Trwa ładowanie...
MD
12-04-2024 10:44

Życie "najciekawszego człowieka na świecie". Został pogrzebany żywcem pod śniegiem

Obudził się i odkrył, że nad nim jest skorupa śniegu, spod której nie da się łatwo wydostać. Cudem przeżył. Trzy godziny czołgał się do bazy, w której przyszło mu samemu amputować sobie palce. To fragment przygód Petera Freuchena, o którym teraz powstała jedyna w swego rodzaju książka.

Peter Freuchen i jego filmowa historiaPeter Freuchen i jego filmowa historiaŹródło: Forum, fot: Scherl / SZ-Photo / Forum
d3sdah6
d3sdah6

Był polarnikiem, odkrywcą, kupcem, pisarzem, antropologiem, dziennikarzem i filmowcem. Zdobył Oscara, wygrał teleturniej, przypominający współczesnych "Milionerów". Przed wami dwumetrowy, rudobrody Duńczyk, który przez 20 lat mieszkał na Grenlandii - Peter Freuchen. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Otwarte publikujemy fragment książki "Najciekawszy człowiek na świecie", w którym przedstawiona jest wyprawa, podczas której Freuchen stracił palce.

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

Audiobooki, od których się nie oderwiecie. Masa superprodukcji

W styczniu 1923 roku Freuchen czuł się już lepiej. Zbliżały się jego trzydzieste siódme urodziny, a przepowiednia jeszcze się nie ziściła. Ekspedycja kartograficzna, choć niezwykle ryzykowna, przebiegała bez zakłóceń. I nagle w jednej chwili wszystko stanęło pod znakiem zapytania.

d3sdah6

Oto jak sprawy zaczęły się komplikować.

Podczas mapowania okolic Basenu Foxe’a, niedaleko Przylądka Melville’a, Freuchen wraz z kilkoma uczestnikami Piątej Wyprawy Thule natrafili na trudno przejezdny odcinek trasy pokryty grubą warstwą śniegu, dlatego musieli porzucić część zaopatrzenia, by ulżyć psom. Po nocy spędzonej w namiocie Freuchen postanowił wrócić po zostawione zapasy, nagła zamieć zmusiła go jednak do schowania się na noc pod odwróconymi sankami. Po przebudzeniu zorientował się, że nie zdoła się wydostać spod śniegowej czapy, która przez noc przykryła jego kryjówkę. Do tego lód skuł zasłaniającą właz torbę z foczej skóry.

Peter uznał, że zamieć zasypała jego ślady, więc nikt go nie znajdzie. A nawet gdyby komuś się to udało, do tego czasu on już by nie żył.

Wkrótce pojawił się kolejny problem. Ustał ból stóp, który dokuczał mu przez całą noc, co oznaczało, że odmrożenie uszkodziło zakończenia nerwowe. Trzeba było jak najszybciej się wydostać i pobudzić krążenie. By się uwolnić, Freuchen przewrócił się na brzuch i podniósł na rękach, jakby robił pompkę, plecami napierając na sanki. Wytężył wszystkie siły, lecz po chwili padł bezwładnie na ziemię. Sanki nawet nie drgnęły. Zaczerpnął powietrza i ponowił próbę. Znowu nic nie wskórał.

d3sdah6

Musiał wymyślić inny sposób. Zaczął kopać w śniegu, po chwili jednak ręka zdrętwiała mu tak, że stała się bezużyteczna. Próbując rozgrzać dłoń, naciągnął na nią rękaw i przycisnął do klatki piersiowej, a wtedy ból zaparł mu dech w piersi. Przeklął siebie w duchu, gdy zorientował się, że jego nóż do śniegu został na zewnątrz wraz z zapasami. Psy, wtulone w siebie pod pobliskim głazem, przed zimnem chroniła gruba sierść i ciepło towarzyszy z zaprzęgu.

Na czas drzemki Freuchen ułożył głowę na zwiniętym futrze niedźwiedzia polarnego. Teraz wpadł na kolejny pomysł. Wystarczyło przez chwilę possać skórę, która nasączona śliną po chwili zamarzłaby tak, że dałoby się za jej pomocą odgarniać śnieg. Kiedy zaczął, poczuł w ustach metaliczny smak niedźwiedziej krwi, ale skrawek szybko zlodowaciał. Kopał w śniegu, póki skóra nie zwiotczała, a wtedy znów brał ją do ust. Coraz cieńsza ścianka stawała się półprzezroczysta niczym mokra gazeta.

d3sdah6

Serce Petera zabiło panicznie. Przed oczami stanęło mu życie, lecz nie to, które przeżył. Zobaczył swoją wymarzoną przyszłość u boku Magdalene. Zastanawiał się, czy ona dowie się, jak umarł. Czy chciał, by jej o tym opowiedziano? A co z dziećmi? Pomyślał: "Cóż za śmierć".

"To myśl o Magdalene dała mi siłę do walki o życie" – wyznał później Peter, wspominając moment, gdy jego broda przymarzła do płozy.

Nie istniał łatwy i bezbolesny sposób oswobodzenia się. Freuchen szarpał głową na wszystkie strony, aż przeszył go ból odrywanej skóry. Kiedy wsunął się do kryjówki, zobaczył, że do płozy przywarła zakrwawiona kępka jego włosów. Do środka napadało śniegu, przez co zrobiło się tam jeszcze ciaśniej. Sytuacja, choć przerażająca, była zarazem absurdalnie śmieszna. Freuchen wspominał później, że miał ochotę "śmiać się z własnej głupoty".

Peter Freuchen Materiały prasowe
Peter FreuchenŹródło: Materiały prasowe

Wymyślił jednak inny sposób, by się uwolnić. Wypuścił z płuc całe powietrze, by jego klatka piersiowa się skurczyła, a on mógł przesunąć się naprzód o kilka centymetrów. Jego żebra znalazły się pod płozą. Kiedy zaczerpnął powietrza najgłębiej, jak się dało, jego rozdęty tułów uniósł sanki o kolejny centymetr. Dzięki temu zyskał odrobinę miejsca i mógł użyć żeber jako dźwigni, by powoli wydostać się z potrzasku.

d3sdah6

W końcu mu się udało. Próbował się podnieść, ale upadł, nie zdawał sobie bowiem nawet sprawy, że jest bardzo osłabiony i stracił czucie w odmrożonej stopie. Na szczęście psy – poza zdrajcą Albertim – zostały w pobliżu, więc doczołgał się do nich, by przygotować sanki do drogi. Był jednak za słaby, by je postawić na płozach, więc odciął uprząż. Mógł tylko chwycić lejce i mieć nadzieję, że psy zaciągną go do obozu.

Kiedy je popędził, nie rozumiały, co się dzieje. Stały w śniegu, dysząc z wywieszonymi, różowymi językami, i czekały, aż ich pan jak zawsze chwyci bat.

(...)

d3sdah6

Był już wyczerpany, gdy w oddali zamajaczył obóz. Jakimś cudem udało mu się do niego dotrzeć, czołgając się przez całą drogę.

W końcu odzyskał czucie w stopie. Mrowienie szybko przeszło w nieznośne kłucie. Kiedy zdjął buty, w zsiniałej opuchliźnie nie było widać palców. Ból najbardziej dokuczał mu tuż nad odmrożeniem, ale gdy Patloq wbił igłę nieco niżej, Peter nic nie poczuł. Wszyscy doszli do wniosku, że należy przetransportować go na Wyspę Duńską, by tam opatrzył nogę i nabrał sił.

Towarzysze dopytywali, jak wydostał się z pułapki (...). Mieszkańcy Miechu zebrali się, by obejrzeć stopę Petera. Pomieszczenie oświetlała jedna lampka na foczy łój, którego oleista woń mieszała się ze słodkawym zapachem wiszącej obok skórzanej uprzęży.

d3sdah6

W tym świetle widać było, że stopa zmieniła kolor z sinego na czarny. Freuchenem zajmowała się Apa, która próbowała odwrócić jego uwagę, opowiadając o wszystkich odmrożonych kończynach, które opatrywała. Niespecjalnie go pocieszyła, wiele z tych przypadków zakończyło się bowiem amputacją. Jeszcze bardziej przerażające były historie o dawnych czasach, kiedy pacjentów zabijano, gdy stawali się zbyt dużym obciążeniem.

"Specjalna kuracja" Apy polegała na zabijaniu lemingów i owijaniu ich ciepłego jeszcze futra wokół gnijącej części stopy, zakrwawioną stroną do dołu. Kiedy krew zasychała, przywierała do odmrożonego miejsca. Gdy zdejmowano opatrunek, wraz z nim odchodziły warstwy jasnej skóry. Apa powtarzała tę procedurę, póki nie usunęła całej rozkładającej się tkanki, która mogła wywołać zakażenie.

Woń, jaką wydzielała rana, była gorsza od bólu. Wypełniła niewielką przestrzeń Miechu jak trujący gaz. Mieszkańcy wycięli otwór w ścianie, by Freuchen mógł wystawić przez niego stopę i oddalić ją od ich nosów. Zimne powietrze złagodziło pulsujący ból, ale wkrótce nadgniła tkanka zaczęła się rozpadać. "Nocą, gdy nie mogłem spać, z niezdrową fascynacją wpatrywałem się w odsłonięte kości palców" – wspominał Freuchen. Gdy zasnął, dręczyły go koszmary. "Czułem, że zbliża się kostucha" – napisał później – "czasem jednak zamienialiśmy się rolami, a wtedy widziałem jej obnażony szkielet".

Freuchen uznał, że najlepiej będzie, jeżeli zrobi to sam. Ze szczypcami w jednej ręce i młotkiem z kulistym noskiem w drugiej przez chwilę zbierał się na odwagę, zanim dołączył do ogromnego grona polarników, w tym Roberta Peary’ego, którzy stracili palce stóp w Arktyce.

Delikatnie chwycił pierwszy z nich szczypcami i uderzył w nie z całej siły młotkiem, słysząc trzask łamanych kostek i czując przeszywający, "nieopisany ból, który poraził nerwy w całym ciele". bowiem posłużyć się narzędziem (...). Zamierzył się po raz drugi jak kowal nad kowadłem. Znów przeszył go ból, tym razem nieco łagodniejszy. Później żartował, że "być może do obcinania palców można się przyzwyczaić", chociaż "człowiek ma ich za mało, by dojść do należytej wprawy".

Po minucie palce Freuchena znalazły się na podłodze, podobne do ułożonych w kopczyk fioletowych śliwek. Po wykonaniu zabiegu Peter zapłakał "z bólu i z żalu nad sobą". Dla kogoś, kto potrzebował sprawnych stóp, by zarabiać na życie, i słynął z siły i wytrzymałości, ta niepowetowana strata mogła zaważyć na dalszym losie. Przetrwał, ale za jaką cenę?

"Najciekawszy człowiek na świecie" Materiały prasowe
"Najciekawszy człowiek na świecie"Źródło: Materiały prasowe
Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d3sdah6
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3sdah6