Trwa ładowanie...
d327oyo
Wydawnictwo Znak

"Z szablą na czołgi" - przeczytaj fragment książki Radosława Kotarskiego ''Nic bardziej mylnego!''

Radek Kotarski - popularyzator wiedzy, twórca webshow Polimaty i programów telewizyjnych, gdzie wyjaśnia najdziwniejsze i nieodkryte zjawiska, odpowiada na najbardziej szalone pytania i prowokuje do samodzielnego myślenia. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak publikujemy fragment jego książki "Nic bardziej mylnego!".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Z szablą na czołgi" - przeczytaj fragment książki Radosława Kotarskiego ''Nic bardziej mylnego!''
( )
d327oyo

*Radek Kotarski - popularyzator wiedzy, twórca webshow Polimaty i programów telewizyjnych, gdzie wyjaśnia najdziwniejsze i nieodkryte zjawiska, odpowiada na najbardziej szalone pytania i prowokuje do samodzielnego myślenia. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak publikujemy fragment jego książki "Nic bardziej mylnego!" . *

Z SZABLĄ NA CZOŁGI

**MIT: Polscy kawalerzyści szarżowali w czasie wojny obronnej w 1939 roku na niemieckie czołgi i pojazdy pancerne.

d327oyo

Legenda o atakach polskich kawalerzystów na niemieckie czołgi od lat rozpala wyobraźnię zainteresowanych historią ludzi na całym świecie. Dla jednych jest symbolem głupoty i naiwności Polaków, która miałaby objawiać się nadzieją, że uda się zatrzymać pojazd pancerny za pomocą kawałka metalu w postaci szabli. Dla innych jest potwierdzeniem odwagi i poświęcenia dla kraju w czasie kampanii obronnej w 1939 roku, którą historia zapamiętała jako kampanię wrześniową. Czy jednak takie brawurowe szarże konne faktycznie się odbywały?

(img|603566|center)

Aby odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzyjmy się bardzo dokładnie polskiej kawalerii. W 1939 roku jazda stanowiła aż dziesięć i pół procent ogółu wszystkich sił zbrojnych, a więc jej udział był niespotykanie wysoki. Dla porównania: również mająca długie tradycje z czasów carskich radziecka kawaleria stanowiła około sześciu procent wszystkich wojsk, nie mówiąc o jeździe niemieckiej, która ledwo przekraczała dwa procent udziału w całej armii. Polscy kawalerzyści uważani byli przez społeczeństwo za formację wspaniałą i elitarną. Na defilady wojskowe i pokazy przychodziły tłumy Polaków, aby podziwiać pięknie prezentujących się jeźdźców. Czy w umysłach dowódców tych elitarnych i świetnie wyszkolonych jednostek mógł zrodzić się pomysł zaatakowania wrogich czołgów, których przecież główną cechą jest odporność na tego typu szarże? Wszelka logika temu przeczy. Owszem, w czasie ataku na Polskę Niemcy używali przestarzałych, lekkich czołgów Panzerkampfwagen I, które były słabo opancerzone i źle uzbrojone. Ich pancerz w
najgrubszym miejscu miał zaledwie trzynaście milimetrów. Ale nawet jemu nie mogło zagrozić jakiekolwiek cięcie szablą! Nie mówiąc już o lepszych czołgach, takich jak Panzerkampfwagen II i III, posiadających ponaddwukrotnie grubsze pancerze.

Pomimo tego w wielu filmach i książkach, zwłaszcza obcojęzycznych, możemy znaleźć opisy takich ataków polskiej kawalerii. Różni autorzy najczęściej wskazują, że odbyły się one podczas bitwy pod Krojantami, w bitwie pod Mokrą lub w czasie szarży pod Wólką Węglową.

d327oyo

(img|603567|center)

W przypadku pierwszej potyczki przywołuje się sytuację, do której doszło 1 września 1939 roku około godziny dziewiętnastej. Właśnie wtedy ułani pod dowództwem pułkownika Kazimierza Mastalerza zauważyli batalion niemieckich żołnierzy w trakcie odpoczynku. Taka okazja mogła się nie powtórzyć, więc błyskawicznie zapadła decyzja o wykonaniu szarży, podczas której Polacy bezlitośnie siekali hitlerowców szablami. Akcja zakończyła się powodzeniem, ale nagle pojawiły się niemieckie pojazdy pancerne, które otworzyły ogień z karabinów maszynowych. Mimo szybkiego odskoku kilkudziesięciu ułanów poległo, w tym dowódca, pułkownik Mastalerz. Nie było tu jednak mowy o ataku na pojazdy pancerne, lecz jedynie o szybkim wycofaniu polskich oddziałów.

Niemal w tym samym czasie co działania pod Krojantami, choć ponad czterysta kilometrów na południe, w rejonie wsi Mokra, polskie pozycje zaciekle atakowała 4. Dywizja Pancerna dowodzona przez generała Georga-Hansa Reinhardta. Podczas obrony pułkownik Andrzej Kuczek postanowił wysłać na pomoc innemu oddziałowi trzeci szwadron pod dowództwem rotmistrza Jerzego Hollaka. W trakcie przejazdu zza wszechobecnego dymu jednostce rotmistrza ukazały się niemieckie czołgi, które od razu zaczęły strzelać do Polaków. Hollak przytomnie wydał rozkaz odskoku na skraj lasu, co niestety wiązało się z koniecznością jazdy obok wrogich tanków. Ułani zachowali zimną krew i w czasie przeciskania się obok hitlerowskich pojazdów pancernych cięli szablami po głowach wychylających się czołgistów. Nie było to jednak, podobnie jak pod Krojantami, świadome porwanie się na niemieckie czołgi, a jedynie doraźna obrona w chwili ucieczki. W okolicach miejsca tej akcji znajduje się dzisiaj piękne drzewo nazywane „dębem Hollaka”, do którego
przytwierdzono pamiątkową tablicę.

Trzecią potyczką, która miałaby dać początek legendzie, jest szarża pod Wólką Węglową, którą wykonali żołnierze z 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich oraz 9. Pułku Ułanów Małopolskich. Obie formacje znalazły się w niezwykle trudnym położeniu, ponieważ w czasie przebijania się do Warszawy natknęły się na niemieckie oddziały. Dowódca, pułkownik Edward Godlewski, na widok hitlerowców postanowił się nie wycofywać i wydał rozkaz do rozpoczęcia szarży. Atak był tak brawurowy, że zaskoczeni Niemcy nie zdołali utrzymać swoich linii i Polacy przebili się przez nie. Mimo że w okolicach Wólki Węglowej i Dąbrowy Leśnej znajdowały się wrogie czołgi, również tutaj o jakiejkolwiek szarży nie mogło być mowy.

d327oyo

(img|603568|center)

Identycznie sprawa ma się z innymi potyczkami podczas polskiej wojny obronnej w 1939 roku, dlatego z pełną stanowczością trzeba przyznać, że legenda o atakach kawalerzystów na niemieckie czołgi i pojazdy pancerne nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, a polscy żołnierze nie powinni być o to posądzani.

Jakie są zatem źródła tego mitu? Przede wszystkim stoi za tym niemiecka propaganda. Nazistowskim urzędnikom bardzo pasowała taka wersja historii, bo ułańska fantazja Polaków uzasadniała konieczność trzymania niemieckiego bata nad nimi. Wrogiej propagandzie nieświadomie pomógł również Włoch Indro Montanelli, który w 1939 roku był obecny w Polsce jako zagraniczny korespondent gazety „Corriere della Sera”. Po bitwie pod Krojantami Niemcy zaprowadzili dziennikarzy na pobojowisko, gdzie wśród czołgów leżały ciała ułanów. Korespondentom przekazano fałszywą informację, iż żołnierze zginęli w czasie szarży na pojazdy pancerne. Montanelli, który sympatyzował z Polakami, napisał w artykule, że w obronie kraju szli oni odważnie z szablami na niemieckie czołgi, dzięki czemu we Włoszech wzrosła sympatia do Polaków, za co włoski dziennikarz miał zostać odsunięty i przeniesiony do krajów bałtyckich. Jego opis podchwyciło Ministerstwo Propagandy i Oświecenia Publicznego kierowane przez Josepha Goebbelsa. Już w październiku
1939 roku na okładce czasopisma „Der Pimpf” można było zobaczyć rysunek ukazujący sfałszowane wydarzenia, a więc niemiecki czołg rozjeżdżający atakujących go kawalerzystów. Już tylko kwestią czasu była publikacja pseudonaukowych i pseudohistorycznych książek na ten temat, takich jak wydana w 1940 roku praca Panzerschützen in Polen Alberta Benary’ego.

Największy wpływ na rozpowszechnienie się mitu miały jednak propagandowe filmy, które były wyświetlane w całych Niemczech. Obraz polskiej kawalerii szarżującej na niemieckie czołgi można było zobaczyć między innymi w filmie pod tytułem "Kampfgeschwader Lützow" (pol. "Szwadron bojowy Lützow"), w którym Polaków odgrywali żołnierze słowaccy w naprędce zrekonstruowanych mundurach. Ponadto fragmenty tego filmu bywały mylnie brane za kronikę historyczną i w takim charakterze odtwarzane przez różne media, co jeszcze bardziej umocniło mit polskiej szarży. Swoją cegiełkę do jego wykucia dołożyła również polska sztuka, na przykład za sprawą obrazów Jerzego Kossaka czy filmu "Lotna" Andrzeja Wajdy. Paradoksalnie najczęściej artyści powielali mit w dobrej wierze, aby podtrzymać pamięć o bohaterskich kawalerzystach.

d327oyo

Polska kawaleria, zdaniem wielu znawców wojskowości, nie okazała się wcale formacją anachroniczną, lecz jednym z najbardziej skutecznych środków hamowania postępów niemieckich czołgów. Bynajmniej nie odbywało się to za pomocą szabli, ale dzięki możliwości utworzenia skutecznej zapory ogniowej, którą można było szybko przenieść w inne miejsce. A wszystko za sprawą świetnego wyszkolenia i woli walki. I to właśnie taki obraz polskiego kawalerzysty powinien przejść do historii.

*Radek Kotarski - popularyzator wiedzy, twórca webshow Polimaty i programów telewizyjnych, gdzie wyjaśnia najdziwniejsze i nieodkryte zjawiska, odpowiada na najbardziej szalone pytania i prowokuje do samodzielnego myślenia. Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak publikujemy fragment jego książki "Nic bardziej mylnego!" . *

d327oyo

Podziel się opinią

Share
d327oyo
d327oyo