wakacjami, dla Cory’ego rozpoczyna się czas zupełnie nowych przygód i doznań: pierwsza wyprawa z przyjaciółmi pod namiot, wygrana bójka, wyróżnienie w konkursie literackim, przedziwnie zdobyty nowy rower, zupełnie odmienna od wszystkiego, co do tej pory słyszał muzyka, o której wielu mówi, że jest narzędziem szatana, bliskość śmierci… McCammon z dużą wprawą łączy nostalgiczną opowieść o niemal mitycznych złotych czasach dzieciństwa z powieścią przygodową, a nawet elementami westernu. Oprócz budzących strach i fascynację jednocześnie scen rodem z horrorów i powieści fantastycznych, nie zabrakło widzianych oczami wrażliwego nastolatka przemian społecznych i kulturowych Stanów Zjednoczonych lat 50. Czytelnik spotka się tu z niesamowitą postacią Damy, Księżycowego Człowieka, wspólnie z Corym odegna Starego Mojżesza z powrotem
do koryta rzeki Tecumseha, będzie świadkiem rozmów z duchami, ale także zetknie się z problemem Ku Klux Klan, wykluczenia społecznego, kłopotów, z jakimi musiał borykać się ojciec bohatera w momencie, gdy w sąsiednim mieście otwarto pierwszy supermarket i nagle rozwoziciel mleka przestał być potrzebny…

d3h4soj

Myślę, że „Magiczne lata” nie jest książką uniwersalną i nie spodoba się każdemu: dla jednych może to być przesłodzony lament nad tak zwanymi „starymi, dobrymi czasami”, w którą ktoś wplótł historię kryminalną. Dla innych być może – tak jak dla mnie – będzie to opowieść, w której zgrabnie połączone zostały słodkie i gorzkie smaki ostatnich dni lata, które są jednocześnie ostatnimi dniami prawdziwej niewinności i dzieciństwa. Jasne, że pełno tu nostalgii, ale na brak emocjonujących wrażeń także nie można narzekać, choć i samo rozwiązanie zagadki może wywołać uśmiech politowania. Trudno też mi powiedzieć, dla kogo właściwie jest ta książka: dla młodzieży? Zdecydowanie dla niej przeznaczony jest wątek tajemniczego morderstwa, ale czy na pewno młodego czytelnika ujmie tęsknota za czasami, które nigdy nie wrócą? O ile nie umiem odpowiedzieć na pytanie dotyczące wieku, o tyle wiem na pewno, że miłośnicy starych horrorów mogą poczuć się mile zaskoczeni. Przyjemna lektura, z odpowiednią dawką mrożących krew w żyłach
historii wprost z szalonych lat 50. Smaczne, lekkie i całkiem orzeźwiające.

d3h4soj
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3h4soj
d3h4soj