WAŻNE
TERAZ

Nawrocki rozmawiał z Tuskiem. W tle zaproszenie od Trumpa

Weneckie tęsknoty

Obraz
Źródło zdjęć: © Inne

Od autorki

Na książkę tę złożyło się siedem esejów o malarstwie, które powstawało w osobliwym czasie i w osobliwym miejscu: w porze rozkwitającego renesansu w Wenecji i w obszarze jej oddziaływania - w Veneto. Nigdy, ani przedtem, ani potem, sztuka malarska nie zaznała takiego przypływu świeżości w odczuwaniu koloru, intensywności myśli, takiego ukierunkowanego porywu, którego nie umiałam nazwać inaczej niż tęsknotą.

Ten poryw kierował się i ku mitowi antyku, i ku Złotemu Wiekowi, który, jak się spodziewano, wraz z odrodzeniem cudu antyku miał nastąpić. Kierował się też ku nowo dostrzeżonemu pięknu świata i ku Stwórcy tego piękna. Tęskniono do Boga, jako do stwórczej miłości, i tęskniono do miłości ziemskiej, która tej wyższej miłości miała być figurą.

Malarstwo, zawsze będące krystalizacją ludzkich myśli i idei, tę tęsknotę w siebie wchłonęło i - jak morze oddające zimą skumulowane w ciągu łata ciepło - do dziś obdarza nas jej tchnieniem. Aby je odczuć, trzeba wpatrzeć się w tamtą epokę, wsłuchać w jej głosy i, przede wszystkim, uważnie czytać - barwa po barwie, ton po tonie, forma po formie - same obrazy.

A także wpatrywać się poprzez wieki w łudzi, którzy te obrazy malowali. Bo Wenecja była przecież rojowiskiem wybujałych indywidualności, a wielkość swej sztuki zawdzięcza zasobom różnych umysłowości i wyobraźni. Na wszystkich kładła się refleksem barwa wspólnie przeżywanego czasu. Ale w jednym czasie i w jednym mieście pulsowała mnogość ludzkich charakterów, ludzkich światów, a na każdym z nich ta wspólna barwa załamywała się w inne odcienie. jak we wszelkim zbiorowisku buzowały namiętności i animozje fermentujące niesprawiedliwościami i rozczarowaniami. Wielkość rzadko wyrasta wśród klarownej wzniosłości.

Pisałam więc o obrazach, o ludziach, którzy je malowali, o ideach, które wtapiały się w ich dzieła. Że zaś malarstwo, jak wszelka sztuka i literatura, jest szyfrem egzystencji, pisałam też o tych ponadczasowych sprawach i wątkach ludzkiego bytowania, jakie teraz, po pięciu wiekach, z tamtych obrazów wysnuwam. Z takiego rozmyślającego widzenia wyrosły Weneckie tęsknoty.

Joanna Pollakówna

Podwójny portret

Wcale nie ma pewności, czy ten podwójny portret rzeczywiście namalował Giorgione. Tę pewność czy prawie pewność - bo nie uzbraja nas w nią żaden podpis artysty, a źródłem wiedzy o autorstwie są tylko wzmianki w dzienniku Marcantonia Michiela, szesnastowiecznego weneckiego miłośnika sztuki - Żywimy zaledwie wobec trzech obrazów Giorgiona: Buny z weneckiej Accademii, Tnechfilozofów z Wiednia i Wenus z Drezna.

Jest jeszcze jeden obraz z położoną na rewersie inskrypcją w weneckim dialekcie: ,,1506, pierwszego czerwca, było to zrobione ręką mistrza Zorz i de Chastelfr [ ancho ], kolegi mistrza Vizenzo Cha en a [Catena] na prośbę pana Giacomo..." To Laura z Wiednia.

Te cztery obrazy objawiają się nam jak zachwycające materializacje tajemniczego, nieujętego w żaden ścisły rejestr malarskiego zjawiska, jakim jest twórczość Giorgiona - Wielkiego Giorgio, bo tę wielkość przyznaje mu w języku włoskim końcówka -one (jak wielkie, w górę pnące się schody, la scala, Włosi zwykli nazywać - lo scalone).

Prócz tych czterech obrazów niekwestionowanych jest jeszcze kilkadziesiąt innych, uznawanych za jego dzieła, nasyconych tym wzruszeniem płynnego, świetlno-cienistą przestrzeń powołującego koloru, tym rozmarzeniem nienazwanej tęsknoty, po których rozpoznaje się Giorgiona.

Wśród nich - ten podwójny portret. Dopiero w dwudziestych latach naszego wieku Longhi dopatrzył się w nim ręki młodego mistrza z Castelfranco. Domysł ten, z całym przekonaniem, podzieliło wielu innych badaczy szesnastowiecznego malarstwa weneckiego, uznając Doppio ritratto z rzymskiego Palazzo Venezia za jeden z całego ciągu poruszających wyobraźnię portretów namalowanych, według wszelkiego prawdopodobieństwa, przez Giorgiona: jak Portret młodzieńca z Dahlem w Berlinie, jak Portret mężczyzny (z kolekcji Terris) z San Diego, czy tak zwany Gattamelata, czyli młodzieniec w zbroi z paziem,z florenckich Uffizi.

Podwójne portrety męskie malowano w początkach XVI wieku stosunkowo często; przecież i Rafael pozostawił wspólny wizerunek dwóch mężczyzn, których odmienność fizyczna i charakterologiczna rzuca się w oczy, gdy występują ku nam z czerni tła: Andrea Navagero, brodaty, w kapeluszu, ze spojrzeniem surowym i zdecydowanym, oraz Agostino Beazzano o twarzy spokojnej i łagodnej, z wysokim czołem i miękkim zarysem wygolonego podbródka. Ci dwaj wytworni, usposobieniem i temperamentem różniący się panowie mogli się jednak ze sobą przyjaźnić; nietrudno wyobrazić ich sobie pogrążonych w żywej rozmowie. Z aktorami Podwójnego portretu Giorgiona nasza zaintrygowana wyobraźnia radzi sobie z większym trudem.

Każdy z nich ma za sobą inne tło: ten na pierwszym planie, długowłosy, o szlachetnie wydłużonej twarzy - ciemnoszare. Drugi, stojący z tyłu, z grubymi, prostackimi nieco rysami - ciemnoszafirowe. Obie strefy rozdziela wytoczona padającym z lewej strony światłem kamienna kolumna. Piękny młody człowiek, głęboko zamyślony, wsparł na ręce policzek, zgiętymi palcami lekko dotyka skroni. W palcach lewej, o parapet wspartej dłoni trzyma pomarańczę z ulistnioną gałązką.

Głowę okrywa mu miękki czarny beret z wpiętymi złotymi szpilami. Skośne, z lewej strony wpadające światło łagodnie modeluje szczupłość jego twarzy o pełnych, wyrazistych ustach, złoci strzępiastą lamówkę czarnego kaftana, uśnieżnia wyzierające z rękawa i prostokątnego wycięcia pod szyją rąbki cienkiej, wykwintnej koszuli, muska lewą rękę, pozostawiąjąc na mankiecie, nad szarym oranżem owocu, złoty połysk.

Co może go łączyć z prostackim towarzyszem, którego młodzieńczą twarz i głowę porośniętą długimi, kędzierzawymi włosami ukazuje obcesowo na wprost padające światło? Popatruje on w dół, może na jakiś przedmiot, może na pomarańczę?

Jego mocno różowe, ułożone w półuśmiech usta niektórym komentatorom wydawały się oznaką zmysłowości. Grube płótno koszuli, której kołnierz ostrą bielą wystaje spod ciemnej kurty, świadczy o gminnym pochodzeniu. Kim więc jest dla swojego wytwornego sąsiada? Może sługą, na podobieństwo giermka z portretu młodego rycerza z Uffizi?

Nic jednak nie wskazuje na to, by młody arystokrata pragnął usługi w chwili pogrążenia się w sobie i melancholii. Może kochankiem, co miałaby sugerować jego wulgarna nieco zmysłowość? Nie, to podejrzenie musimy odrzucić, przekonani, że ujmująca subtelność pierwszego młodzieńca predestynuje go do związków bardziej uduchowionych: ot takich, jakie zadzierzgały się w kręgu uczestników spotkań w willi w Careggi, pod Florencją, którą w 1462 roku Cosimo de'Medici podarował tłumaczowi i komentatorowi dzieł Platona, Marsiliowi Ficino.

To tutaj, wśród wzgórz nad Arno, w czasie dysput i wspólnych lektur antycznych pisarzy, zapalały się płomyki miłości wysublimowanych, żywiących się platońskim mitem Androgyne, jak choćby związek Ficina z poetą, pięknym Giovannim Cavalcantim. I tutaj też, w Careggi, Marsilio Ficino wywiódł z myśli platońskiej i częściowo plotyńskiej własną, poetycką teorię miłości, która zainspirować miała wielu spośród najświetniejszych malarzy renesansu, jak Piera d i Cosim o czy Botticellego, później zaś, przeniesiona do Wenecji przez wytwornego poetę, Pietra Bembo i krąg jego przyjaciół z uniwersytetu padewskiego, gdzie rozpowszechniały się wpływy filologii humanistycznej i myśli neoplatońskiej - natchnęła młodego Tycjana do namalowania Miłości ziemskieji niebiańskiej.

To właśnie miłość w rozumieniu, jakie nadawał jej Ficino, nawiedziła, jak uważa znawca malarstwa Cinquecenta, profesor Alessandro Ballarin, naszego młodzieńca. Jej widzialnym znakiem jest snop światła ogarniającego jego szlachetną postać; miłość ziemska, będąca prefiguracją miłości Boga,jest wszakże porywem ku Pięknu. Naturalną zaś formę Piękna stanowi światło, pośredniczące między tym, co uchwytne zmysłami, a tym, co nadziemskie. jest jeszcze jedna poszlaka pozwalająca nam domyślić się przyczyny smutnego zamyślenia młodzieńca: trzymana przezeń w ręku, uwypuklona padającym światłem pomarańcza, owoc utożsamiany z jabłkiem ofiarowanym Wenus przez Parysa, słodko-gorzki emblemat miłości. Bo też, cytuje Ballarin Marsilia Ficino: "Platon pisze, że miłość jest rzeczą gorzką; i nie jest to twierdzenie niesprawiedliwe, wszyscy ci bowiem, co kochają, umierają.

Nawet Orfeusz mówi, że miłość jest YAUKVNKPOS, to znaczy słodko-gorzka, ponieważ jest dobrowolną śmiercią. jako śmierć jest gorzka, lecz - przyjmowana ochoczo - jest słodka".

Tak pięknie i sugestywnie Ballarin interpretuje zadumę młodzieńca z Doppio ritratto, kojarząc ją z rozważaniami nad miłością, jakie podejmują, podobnie jak on giovani e d'alto cuore, dworni i wykształceni bohaterowie Asolan Pietra Bembo; zwłaszcza z wywodem smutnego Perottina, przypominającego, iż samo słowo "miłość" - amore, zbliżają do amaro - goryczy.

Pobudzająca wyobraźnię rozprawa Alessandro Ballarina pozostawia nas przecież z pewnym niezaspokojeniem. Nie tłumaczy mianowicie przekonująco obecności prostaka wychylającego się zza ramienia naszego bohatera; jego rola sprowadzałaby się do podkreślania kontrastu dwóch rodzajów miłości: zmysłowej i wysublimowanej. Otóż wydaje mi się, że poprzez tę zagadkową współobecność dwóch młodych mężczyzn Giorgione chce nam zwierzyć przeczucie nieco odmienne.

Wróćmy do myśli Marsilia Ficino o związkach uczuciowych między ludźmi. Różnica między miłością a przyjaźnią w odczuwaniu tego subtelnego filologa i filozofa nie zawsze była ostro zarysowana. Nawet źródłosłowu doszukiwał się wspólnego: amor - amicizia. Jakikolwiek odcień miał ten poryw uczuć, zawsze był porywem ku Pięknu i ku Bogu.

Jeden i ten sam krąg zakreśla się od Boga ku światu i od świata ku Bogu, pod trzema imionami: jako ten, który wychodzi od Boga, będąc zasadą przyciągania - Piękno; jako ten, który przenika świat i go zachwyca - Miłość; i jako ten, który wraca do swego Stwórcy i dołącza do niego swe dzieło - Rozkosz. Tak to Miłość rodzi się z Piękna, a koniec swój ma w Rozkoszy".

Kochankowie i przyjaciele jawią się w humanistycznej myli piętnasto- i szesnastowiecznej jako harmonijnie dopełniające się człony tej samej doskonałej całości; bo to przecież harmonia części o doskonałości i pięknie stanowi. I dlatego zapewne chętnym, choć nieco przeinaczającym echem odzywa się w pismach Leonarda da Vinci myśl starożytna, jak choćby myśl Cycerona, o wzajemnym podobieństwie przyjaciół:

"Żaden z tych wszystkich związków - pisze Cycero - nie jest doskonalszy i żaden mocniejszy od tego, w którym prawi i podobni z charakteru mężowie złączeni są spójnią przyjaźni. [...] Z osobami mającymi jednakie skłonności i jednakie usposobienie dzieje się to, że każda z nich znajduje w drugiej takie samo upodobanie jak w sobie, a wtedy spełnia się również i to, czego wymaga od przyjaźni Pitagoras - iż mianowicie kilku ludzi przemienia się jakby w jednego".

Leonardo zaś, postać w biografii Giorgiona niezmiernie ważna, jeśli coś o tej ukrytej za wiekami i za barwnym cieniem obrazów biografii wolno nam domniemywać, mówi: "...według mnie uważać należy, że dusza, która kieruje i rządzi każdym ciałem, kształtuje nasz sąd, a raczej jest naszym własnym sądem. Ona zatem wyznaczyła cały kształt ludzki wedle swej woli, czy to z nosem długim, czy krótkim, czy płaskim, ona ustanowiła jego wzrost i oblicze. [...] A jeśli dusza taka napotka kogoś na podobieństwo ciała przez siebie ukształtowanego, polubi go, a często się w nim zakochuje. I dlatego wielu ludzi zakochuje się i bierze żony sobie podobne, a często dzieci z nich zrodzone podobne są do swych rodziców".

Wybrane dla Ciebie
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Po "Harrym Potterze" zaczęła pisać kryminały. Nie chciała, żeby ktoś się dowiedział
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Wspomnienia sekretarki Hitlera. "Do końca będę czuła się współwinna"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Kożuchowska czyta arcydzieło. "Wymagało to ode mnie pokory"
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
Stała się hitem 40 lat po premierze. Wśród jej fanów jest Tom Hanks
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
PRL, Wojsko i Jarocin. Fani kryminałów będą zachwyceni
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Zmarł w samotności. Opisuje, co działo się przed śmiercią aktora
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Jeden z hitowych audioseriali powraca. Drugi sezon "Symbiozy" już dostępny w Audiotece
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Rozkochał, zabił i okradł trzy kobiety. Napisała o nim książkę
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Wydawnictwo oficjalnie przeprasza synów Kory za jej biografię
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Planował zamach na cara, skazano go na 15 lat katorgi. Wrócił do Polski bez syna i ciężarnej żony
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
Rząd Tuska ignoruje apel. Chce przyjąć prawo niekorzystne dla Polski
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
"Czarolina – 6. Tajemnice wyspy": Niebezpieczne eksperymenty [RECENZJA]
NIE WYCHODŹ JESZCZE! MAMY COŚ SPECJALNIE DLA CIEBIE 🎯