Trwa ładowanie...
d33lg9t

Zenek Martyniuk: Urodziłem się w sianokosy. Mam słabość do Armaniego

Przebój ”Przez Twe Oczy Zielone” odtworzono w sieci ponad 105 milionów razy! Rozkołysał nawet gości weselnych gwiazdy futbolu Leo Messiego. Cały świat bawi się dziś przy dźwiękach disco polo, a on jest niekwestionowanym królem tej muzyki. Zenon Martyniuk, lider zespołu Akcent wydał właśnie biografię. Przyznaje w niej, że nie zna się na nutach. Nam opowiada o tym, co stoi za jego sukcesem, na co wydaje pieniądze, czy fanki składają mu pikantne propozycje i czy miewa z żoną ciche dni.  
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Zenek Martyniuk: Urodziłem się w sianokosy. Mam słabość do Armaniego
(PAP)
d33lg9t

Przebój ”Przez Twe Oczy Zielone” odtworzono w sieci ponad 105 milionów razy! Rozkołysał nawet gości weselnych gwiazdy futbolu Leo Messiego. Cały świat bawi się dziś przy dźwiękach disco polo, a on jest niekwestionowanym królem tej muzyki. Zenon Martyniuk, lider zespołu Akcent wydał właśnie biografię. Przyznaje w niej, że nie zna się na nutach. Nam opowiada o tym, co stoi za jego sukcesem, na co wydaje pieniądze, czy fanki składają mu pikantne propozycje i czy miewa z żoną ciche dni.

Rachela Berkowska: ”Życie to są chwile” i to chwile bardzo osobiste. Pana biografia zaczyna się mocnym wyznaniem. Czytam o porodzie w domu, przyszedł pan na świat i nie wiadomo było czy przeżyje.

Zenon Martyniuk: Kiedy spotykamy się całą rodziną, zawsze schodzi na wspomnienia. Nie raz słyszałem od wujków, niedawno jeszcze od ojca chrzestnego: ”A pamiętasz, jak dziadek Mikołaj mówił, że Zenek taki malutki i raczej nie przeżyje”? Pamiętam. Urodziłem się w sianokosy. Na wsi to było normalne, jak przychodził okres żniw, wszystkie kobiety szły razem w pole. I mama poszła, a dziadek został ze mną malutkim. Poszedł nabrać wody ze studni, a ja krzyczałem w niebogłosy. ”To chyba jakiś śpiewak będzie”, powiedział wtedy. Miło to sobie w rodzinie wspominamy, dlaczego mam się tym nie podzielić.

d33lg9t

Piękne te opowieści o babci Ninie i jej śpiewaniu, którym pan nasiąkał.

Z babcią śpiewałem Annę German. A potem na wiejskich zabawach, jako młody chłopak lubiłem szczególnie repertuar kobiecy, Anna German, Maryla Rodowicz, Halina Frąckowiak. Te wszystkie: ”Napisz proszę chociaż krótki list…” (śpiewa). Urszula Sipińska, Krystyna Giżowska z jej ”To był zwyczajny szary dzień, za ścianą dzieci głośny płacz…”. Eleni, ”Troszeczkę ziemi, troszeczkę słońca…” Ten damski repertuar miałem w małym palcu, pasował mi. Z babcią podśpiewywałem. Swego czasu brała udział w różnych przeglądach piosenki; radzieckich, białoruskich. W wojsku była radiotelegrafistką. Śpiewała mi po rosyjsku. Znała masę ludowych przyśpiewek i ja dwu, trzy, czterolatek tym nasiąkałem. Ich melodyjnością. I do dziś uważam, że są najfajniejsze. Jak to się mówi ”duszaszczypatielnyje”, czyli łapiące za serce, przenikające duszę.

Zenon Martyniuk z mamą.

(img|743746|center)

d33lg9t

Kto dziś łapie pana za serce? Z kim by pan wystąpił w duecie?

Z Eleni, Krystyną Giżowską. Z Urszulą, z nimi bardzo chciałbym. ”Latawce dmuchawce wiatr…”, jestem przecież na tym wychowany. Lata temu byłem na koncercie Urszuli w Białymstoku. Bawiła się koralami i w pewnym momencie ten sznur jej się zerwał z szyi, korale potoczyły po podłodze. Jeden mam gdzieś do dziś, musiałbym go poszukać u mamy.

Amulet fana. Dziś pan sam ma ich mrowie. Przekraczają czasem granice, przeskakują płot, piszą pikantne listy?

Pisać raczej nie piszą, przecież wiedzą, że jestem w szczęśliwym związku. A przez płot przełażą, zdarza się. Mieszkam na osiedlu zamkniętym, ale sporo pojawia się pod moim domem dzieciaków. Są na wakacjach w okolicy, przyjeżdżają tu rowerami, podpisuję im pocztówki i zdjęcia. Nie wychodzę na zakupy bez paru swoich zdjęć w kieszeni. Nie ma szans, żeby ktoś nie poprosił mnie o autograf. To bardzo miłe, czasem męczące, kiedy na koncercie jest kilka, albo i kilkanaście tysięcy ludzi i potem każdy chce sobie zrobić ze mną zdjęcie. A bywa, że gramy nie jeden, a dwa, albo i trzy koncerty w ciągu jednego dnia. Schodzimy ze sceny i pędzimy dalej. Wtedy podchodzę pod barierki, żeby zrobić z fanami zdjęcie grupowe, są dla mnie ważni, nigdy przed nimi nie uciekam.

d33lg9t

Bywa, że Martyniuk daje nie jeden, a dwa koncerty dziennie. Na każdy przychodzą tłumy.

(img|743644|center)

Gdzie pan ucieka odpocząć? Wybiera wakacje za granicą, czy jakiś azyl w Polsce?

Najlepiej czuję się w Polsce. Mieszkam w Grabówce na obrzeżach Białegostoku. Z żoną kochamy polskie góry, na nartach nie jeździmy, ale zimą lubimy pochodzić na biegówkach. Odpoczywam w domu. Mamy pieska, maltankę Czikę, uwielbiam się z nią bawić. I kosić trawę. Dla mnie to przyjemność, lubię jej zapach, to mi zostało z dzieciństwa. Teraz maszyny zbierają siano w bele, nie ma już zboża związanego w pęczki, ustawionego razem w snopkach. A ja mam ten obraz pod powiekami. Kiedy gdzieś jadąc przez Polskę widzę snopki siana, zatrzymuję się i robię zdjęcie na pamiątkę. Często jeżdżę do mamy, 60 kilometrów od Białegostoku. Odkąd tata zmarł jest sama. Razem z siostrą doglądamy, żeby na podwóreczku trawa była skoszona, wszystko elegancko zamiecione, drewno poukładane na opał na zimę. Trzeba o to zadbać i ja dbam. Kiedy schodzę ze sceny, żyję spokojnie. Wracam po koncercie i śpię dobrze. A po intensywnym weekendzie na scenie naprawdę najlepiej mi w domu. Mijają trzy dni i już jestem gotowy grać dalej. Dużo śpię, nie
piję alkoholu.

Z książki wiem, że tata nie pił, pan też?

Czasem zdarzało się piwo, ale mocne trunki, wódka, tego w życiu nie piłem. Umoczę usta w szampanie, symbolicznie. Przy takiej ilości koncertów jaką gram, trzeba mieć czystą głowę.

d33lg9t

Odpoczynek w Polsce, ale na zakupy jeździ pan za granicę.

Kiedy koncertujemy w Belgii, w Brukseli, gdzie mam wielu przyjaciół, spotykamy się na zakupy. Tak samo w Nowym Jorku. Od lat mam tam już swoje stałe adresy, ulubione sklepy. Nie da się ukryć, że na scenie świetnie się prezentują ubrania markowe. Mam słabość do Armaniego. Ale przecież na scenie trzeba się jakoś prezentować, żeby w kółko nie występować w tym samym. Mam kilkanaście marynarek w różnych kolorach. Na występ w dyskotece, klubie, czy plenerowy w upale. Wtedy wyciągam z szafy kwieciste koszule. Ale lubię też klasyczne, białe. Pasują mi. Libię błękit, turkusik. Kiedy nagrywamy piosenkę, proszę żeby wszystkie barwy były takie słodziutkie, intensywne, soczyste.

Miał pan kiedyś stylistę?

Nie, za to od lat mam jednego fryzjera. W Warszawie na ulicy Wspólnej. To Dima z Nowosybirska. Kiedyś miał swój zakład w Białymstoku, od dobrych kilkunastu strzyże w Warszawie. Po każdym wyjściu od niego robię sobie zdjęcia, z przodu, z proflu, z tyłu - lubię mieć włosy dobrze ułożone. W latach 90. miałem długie. Zachodziłem do Dimy ze zdjęciem George’a Michaela, albo Dietera Bohlena z Modern Talking i chciałem mieć tak samo obcięte. W ’98 roku Dima zaproponował mi totalną przemianę, fryzurę à la Ricky Martin, zastanawiałem się chyba z godzinę zanim się zgodziłem. I on z tych długich włosów, obciął mnie na króciutko. Następnego dnia odwiedził mnie kolega, Marcin Szymczuk. Stanął w drzwiach, patrzy i mówi: ”Wiem, że to ty, ale na ulicy bym cię nie poznał, fajnie”. Z tymi długimi włosami był kłopot, co dwa, trzy dni musiałem być u fryzjera. Modelowałem włosy na szczotkę. Kręciłem na wałki, robiłem balejaże, pasemka. Od paru lat nic nie robię. Boczki i tył króciutko, grzywka trochę podniesiona do góry.
Dima wymyślił taką fryzurę. Teraz inni czeszą się à la Zenek. Czasem mój fryzjer pyta: ”Może coś zmienimy?”. Namawia na coś ekstrawaganckiego. Ale ja nie chcę nic zmieniać, ma być elegancko, klasycznie.

d33lg9t

Żadnych ekstrawagancji? Może miewa pan gwiazdorskie zachcianki, tylko białe kwiaty w garderobie i woda sprowadzana z lodowca?

O nie, mam niewygórowane prośby, niegazowana woda i owoce. Lubię truskawki, czereśnie, winogrona. Herbatka, bo kawy wcale nie piję. W domu żona robi mi herbatki z imbirem, płatkami róży. Dobre na gardło, krtań. W zasadzie nie choruję. Ale kiedy gramy w dyskotekach, gdzie brak jest klimatyzacji i w środku robi się sauna, pięćdziesiąt stopni, a potem wychodzę na chłód, zdarza się problem. W ubiegłym roku na Wszystkich Świętych byłem przeziębiony, ale w szpitalu wylądowałem tylko raz, dwa lata temu kiedy wycinałem wyrostek.

A zachcianki muzyczne? Jest pan audiofilem, ma ręcznie robione kolumny, złote kable i hi-endowe gramofony?

Ucho mam wrażliwe, kiedy nagrywamy bywam upierdliwy, zawsze coś mi nie pasuje. W domu mam kolumny Bose, a gramofon dopiero kupię. ”Przekorny los” wychodzi właśnie na winylu. Już jest tłoczony, to pierwszy winyl w historii disco polo. Nikt tej muzyki jeszcze tak nie wydawał.

d33lg9t

Fani będą zachwyceni. A kto teraz zachwyca Zenka Martyniuka?

Bruno Mars. To taki drugi Michael Jackson. Jego koncert ’96 roku w Warszawie to było przeżycie. Niezapomniany. Przyjechałem wcześniej, stałem czekając cztery, czy pięć godzin. Było warto. Jacksona mogę go słuchać bez końca.

Zenek Martyniuk rozdaje autografy:

Jackson mistrzowsko tańczył, a pana zobaczymy kiedyś w Tańcu z Gwiazdami? Miałby pan ochotę na jakieś telewizyjne show?

Eh, nie lubię tańczyć i nie umiem. Gdybym miał dużo czasu, zapisałbym się na kurs. Nie jest tak, że stoję zupełnie jak kołek, ale żadnych kroków nie znam. Może i wziąłbym udział w takim programie, w którym miałbym coś do powiedzenia. Akurat taniec to moja słabostka. Tak samo nie widzę się w programach kulinarnych, nie umiem i nie lubię gotować. Zrobię jajko na miękko i na twardo, ale nic poza tym. Gotowaniem zajmuje się żona.

Kto zajmował się wychowywaniem Daniela? Jakim jest pan tatą?

Daniel mieszka już sam. Niedaleko, dziesięć kilometrów od nas. Po drugiej stronie Białegostoku. Często się odwiedzamy. Żona mówi, że wychowywałem go bezstresowo. Ale sam tak właśnie byłem chowany. Z rodzinnego domu nie pamiętam żadnych kłótni. Nie wiem co znaczy podnoszenie na innych głosu.

Wie pan co znaczą ciche dni? Zdarzały się?

Raczej ciche godziny. U nas to co złe, szybko mija.

Mąż w trasie, to pewnie nie jest łatwe dla związku. Zjeździł pan kawał świata.

Przejechałem autokarem wzdłuż i wszerz całe Stany. Z dwoma innymi zespołami podróżowaliśmy z Chicago do Nowego Jorku. Zaliczyliśmy Los Angeles, dojechali na Florydę. W sumie zrobiliśmy 28 tysięcy kilometrów. Mieliśmy gitarę, to był wesoły autobus. Od tego czasu mija równo dziesięć lat. Dziś bym się chyba na to nie odważył.

W takim autobusie można obejrzeć masę filmów. Co pan dziś ogląda?

Nie jestem kinomanem, ale chętnie wracam do starych polskich filmów. Mam płytki DVD, ale teraz jest tyle kanałów, że nie ma problemu żeby trafić na moje ulubione polskie komedie - ”Sami swoi, ”Alternatywy”, ”Zmiennicy. To mogę oglądać zawsze. Tak jak seriale z dzieciństwa, ”Janosika”, ”Czterech pancernych…”. Kiedy słyszę melodię z ”Polskich Dróg” mam dreszcze i gęsią skórę na rękach. Pamięta pani ostatni odcinek? Żona Władka rodzi w szpitalu, on chyba zostaje zastrzelony, strasznie przy tym płakałem. Piosenki z tych naszych starych produkcji, to są aranżacje ponadczasowe, chwytają za serce. Takie piosenki chcę tworzyć. Szlagworty. Tak długo układam linię melodyczną refrenu, żeby po jednym razie wpadały w ucho. Nie jest to łatwe.Powiem nawet, że disco polo jest najtrudniejsze ze wszystkich gatunków. Bo każdy oczekuje przeboju. Wszystkie wesela jak Polska długa i szeroka grają disco polo. Dostaję filmiki z wesel z kraju, ze Stanów, a nawet z Emiratów. Ludzie na całym świecie bawią się przy disco polo. Co z
tego, że śpiewam po polsku, linia melodyczna jest fajna i oni grają Martyniuka.

Uniesiony w górę kciuk, z tego gestu znany jest Zenek Martyniuk.

(img|743635|center)

Disco polo grał nawet Leo Messi na swoim weselu. Czuje pan dumę? Disco polo to w końcu pana dziecko.

Moje. Był rok ’92, siedziałem u Sławka Skręta w Żyrardowie i oglądaliśmy słynną galę piosenki popularnej i chodnikowej transmitowaną z Sali Kongresowej z Warszawy. Reżyserował to Krzysztof Jaślar. Prowadził Janusz Weiss. Słuchaliśmy zapowiedzi, że na koncerty do Polski przyjedzie Włoch Roberto Zanetti i muzyka italo disco zabrzmi wspólnie z zespołami chodnikowymi. Rzuciłem: ”Sławek, jest italo disco, to może być i polo disco. Nie, lepiej brzmi disco polo”. A potem to poszło w świat.

Poszło w świat. Ma pan ochotę ten świat podbić? Polska zdobyta, może czas na Azję?

Gramy tam gdzie są największe skupiska Polonii. W Niemczech, Belgii, we Francji, Stanach, na Wyspach Brytyjskich. Najdalej na wschód zapuściliśmy się na Litwę, graliśmy w Wilnie. Zapraszają nas do Australii, przeraża mnie 20 godzin lotu, ale chętnie kiedyś bym ten kraj odwiedził.

A może zostanie pan prezydentem? Fani o tym marzą.

Nie pasuję do polityki i w nią się nie mieszam, choć są tacy, co chcą mnie w nią wciągnąć. Zapraszano mnie na festiwal do Opola. Wiadomo, że ktoś, kto występuje w telewizji publicznej, stoi na scenie w Opolu, coś sobą reprezentuje. Czułem się wyróżniony, tyle. Chętnie oglądam programy publicystyczne, żeby wiedzieć co słychać w kraju. Ale gdzie ja tam pasuję na prezydenta?

A ja już widziałam pana na plakatach obowiązkowo z kciukiem uniesionym w górę. To pana gest.

Staję tak do zdjęcia odruchowo. Tak, jak odruchowo dłonią układam włosy. Śmieją się ze mnie, z tego gestu. A kciuk znaczy, że jest OK! Że fajnie jest w życiu. Bo jest.

Zenon Martyniuk, Martyna Rokita, ”Życie to są chwile”, Edipresse Książki

(img|743631|center)

d33lg9t

Podziel się opinią

Share

d33lg9t

d33lg9t